Kiedy myślimy o ikonie polskiej motoryzacji to bez wątpienia od lat przychodzi na myśl słynny już „maluch”, czyli Fiat 126p. Teraz pojawiają się pomysły dotyczące stworzenia polskiego Fiata w nowej wersji. O sprawie poinformował portal auto.wprost.pl.

 

Pewien polski projektant podzielił się wizją nowego „malucha”. Miałby być to nowoczesny, miejski i elektryczny pojazd.

 

Choć wiele osób może wątpić w powodzenie tego typu pomysłów, to portal auto.wprost.pl przypomina o takich przykładach na powodzenie tego typu reaktywacji jak volkswagenowski Beetl, Mini czy Fiat 500. Są to przypadki związane z jednymi z największych koncernów motoryzacyjnych na świecie.

 

Komputerowy projekt nowego „malucha” stworzył Piotr Czyżewski. Samochód ze swojej wizji nazwał on Fiat 126 p EV.

 

Celem mojego projektu było stworzenie małego elektrycznego auta. Nie był to projekt zamówiony przez żadnego klienta, po prostu chciałem stworzyć projekt małego miejskiego auta na prąd. Zastanawiałem się nad stylem auta, charakterem i doszedłem do wniosku że warto by reaktywować jakiś stary polski pojazd. „Maluszek” wydał mi się najlepszym wyborem – wyjaśnił Piotr Czyżewski w rozmowie z auto.wprost.pl. Jak twierdzi poświęcił na pracę nad tym projektem ponad 4 miesiące.

 

Chociaż w projekcie można dostrzec nawiązania przywołujące wspomnienia związane z legendarnym „maluchem”, to oczywiście taki elektryczny Fiat miałby nowoczesne wizualne zmiany zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz.

 

Oczywiście. że projekt musiał być też nowoczesny. Dlatego kształt lamp i świateł jest inny, brakuje również takich rzeczy jak wloty powietrza na bokach przy tylnej części auta ze względu na to, że auto jest elektrykiem – powiedział autor projektu.

 

Poniżej prezentujemy przygotowany przez Piotra Czyżewskiego projekt Fiata 126 p EV udostępniony na portalu auto.wprost.pl:

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Piotr Czyżewski ; auto.wprost.pl

 

 

O wypadkach drogowych i tym jak ważne jest skupienie oraz poważne traktowanie przepisów przypomina się bardzo często w kampaniach społecznych. Na to jak tragiczne w skutkach może okazać się nawet chwilowa nieuwaga w ruchu drogowym przypomina też niejednokrotnie policja. Niektóre sytuacje za kierownicą jednak ciężko przewidzieć, a zdarza się, że do zderzenia dochodzi nie tylko z innym pojazdem.

 

Zdarza się, że do wypadków dochodzi w wyniku nagłego wyskoczenia na drogę dzikich zwierząt. Tak też było w tym przypadku, a po wszystkim opublikowano w sieci nagranie ku przestrodze. Jak widać czujność należy zachowywać nawet na drogach w okolicach lasów i terenów, gdzie spotkanie ze zwierzęciem może zdarzyć się w każdej chwili.

 

Po jednym z takich „spotkań” auta z łosiem opublikowano film w internecie, na którym widać skutki zderzenia ze zwierzęciem. Zdarzenie miało miejsce w rejonie jednego z lasów na Lubelszczyźnie. Według pojawiających się w internecie doniesień kierowca samochodu przeżył, jednak musiał trafić do szpitala.

 

 

 

Źródło: Twitter/@stumbras3

Fot.: Pixinio

Do tragicznych wydarzeń doszło na jednej ulic w centrum stolicy Niemiec. Jak przekazały lokalne media, rozpędzony samochód marki porsche wjechał w grupkę pieszych. Niestety zginęło kilka osób, a wśród nich kilkuletnie dziecko.

 

Jak poinformowano na łamach „Berliner Zeitung”, kierowcą samochodu okazał się być 42-letni Brytyjczyk. Niestety w wyniku staranowania kierowanym przez niego porsche ludzi na chodniku, życie straciły cztery osoby: 28-letni obywatel Hiszpanii, 29-latek z Wielkiej Brytanii oraz 64-letnia Niemka i jej 3-letni wnuk. Dodatkowo z poważnymi obrażeniami do szpitala trafić miało pięć innych osób.

 

W sprawie tej tragedii pojawiają się kolejne informacje w niemieckich mediach. „Berliner Zeitung” podał, iż w kierowanym przez 42-letniego Brytyjczyka porsche znajdowała się też jego żona, która pochodzi z Polski, a także ich syn, który siedział na tylnym siedzeniu. Cała trójka trafiła z ciężkimi obrażeniami do szpitala.

