Do niepokojącego zdarzenia doszło w piątek. Choć ze względu na trwającą pandemię, wiele osób izoluje się pozostając w domu, to jednak bywają też sytuacje, które w efekcie dodatkowo zmuszają ludzi do tego, aby nie opuszczać miejsca zamieszkania. Tak też było w tym przypadku.

 

Do wydarzenia, które mogło wielu przerazić doszło w utrudzonych już w sposób szczególny epidemią Włoszech. Chwile grozy przeżyli mieszkańcy Wenecji oraz okolic tego słynnego włoskiego miasta.

 

W odległości kilku kilometrów od centrum tej popularnej miejscowości doszło do potężnej eksplozji, która spowodowała sytuację alarmową w Wenecji.

 

Wybuch nastąpił na terenie fabryki 3V Sigma w ostatni piątek. Została ona umiejscowiona w Porto Marghera, na dawnym przemyśle petrochemicznym. Spore obawy wywołuje fakt, że jest to fabryka chemikaliów, a więc eksplozja i roznoszące się po niej kłęby dymu skutkować mogą skażeniem powietrza.  W 3V Sigma produkowane były farby, rozpuszczalniki oraz rozjaśniacze.

 

W okolicach tejże fabryki widziane były po wybuchu wozy straży pożarnej, a także karetki pogotowia. Nad Wenecją unosić zaczęły się ogromne kłęby czarnego dymu. Jak podała gazeta „Corriere del Veneto”, w wyniku zaistniałej sytuacji ranny miał zostać jeden z pracowników fabryki 3V Sigma.

 

W Wenecji ogłoszono czerwony kod alarmowy. W celu uniknięcia wnikania toksycznego dymu do domostw, nakazano ludziom zamknąć okna i drzwi. Poinformował o tym również burmistrz miasta Luigi Brugnaro za pośrednictwem Twittera.

 

Strażacy mieli zdołać ugasić pożar około godz. 13 w piątek. Jak przekazała regionalna agencja Arpav, przystąpiono następnie do zmagań podejmowanych w celu zniwelowania wycieku zanieczyszczeń.

 

 

Źródło: Corriere del Veneto ; o2.pl ; Twitter/@EuropeanUnionC

W ostatnim okresie zaniepokojonych mogło być sporo ludzi w Europie nie tylko z powodu pandemii koronawirusa oraz wprowadzonych przy jej okazji restrykcji, ale także w związku z groźnie brzmiącymi doniesieniami na temat pożarów w rejonie Czarnobyla na Ukrainie, gdzie 34 lata doszło do wybuchu reaktora w elektrowni. W sprawie walki z rozprzestrzeniającym się tam w ostatnim czasie ogniem pojawiają się nowe informacje.

 

Pożar w Czarnobylu wybuchł 4 kwietnia, a skierowane do walki z nim zastępy straży pożarnej miały przez późniejsze dni utrudnioną pracę przez przenoszenie się płomieni zarówno w kierunku północnym, jak i południowym. Jak się okazało, pożar rozwinąć miał się w wyniku celowego działania. Osoba podejrzana o jego wywołanie została zatrzymana i jak przekazano w mediach, człowiek ten tłumaczyć miał się, iż podpalenia dokonał w ramach zabawy.

 

Jak poinformowali w tym tygodniu przedstawiciele ukraińskich władz, pożar udało się już opanować, a tlić ma się jedynie ściółka i trwa dogaszanie płomieni.

 

– W tej chwili nie ma otwartego ognia. Występuje jedynie miejscowe tlenie się ściółki w niektórych miejscach

– wyjaśnił wiceminister Spraw Wewnętrznych Ukrainy Anton Geraszczenko.

 

Wielu ludzi, zarówno na terytorium Ukrainy, jak i w pobliskich krajach, obawiać może się natomiast skutków pożaru i przedostania się do powietrza wraz z dymem radioaktywnego pierwiastka. Pojawiły się również głosy, że wraz z wiatrem problem ten może dotrzeć również do nas. Uspokajająco brzmi jednak treść komunikatu Państwowej Agencji Atomistyki.

 

– Połowa cezu-137 uwolnionego w trakcie awarii w Czarnobylu już zniknęła, jednak druga połowa wciąż znajduje się w środowisku. Nie obserwujemy jednak zwiększenia mocy dawki promieniowania, która mogłaby świadczyć o zwiększeniu ilości promieniotwórczego cezu w powietrzu na obszarze Polski

– przekazano w ramach wyjaśnienia wątpliwości.

 

W specjalnym oświadczeniu poinformowano również, że sytuacja radiacyjna w naszym kraju pozostaje w normie i nie występuje zagrożenie dla zdrowia oraz życia Polek i Polaków. Państwowa Agencja Atomistyki zaapelowała do obywateli, aby nie przyjmować preparatów ze stabilnym jodem (np. płyn Lugola), ponieważ nie ma takowej potrzeby w zaistniałej sytuacji.

 

 

 

Źródło: o2.pl

Fot.: Twitter/@realkatczynski

Wielu mieszkańców Ukrainy, a także innych ludzi zamieszkujących terytoria w tej części globu, może być zaniepokojonych docierającymi informacjami dotyczącymi rozprzestrzenianiem się ognia w rejonie słynnego już Czarnobyla. Pożar wybuchnąć miał prawie tydzień temu, bo jak podają media miało do niego dojść w sobotę 4 kwietnia około godz. 12.

 

Niestety według nowych informacji, ogień zaczął wdzierać się do tzw. Czerwonego Lasu, a więc na tereny uznawane za najbardziej skażone w zamkniętej strefie dookoła nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie 26 kwietnia 1986 roku doszło do katastrofy.

 

Wcześniej ogień strawił dwie opuszczone niegdyś wioski- Żowtniewe oraz Włodzimierzówka. Z pożarem od kilka dni walczą zastępy strażackie, jednak przemieszczające się płomienie nie dają łatwo za wygraną. Jak podał portal napromieniowani.pl, linia ognia znajdować miała się w czasie przekazywania jednych z ostatnich informacji w odległości około 3 kilometrów od miasta Prypeć. Dodatkowym utrudnieniem jest też fakt, że pożar rozprzestrzenia się zarówno w kierunku północnym, jak i też południowym. W akcję gaszenia ognia zaangażowane zostały setki strażaków.

 

Władze w stolicy Ukrainy uspokajają jednak, że pomimo tego iż dym dotarł nad Kijów i inne tamtejsze miasta, to jednak nie odnotowano wzrostu promieniowania. Według przekazywanych komunikatów, zdarzać miało się jednak, że we wnętrzu ognia następowały w pewnych momentach wzrosty promieniowania.

 

W sieci pojawiają się fotografie ukazujące pożar w rejonie Czarnobyla. Na niektórych ze zdjęć zauważyć można to jak z dalszej odległości dostrzec można ogień i dym.

 

 

 

 

Źródło: radioZET.pl ; Facebook/@konfliktyPL ; Twitter