Coraz więcej wiadomo o dokonanym wczoraj ataku na terenie czeskiej Ostrawy, a dokładniej na izbie przyjęć w jednym z wydziałów tamtejszego szpitala. Napastnik, który otworzył ogień do ludzi w budynku miał popełnić później samobójstwo.

 

Sprawca ataku wtargnął na izbę przyjęć na SOR-rze uzbrojony w broń krótką i przegonić stamtąd dzieci, a następnie z zimną krwią pozbawiać życia znajdujących się w poczekalni dorosłych pacjentów. Mężczyzna zabił tam pięć osób. Szósta ofiara zmarła nieco później w wyniku odniesionych w strzelaninie obrażeń, a kilkoro osób zostało rannych. Ofiar mogło by być więcej, gdyby nie sprawne działanie personelu szpitala oraz pacjentów. Ludzie ukryli się w gabinetach, pozamykali w nich drzwi i zawiadomili policję o zaistniałej sytuacji. Na miejsce szybko przybyli funkcjonariusze. Zdecydowano się zamknąć też znajdujący się niedaleko kampus i rozpoczęto pościg za sprawcą.

 

Napastnikiem okazał cię być 42-letni Ctirad Vitásek. Zdaniem niektórych świadków, po dokonaniu krwawego ataku w szpitalu, mężczyzna miał przyłożyć sobie broń do głowy, jednak wtedy jeszcze nie pozbawił się życia, a zaczął uciekać przed docierającymi na miejsce tragedii oddziałami policji.

 

42-latek pochodził z terenów czeskiego Śląska, a dokładniej z okolic miejscowości Opawa. Był on z zawodu technikiem budowlanym. Część jego znajomych z pracy nie kryła zaskoczenia faktem, że to właśnie on dokonał tego okrutnego czynu.

 

Zawsze był pogodny. Jeździliśmy razem na narty, uprawialiśmy sport. Był po prostu normalnym facetem – opowiadał w rozmowie z czeskimi mediami jeden z kolegów Citrada Vitáska.

 

Swoją zbrodnie napastnik dokonywać miał z zimną krwią. Jak opowiadali świadkowie ataku, Vitásek strzelał do bezbronnych ludzi celując w okolice głowy i klatki piersiowej.

 

Kiedy sprawca zaczął uciekać, policja opublikowała w mediach jego wizerunek i poinformowała, że porusza się on srebrno-szarym samochodem marki Renault Laguna. Pojawiły się wówczas też informacje, że mężczyzna był wcześniej kilkukrotnie karany za drobne przestępstwa oraz akty agresji.

 

Wiadomo, że w namierzeniu Citrada Vitáska pomagała służbom jego matka. Była ona osobą na tyle mu bliską, że to z nią skontaktował się po dokonaniu ataku w szpitalu w Ostrawie. Pojawiają się w mediach rozbieżne informacje na temat tego w jaki sposób to zrobił, ponieważ według niektórych źródeł zdążył on odwiedzić ją w zamieszkiwanym przez nią domu, a według innych mediów skontaktował się on ze swoją matką telefonicznie. Pewne jest jednak, że przyznał się jej iż zabił innych ludzi i samemu planuje odebrać sobie życie.

 

Ciało sprawcy wczorajszego ataku zostało odnalezione w samochodzie, którym uciekał. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią popełnił on samobójstwo. Po porannych tragicznych wydarzeniach w szpitalu, Ostrawa pogrążyła się w żałobie. Odwołano planowane imprezy i niektóre wydarzenia, w tym  także atrakcje związane z jarmarkiem bożonarodzeniowym. Pod szpitalem ludzie przynieśli znicze, aby uczcić pamięć ofiar ataku.