 

W miejscu zdarzenia miały nie zostać zidentyfikowane ślady hamowania. Jak na razie, bardzo prawdopodobna jest jednak wersja, że doszło w tym przypadku do tragicznego w skutkach wypadku, do którego jak podaje lokalna policja mogła przyczynić się choroba, na którą cierpiał kierowca porsche. Inna wersja mówi natomiast o wadzie technicznej pojazdu, którą sugerować na nagranie, na którym zarejestrowano migotanie świateł stop samochodu.

 

Wstępne ustalenia sugerują, że przyczyną wypadku były problemy zdrowotne kierowcy. Na razie nie ma oznak celowego działania, ale badamy wszystkie tropy – poinformowała niemiecka policja niedługo po zdarzeniu.

 

 

Źródło: Berliner Zeitung ; o2.pl

Fot.: Max Pixel

Do eksplozji doszło na warszawskim Bemowie. Dwie osoby nie żyją. 

Około 10:20 przy ulicy Blatona eksplodował samochód dostawczy, który przewoził butle z gazem.

 

Jak informuje Komenda Państwowej Straży Pożarnej siła eksplozji była na tyle ogromna, że fragmenty rozerwanego pojazdu znajdowane są nawet 75 metrów od miejsca zdarzenia.

Źródło: nczas.com

 

W jednej z facebookowych grup, jeden z członków umieścił nagranie, które dosłownie zwala z nóg. Filmik ten jest wystarczającą odpowiedzią gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, dlaczego rowerzyści tak bardzo znienawidzeni są przez środowisko kierowców.

 

Jazda wydaje się być spokojna, mężczyzna nie szarżował na drodze, wykonywał zwyczajny skręt w lewo na niewielkim rondzie. To, co zrobił rowerzysta ewidentnie zasługuje na potępienie. A mogło to się skończyć tragicznie…

 

Uwaga na sarny!!!

Gepostet von Piotr Tokarski am Sonntag, 18. August 2019

 

Źródło, fot.: Facebook – B.O.T
EM

Tragiczną śmierć poniosła 42-letnia kobieta z Brodnicy w kujawsko-pomorskim. Jechała samochodem z dwoma pijanymi mężczyznami. Uderzyli w drzewo po czym uciekli z miejsca zdarzenia, zostawiając kobietę w szczerym polu.

 

Do zdarzenia doszło wczoraj późnym wieczorem niedaleko Brodnicy w województwie kujawsko-pomorskim. Około godziny 22 policja otrzymała zgłoszenie o wypadku samochodowym w okolicy miasta. Po dotarciu na miejsce funkcjonariusze zastali jedynie rozbity, opuszczony samochód oraz ślady krwi, co wskazywało, że ktoś został ranny.

 

Policja natychmiast rozpoczęła poszukiwani. Po kilkudziesięciu minutach znaleźli dwóch mężczyzn w wieku 30 i 39 lat. Mimo, że baj byli pijani, żadnemu z nich nic się nie stało. Jeden z nich kierował autem, a drugi był pasażerem.

 

Funkcjonariuszom udało się ustalić, że w samochodzie była również kobieta. Mężczyźni przyznali, że wyciągnęli ją z samochodu i zostawili na polu, po czym uciekli z miejsca zdarzenia. Nie potrafili jednak wskazać miejsca w którym kobieta się znajduje.

 

Policjanci odnaleźli kobietę około 2 w nocy. Mimo natychmiastowej reakcji nie przeżyła. Kierowca miał w organizmie ponad 2 promile alkoholu, odpowie za spowodowanie śmiertelnego wypadku i grozi mu 12 lat więzienia. Pasażer natomiast może spędzić w więzieniu 5 lat za nieudzielenie pomocy rannej i pomoc w ukryciu śladów przestępstwa.

 

Źródło: o2.pl
Fot.: Zdjęcie poglądowe

Jak informuje TVP Info, na skrzyżowaniu ulicy Hożej i Poznańskiej w samym centrum Warszawy, jeden z kierowców wpadł na pomysł zaparkowania swojego samochodu… na dwóch przejściach dla pieszych.

 

„Skoro sąd uznał, że jazda bez prawka, bez badań technicznych, potrącenie człowieka to czyny niekaralne, więc co się elita będzie ograniczać przepisami?” – skomentował czytelnik, podsyłając materiały z miejsca zdarzenia. Kierowcą okazał się być Piotr Najsztub, polski dziennikarz i publicysta.

 

Tak zaparkowana Honda Jazz utrudniała ruch nie tylko poruszającym się po zebrach pieszym, ale również innym kierowcom, którzy musieli ominąć pojazd. TVP Info usiłowało dotrzeć do właściciela auta i zapytać o komentarz w tej sprawie – ten jednak odmówił odpowiedzi.

