Magdalena Żuk w 2017 roku wyjechała na wycieczkę do Egiptu. Niestety z tej wycieczki już nie wróciła. Mimo, że Magdalena Żuk zginęła 2,5 roku temu wciąż pojawia się wiele niejasności. Detektyw Marcin Popowski zadał pytania prokuraturze. 

Magdalena Żuk w maju 2017 roku wyjechała na wycieczkę do Egiptu. Niestety z tej wycieczki już nie wróciła. Twierdzono, że kobieta wyskoczyła z okna, jednak w jej samobójstwo nie wierzyła rodzina.

 

Mimo, że kobieta zginęła już 2,5 roku temu wciąż pojawia się wiele niejasności i wątpliwości. Niedawno detektyw – Marcin Popowski wystąpił w programie „Skandaliści” i wyznał, że istnieje takie prawdopodobieństwo, że Żuk padła ofiarą handlarzy ludźmi.

 

Uważam, że należałoby pojechać na miejsce i wykonać eksperyment biomechaniczny z fantomem. Wyrzucić go z okna, sprawdzić czas reakcji, upadek, miejsce itp.

-powiedział detektyw w programie.

 

Dodał, że telefon kobiety był wyczyszczony ze wszystkich możliwych danych, a logowanie telefonu nastąpiło ok. 20 km od lądu.

 

Nieprawdą jest, by pokrzywdzona brała udział w rejsie po morzu.

-stwierdziła prokuratura okręgowa w Jeleniej Górze.

 

Media dotarły również do Polki mieszkającej na stałe w Egipcie. Ta zdradziła co o Żuk mówią miejscowi.

 

Wiedziała, że ma być na jakiś czas zabawką dla bogatego szejka, który dobrze za to zapłaci. Oficjalnie nazywa się to hostessą. Podobno o tym wiedziała. Dlatego pojechał z nią jego kolega? Żeby czasami nie spierdzieliła na lotnisku.

-powiedziała.

 

Co sądzicie o śmierci Magdaleny Żuk?

 

Źródło: polsatnews.pl, nczas.com

Foto: archiwum/ Facebook

Kiedy umiera młoda osoba, wówczas pełnych bólu pytań typu „dlaczego?” pojawia się bardzo wiele. Szczególnie trudne dla wielu może być uświadomienie sobie, jak młoda i odnosząca sukcesy kobieta może zginąć w tak tragicznych okolicznościach jak ta 25-latka. W tym przypadku teorie na temat jej zgonu już się pojawiają.

 

W dramatycznych okolicznościach życie zakończyła 25-letnia gwiazda k-popu. Znana jako „Sulli”, pochodząca z Korei Południowej artystka Choi Jin-ri była jedną z założycielek znanego zespołu f(x). Choć to właśnie w tym złożonym z dziewcząt bandzie wspięła się na szczyt swojej popularności, to już w czasie dzieciństwa można było ją zobaczyć w koreańskich filmach oraz serialach, gdy wówczas spełniała się jako młodziutka aktorka.

 

 

Niestety w mediach pojawiły się smutne informacje o śmierci zaledwie 25-letniej artystki. Jej menadżer mimo usilnych prób, nie mógł skontaktować się z nią telefonicznie, w związku z czym postanowił udać się pod adres zamieszkiwany przez Sulli. Ich ostatnia rozmowa telefoniczna miała mieć miejsce jeszcze w nocy ubiegłego dnia.

 

Kiedy mężczyzna nadal nie mógł nawiązać kontaktu z 25-latką będąc pod jej domem w Seongnam, postanowił zaalarmować policję. Funkcjonariusze weszli do domu gwiazdy i tam odkryli jej ciało. Najprawdopodobniej Choi Jin-ri popełniła samobójstwo.

 

Miejscowa policja zwraca uwagę na fakt, że artystka zmagała się z depresją. Lokalne media przypominają, że kobieta zakończyła jakiś czas temu współpracę z zespołem f(x), chociaż jak pisaliśmy wyżej, była jedną z jego założycielek. Przyczynić do takiego stanu rzeczy miał się hejt, o którym sama zainteresowana opowiadała w wywiadach i z którym sobie nie radziła.

 

Wygląda na to, że Choi Jin-ri mieszkała sama i najprawdopodobniej odebrała sobie życie. Przypadek jej śmierci zamierzamy zbadać bardzo dokładnie i sprawdzimy wszystkie tropy – przekazali śledczy, którzy zajmują się sprawą śmierci 25-letniej gwiazdy.

 

Sulli oprócz aktorstwa i muzyki, próbowała swoich sił także w modellingu. Jak widać jednak, mogła ona przegrać z uderzającym w ją osobę hejtem oraz samotnością i poważną depresją.

 

 

 

Źródło: wprost.pl ; YouTube/SMTOWN

Fot.: pxhere.com

 

Od śmierci Dawida Kosteckiego minął niespełna miesiąc. Pełnomocnicy zmarłego boksera upierają się przy wersji, że to mogło być zabójstwo, jednak według ustaleń „Rzeczpospolitej”  – nikt nie wchodził do celi pięściarza, co potwierdza monitoring. 