 

Citrad Vitásek miał przez ostatnie tygodnie nie pojawiać się w pracy, skarżąc się na stan swojego zdrowia. Choć dokładne okoliczności ataku w Ostrawie i motywy działania 42-latka są ustalane, to najprawdopodobniej uważał on, że cierpi na poważną chorobę i odmawia mu się pomocy w walce z nią. Według innej pojawiającej się teorii mowa jest o tym, że mógł on być ojcem dziecka, które wcześniej zmarło w tym właśnie szpitalu. Pierwsza z wersji wymieniana jest jednak częściej jako ta najbardziej prawdopodobna.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; cz.shotoe.com ; polsatnews.pl

Fot.: Twitter ; Facebook

 

 

Covery lub parodie różnorakich znanych utworów czy teledysków niejednokrotnie stawały się już w przeszłości hitami internetu. Tym razem sytuacja jest o tyle ciekawa, że szybko popularność udało zdobyć się wśród polskich internautów przeróbce piosenki, która sama wcześniej stała się znana dzięki platformie YouTube.

 

Utwór „Ona by tak chciała” autorstwa Rooniego Ferrariego zyskiwał w ostatnich miesiącach popularność w dość zaskakującym tempie. Choć tekst tego dzieła, delikatnie mówiąc nie niesie w swej treści jakiegoś poważniejszego przekazu, to rytmicznie potrafi wpaść w ucho. Postanowili to wykorzystać chłopcy ze Służby Liturgicznej w Bogucicach.

 

Chcieliśmy pokazać, że ministranci też mają poczucie humoru i dystans. Wybraliśmy utwór, który jest popularny, ale to nie znaczy, że się z nim utożsamiamy. Wręcz przeciwnie, pokazujemy, że można zrobić coś dobrego w każdych warunkach – wyjaśniają cytowani przez „Gościa Niedzielnego” autorzy tej nowej wersji utworu zatytułowanej „Ona by tak chciała służyć ze mną”.

 

Trzeba przyznać, że chłopakom zgodnie z zamiarem udało się pokazać, że bycie ministrantem może wiązać się z posiadaniem poczucia humoru i posiadaniem pozytywnej osobowości. Nagranie grupy z Bogucic szybko zaczęło stawać się znane na platformie YouTube oraz portalu Facebook.

 

Zobaczcie i posłuchajcie sami!

 

 

Źródło: YouTube/MWM – Ministrancka Wytwórnia Muzyczna ; katowice.gosc.pl

Bycie lekarzem to nie tylko szczególne powołanie związane z niesieniem pomocy innym ludziom, ale też odpowiedzialna rola, zwłaszcza kiedy należy zająć się zdrowiem i bezpieczeństwem najmłodszych. Niestety jednak skierowane do rodziców słowa pracowników szpitala bywają naprawdę bolesne i mogą być tymi najgorszymi, jakie zdarzy im się usłyszeć w życiu. Podobnie było w przypadku rodziców małej Jagódki z Chorzowa. Dziewczynka jednak, pomimo ciągle trwającej walki z okrutną chorobą udowadnia, że nie wolno nawet w najtrudniejszych momentach poddawać się i rezygnować z walki o swoje marzenia.

 

Jagódka Labus pomimo tego, że ma zaledwie dziewięć lat, to zdążyła osiągnąć sporo w ramach swojej sportowej pasji. Zdobyła bowiem aż osiem medali w prestiżowych zawodach pływackich dla niepełnosprawnych dzieci. Jest to jeszcze bardziej zadziwiające i wzbudzające zachwyt nad osiągnięciami tej dzielnej dziewczynką, kiedy wspomni się słowa, które w szpitalu po urodzeniu córki usłyszeli rodzice Jagódki.

 

„Mają państwo roślinkę”- powiedziała wówczas jedna z lekarek. Takie stwierdzenie jest sformułowaniem, którego żaden pracownik służby zdrowia albo ktokolwiek inny nie powinien nigdy wypowiedzieć w kierunku walczących o życie i zdrowie swojej pociechy rodziców. Można jednak śmiało powiedzieć, że swą determinacją i nieustępliwością zarówno w walce z chorobą, jak i też osiąganiu sukcesów sportowych, Jagódka z nawiązką rekompensuje swoim najbliższym tamte traumatyczne wspomnienia ze szpitala. Niestety jednak 9-latka wciąż cierpi, a walka z chorobą nadal trwa, choć z pomocą dobrych ludzi z pewnością osiągać można coraz więcej i nie dać się pokonać przeciwnościom losu.

