Mimo że Arkadiusza Milika już parę dobrych lat widzimy na boisku, wciąż jest młodym i perspektywicznym graczem. Swoje pierwsze kroki w footballu stawiał na śląsku. Piłkarz urodzony w Tychach (już wiemy skąd fascynacja hokejem na lodzie) jest wychowankiem Rozwoju Katowice. Tam zaczął trenować w wieku 6 lat. Później trafił do 14-krotnego mistrza Polski, Górnika Zabrze. Swój debiut w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej seniorów zaliczył, mając 17 lat. Już w pierwszym meczu przyczynił się do zdobycia gola, asystował Pawłowi Olkowskiemu, który aktualnie reprezentuje turecki klub Gaziantep Büyükşehir Belediyespor. Milik swoją pierwszą bramkę dla Górnika zdobył… w Prima Aprilis, 1 kwietnia 2012. W tym spotkaniu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

 

W grudniu tego samego roku trafił na zachód. Zasilił szeregi Bayeru Leverkusen, podpisując z niemieckim klubem 5,5-letni kontrakt. W międzyczasie zaliczył 18 spotkań na wypożyczeniu w FC Augsburg. W 2014 został wypożyczony, a następnie kupiony do kraju tulipanów. Milik grał w barwach Ajaksu Amsterdam. Tam strzelił 32 bramki w 52 spotkaniach. Ostatnim jego przystankiem w karierze jest SSC Napoli, gdzie trenuje ze swoim rodakiem Piotrkiem Zielińskim. W drużynie z trzeciego co do wielkości pod względem ludności miasta we Włoszech piłkarz rozegrał jak na razie 83 mecze, a do siatki trafiał 36 razy. Wiele osób przekonanych jest, że gdyby nie kontuzje Polak byłby w zdecydowanie  lepszym miejscu, niż jest teraz.

 

Gdzie teraz trafi Milik? Jego umowa kończy się za rok. Mówiło się o wyspach. Według „Corriere dello Sport” Jose Mourinho jest zainteresowany transferem Polaka, ten jednak będzie musiał walczyć o pierwszy skład, gdy Harry Kane wróci do zdrowia. To jednak niejedyny klub z Londynu, który ma wchodzić w grę. Mówi się także o Chelsea. Prezes Napoli wycenia swojego piłkarza aż na 50 mln euro.

 

Jak informuje „Tuttosport”, Atletico Madryt zaproponowało Napoli ofertę  35 mln euro za Arkadiusza Milika oraz hiszpańskiego napastnika z brazylijskim pochodzeniem Diego Costę. Ten sam włoski dziennik pisze, że zawodnik z Tychów jest na celowniku mistrza Włoch- Juventusu. Tu mówi się o liczbach rzędu 40 -50 mln euro. W grę wchodzą także trzej piłkarze, którzy mogliby pójść do Napoli.

 

 

Źródło: wikipedia, sportowefakty.pl, sport.pl

Fot: YouTube/ Łączy nas piłka (zrzut ekranu)

 

 

Wotore to gala sportów walki, gdzie zawodnicy mierzą się miedzy sobą bez rękawic. 23 maja odbył się drugi taki turniej, tym razem z poprawionymi zasadami:

 

– Dozwolone uderzenia gołymi pięściami, kolanami, łokciami, głową, a także rzuty, obalenia i poddania
– Brak podziału na kategorie wagowe
– Rundy nielimitowane czasowo – walka kończy się w momencie nokautu lub poddania (wypchnięcia poza ring mogą decydować o zakończeniu starcia jedynie po upływie 25 minut)
– Arena 9×9 metrów

 

Warto wspomnieć, że na gali pojawiały się akcenty kibicowskie. W turnieju brał udział m.in. Dawid Łagosz reprezentujący Football Hooligans Tychy (GKS Tychy), Karol Grzesiuk z Hooligans From Arka (Arka Gdynia). Zobaczyć mogliśmy także Denisa Załęckiego z Młodej Elany (Elana Toruń), a także kibica Stali Rzeszów.