 

Kostecki został znaleziony martwy 2 sierpnia w celi więziennej na warszawskiej Białołęce. W sprawie pojawiają się dwie hipotezy: zabójstwo lub samobójstwo. W to drugie nie wierzy rodzina zmarłego boksera, jednak według Służby Więziennej i prokuratury, wszystko wskazuje na to, że Kostecki sam targnął się na swoje życie.

 

Potwierdzają to ustalenia do których dotarła „Rzeczpospolita”. W nocy z 1 na 2 sierpnia nikt nie wchodził do celi zmarłego. Tak wynika z nagrań kamery monitoringu, która obejmuje korytarz i drzwi do pomieszczenia.

 

W gazecie pojawia się zapis wydarzeń z tamtej nocy. „Ostatni raz strażnik podszedł do drzwi i spojrzał do wnętrza o godz. 4:28 nad ranem, czyli około godziny przed tym, gdy współwięzień zaalarmował strażników, że Kostecki nie daje znaków życia”.

 

Przypomnijmy, że znany bokser ujawnił powiązania funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego i polityków z agencją towarzyską na Podkarpaciu, co mogło stanowić duży pretekst do przyjęcia wersji o zabójstwie Kosteckiego.

 

Źródło: Rzeczpospolita

Foto: Zdjęcie poglądowe/YouTube.com

Finansista ​Jeffrey Epstein, miliarder i „król życia” został znaleziony martwy w celi, w której oczekiwał na proces. Na miliarderze ciążyły zarzuty  nakłaniania do prostytucji i wykorzystywanie nieletnich dziewcząt.

Jak poinformowała telewizja NBC News miliarder miał powiesić się w swojej celi w jednym z nowojorskich więzień. Stało się tak pomimo faktu, że przebywał w celi pod specjalnym nadzorem, po tym jak pod koniec lipca próbował popełnić samobójstwo.

 

Niektóre media fakt samobójstwa wiążą z faktem, że  w ostatnim czasie odtajniono setki stron dokumentów sądowych w sprawie jednej z jego „niewolnic” Virginii Giuffre. Jak twierdzi wspomniana  była „seksualną niewolnicą” Epsteina oraz jego partnerki.

 

Jeffrey Epstein to bardzo znana osoba w Stanach Zjednoczonych. Do kręgu jego znajomych zalicza się między innymi byłego prezydenta Billa Clintona oraz aktualnego gospodarza Kapitolu, Donalda Trumpa. Jak informują media wśród jego znajomych byli także m.in. Kevin Spacey i Chris Tucker oraz reżyser filmowy Woody Allen.

 

/red./

Za: rmf24.pl

Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu

 

 

28-latek chciał skoczyć z dziesiątego piętra. Na szczęście został uratowany przez policjantów! 

Nagranie z wydarzenia zostało opublikowane przez krakowską komendę policji. Po południu policja odebrała niepokojący telefon. Okazało się, że pewien mężczyzna siedział na parapecie i najprawdopodobniej będzie chciał skoczyć z okna.

Kiedy przyjechali funkcjonariusze 28-latek zwisał już z okna i trzymał się parapetu. Rozpoczęła się akcja ratownicza, rozłożono nawet skokochron. Strażacy bardzo szybko znaleźli się na 10. piętrze i podali mężczyźnie ręce. Został wciągnięty przez okno do mieszkania.

28-latek został zawieziony do szpitala. Na razie nie wiadomo dlaczego chciał popełnić samobójstwo.

Filmik znajduje się: [TUTAJ]

Źródło: o2.pl

Foto: Pixabay.com

Twórca giełdy kryptowalut BitMarket nie żyje. Tobiasz Niemiro został znaleziony z raną postrzałową głowy nad olsztyńskim jeziorem. Policja bada sprawę.

 

Do zdarzenia doszło w czwartek popołudniu. Nie wiadomo czy było to samobójstwo czy morderstwo. Policja bada sprawę i nie udziela wielu informacji.

 

Wiadomo, że Tomasz Niemiro stracił życie nad jednym z olsztyńskich jezior. Pewne jest jednak, że śmierć ma związek z upadkiem polskiej giełdy kryptowalut BitMartek.pl. W wyniku złego zarządzania aktywami klientów platforma upadła, w wyniku czego inwestorzy stracili blisko sto milionów złotych.

 

Tomasz Niemiro sam zgłosił się do prokuratury w związku z tą sprawą i zapewnił, że nie chce by ktokolwiek był stratny. Zapewniał przy tym jednak. że sam również jest ofiarą gdyż w związku z upadkiem giełdy stracił ogromne pieniądze.

 

Wspólnik Tobiasza Niemiro nie zabrał jeszcze głosu w sprawie. BitMarket internauci określili mianem „bitcoinowego Amber Gold”.

Trwają poszukiwania 5-letniego Dawidka z Grodziska Mazowieckiego, które policja określa jako największe w historii naszego kraju. W związku ze sprawą na światło dzienne wychodzą nowe fakty, które mogą pomóc odpowiedzieć na pytanie: co stało się z chłopczykiem…

 

Dawid Żukowski zaginął 10 lipca. To właśnie tego dnia ojciec zabrał go z domu w Grodzisku Mazowieckim około godziny 17:00. Mężczyzna miał go zawieźć do Warszawy, gdzie mieszkała matka. Tak się jednak nie stało, Paweł Ż. popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg, a ślad po 5-latku zaginął.

 

Funkcjonariusze pracujący nad sprawą przyjęli kilka hipotez. Zwłaszcza jedna z nich jest przerażająca. Ojciec Dawidka miał ogromne problemy z hazardem, które doprowadziły do ogromnych długów. Śledczy biorą pod uwagę opcję, w której mężczyzna oddał swojego syna jako… zastaw pod długi. W momencie, gdy zdał sobie sprawę ze swojego haniebnego czynu – nie potrafił sobie podarować, dlatego popełnił samobójstwo…

 

Przypomnijmy, że Dawidek Żukowski ma 110 cm wzrostu, szczupłą sylwetkę i jasne włosy jasne, zaczesane na prawo. Chłopiec był ubrany w szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie jeansy oraz niebieskie trampki z obrazkami Zygzaka McQueena.

 

Każdy, kto ma jakieś informacje w tej sprawie proszony jest o kontakt z policją.

 

Źródło: Fakt24.pl

Foto: Zdjęcie poglądowe/YouTube.com

Do ataku doszło w leżącym w północno-zachodniej części Francji Breście. Jak przekazały władze departamentu Finistere, przed meczetem znajdującym się w dzielnicy Pontanezen, doszło do strzelaniny.

 

Wszystko rozegrało się w godzinach popołudniowych. W strzelaninie ranne zostały dwie osoby. Ich stan zdrowia nie jest dokładnie znany. Wiadomo jednak, że obydwaj poszkodowani zostali przewiezieni na oddział intensywnej terapii.

 

Francuska Rada Wiary Muzułmańskiej przekazała, że życiu rannych ma nie zagrażać niebezpieczeństwo. Jednym z postrzelonych ma być miejscowy imam, który otrzymał aż 4 postrzały (dwa w nogi oraz dwa w brzuch). Drugi z poszkodowanych został dwa razy postrzelony w nogi.

 

Jak poinformowali przedstawiciele policji, mężczyzna który otworzył ogień w okolicy meczetu, zaczął uciekać z miejsca zdarzenia szarym samochodem marki renault clio. Pojazd został jednak przez niego niedługo później porzucony. Ciało napastnika znaleziono z raną postrzałową głowy, na terenie miejscowości Guipavas, znajdującej się niedaleko Brestu. Jak przekazała agencja AFP, sprawca ataku najprawdopodobniej sam odebrał sobie życie.

 

Jak przekazał za pośrednictwem Twittera minister spraw wewnętrznych Francji Christophe Castaner, zdecydował się on wysłać prośby skierowane do rządzących wszystkich francuskich departamentów, w celu wzmocnienia nadzoru służb w rejonie miejsc kultu.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter/@ZyiteGadgets

Fot.: Public Domain Pictures

 

Dramatyczne zdarzenie rozegrało się w poniedziałkowe popołudnie około godz. 14, na terenie klasztoru ojców jezuitów, znajdującego się przy nowosądeckiej parafii pod wezwaniem Ducha Świętego. Znajduje się tam również sanktuarium Matki Bożej Łaskawej.

 

W klasztorze tragicznie zginął jezuita o. Piotr Matejski. Wszystko wskazuje na to, że zakonnik odebrał sobie życie. Dokonać miał on tego przy użyciu broni palnej, którą posiadał legalnie. Był on bowiem osobą należącą do klubu strzeleckiego. Jak relacjonują współpracia tragicznie zmarłego, pozostawił on przed śmiercią dwa listy.

 

Treść jednego z pozostawionych przez o. Matejskiego pism skierowana jest do członków jego rodziny, a drugi list trafić miał do władz zakonnych. Motywy, które pchnęły jezuitę do tak dramatycznej decyzji nie są jeszcze znane.

 

O. Piotr Matejski pochodził z Rzeszowa i miał 51 lat. Na terenie Nowego Sącza pracował od kilkunastu lat. Uczył tam historii w liceum oraz gimnazjum. Był również duszpasterzem dzieci. Wcześniej studiował on historię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W swoim życiu udał się również na studia teologiczne do Warszawy, a także do włoskiego Neapolu.

 

Sprawę samobójstwa popełnionego przez jezuitę bada policja.

 

Policja prowadzi czynności wyjaśniające. Motywy samobójstwa nie są jeszcze znane. Prośmy miłosiernego Boga za śp. o. Piotra, módlmy się też za naszą Prowincję i bliskich z Rodziny o. Piotra – napisał w wewnętrznym komunikacie do współbraci o. Jarosław Paszyński, prowincjał jezuitów.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Facebook