 

Dziewczynka cierpi na wrodzoną sztywność stawów określaną w medycynie jako artrogrypoza. Mała Chorzowianka przeszła już kilka operacji, które przeprowadzone zostały nie tylko w Polsce, ale również na terenie Niemiec. Obecnie może ona już chodzić, jednak tylko przy pomocy specjalnych ortez, które sporo ważą i w użyciu są naprawdę uciążliwe.

 

Kolejne operacje polegały głównie na wymianach blaszek zapewniających siostrzenicy stabilność. Wraz ze wzrostem kości, potrzebne były kolejne zabiegi. Mimo tego Jagódka wciąż nie może chodzić o własnych siłach – wyjaśnia cytowana przez portal wp.pl pani Anna Bogdał, ciocia małej medalistki.

 

Pomoc dla dziewczynki spływa od ofiarodawców nie pozostających obojętnymi na wytrwałą walkę Jagódki oraz jej rodziców. Kilkaset tysięcy złotych zebranych na leczenie oraz starania lekarzy, nie zakończyły niestety tych opłaconych bólem i łzami zmagań. Duży problem stanowi nie tylko brak możliwości komfortowego poruszania się, ale także ból wywoływany powtarzającymi się złamaniami kości udowej. Na przekór tym trudnościom, 9-letnia pływaczka i jej bliscy nie zamierzają się jak widać poddawać.

 

W jej oczach widzę ból. Nie mówi tego, ale matka wie takie rzeczy. Widzę bój, który toczy sama ze sobą. Każdego dnia powrót ze szkoły oznacza dla niej ogromną ulgę, bo może w końcu zdjąć ortezy. Pozbywa się ciężkiego balastu, bo w ortezach chodzi jak na szczudłach – wyjaśnia mama Jagódki, pani Mieczysława Labus.

 

Sporym krokiem w stronę ułatwienia codziennego funkcjonowania oraz zmniejszenia bólu i cierpienia dziewczynki może stać się operacja przeprowadzona w Paley European Institute, który posiada swój oddział w Warszawie. Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych doktor Paley w trakcie konsultacji poinformował mamę dziewczynki, iż ta będzie mogła chodzić na wyprostowanych kolanach i bez konieczności używania uciążliwych ortez. Taka operacja była by więc wyjątkowym prezentem dla Jagódki i jej rodziny przy okazji najbliższych Świąt Bożego Narodzenia.

 

W rodzinie zawsze trzymaliśmy się razem. Jest nas pięcioro rodzeństwa. Niedawno zmarł nasz ojciec, co jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Razem jesteśmy silniejsi. Nie mam żadnych wątpliwości, że wygramy walkę o zdrowie dla Jagódki. Jest wspaniała. Zasłużyła na to, aby przez życie przejść o własnych siłach – wyjaśnia w rozmowie z wp.pl ciocia dziewczynki.

 

Aby tak wyjątkowo radosny dzień w życiu tej rodziny mógł nastać, konieczne są jednak fundusze. Łącznie potrzebna kwota stanowi 370 000 zł. Aby sama operacja mogła zostać przeprowadzona, trzeba jednak uzbierać kwotę nieco mniejszą, bo wynoszącą 150 000 zł.

 

Jak przyznaje mama Jagódki, jej marzeniem jest to, aby móc powiedzieć do swej córki „Jagoda, idziemy na spacer!” i zapewnić jej to, czego w przeciwieństwie do innych dzieci została pozbawiona już na początku swojego życia.

 

My ze swojej strony zachęcamy serdecznie do wsparcia tej dzielnej dziewczynki oraz ich bliskich w tej trudnej walce, którą sama mała bohaterka, jak i jej rodzice znoszą bardzo dzielnie.

