Gazeta Wyborcza podała na swoich łamach informację, jakoby maseczki które przyleciały do naszego kraju z Chin miałyby mieć oszukane certyfikaty i nie nadawały się do wykorzystania. Państwowa spółka KGHM zdecydowanie zaprzecza i zapowiada drogę prawną. 

 

 

Gazeta Wyborcza słynie ze swojego negatywnego podejścia do naszej obecnej władzy. Na każdym kroku nam o tym przypominają coraz to nowszymi oskarżeniami wobec obozu rządzącego i informacjami które miałyby go zdyskredytować. Czy tym razem prawda leży po ich stronie?

 

 

Kilka dni temu cała Polska żyła przylotem na lotnisko Okęcie największego samolotu świata, który dostarczył do nas z Chin miliony środków do dezynfekcji maseczek czy innych niezwykle potrzebnych towarów.

Samolot pobił przy tym światowy rekord jeśli chodzi o objętość towaru, z którym leciał kiedykolwiek samolot towarowy. Było to możliwe dzięki niewielkiej masie zakupionego przez rząd sprzętu.

 

Od razu po dostarczeniu towaru pojawiły się głosy, iż może być podobnie jak w przypadkach Włoch czy Hiszpanii, które już tu opisywaliśmy. Można o nich przeczytać TUTAJ.

 

Gazeta Wyborcza postanowiła jednak wysnuć poważne oskarżenia publicznie. Napisała ona bowiem o tym iż certyfikaty maseczek zakupionych z Chin nie spełniają standardów medycznych więc automatycznie nie nadają się do użycia.

Wspomniany artykuł można zobaczyć tutaj:

https://bit.ly/3bydSew

 

Prezes KGHM Polska Miedź Marcin Chludziński szybko zaprzeczył tym informacjom na swoim twitterze:

 

Wyborcza opiera swoją tezę na tym iż certyfikat według zdjęcia wydała włoska firma Ente Certificazione Macchine (ECM), jednak jak mówi jej pracownik Paolo Bernardoni firma nie wydaje takich certyfikatów i jest to prawdopodobnie oszustwo.

 

Potwierdza to Centralny Instytut Ochrony Pracy, a dokładnie prof. Katarzyna Majchrzycka, która mówi:

 

„Ente Certificazione Macchine nie ma uprawnień do wydawania certyfikatów badania typu UE, które upoważniają producenta do oznaczenia tych wyrobów znakiem CE”

 

KGHM zapowiedziało wytoczenie Wyborczej procesu, czy do tego dojdzie i jak się zakończy zobaczymy w przyszłości.

 

Jeżeli ktoś zechce zagłębić się w ten temat, to jest on bardzo szczegółowo opisany w tym artykule: https://bit.ly/2zpUphX

 

 

Źródła:

Fot.: wikipedia

natemat.pl

twitter/@ChludzinskiM

O sytuacji w słynnym polskim klubie Ekstraklasy- Wiśle Kraków, sporo mówiło się w ostatnich latach i często wiązało się to ze stawianiem polityki prowadzenia klubu w złym świetle. Wśród medialnych doniesień i zarzutów kierowanych pod adresem osób, które niegdyś stały na czele zarządu byłego Mistrza Polski, pojawiały się oskarżenia o ścisłe powiązania ze strukturami zorganizowanych grup przestępczych, angażowanie w życie klubu osób z półświatka, defraudowanie pieniędzy oraz sprowadzenie klubu do fatalnej sytuacji kryzysowej. W związku z taką sytuacją, krakowskiemu zespołowi groziła nawet degradacja o kilka klas rozgrywkowych. Finalnie „Biała Gwiazda” wraz z nowymi władzami stara się odbudować swoją dawną siłę, a ludzie z dawnego zarządu stanęli przed sądem.

 

Wśród osób, które popadły w problemy z prawem i zatrzymanych, przez zawirowania jakie działy się wokół Wisły Kraków, oprócz członków gangu bojówkarzy, znaleźli się też była prezes klubu Marzena S., a także Damian D. i Robert Sz. również należący niegdyś do zarządu tej znanej piłkarskiej marki.

 

Jak poinformowały w dniu dzisiejszym polskie media, była prezes Wisły najprawdopodobniej nie wyjdzie zbyt szybko na wolność. Zapadła bowiem ważna decyzja krakowskiego sądu w jej sprawie, zgodnie z którą, postanowiono o przedłużeniu aresztu dla Marzeny S. do dnia 30 czerwca. Kobieta jest podejrzana o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, odpowiedzialnej za dokonywanie przestępstw  gospodarczych na szkodę Wisły Kraków S.A.