 

Lista zawodników biorąca udział w turnieju:

 

Damian BURY (28 lat / 200 cm / 125 kg)
Michał BAŃBUŁA (39 lat / 183 cm / 102 kg)
Karol GRZESIUK (35 lat / 200 cm / 137 kg)
Piotr KUROWSKI (35 lat / 175 cm / 95 kg)
Dawid ŁAGOSZ (36 lat / 176 cm / 84 kg)
Kacper MIKLASZ (20 lat / 195 cm / 104 kg)
Miłosz WODECKI (24 lata / 193 cm / 115 kg)
Michał PASTERNAK (35 lat / 190 cm / 104 kg)​

 

A także „wojownicy” z tzw. superfights:

 

Damian MAJEWSKI (77 kg) vs Cezary OLEKSIEJCZUK (85 kg)
Marek SAMOCIUK (100 kg) vs Denis ZAŁĘCKI (110 kg)
Klaudia SYGUŁA (66 kg) vs Karolina SOBEK (75 kg)

 

Z pojedynku kobiet, które także walczyły na gołe pięści zwycięsko wyszła lżejsza zawodniczka- Klaudia Syguła.

 

Turniej wygrał Michał Pasternak ,który zgarnął nagrodę w wysokości 50 000 tys. złotych. Zwyciężył w trzech pojedynkach tego wieczoru.

 

Podczas wywiadu przed galą miała miejsce awantura między dwoma zawodnikami. Doszło do przepychanki, a rozdzielał i uspokajał ich nie kto inny jak Marcin „Różal” Różalski, znany polski zawodnik MMA, występujący m.in. w KSW.

 

 

Źródło: realnefakty.pl , MMArocks, WOTORE, Wychowani na Stadionie

Fot: Instagram/ MMARocks (zrzut ekranu)

Do bardzo ciekawej sytuacji doszło w piłkarskiej trzeciej lidze, a właściwe w grupie IV. O awans na wyższy szczebel klasy rozgrywkowej walczył Motor Lublin oraz krakowski Hutnik, który swoją siedzibę ma w północno- wschodniej dzielnicy dawnej stolicy Polski. 

 

Przed wybuchem epidemii koronawirusa, pierwsze miejsce w tabeli zajmowała drużyna z Nowej Huty, mająca taką samą liczbę punktów jak Motor. Ten miał lepszy bilans bramkowy. Jednak to Hutnik wygrał bezpośredni mecz między tymi drużynami. To według wielu przeważało na stronę klubu założonego w 1950 roku, taka jest zasada.

 

Lubelski Związek Piłki Nożnej podjął jednak bardzo kontrowersyjną decyzję i lidera przyznał drużynie ze wschodniej Polski. Ten ruch wywołał burzę wśród fanów piłki nożnej w całej Polsce. Zarząd Hutnika Kraków  zapowiedział złożenie odwołania od tej decyzji. Swoje zdanie wyraził także Zbigniew Boniek:

 

„Pandemia spowodowała zakończenie niektórych rozgrywek. Ci, którzy mają pretensje, czasami zapominają, że przyczyną problemu nie jest regulamin, lecz właśnie pandemia i niemożliwość rozegrania meczów. Natomiast akurat ta sytuacja jest dla mnie jedynym klarownym przypadkiem, że nastąpiła dowolna interpretacja. A wydaje mi się, że taka dowolna interpretacja nieco uderza w polski futbol”.

 

Na jego wniosek Komisja ds. Nagłych postanowiła przyznać awans obu zespołom i powiększyć rozgrywki na kolejny sezon.

 

„Myślę, że dzięki tej decyzji zwyciężył przede wszystkim sport i zdrowy rozsądek. Absolutnie nie chcę włączać się w dyskusję i interpretację przepisów Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, który autonomicznie prowadził rozgrywki w IV grupie trzeciej ligi. Mam nadzieję, że przyjęte rozwiązanie zadowoli wszystkich zainteresowanych, a Motor i Hutnik pomyślnie przejdą proces licencyjny i swą obecnością oraz klasą sportową wzmocnią drugoligowe zmagania”– czytamy na stronie PZPN.

 

 

Źródło: polsatsport.pl, pzpn.pl

Fot: Wikimedia Commons

Choć trwa wymuszona pandemią koronawirusa przerwa od większości rozgrywek, które rozbudzały emocje wśród kibiców na różnych kontynentach, to jednak nie brakuje sytuacji, które rodzą w ostatnim czasie wiele kontrowersji i dyskusji w świecie sportowym. Bez wątpienia było tak też w tym przypadku, gdy to co wydarzyło się na stadionie podczas piłkarskich zmagań, określić można nawet mianem skandalu. W związku z tym wydarzeniem, o którym poinformowały media w różnych krajach, władze jednego z klubów piłkarskich postanowiły wystosować przeprosiny.