 

KLIKNIJ by przejść do zbiórki na operację nóżek dziewczynki

 

Jagoda Labus udowadnia swoją wyjątkową siłę w zmaganiach z chorobą poprzez to co ogląda w sporcie. Dziewczynka zajęła pierwsze miejsca m.in. na V oraz VI Ogólnopolskich Integracyjnych Zawodach Osób Niepełnosprawnych. Wywalczyła również drugie miejsce Mistrzostw Polski Juniorów, a także Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych.

 

 

 

Źródło: siepomaga.pl ; wp.pl

 

Kolejne zmagania w ramach piłkarskiej Ekstraklasy, znów w miniony weekend rozgrzały emocje u wielu polskich kibiców. Niestety nie obyło się bez wokoło sportowych kontrowersji. Zatrzymanych zostało bowiem aż 28 kibiców po jednym z rozegranych w ostatnich dniach meczy.

 

We Wrocławiu drużyna lokalnego Śląska podejmowała w niedzielę warszawską Legię. Gospodarze ulegli na boisku „wojskowym” i przegrali 0-3 po golach, które zdobyli Paweł Wszołek, José Kanté Martínez oraz Luquinhas. W mediach dziś jednak sporo miejsca poświęca się nie tyle grze piłkarzy, co tym co działo się na trybunach w czasie rozgrywania meczu. A działo się sporo…

 

Dla fanów stołecznej Legii był to dosyć szczególny mecz w tej rundzie, ponieważ zapowiadali oni od pewnego czasu, że ma być to w ich wykonaniu wyjątkowo liczny wyjazd. Nie na rekordowych liczbach się jednak zakończyło. Zarówno bowiem kibice Śląska Wrocław, jak i Legii Warszawa zaprezentowali oprawy, przy okazji których użyto sporej ilości materiałów pirotechnicznych. Ich widowiskowość może wywrzeć na niejednym wrażenie, jednak w związku z ich zorganizowaniem, sędzia meczu zmuszony był też przerwać wczorajsze spotkanie. Zawodnicy skierowali się w stronę szatni, a sportowa rywalizacja wznowiona została po około 10 minutach.

 

Kibice Śląska w ramach prezentacji swojej meczowej oprawy odpalili nie tylko race, ale również fajerwerki, które po wystrzeleniu z sektora zagorzałych fanów dolnośląskiej drużyny, wybuchały nad murawą. Dwukrotnie już podczas pierwszej połowy meczu, środki pirotechniczne odpalili też kibice gości. Jedna z opraw fanów Legii prezentowała literę „L” ułożoną z płomieni. W internecie pojawiły się nagrania prezentujące to co zaprezentowali sympatycy obydwu zespołów w dniu wczorajszym. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że nie wszyscy zatrzymani później przez policję, zostali ujęci jedynie ze względu na te kibicowskie wydarzenia.

 

Łącznie zatrzymanych zostało przez funkcjonariuszy 28 osób. Większość ma usłyszeć zarzuty dotyczące złamania zapisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, poprzez posiadanie i odpalanie środków pirotechnicznych. Dwóch z nich ma jednak mieć postawione zarzuty związane z posiadaniem narkotyków.

 

W internecie pojawiły się nagrania, na których zarejestrowano to co fani Śląska i Legii zaprezentowali podczas niedzielnego meczu we Wrocławiu.

 

 

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; gazetawroclawska.pl ; YouTube/PolishFans TV ; YouTube/Legia.Net

Fot.: Pixabay ; YouTube/CFTV Stadiums

 

Do bardzo groźnie wyglądającego wypadku doszło na terenie miejscowości Radlin w województwie śląskim. Na ulicy Korfantego została potrącona 15-letnia dziewczyna. Cała sytuacja wyglądała naprawdę dramatycznie, a nastolatka musiała trafić do szpitala. Jej stan lekarze określali jako ciężki, ale stabilny.

 

UWAGA! Nagranie można uznać za drastyczne, przez co może być nieodpowiednie dla dzieci i osób o słabych nerwach.

 

Do zdarzenia doszło w niedzielę 10 listopada. Policja zdecydowała się upublicznić zarejestrowany przez monitoring materiał filmowy, na którym widać przebieg potrącenia młodej kobiety. Chociaż wygląda ono naprawdę strasznie, to jednak policjanci udostępnili nagranie ku przestrodze.