 

W związku z tym zarzutem zatrzymany został również wspomniany wcześniej Robert Sz. i również dla tego członka dawnego zarządu klubu, sąd zdecydował się przedłużyć odsiadkę.

 

Wisła Kraków stara się odzyskać nowy blask, a w ramach tego, w ostatnim czasie nowym prezesem klubu został Dawid Błaszczykowski, brat znanego reprezentanta Polski Jakuba Błaszczykowskiego, który jest zarazem zawodnikiem oraz również od niedawna jednym z właścicieli Wisły.

 

 

Źródło: Zestadionu.pl ; Polskieradio24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Choć od tych wydarzeń minęło już prawie 20 lat, to nadal nie zniknęły one z pamięci zwykłych Amerykanów, a co dopiero mówić o politykach i ludziach, którzy liczą na wielkie pieniądze.

 

 

Duma Stanów Zjednoczonych Ameryki ucierpiała niezwykle w momencie gdy 11 września 2001 roku atak terrorystyczny zorganizowany przez Al Kaidę zabił tysiące amerykańskich obywateli, lecz przede wszystkim obnażył niedoskonałości amerykańskiego systemu obrony i pokazał, że choć wtedy USA były niepodważalnie największym światowym mocarstwem, to grupa kilku tysięcy ludzi może spowodować u nich ogromne trzęsienie ziemi.

 

 

Oczywiście jak to przy niemal każdej światowej tragedii, pojawiło się pełno teorii spiskowych. Niektórych całkiem niedorzecznych, niektórych bardziej prawdopodobnych. Stany rozpoczęły „wojnę z terroryzmem” i interwencje w krajach Bliskiego Wschodu mające na celu pokazanie kto jest najpotężniejszy na świecie, a także wzięcie zemsty na organizacji terrorystycznej Al Kaida.

 

 

Od lat toczyła się na arenie międzynarodowej wielka batalia, także ta o odszkodowania. Stany oczekiwały od Iranu ponad 1,6 miliarda dolarów rekompensaty. USA wytoczyły proces i bardziej niż na pieniądzach, zależało im tak naprawdę na tym, aby zwyciężyć z Iranem. Jak wiemy Donald Trump odkąd zasiadł na fotelu prezydenckim, uznaje Iran niemal za wroga numer jeden.

 

W poniedziałek nadeszła jednak decyzja zdecydowanie nie po myśli Trumpa. Sąd w Luksemburgu zdecydował bowiem, że Iran nie musi płacić oczekiwanego przez USA odszkodowania, a więc długoletnie procesy i utarczki prawdopodobnie ostatecznie wygrywa Iran. Co myślicie o takim rozstrzygnięciu? Którą ze stron popieracie w tym niewątpliwie jednym z najważniejszych konfliktów na światowej scenie politycznej.

 

 

Źródła:

Fot.: Public Domain Pictures

thenational.ae

Polska na szczęście nie znalazła się w kręgu państw, gdzie przeprowadzono skutecznie zamach terrorystyczny, lecz Polacy  stali się ofiarami tych zdarzeń w innych państwach. Terroryści uaktywnili swoją działalność na całym świecie i często przeprowadzali skuteczne akcje. Służby prowadzą współpracują między krajami, aby zapobiegać krwawemu rozlewowi krwi. Jednak nie znaczy to, że terroryści pominęli nasz kraj w swoich planach. Jedyny wysoko postawiony  dżihadysta, który został zatrzymany w naszym państwie to Mourad T.

 

Maurad T. to marokański terrorysta, a także pierwsza w naszym państwie osoba będąca  bezpośrednim współpracownikiem człowieka liczącego się w szeregach ISIS. Terrorysta miał pełnić funkcję zwiadowcy  oraz być w ciągłym  kontakcie z Abdelhamidem Abaaoudem, który był odpowiedzialny za organizację zamachów w Europie Zachodniej. Terrorysta został zabity przez francuską policję w 2015 roku.

 

Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych mówi: Mourad T. był pierwszym tak wysoko postawionym dżihadystą, z jakim mieliśmy do czynienia. 