 

Wśród piłkarskich lig, które zdążyły już powrócić do rozgrywanie meczy, znalazła się też liga w Korei Południowej. Fakt iż na trybunach nie zasiadają w związku z ograniczeniami kibice, spowodował tak samo, jak w niektórych innych krajach, pomysły klubów na zachowanie pamięci o kibicach na tyle ile to możliwe.

 

Głośno było wcześniej chociażby o przykładzie niemieckiej drużyny, która grała przy tekturowych podobiznach swoich sympatyków. To co wymyślili przedstawiciele koreańskiego FC Seul wywołało jednak sporo negatywnych reakcji.

 

Zniesmaczenie wśród widzów meczu wywołać miał fakt, że kobiece manekiny umieszczone na miejscach dla kibiców na stadionie, miały być w rzeczywistości lalkami, jakie spotkać można w sklepach z akcesoriami erotycznymi. Przedstawiciele klubu zdecydowali się przyznać do popełnionego błędu i przeprosić za zaistniałą sytuację.

 

Funkcjonujący od 1983 roku klub FC Seul miał zastosować takie rozwiązanie ze względu na sponsorskie wymagania sponsorskie ze strony sieci produkującej tego typu lalki.

 

Choć historia klubu nie jest stosunkowo zbyt długa, to jednak drużyna zdołała 6-krotnie zdobyć tytuł mistrza Korei Południowej. Po raz ostatni, klub ze stolicy osiągnął taki sukces w 2016 roku.

 

– Nasi pracownicy nie mogli sprawdzić wszystkiego, co zostało zainstalowane. To niewybaczalny błąd z naszej strony. Od początku chcieliśmy zapewnić nawet niewielką rozrywkę po tym jak zdecydowano, że mecze będą rozgrywane bez kibiców z powodu pandemii koronawirusa

– tłumaczył się klub z Seulu w treści opublikowanego komunikatu.

 

 

Źródło: Sport.tvp.pl ; o2.pl ; Twitter/@WhoAteTheSquid

Fot.: Pexels

Artur Szpilka jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych polskich pięściarzy. Przyczyniły się do tego m.in. jego konflikty z prawem, kiedy został skazany na 18 miesięcy pozbawienia wolności za pobicie, czy został on oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza Służby Więziennej i jego słowne znieważenie. Za młodu Artur był także chuliganem Wisły Kraków.

 

Sporo kontrowersji wywołała także jego ostatnia walka na gali bokserskiej w Łomży. Krzyżował wtedy rękawice z ukraińskim Sergiejem Radczenką. Jak sam później przyznał nie był z tej walki zadowolony. Przypomnijmy, że werdyktem sędziów ją wygrał. Decyzja ta jednak była bardzo mocno krytykowana przez komentatorów związanych z boksem, czy oglądających tę galę. Według wielu Ukrainiec zdecydowanie lepiej prezentował się w ringu. Podały także słowa o „kradzieży na oczach milionów”.

 

Od tamtego czasu tamtej walki minął już ponad miesiąc. „Szpila” udzielił wywiadu dla Interii, wspominając o występie na gali w Łomży i o swoim samopoczuciu:

 

„… dopiero tydzień temu, dostałem zgodę na bieganie. Wcześniej, przez miesiąc, właściwie nie mogłem nic robić. Dla sportowca, który od nastolatka regularnie trenuje, to coś okropnego. To wszystko, w połączeniu z kwarantanną i izolacją, gdy praktycznie w ogóle nie można było wychodzić z domu, tak strasznie uderzyło mi na głowę, że wpadłem w depresję.
Mam nadzieję, że to już za mną i wierzę, że po deszczu zawsze wychodzi słońce. Teraz czekam, aż to słońce dla mnie znów zaświeci, ale też wiem, że nie stanie się to samo. Muszę na to pracować”.-przyznaje pięściarz z Wieliczki.