 

Po obejrzeniu takiego nagrania, powinniśmy pamiętać o tym jak ważna jest czujność zarówno, gdy jesteśmy za kierownicą oraz kiedy uczestniczymy w ruchu drogowym jako piesi.

 

W dniu, kiedy doszło do podwójnego potrącenia w Radlinie panowały niekorzystne warunki atmosferyczne. Przez feralne przejście dla pieszych przejechał autobus i wtedy 15-latka weszła na „pasy”. Nie zdołała jednak przejść na drugą stronę ulicy, ponieważ po minięciu autobusu została potrącona przez opla jadącego w stronę ulicy Rybnickiej, który nie zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Siła uderzenia była na tyle duża, że dziewczyna poleciała pod koła nadjeżdżającego z drugiej strony volkswagena, kierowanego przez 19-latka. Na nagraniu widać jak dziewczyna wstaje i stara się iść, jednak po zrobieniu kilku kroków upada na jezdnię.

 

Wyjaśnieniem okoliczności wypadku zajęła się po potrąceniu dziewczyny policja z Wodzisławia Śląskiego. Potrącona 15-latka musiała zostać pilnie przewieziona do szpitala

 

Robimy to, aby uświadomić użytkownikom dróg, jak ważne jest dokładne obserwowanie jezdni. Zarówno przez pieszych przekraczających jezdnię, jak i kierowców, szczególnie gdy zbliżają się do przejść dla pieszych – tłumaczą przedstawiciele policji.

 

Jak podają media, wszyscy uczestnicy tego dramatycznego zdarzenia w Radlinie byli trzeźwi.

 

Policja zwraca uwagę na fakt, że ubrani w ciemne ciuchy, jesteśmy widoczni dla kierowcy z odległości około 40 metrów, jeśli zapadł już zmrok. Dzięki elementom odblaskowym, kierujący pojazdem może widzieć nas nawet z odległości 150 metrów. To znacząca różnica dla naszego bezpieczeństwa.

Warto też pamiętać, że zarówno kierując pojazdem, jak i też chcąc przejść na drugą stronę ulicy, warto zawsze zachować szczególną czujność i ostrożność, kiedy zbliżamy się do przejścia dla pieszych.

 

Poniżej można obejrzeć zapis z monitoringu, na którym widać drastycznie wyglądającą sytuację na ulicy Korfantego.

 

 

 

Źródło: radio90.pl ; naszamlawa.pl ; rmf24.pl ; YouTube/Radio90

W Sądzie Okręgowym w Katowicach ruszył proces członków bojówki Psycho Fans utożsamiającej się z klubem Ruch Chorzów. Ta ekipa pseudokibiców zdołała stworzyć groźną grupę przestępczą ze zorganizowanymi strukturami.

 

Na ławie oskarżonych zasiadło około pięćdziesięciu osób związanych ze środowiskiem kiboli chorzowskiego Ruchu. Ich proces rozpoczął się we wtorek 8 września, a treść zeznań jakie się pojawiają już są dla wielu osób wstrząsające. Rozprawy należących do bojówki mężczyzn zabezpieczane są nawet przez policyjnych antyterrorystów.

 

Jak informują media struktury gangu Psycho Fans posiadać miały specjalną komórkę do tzw. działań bojowych, fundusz pomocy dla aresztowanych członków grupy oraz wywiad pozyskujący cenne dla gangsterów informacje.

 

Wśród zarzutów jakie stawia się ludziom tworzącym chorzowski gang znalazły się m.in. udział w ustawkach, handel narkotykami i ciężkie pobicia. W ramach swojej działalności w ostatnich latach członkowie Psycho Fans współpracowali z Wisła Sharks, czyli gangiem pseudokibiców Wisły Kraków, a także zaprzyjaźnionymi bojówkami Widzewa Łódź oraz Elany Toruń.

 

Z pseudokibicami Górnika Zabrze oraz GKS Katowice, członkowie Psycho Fans mają przestępcze porachunki, które niejednokrotnie wiązały się z brutalnymi akcjami wymierzonymi w ludzi związanych z konkurencyjnymi grupami.