 

5 października 2017 Najsztub brał udział w wypadku samochodowym, w którym na pasach ucierpiała 77-letnia kobieta, gdzie z połamanymi żebrami i kością czaszki trafiła do szpitala. Dziennikarz nie miał wtedy ani prawda jazdy, ani ważnego OC, ani ważnego przeglądu samochodu. Nie przyznał się także do zarzucanych mu czynów Jak ustalił ów kanał informacyjny, sprawca wypadku odzyskał prawo jazdy w 2018 roku, a 18 czerwca br. został uniewinniony.

 

Najsztub otrzymał jedynie karę grzywny w wysokości w wysokości 6 tys. złotych, 10 tys. złotych odszkodowania dla nieżyjącej już kobiety oraz 6 tys. złotych kosztów sądowych. W dniu uniewinnienia dziennikarza uznano, iż mężczyzna zachował należytą ostrożność i poruszał się z prędkością 20 km/h.

 

– Pani wyszła ze szpitala po kilku dniach. Jechałem ok. 20 km/h, padał deszcz, pasy były niedoświetlone, nie miałem szans zahamować. Czuję teraz spokój. Oczywiście przejechanie kogokolwiek będzie czynnością dla kierowcy, którą będzie się długo pamiętać. Ja odtwarzałem tę sytuację przez kilka następnych miesięcy – opowiadał w TVN.

 

 

 

 

Źródło, fot.: tvp.info
EM

 

 

Znany dziennikarz niedługo po uniewinnieniu przez sąd, kolejny raz złamał przepisy ruchu drogowego. O sprawie poinformował portal tvp.info. Po jego publikacji internet obiegły fotografie przedstawiające nietypowo zaparkowane auto głównego zainteresowanego.

 

Sprawa dotyczy Piotra Najsztuba, o którym w ostatnich miesiącach było już głośno w związku z potrąceniem starszej kobiety na przejściu dla pieszych. Celebryta został uniewinniony przez sąd w Piasecznie w tej sprawie, jednakże prokuratura zapowiedziała złożenie apelacji od tego wyroku.

 

Najsztub odzyskał swoje prawo jazdy w kwietniu ubiegłego roku. Jak się jednak ukazuje, nie wpłynęło to raczej jego większą skrupulatność w przestrzeganiu przepisów ruchu drogowego.

 

Jak ujawnił portal tvp.info, Piotr Najsztub zaparkował samochód na dwóch przejściach dla pieszych, co jeśli nie jest wymuszone sytuacją związaną z ruchem drogowym, zagrożone jest karą grzywny. Dodatkowo zatrzymał on pojazd na zakręcie, co stwarza zagrożenie dla ruchu drogowego.

 

 

 

Źródło: wrc.net.pl ; tvp.info ; Twitter/@davideyko

Fot.: Pixabay

 

Ta historia pozostawia za sobą wiele niewyjaśnionych pytań. Jednego z upalnych dni, jak co dzień mężczyzna udał się do miejsca swojej pracy. Zapomniał jednak, że tym razem towarzyszyła mu dwójka jego dzieci – roczny chłopiec i dziewczynka. Bliźnięta umierały w męczarniach w pozostawionym na 8 godzin rozgrzanym samochodzie.

 

Jak informuje „The Daily News”, mężczyzna zapomniał, iż w fotelikach na tylnej kanapie siedziała dwójka jego dzieci. Do tego stopnia, że po godzinie 16, jak gdyby nigdy nic ojciec maluchów odpalił samochód i ruszył w drogę powrotną do domu.

 

Dopiero po chwili dotarło do niego, co tak naprawdę się wydarzyło. Przerażony wyskoczył z auta i zaczął krzyczeć. Zaniepokojeni świadkowie natychmiast wezwali policję, która na miejscu stwierdziła zgon bliźniąt. W domu pozostał już tylko ich 4-letni braciszek.

 

Jeszcze w czerwcu rodzina hucznie świętowała pierwsze urodziny swoich pociech. Z tej okazji urządzono wielką imprezę w ogrodzie. Małżeństwo nigdy nie zostawiało bez opieki trójki swoich dzieci.

 

Każdego lata dziesiątki rodziców zapomina o pozostawionych w swoim samochodzie dzieciach. Nawet 15 minut spędzonych w rozgrzanym aucie może stanowić zagrożenie dla ich życia. Przy temperaturze ciała 40 stopni Celsjusza ich narządy wewnętrzne przestają funkcjonować. Przy temperaturze ok. 41,5 stopni dziecko umiera. KONIECZNIE obejrzyj to krótkie nagranie – nie przechodźmy obok takiego widoku obojętnie!

 

 

Źródło: rmf24.pl
Fot.: YouTube – Rm Ma
EM