 

„Teraz jestem po operacji barku, po której mam dłuższą przerwę, z czego początkowo nie zdawałem sobie sprawy. Do tego dochodzi zejście do kategorii cruiser, zbicie 20 kilogramów i walka, która nie ułożyła się tak jak oczekiwałem, choć jak zawsze poprzedziła ją ciężka praca. Myślę sobie, że tak w życiu chyba już jest, że te najwspanialsze rzeczy przychodzą po największych trudach. W tej chwili mam 31 lat, więc gdybym uważał, że dzieje się ze mną coś nie tak, to może bym powiedział: „słuchajcie, to jest koniec”. Ale tego nie ma.
Na pewno mogą mieć żal do siebie, dlaczego w głowie było tak, a nie inaczej i wcześniej nie ruszyłem na rywala, lecz to już historia. Teraz moją motywacją i zastrzykiem energii jest osoba nowego trenera, Andrzeja Liczika. Plany sportowe są, ale fajne jest też to, że ja mam plany też poza tym wszystkim. Zawsze jest alternatywa, już nawet po boksie, ale to właśnie ten sport jest całym moim życiem, które kocham”.-mówi o swoich dalszych planach.

 

„Tak jak rozmawiałeś ze mną jeszcze w zakładzie karnym i słyszałeś młodego chłopaka, który miał marzenia, tak dziś rozmawiasz ze starszym o 10 lat gościem, który wciąż ma aspiracje, ale już trochę w życiu przeżył wzlotów i upadków. Jednak ciężko zapierniczał, zarobił trochę na swoje życie i przy tym wszystkim nie zwariował. Wręcz przeciwnie, mam jeszcze w sobie ambicje sportowe”.- dodaje Artur Szpilka.

 

Źródło: interia.pl, mma.pl, wp.pl, wikipedia

Fot: YouTube/ Super Express (zrzut ekranu)

 

W ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach, pracownicy służby zdrowia w różnych krajach europejskich wystawieni zostali na ciężką próbę przez konieczność często wielogodzinnej pracy w ramach zmagania się ze skutkami rozprzestrzeniania koronawirusa. Taka sytuacja, w której wiele osób wymaga hospitalizacji rodzi niebezpieczeństwo braków miejsc w szpitalach dla ludzi oraz utrudnienia w leczeniu osób cierpiących na także inne schorzenia. Niestety w tym też czasie potwierdza się, że poważne problemy zdrowotne nie oszczędzają również młodych wysportowanych ludzi. Potwierdza to smutna historia z ostatnich dni dotycząca pewnego włoskiego piłkarza.

 

Cały dramat sportowca i jego rodziny rozegrał się w północnej części Włoch, czyli w regionie mocno doświadczonym w ostatnim czasie pod względem problemów z bezpieczeństwem zdrowotnym w społeczeństwie.

 

Andrea Rinaldi to piłkarz, którego macierzystym klubem była Atalanta Bergamo występująca w tym sezonie w Lidze Mistrzów, jednak w ostatnim czasie zawodnik przebywał na wypożyczeniu w A.C. Legnano (Serie D).

 

W piątkowy wieczór wydarzyło się coś co zaniepokoiło wielu fanów piłki nożnej na Półwyspie Iberyjskim. Doszło bowiem do pęknięcia tętniaka mózgu u młodego piłkarza, kiedy przebywał on w swoim domu na terenie Cermanate w Lombardii. Rinaldi został szybko przetransportowany do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie, chociaż stan tego chłopaka był określany jako bardzo ciężki.

 

Mimo jednak starań lekarzy i dementowania poprzednich doniesień o śmierci piłkarza, niestety nie udało się finalnie uratować jego życia. We włoskich mediach i na portalach społecznościowych publikowane są smutne dla wielu kibiców wiadomości o śmierci zawodnika, który w czerwcu skończył by dopiero 20 lat.

 

Pamiętajmy w modlitwach o tym młodym sportowcu i innych ludziach, których życia nie udało się w ostatnim czasie uratować pracownikom służby zdrowia, którzy w tych miesiącach mają wyjątkowo dużo pracy.

 

 

Źródło: Sport.sky.it ; Interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Twitter

Już 10 lat minęło od uznawanego przez wielu za najważniejszego samobója w polskiej piłce klubowej. Warto wspomnieć o okolicznościach tego spotkania i co sprawiło, że gol ten był aż tak ważny. Po pierwsze, była to 181. „Święta Wojna” czy pojedynek między Cracovią a Wisłą Kraków. Tym gorącym derbom zawsze towarzyszą ogromne emocje. Tym razem mecz rozgrywany był na „Suchych Stawach”, czyli stadionie Hutnika. Warto przypomnieć, że była to przedostatnia kolejka Ekstraklasy, wszystkie mecze były rozgrywane jednocześnie.

 

„Dla Cracovii był to mecz, który- w zależności od wyników innych spotkań- mógł dać jej utrzymanie w ekstraklasie. Liderująca w tabeli Wisła korespondencyjnie rywalizowała z Lechem Poznań o mistrzostwo Polski. Wisła miała punkt przewagi i jej zwycięstwo nad Cracovią przy jednoczesnej porażce Lecha w Chorzowie z walczącym o miejsce w Lidze Europy Ruchem dawało jej- już w tej kolejce-złoty medal”– przeczytać możemy na stronie wikipasy.pl

 

Rafał Boguski, piłkarz „Białej Gwiazdy” w 79. minucie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. W tamtej chwili Wisła miała 63 pkt. w tabeli i obejmowała fotel lidera. Przed 92. minutą Lech remisował z Ruchem 1:1 i miał 60 pkt., jednak pod sam koniec spotkania zdobył bramkę na 2:1. Kilkadziesiąt sekund później doszło do dramatycznego zdarzenia w krakowskich derbach. Dosłownie w ostatniej akcji spotkania samobójczą bramkę strzelił Mariusz Jop, który swoją drogą zagrał w tym meczu tylko dlatego, że zastępował Pablo Alvareza. Co ciekawe bramką padła po dośrodkowaniu mołdawskiego gracza Cracovii, który wszedł na boisko niedawno przed zaistniałym „cudem”. Kibice Wisły, którzy w trakcie meczu śpiewali „Mistrz, Mistrz, nasz TS” i „1 liga, 1 liga, Cracovia” po ostatnim gwizdku zaczęli wyrywać krzesełka na stadionie w Nowej Hucie, a fani Pasów wbiegli na murawę podekscytowani całą sytuacją. Ich klub utrzymał się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Jak się okazało po ostatniej kolejce, to drużyna ze stolicy Wielkopolski zdobyła mistrzostwo w tym sezonie, a krakowska Wisła mogła cieszyć się tylko wiceliderem.

 

 

 

 

Źródło: wikipasy.pl,, wp.pl

Fot: Facebook/ Typowy piłkarz ekstraklasy

Koby Brayant to jeden z najlepszych w historii koszykarzy. Prawdziwa legenda. Przez całą swoją klubową karierę grał w drużynie z Kalifornii- Los Angeles Lakers. W barwach tych zaliczył 1346 występów. Dwukrotny mistrz olimpijski z Pekinu 2008 i z Londynu 2012, 5-krotny mistrz NBA, 18-krotnie wybierany do udziału w meczu gwiazd, 15-krotnie wybierany do All-NBA Team, 2-krotny król strzelców: 2006, 2007, 16-krotny zawodnik miesiąca konferencji zachodniej NBA.

 

26 stycznia 2020 roku zawodnik tragicznie odszedł z tego świata w wieku 41 lat. Zginął w katastrofie helikoptera, który podczas lotu runął na ziemię. Z 9 osób będących z nim na pokładzie w wypadku nikt nie przeżył. Życie straciła także jego 13- letnia córka, Gianna.

 

Poza miłością do koszykówki kochał także piłkę nożną. Wspierał włoski AC Milan.

 

„Brak nam słów, aby wyrazić jak bardzo jesteśmy wstrząśnięci tragicznym odejściem jednego z największych sportowców wszech czasów i naszego kibica Kobe Bryanta. (…) Zawsze będziemy za Tobą tęsknić”– skomentował na portalach społecznościowych klub czerwono- czarnych.

Vanessa Brayant po śmierci ukochanego znalazła zaadresowaną do niej kopertę, którą postanowiła otworzyć w dniu swoich 38. urodzin, 5 maja.