 

Jeździliśmy po miastach i szukaliśmy kibiców „Górnika” czy „GieKSy”, których można było pobić – mówił podczas rozprawy Łukasz B.

 

Zeznania Łukasza B., jednego z oskarżonych w procesie przeciwko Psycho Fans, mogą być dla sporego grona czytelników wręcz szokujące. Zeznając opowiadał on zarówno o mrożących krew w żyłach działaniach jakie chorzowscy bojówkarze podejmowali na terenie kraju, jak i też poza Polską.

 

Mieliśmy style od łopat i kilofów. Kibice Banika byli wystraszeni, nie chcieli podjąć walki i przebili się przez barykadę – opisywał podczas zeznań Łukasz B. przestępczą akcję jaką ludzie z Psycho Fans przeprowadzili w czeskiej Ostrawie. Tamtejsi kibice mają być zaprzyjaźnieni z sympatykami GKS Katowice, a także utrzymywać kontakty z tymi utożsamiającymi się z Górnikiem Zabrze, wielkim rywalem Ruchu Chorzów.

 

Jedno z wydarzeń, które odbiło się zarówno w kibicowskim środowisku, jak i też mediach echem, a którego również dotyczy procesu gangsterów z Psycho Fans, to krwawy atak na Jarosława P. ps. „Lotek”. Osoby znanej w środowisku pseudokibiców Górnika Zabrze, który jest określany nawet liderem fanów Górnika. Swój udział w ataku na jego osobę miała kobieta- Wiktoria Sz., która umówiła się z „Lotkiem”. Po zwabieniu go do swego domu zachęciła go ona do wyjścia na spacer. W rzeczywistości „wystawiła” go ona członkom Psycho Fans.

 

Jarosław P. miał być bity przez kilkunastu oprawców uzbrojonych w młotki, maczety i pałki. Te wstrząsające sceny miały miejsce na Śląsku w październiku 2015 roku. O tamtym zajściu również opowiedział podczas rozprawy Łukasz B.

 

Krzyczał, jakby umierał. Nie uderzyłem go ani razu. Po pierwsze nie mogłem się do niego dopchać, po drugie, kiedy słyszałem jego jęki, uznałem, że nie przyłożę do tego ręki. Po tym napadzie „Lotek” długo leżał w śpiączce – zrelacjonował atak na lidera Torcidy , członek konkurencyjnego Psycho Fans.

 

Kolejna rozprawa członków chorzowskiej grupy zaplanowana jest na 29 października.

 

O gangu Psycho Fans pisaliśmy również w poniższym artykule:

Wstrząsające opowieści pseudokibica o działaniach bojówki! Był członkiem gangu, teraz wyjawia prawdę

 

 

 

Źródło: tvp.info ; wp.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl

Bojówki pseudokibiców w Polsce zdołały przekształcić się w dużej mierze w struktury zorganizowanych grup przestępczych. Dzięki sprawnym działaniom Centralnego Biura Śledczego Policji, sporą część tego typu gangów udało się jedna rozbić, a niektórzy ze znaczących w tym środowisku postaci zdecydowało się zeznawać i pójść na współpracę z policją. Jak się okazuje, niektórzy z takowych skruszonych bojówkarzy decydują się nawet opowiadać mediom o brutalności przestępczego świata w naszym kraju.

 

Przykładem osoby, która wiodła przestępcze życie, a teraz zdecydowała się stanąć przeciwko swoim dawnym kolegom, a także opowiedzieć o ich działalności jest Łukasz B. ps. „Baluś”. Został on tzw. małym świadkiem koronnym w sprawie prowadzonej przeciwko grupie Psycho Fans, gangowi złożonemu z bojówkarzy utożsamiających się z Ruchem Chorzów. „Baluś” swoimi szokującymi dla wielu opowieściami ze swojego dawnego życia podzielił się podczas wywiadu udzielonego dla wyborcza.pl.