 

Według mediów w ubiegły wtorek Sąd Apelacyjny w Katowicach, uchylił oskarżonemu areszt   z uwagi, iż ten środek zapobiegawczy był zastosowany od września 2016 roku. Kara więzienia wymierzona przez sąd I instancji wynosi prawie tyle samo lat, ile w areszcie przebywał Mourad T.

 

Mecenas  Krzysztof Młodzik, czyli obrońca przestępcy powiedział: Zostaliśmy poinformowani, że z uwagi na koronawirusa biegli tłumacze, którzy muszą brać udział w rozprawie, tłumaczyć dla oskarżonego jej przebieg na język arabski, odmówili udziału w rozprawie. W tej sytuacji sąd nie miał wyjścia i musiał rozprawę przełożyć.

 

Obwa, że wyrok może nie zostać wykonany, a także że istnieje ryzyko, iż  Marokańczyk ucieknie z kraju wyraziła Prokuratura Krajowa. Mourad T. został jednak znowu zatrzymany, lecz  tym razem przez straż graniczną. Przestępca nie ma dokumentów, czyli przebywa  w naszym kraju nielegalnie.

 

 

Wobec obywatela Maroka został skierowany wniosek do sądu o umieszczenie cudzoziemca w areszcie w celu wydalenia. Sąd przychylił się do wniosku komendanta placówki SG w Rudzie Śląskiej i obywatel zostanie osadzony w areszcie do czasu zakończenia prowadzonego wobec niego postępowania administracyjnego w sprawie zobowiązania go do powrotu – przekazała rzeczniczka śląskiego oddziału SG major Katarzyna Walczak

 

 

 

 

 

 

Źródło: online-mafia.pl

Źródło fot.: Wikipedia Cammons

Ukraińcy oskarżeni o brutalne napady na Polaków w okolicy Chełmna zostali uniewinnieni. Decyzja sądu wynikać ma z braku dowodów.

 

Oleksander S., Oleksander F., a także 19-letni Maksym S. mieli być członkami około 10-osobowej grupy przestępczej stworzonej z Ukraińców, która napadała na polskie domy w okolicach Chełmna. Oskarżeni mieli m.in. przypalać poszkodowanych żelazkiem oraz lokówką, podtapiać ich w wannie, bić, grozić śmiercią oraz obcinaniem palców. Wszystko to na celu miało przekonanie ofiar do ujawnienia, gdzie znajdują się ich kosztowności. Oskarżeni nie przyznali się jednak do stawianych im zarzutów.

 

Po spędzeniu przez nich dwóch lat w areszcie w ich sprawie w końcu zapadł wyrok. Jak się okazało sąd uznał trzech Ukraińców za niewinnych. Spowodowane to miało być niewystarczającymi dowodami oraz nieudolnością policji. Na miejscu zdarzeń nie znaleziono żadnych śladów biologicznych, a śledczy opierali się tylko na poszlakach. Dowodem w tej sprawie miało być rozpoznanie przez ofiary głosów domniemanych sprawców. Okazało się jednak, że nawet te czynności policyjne zostały przeprowadzone zupełnie nieprofesjonalnie, gdyż aresztowanych od poszkodowanych oddzielono w pokoju na komendzie materacem gimnastycznym.

 

Sąd dysponując tak naprawdę głównie tym dowodem uznał, że trójka Ukraińców jest niewinna. Sędzia Kamieniak sam stwierdził, że: „Sąd wierzy w ich szczerość, ale bardzo trudno jest rozpoznać osobę po głosie. Nie można więc uznać tego dowodu za stuprocentowy. Obowiązuje domniemanie niewinności. Każdą wątpliwość należy oceniać na korzyść oskarżonego”.

 

Prokurator podczas tej sprawy powoływał się na zagraniczne publikacje, a całą zbrodnie porównał do działań UPA podczas II wojny światowej. To jednak nie pomogło w całej tej sprawie. W związku z tym prokuratura zapowiada, że wystąpi o pisemne uzasadnienie wyroku.

 

Źródło: Dziennik Wschodni

Foto: Piqsels

Przez ostatnie lata, działania policji doprowadziły do rozbicia sporej części działających na terenie naszego kraju struktur grup przestępczych opartych na środowisku pseudokibiców utożsamiających się z różnymi klubami sportowymi. Do jednych z głośniejszych spraw należą bez wątpienia te związane ze stworzonymi przez kiboli gangami w województwie małopolskim oraz śląskim. W ich przypadku mówiło się o bardzo brutalnych i różnorodnych kryminalnych działaniach, jak również osobach, które przez swoją działalność w przestępczym półświatku stały się nawet sławne.