 

„Czekałam do dnia moich urodzin z otwarciem jeszcze jednego listu. Dostałam to, na co dziś czekałam” Pewną ironią jest to, że Kobe umieścił moje zdjęcie w objęciach anioła, narysowanego przez artystę. Tęsknię za miłością mojego życia i moją słodką małą Mamacitą. Chciałabym, żebyśmy wszyscy byli razem”– pisze wzruszona kobieta.

 

„Mamusia kocha cię bardziej, niż kiedykolwiek udało jej się to pokazać. Jesteś częścią mojej duszy na zawsze. Tak bardzo za tobą tęsknię każdego dnia. Chciałabym się obudzić i mieć cię obok”- emocjonalnie zwraca się do córeczki, która 1 maja obchodziłaby 14-te urodziny.

 

Źródło:

onet.pl, WIkipedia

Fot: Wikipedia

Marcin Najman to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w polskim MMA. Jest bohaterem wielu memów i obiektem wiecznych kpin ze strony środowiska. Spowodowane jest to dużą pewnością siebie i ilością porażek, które odnotował w przeszłości. W mieszanych sztukach walki przegrał m.in. z Mariuszem Pudzianowskim, Przemysławem Saletą, litewskim kulturystą Robertem Burneiką, czy z Pawłem „Trybsonem” Trybałą podczas Freak Fight Federation.

 

Niedawno zobaczyć go mogliśmy na gali Fame MMA. W swoim debiucie w tej federacji pokonał w pierwszej rundzie Piotra „Bonusa BGC” Witczaka, który wyzwał go na pojedynek. Odniósł jednak porażkę w ostatniej edycji, która odbyła się bez publiczności z kulturystą Piotrem „Bestią”Piechowiakiem. Mimo deklaracji, że „El Testosteron” chce kończyć  karierę i czeka go tylko jedna, pożegnalna walka, kolejka chętnych, aby skonfrontować się z częstochowskim showmanem,jest naprawdę obfita. Marcin Najman wskazał czterech potencjalnych przeciwników: Tomasz Adamek, Kasjusz „Don Kasjo” Życiński, Piotr Świerczewski oraz Andrzej Fonfara.

 

Z tym ostatnim relacje ostro zaostrzyły się po słynnym już telefonie w programie „Hejtpark” na „Kanale Sportowym”, którego gościem był  Marcin Najman. Od tego momentu „El Testosteron” stara przedstawiać się Andrzeja Fonfarę jako osobę homoseksualną zamieszczając m.in. takie wpisy:

 

„Fonfara jest Gejem. Ale to nie powód, by za to go dojeżdżać. Za to że jest pijakiem, można go piętnować, ale to że jest Gejem to jego sprawa”

 

„Posłuchajcie, pomimo pandemii żyjemy w najlepszych czasach w dziejach ludzkości. Natomiast do ideału jeszcze daleko. Tak jak nie popieram parad równości, bo de facto nimi nie są, gdyż są raczej nachalną próbą propagowania homoseksualnych praktyk. Heteroseksualni nie narzucają homoseksualnym jak mają żyć, to o tyle piętnowanie kogokolwiek za jego życie intymne jest po prostu haniebne. Ataki skierowane na profesora Zaradkiewicza czy Andrzeja Fonfarę, za ich odmienność seksualną, są haniebne”

 

„Muszę jednak zrobić wycieczkę i wrócić po latach do pięknej Częstochowy… See you soon A. F.”– odpowiada były mistrz świata IBO w wadze półciężkiej.Czy ten wpis można traktować jako groźbę i w niedalekiej przyszłości dojdzie do starcia między zawodnikami? Konflikt wydaje się dopiero poważnie nabierać rumieńców.

 

 

Marcin Najman postanowił również przedstawić swoje zdanie na temat koronawirusa:

 

 

„Zastanawiam się dlaczego codziennie podawane są nam wyłącznie liczby zakażonych i zmarłych na Korona Wirusa. Czy opiniotwórcze media mogłyby publikować również liczby zarażonych i zmarłych z powodu grypy czy też liczbę zmarłych na raka?
Nie twierdze, że wirusa nie ma. Jest. Tak samo jak jest wirus grypy. Od samego początku uważam jednak, że korona wirus to wytwór człowieka, a jednocześnie ktoś nie mówi nam wszystkiego.”

 

Źródło: interia.pl, Wikipedia, Facebook/ Marcin Najman

Fot: YouTube/ Kanał Sportowy