 

Psycho Fans uchodzili za jeden z najgroźniejszych gangów pseudokibiców na terenie naszego kraju. W ostatnich miesiącach i latach było głośno o działaniach policji wymierzonych w struktury tej grupy, a także zaprzyjaźnionemu chorzowskim bojówkarzom gangowi Wisła Sharks z Krakowa, kierowanemu przez słynnego w środowisku pseudokibiców Pawła M. ps. „Misiek”, który również zdecydował się po wielu latach przestępczej działalności pójść na współpracę z policją i złożyć obszerne zeznania obciążające jego dawnych kompanów.

 

Łukasz B. ps. „Baluś” był natomiast członkiem gangu Psycho Fans, w sprawie którego toczy się obecnie proces, w którym na ławie oskarżonych zasiadło 53 sympatyzujących z chorzowskim Ruchem bojówkarzy. W rozmowie z wyborcza.pl Łukasz B. przyznał, że wśród członków tego typu grup często nie widać jakiegokolwiek szacunku dla życia drugiego człowieka należącego do konkurencyjnej ekipy.

 

„Baluś” przyznał w wywiadzie, że zdaje sobie sprawę z tego jak negatywnie i karygodnie traktowane jest współpracowanie z policją oraz zdradzanie pozostałych członków bojówki. Co ciekawe, on sam został wydany w zeznaniach przez innego mężczyznę działającego w „Psycho Fans”. „Baluś” twierdzi jednak, że w wieku 29 lat chce zmienić swoje życie i ujawnić to co „nawywijali”.

 

W październiku 2017 r. dopadliśmy w Rudzie Śląskiej Dariusza P., jednego z kiboli Górnika Zabrze. Miał dostać łomot, ale jednemu z kolegów puściły hamulce i zaczął mu skakać po głowie, P. zmarł w szpitalu. (…) Wtedy coś we mnie pękło, zrozumiałem, że to wszystko zaszło za daleko. Ludzkie życie nie było tego warte – mówił Łukasz B. w rozmowie z wyborcza.pl, tłumacząc jaka sytuacja miała być kluczowa dla zmiany jego myślenia i podejścia do życia.

 

Dla wielu o wiele bardziej wstrząsająca może być jednak opowieść o innym brutalnym ataku, jakiego dopuszczono się na Śląsku. Co warte jednak podkreślenia, uczestniczyli w nim wówczas członkowie „Wisła Sharks”, jak już wyżej wspomniano zaprzyjaźnionego z „Psycho Fans” gangu kiboli Wisły Kraków.

 

Według opowieści „Balusia”, bojówkarze z Psycho Fans wydali wyrok na Daniela D., mężczyznę kojarzonego ze środowiskiem pseudokibiców GKS-u Katowice. Atak na niego przeprowadzić mieli wówczas „Dzidek” i wspomniany „Misiek” z Wisła Sharks.

 

Kiedy zaczęli okładać go maczetami przed blokiem, nie chciałem wyjść na frajera, więc wysiadłem z auta i też zadałem mu kilka ciosów. W „Dzidka” wstąpiła jednak jakaś furia i nie mógł przestać. (…) Kiedy katowaliśmy tego człowieka maczetą, nic nie czułem. Martwiłem się tylko, żeby nikt nie pomyślał, że jestem mięczakiem – zrelacjonował dla wyborcza.pl „Baluś”.

 

 

Źródło: wyborcza.pl ; sportowefakty.wp.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl

 

 

 

 

Na Śląsku doszło do brutalnego morderstwa. Ofiarą w tym przypadku był mieszkaniec Chorzowa. W sprawę zamieszanych jest kilkoro osób. Policja przeprowadziła sprawne działania w celu ujęcia sprawców zabójstwa.

 

Mieszkający w Chorzowie mężczyzna zaginął na początku miesiąca i przez ten czas był poszukiwany na terenie województwa śląskiego. Dziś wiadomo, że niestety jego żywot zakończył się w tragiczny sposób, a przyczyniły się bezpośrednio do tego osoby trzecie.