 

Do takich ludzi zaliczyć można Pawła M. ps. „Misiek”. Został on jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawiciela środowiska polskich pseudokibiców. Był współtwórcą gangu „Wisła Sharks” w Małopolsce, będącego swoistą bojówką chuliganów sympatyzujących z krakowską „Białą Gwiazdą”. Paweł M. stał się popularny już w altach 90-tych, po tym jak rzucił nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio w trakcie spotkania Wisły Kraków z Parmą. Teraz jednak jest on znienawidzoną osobą wśród sporej grupy swoich dawnych kompanów.

 

„Misiek” został zatrzymany we Włoszech, a następnie przekazany stronie polskiej po miesiącach poszukiwania jego osoby listem gończym. Wcześniej uciekł on z Polski, niedługo przed tym, jak policyjni antyterroryści weszli do domów, w których zatrzymywali członków grupy „Wisła Sharks”.

 

Były lider pseudokibiców Wisły stał się dla ludzi, z którymi współpracował „persona non grata” odkąd zdecydował się współpracować z prokuraturą i składać obszerne zeznania w temacie przestępczych działań jakich podejmował się przez lata, wraz z innymi osobami. Treść tychże jego zeznań zająć miała setki stron, na których znalazły się wyjaśnienia Pawła M. obciążające ludzi, z którymi utrzymywał wcześniej koleżeńskie relacje i wspólnie realizował interesy.

 

Ludzie z „Wisła Sharks” współpracowali w ostatnich latach m.in. z gangiem „Psycho Fans” stworzonym przez bojówkarzy kibicujących Ruchowi Chorzów. To właśnie w procesie tej grupy miał również zeznawać „Misiek” w ostatnim czasie. Wydarzyło się jednak przy tej okazji coś co wielu może zaskoczyć.

 

Czytaj też:

Bezwzględne ataki i „fruwające mięso”, czyli krwawe zeznania kibola

 

Jak podaje wyborcza.pl, Paweł M. miał odmówić udania się do Katowic na rozprawę ws. „Psycho Fans”. Powodem takiego stanu rzeczy miały być obawy o swoje bezpieczeństwo. Były lider bojówki Wisły Kraków miał nie chcieć opuszczać celi, pomimo tego iż miał zostać przetransportowany policyjnym konwojem.

 

 

Źródło: wyborcza.pl ; gazetakrakowska.pl

Fot.: YouTube/Superwizjer TVN (zrzut ekranu)

Na łamach naszego portalu stosunkowo często pisaliśmy o powiązaniach środowiska pseudokibiców ze zorganizowaną przestępczością w naszym kraju. Jedna z takich spraw, która poruszyła wielu czytelników to historia zabójstwa młodego mieszkańca Krakowa Miłosza B., do którego doszło na początku 2018 roku, na terenie krakowskiego osiedla Prokocim. Proces w tej sprawie wciąż toczy się przed sądem, a podejrzani usłyszeli dodatkowo też inne zarzuty związane z narkotykami oraz udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej jaką stać miała się bojówka „Wisła Sharks” sympatyzująca z „Białą Gwiazdą”.

 

Miłosz B. miał sam być zaangażowaną w środowisko pseudokibiców osobą. Kibicował on Cracovii i w styczniu 2018 roku został napadnięty w rejonie ul. Teligi przez uzbrojonych w niebezpieczne narzędzia fanów Wisły Kraków. Mężczyzna trafił do szpitala i stracił sporą ilość krwi. Niestety, finalnie jego życia nie udało się uratować lekarzom.

 

Pięciu oskarżonych w sprawie tamtego krwawego ataku mężczyzn nie przyznaje się do popełnienia morderstwa. Wśród nich znalazł się m.in. 21-letni Maciej K., który z zarzutów jakie mu przedstawiono, przyznał się jedynie do posiadania narkotyków w postaci 242 gram marihuany. Jak tłumaczył jednak, kupił je po okazyjnej cenie i na własny użytek, w związku z dolegliwością jaką ma być ból kręgosłupa. Podczas jednej z rozpraw przesłuchana została również jego matka Agnieszka M.

 

Również kobieta przekonywała, że jej syn nie zabił Miłosza B. i tłumaczyła, że tamtego styczniowego wieczoru, Maciej K. był na siłowni i wrócił do miejsca zamieszkania około godz. 23. Matka oskarżonego zrelacjonowała przed sądem również moment, kiedy przyszli po niego funkcjonariusze policji.

 

Kiedy o poranku w celu zatrzymania Macieja K. przybyli do zamieszkiwanego przez niego bloku policjanci, matka kazała mu, jak sama opowiada, ukryć się w mieszkaniu sąsiadki. Miał być on wtedy wystraszony zaistniałą sytuacją. Ona zaś planowała sama dowiedzieć się od stróżów prawa o jaką sprawę chodzi.

 

Zobacz też:

Bezwzględne ataki i „fruwające mięso”, czyli krwawe zeznania kibola

 

Funkcjonariuszy mieli wówczas nie powiedzieć o szczegółach swojej wizyty, jednak za zgodą Agnieszki M. przeszukali pokój jej syna. Znaleźli tam wtedy właśnie woreczki zawierające łącznie 242 gram marihuany. Torebki te ukryte były w jednej z poduszek.

 

Kobieta twierdzi, że ona sama była zdziwiona tym odkryciem w mieszkaniu. Wiązała wówczas strach syna z faktem posiadania narkotyków. On jednak już nie wrócił z mieszkania sąsiadki, a przez kolejne tygodnie ukrywał się przed organami ścigania. Miał jednak dwa dni po tej wizycie policji spotkać się z matką. Ona nie chciała jednak zdradzić sądowi gdzie do tego doszło, powołując się na przepis zgodnie, z którym nie musi ona odpowiadać jeżeli może narazić to ją lub osobę jej najbliższą na odpowiedzialność karną.

 

W podobny sposób, powołując się na ten sam zapis prawny, kobieta zareagowała, kiedy sąd pytał ją o to w jaki sposób przekazała później Maciejowi K. swój list, w treści którego jak przyznała, zapisała nazwisko ustanowionego adwokata oraz opisała jakie prawa jej przysługują.

 

Kobieta płakała na sali rozpraw, skarżąc się na to iż od dwóch lat nie ma kontaktu z synem. W okresie tym bowiem najpierw ukrywał się, a później, po zatrzymaniu, nie otrzymała ona zgody na widzenia.

 

Partner kobiety- Bogdan W. stwierdził natomiast, że Maciej K. był osobą aktywną fizycznie i dbającą o zdrowie. Świadczyć o tym ma fakt, że chodził na siłownię, a wcześniej grał też w klubie Płaszowianka.

 

Przesłuchiwany mężczyzna bagatelizował też fakt odnalezienia w mieszkaniu oprócz marihuany, także kominiarki, pojemnika z gazem, wagi elektronicznej oraz sporej ilości akcesoriów kibicowskich. Jak podaje „Gazeta Krakowska”, Bogdan W. zeznał, że mowa jest tu o pamiątkach Macieja K. z dawnych lat.

 

Świadek nieco inaczej niż w śledztwie miał zeznać też, że w dniu zabójstwa Miłosza B., oskarżony był wieczorem w mieszkaniu.

 

 

Poszukiwany swego czasu listem gończym Maciej K. został zatrzymany ostatecznie na terenie województwa śląskiego. Członkowie bojówki „Pscyho Fans” utożsamiający się z Ruchem Chorzów, mieli mu pomagać ukrywać się w tamtym czasie.

 

 

 

 

Źródło: gazetakrakowska.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Facebook

Wniesiono do Naczelnego Sądu Administracyjnego skargę na odmowę wpisu do polskich ksiąg obcego aktu urodzenia dziecka, w którym rodzicami są dwie kobiety.

Sąd zdecydował, że oddali skargę, gdyż już wcześniej w rzecznictwie NSA pojawiło się stwierdzenie, że niemożliwe jest wpisanie w polskim akcie zamiast ojca – kobiety.

 

Skład siedmiu sędziów udzielił odpowiedzi na pytanie i podjął uchwałę, w której wyraźnie uznał, że nasze przepisy nie dopuszczają transkrypcji zagranicznego aktu urodzenia dziecka, w którym jako rodzice wpisane są osoby tej samej płci. (…) Dla składu orzekającego dziś stanowisko wyrażone w tej uchwale jest wiążące

 

— napisała w uzasadnieniu wtorkowego wyroku NSA sędzia Małgorzata Masternak-Kubiak.

 

CZYTAJ TAKŻE: Tragedia w Bydgoszczy! Nie żyje dwójka dzieci, a ich matka walczy o życie

 

NSA nie może wystąpić w tej sprawie do Trybunału Sprawiedliwości UE, gdyż sędziów wiąże uchwała, którą na kanwie tej sprawy NSA wydał wcześniej.

 

niemożliwe jest wpisanie w polskim akcie stanu cywilnego zamiast ojca dziecka – rodzica, który nie jest mężczyzną; byłoby to sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego w Polsce.

 

– wnosiła treść uchwały.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wygwizdano Andrzeja Dudę! Oczekuje przeprosin od Kidawy-Błońskiej (WIDEO)

 

 

Źródło: wpolityce.pl / foto Pixabay.com

Trwa proces członków gangu „Psycho Fans”. Grupa ta stanowiła bojówkę pseudokibiców utożsamiających się z Ruchem Chorzów. Równocześnie jednak, jej członkowie zajmowali się też znacznie poważniejszymi przestępstwami niż organizowanie tzw. ustawek czy uliczne bójki z fanami innych drużyn. O brutalnych działaniach ludzi z „Psycho Fans” postanowili opowiedzieć niektórzy skruszeni bojówkarze. Wśród z nich znalazł się również Łukasz B. ps. „Baluś”, który niegdyś miał pełnić rolę szefa „wywiadu gangu”. Podczas składania w ostatnim czasie zeznań przed sądem opowiedział on o brutalnych działaniach jakich podejmowała się chorzowska bojówka wraz z zaprzyjaźnionymi członkami „Wisła Sharks”, gangu pseudokibiców krakowskiej Wisły. W procesie oskarżonych jest ponad 40 osób związanych z „Psycho Fans”.

 

Opisane przesłuchanie Łukasza B. mogło być jednym z kluczowych dla tej sprawy. Mężczyzna odpowiadał na pytania sądu znajdując się w specjalnie strzeżonej sali rozpraw. „Baluś” miał niegdyś być blisko kierownictwa gangu i odpowiadać za swoisty wywiad mający na celu pozyskiwanie informacje ze struktur innych bojówek.

 

Skruszony gangster otrzymał status „małego świadka koronnego” i wyszedł na wolność decydując się na współpracę z prokuraturą. Składanie obciążających jego dawnych kompanów zeznań przypłacił on nie tylko epitetami jakie pojawiają się w jego kierunku na murach przy okazji tworzenia graffiti, ale też koniecznością uważania na bezpieczeństwo swoje oraz bliskich. W 2019 roku miało dojść do nieudanego zamachu na jego życie.

 

„Baluś” opowiadał m.in. o planowaniu i zrealizowaniu przez „Psycho Fans” oraz „Wisła Sharks” krwawego ataku na Daniela D. ps. „Romek”, który kierować miał wrogim gangiem pseudokibiców GKS Katowice.

 

– W 2017 roku postanowiliśmy dać nauczkę Danielowi D. ps. „Romek”. On był dowódcą grupy Persona Non Grata. To bojówka kibiców Gieksy. „Romek” był motorem napędowym wszystkich działań przeciwko kibicom Ruchu Chorzów, dlatego zapadła decyzja, że ma zostać „zrobiony do spodu”

– wyjaśniał Łukasz B. na sali rozpraw.

 

Dopytywany przez sąd o znaczenie słów „zrobiony do spodu” wyjaśnił, że planowano pobić „Romka” w taki sposób, aby ten się wykrwawił lub musiał poruszać się na wózku inwalidzkim. Taki sposób działania miał pozwolić uniknąć sprawcom zarzutu zabójstwa i odpowiadać za jedynie pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

 

Bojówkarze mieli próbować zaatakować Daniela D. trzykrotnie. Członkowie „Wisła Sharks” mieli wspierać ich ze względu na fakt doświadczenia w tego typu „akcjach”. Należy pamiętać, że grupa ta odpowiada za zakończone śmiercią ataki na bojówkarzy Cracovii i inne bezwzględne przestępstwa. Do brutalnych działań w wykonaniu „Sharksów” doszło m.in. w 2011 roku na krakowskim Kurdwanowie, kiedy przed południem zadano wiele ran ostrymi narzędziami Tomaszowi C. ps. „Człowiek”, w 2018 roku na terenie osiedla Prokocim, gdzie zabity został nastoletni Miłosz B., ale też w 2007 w Kielcach, gdzie z rąk kibola Wisły zginął fan Korony znany jako „Małpa”.

 

Atak na „Romka” miał być już więc kolejnym tego typu, w którym uczestniczyli „Sharksi”. Stąd też stanowili odpowiednie wsparcie dla gangsterów z „Psycho Fans”.

 

Jak opowiedział podczas zeznań „Baluś”, pierwsza próba ataku nie wyszła, ponieważ chorzowscy bojówkarze nie otrzymali „cynku od zaprzyjaźnionego kibica z Katowic”. Za drugim razem, chciano zaatakować „Romka”, kiedy ten miał zmierzać w stronę przedszkola, w celu odebrania swojego dziecka. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, według skruszonego gangstera, informacje o adresie placówki przedszkolnej miała przekazać im Dominika P, która również zasiadała na sali rozpraw, kiedy o wszystkim opowiadał Łukasz B.

 

Dominika była kiedyś ze „Skubolem” , ale kiedy „Skubola” zamknęli za bijatykę z meksykańskimi marynarzami w Gdyni, to pojechała na dyskotekę do Katowic i „zrobiła loda” takiemu bramkarzowi z Gieksy. Potem nawet przez jakiś czas była z nim w związku. To był policzek nie tylko dla „Skubola”, ale całej ekipy Ruchu

– powiedział „Baluś”.

 

Został dopytany przez sąd słowami: „Co zrobiła temu bramkarzowi?”

 

Zrobiła mu loda. A potem chyba chciała odkupić swoje winy i przekazała adres tego przedszkola, a także mieszkania jeszcze jednego „gieksiarza”

– odpowiedział.

 

Atak i tym razem miał nie dojść do skutku, ponieważ pod budynek podjechał bus, którym odjechały dzieci. Napaść na Daniela D. udało się im jednak skutecznie przeprowadzić za trzecim razem, w 2017 roku na terenie Katowic.

 

– „Romek” to duży dwumetrowy facet. Jak zobaczył, że w bmw otwierają się drzwi, wiedział, co się wydarzy i próbował uciekać. Z rozpędu połamał szlaban na parkingu, przewrócił się, potem trzymał się płotu i wył. A „Misiek” i „Dzidek” go obrabiali maczetami. Widziałem latające strzępy mięsa. „Dzidek” uderzał go maczetą trzymaną w obu dłoniach. Nie mogłem wyjść na frajera i tylko się przyglądać. Podszedłem i też zadałem mu trzy, cztery ciosy maczetą

– Opowiadał niegdyś członek gangu, a dziś „Mały świadek koronny”.

 

Warto wspomnieć, że biorący udział w tej akcji Paweł M. ps. „Misiek” był przez lata najbardziej znanym bojówkarzem Wisły Kraków, a zarazem przywódcą grupy „Wisła Sharks”. Po zatrzymaniu we Włoszech, również on zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i obciążyć zeznaniami swoich dawnych kolegów.

 

Przy ataku na Damiana D., według zeznań „Balusia”, to „Misiek” dał w pewnym momencie sygnał, że pora uciekać.  Wówczas obydwaj mieli wsiąść do BMW i chcieli już odjeżdżać, jednak „Dzidek” najdłużej z nich zadawał rany „Romkowi”. Jak opowiadał Łukasz B., szef „Wisła Sharks” miał w drodze zarzucać „Dzidkowi”, że ten „za cholerę nie ma umiaru”.

 

Zaatakowany lider chuliganów katowickiego klubu przeżył, pomimo odniesienia tak poważnych obrażeń. Według medialnych doniesień, można śmiało mówić tu nawet o „przeżyciu cudem”.

 

Według treści zeznań, na zlecenie lidera „Psycho Fans” Łukasza L. ps. „Lucki”, kibol o pseudonimie „Celebryta” miał spalić ukryte na polach w Rudzie Śląskiej auto.

 

– Kazaliśmy mu po wszystkim zniszczyć obuwie, aby policja nie dopadła go po śladach. On zaczął jednak marudzić, że ma markowe buty za pięć stówek, więc odpaliliśmy mu po 300 zł

– opowiedział świadek.

 

W dniu ataku, na terenie Chorzowa doszło również do spotkania z większym gronem bojówkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy do województwa śląskiego przyjechali na tzw. ustawkę. Według „Balusia” wrażenie wywarło na nim to, jak członkowie „Wisła Sharks” przechwalają się przeprowadzonymi brutalnymi atakami.

 

– Byłem zszokowany, bo oni wszyscy już wiedzieli, że zrobiliśmy „Romka”. U nas o takich akcjach wiedziało niewielkie grono ludzi, a oni się tym wręcz przechwalali. „Misiek” opowiadał z dumą, że chyba przebił „Romkowi” płuco. A „Dzidek” chodził i powtarzał: „dobrze tej kurwie, dawać mi następnego, bo wilkołak jest głodny”. To mną wstrząsnęło, bo ledwo wróciliśmy z jednej roboty, a on już chciał wyciąć kolejna osobę

– wyjaśniał „Baluś”.

 

Podczas rozprawy, skruszony gangster opowiedział też o innym ataku, w którym życie stracił Dariusz D., znany człowiek w środowisko pseudokibiców Górnika Zabrze. Zdaniem „małego świadka koronnego”, ta akcja była dosyć spontaniczna.

 

– To nie było zaplanowane. Niewielka ekipa Psycho Fans wraz z grupą małolatów pojechała tam zamalowywać na murach emblematy Górnika. Kiedy już wracaliśmy, nagle mignęło nam jadące auto Dariusza P.

– mówił były szef „wywiadu grupy” przed sądem.

 

Po dostrzeżeniu pojazdu, którym poruszał się Dariusz P., ludzie z „Psycho Fans” zaczęli go szukać. Ten w pewnym momencie miał wyjechać wprost na samochód Łukasza B.

 

– Zatrzymał się, popatrzył na nas, po czym wyskoczył z auta i zaczął uciekać pieszo. „Gała” i „Ruby” kijami rozwalili jego wóz, a małolaty ruszyły za nim w pościg. Czekaliśmy, bo nie wiedziałem, czy go dopadli, czy nie. W końcu wsiadłem do auta i pojechałem zobaczyć, co się stało. Dariusz P. leżał na skrzyżowaniu, wyglądał, jakby uszło z niego życie

– zeznał „Baluś” przed sądem.

 

Zaatakowany nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Napastnicy uciekli w kierunku Bytomia mając świadomość, że zgodnie z procedurami w poszukiwanie sprawców zaangażowane zostaną w pierwszej kolejności policyjne patrole jedynie na terenie Rudy Śląskiej. W samochodzie uciekinierów miało dojść do kolejnej kłótni dotyczącej zbyt dużej brutalności niektórych z nich.

 

– Już w aucie doszło do awantury. Jeden z chłopaków zaczął gadać, że „Kajo” przesadził, bo w chuj skakał P. po głowie. A „Kajo” nic sobie z tego nie zrobił. Powiedział, że mu się należało, bo był z Górnika

– wspominał Łukasz B.

 

„Psycho Fans” zdołali zdobyć też nagranie z monitoringu jednego ze sklepów, na którym zarejestrowano moment ataku. Nagranie to zostało później przekazane za pośrednictwem kibiców GKS-u Katowice fanom Górnika Zabrze oraz opublikowane w sieci, co miało na celu obalenie plotek na temat rzekomego zaatakowania Dariusza P. przy użyciu maczet.

 

„Baluś” opowiadał też m.in. o tym jak chorzowscy bojówkarze okradli nielegalną fabrykę papierosów prowadzoną przez gang pseudokibiców Zagłębia Sosnowiec. Przy akcji tej mieli posłużyć się nadajnikiem GPS. Mówił też o krwawej „ustawce” umówionej z bojówkami sosnowieckiego klubu oraz BKS-u Bielsko Biała. Ustalono wówczas, że w bijatyce wezmą udział tylko chuligani urodzeni w 1990 roku.

 

– Przywódca bojówki BKS-u przyniósł nam dowody osobiste do sprawdzenia, ale „Maślak” powiedział, że wszyscy jesteśmy chuliganami i sobie ufamy

– relacjonował tamto zdarzenie „Baluś”.

 

W tym brutalnym starciu, ostatecznie chuligani chorzowskiego Ruchu mieli ponieść porażkę.

 

Przesłuchanie „Balusia” w sądzie zakończyło się pewnym incydentem. Partnerka jednego z oskarżonych skierowała bowiem obraźliwe słowa w kierunku opuszczającego salę byłego członka „Psycho Fans”.

 

– Ty gruba konfidencka ku***!

– wykrzyczała w sądzie kobieta.

 

 

Źródło: katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl (zrzut ekranu)