 

Sprawcy zastrzelili poszukiwanego mężczyznę. Osoba lub osoby, które zadały mu śmiertelne rany, miały oddać strzały w głowę mężczyzny, co potwierdza brutalność zabójców. Na samym morderstwie jednak cała zbrodnia się nie skończyła. Ciało zastrzelonego mężczyzny spalono i porzucono w jednym z lasów na terenie Opolszczyzny w celu zatarcia śladów zabójstwa.

 

Dzięki działaniom przeprowadzonym przez policję, w które zaangażowano również antyterrorystów, podejrzani trafili do tymczasowego aresztu.

 

Dwóch mężczyzn usłyszało już w tej sprawie zarzut zabójstwa. Oprócz nich zatrzymana została również znajoma morderców, która miała pomagać m.in. przy zacieraniu śladów. Aresztowane tymczasowo zostały wszystkie trzy osoby.

 

Wiele wskazuje na to, że tłem całej zbrodni był konflikt finansowy. Bardzo możliwe, że jeden z zatrzymanych mężczyzn był dłużnikiem zabitego mieszkańca Chorzowa. Ofiara miała umówić się z podejrzanym w Świętochłowicach ws. sprzedaży samochodu. Do transakcji jednak nie doszła, a kontrahent stał się jednym z zabójców.

 

Niedoszły nabywca samochodu ofiary został zatrzymany na terenie Wrocławia. To w jego garażu odnaleziono też rewolwer, który prawdopodobnie był narzędziem zbrodni. Wraz z zatrzymanym tam mężczyzną przebywała również aresztowana kobieta. Trzeciego z podejrzanych schwytano w Katowicach.

 

Oprócz zarzutu dotyczącego morderstwa, zatrzymani usłyszeć mają również inne zarzuty, takie jak posiadanie narkotyków, broni palnej, a nawet materiałów wybuchowych.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Facebook/policjaat112

 

 

Do krwawych scen doszło w miejscowości Świętochłowice w województwie śląskim. Na Placu Słowiańskim doszło do starcia pomiędzy przedstawicielami środowisk pseudokibiców identyfikujących się z różnymi klubów sportowych. Ta scysja mogła jak się okazało doprowadzić do tragicznej śmierci młodego człowieka.

 

Podczas bójki pseudokibiców jeden z uczestników rozróby użył maczety, którą ranił 17-latka. Wszystko rozegrało się w weekendową noc z soboty na niedzielę. Nastolatek został okaleczony na tyle poważny, że musiał trafić do szpitala. Jego stan został niestety oceniony przez lekarzy jako ciężki, ale stabilny.

 

Komenda policji jak na razie woli nie zdradzać dokładnych informacji na temat prowadzonych w tej sprawie czynności. Wiadomo jednak, że doszło już do pierwszych zatrzymań w związku z zajściem na Placu Słowiańskim.

 

Osoby zatrzymane przez funkcjonariuszy policji to trzej młodzi mężczyźni w wieku od 18 do 20 lat. Trwają poszukiwania mające doprowadzić do ujęcia pozostałych uczestników krwawej bijatyki w Świętochłowicach.

 

Sprawą tą zajmuje się obecnie również prokuratura. Niestety jest to kolejny przypadek krwawego ataku motywowanego porachunkami, w których tle znajdują się przestępcze porachunki ludzi wywodzących się ze środowiska pseudokibiców. Niejednokrotnie przy tego typu zdarzeniach dochodziło do śmierci młodych ludzi lub ciężkiego uszkodzenia ciała. Z reguły incydenty te miały miejsce w Krakowie i jego okolicach, a także na Śląsku.

 

Na temat brutalnych starć i działań pseudokibiców pisaliśmy m.in. w poniższych artykułach:

Krwawy atak pseudokibiców i konkretna odpowiedź policji [WIDEO]

Brutalność to ich drugie imię. Kraków opanowują nowe ekipy chuligańskie!

Pseudokibice porwali dla okupu. Jeden z nich przypłacił to życiem!

Zawodnicy MMA na ustawce! Policja przeprowadziła sprawną akcję [FOTO]

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay