Terroryzm jest zjawiskiem, który w obecnych czasach zagrażać może ludziom z różnych stron świata. Również służby w naszym kraju muszą mieć się na baczności oraz czujnie obserwować zachowania potencjalnych zamachowców. To kto byłby zdolny dopuścić się przeprowadzenia ataku i jakie mieć przy tym motywacje, może być niejednokrotnie zaskakujące dla zwykłych ludzi.

 

Jak dowiedziała się nieoficjalnie Polska Agencja Prasowa, funkcjonariusze policji zatrzymali czwórkę młodych ludzi, którzy planować mieli przeprowadzenie zamachu terrorystycznego na terenie Warszawy. Zostali oni zatrzymani w stolicy oraz jej okolicach. Sprawę opisały m.in. portale radiozet.pl oraz tvp.info. Informacje te zostały potwierdzone przez przedstawicieli policji.

 

Jak przekazała Komenda Stołeczna Policji, zatrzymani to czterech nastolatków. Żaden z nich nie jest jeszcze pełnoletni. Uczniowie mieli planować atak na szkołę, do której uczęszczali, a w przygotowaniach inspirowali się zamachami do jakich dochodziło za oceanem. Jak powiedzieć miał wysoki rangą oficer, chłopcy ci obserwowali w mediach społecznościowych profile związane z napastnikami odpowiadającymi za przeprowadzanie niektórych ataków na terenie USA.

 

– Mogę potwierdzić, że wydział do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw Komendy Stołecznej Policji zatrzymał grupę osób, których działania mogły realnie zagrozić bezpieczeństwu uczniów jednej z warszawskich szkół

– powiedział aspirant sztabowy Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji.

 

Policja przyznaje, że celem działania służb w Polsce jest to, aby przede wszystkim podejmowane działania były wyprzedzające i zapobiegały ewentualnym atakom, a nie stanowiły jedynie reakcję na już zaistniałe tragiczne sytuacje.

 

W działaniach, które doprowadziły do zatrzymania czwórki nastolatków, uczestniczyli także funkcjonariusze zajmujący się walką z cyberprzestępczością.

 

– W wyniku ustaleń naszych policjantów z wydziału do walki z cyberprzestępczością, które mają oparcie w analizie zagrożeń wykrytych w trakcie monitoringu sieci internetowej, policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw dotarli do czterech osób z terenu działania garnizonu stołecznego. Wszystkie osoby są niepełnoletnie

– potwierdził cytowany przez radiozet.pl asp. szt. Mariusz Mrozek.

 

Zgodnie z decyzją sądu, wobec tych młodych ludzi, podejrzewanych o przygotowywania zamachu na warszawską szkołę, zastosowano środki zapobiegawcze.

 

– W przypadku jednego z nieletnich jest to umieszczenie w schronisku, a w drugim objęcie go dozorem kuratora

– powiedział asp. szt. Mrozek.

 

Jak dodał, śledztwo w tej sprawie prowadzone jest w kierunku art. 171. KK. Są to więc poważne zarzuty, ponieważ dotyczą one „wytwarzania lub obrotu substancjami, materiałami i urządzeniami niebezpiecznymi”. Chłopcom grozić może od pół roku do ośmiu lat pozbawienia wolności.

 

Policja przy okazji tej sprawy, zwraca się też z apelem do rodziców, aby zwracali uwagę na to czym interesują się ich dzieci. To co obserwowali zatrzymani nastolatkowie w sieci i co stanowiło dla nich inspiracje, jest bowiem alarmujące w temacie tego, jak łatwo zainteresować czasem młodego człowieka terrorystyczną działalnością.

 

 

Źródło: tvp.info ; radiozet.pl

 

Do niepokojącej sytuacji doszło po tym, jak służby lotniska otrzymały alarmującą informację od załogi samolotu linii LOT zmierzającego do Polski. Zdarzenie miało miejsce na terenie lotniska Chopina w Warszawie. Potrzebna była odpowiednia interwencja. Doniesienia na ten temat przekazał wieczorem portal rmf24.pl.

 

Na lotnisko dotarła informacja, że na pokładzie zbliżającego się do stolicy Polski samolotu doszło do wydarzeń, które zaniepokoiły członków załogi. Jeden z pasażerów przejawiał bowiem zachowania typowe dla ludzi przeziębionych. Było to szczególnie niepokojące ze względu na to czym obecnie żyją media w Polsce i na świecie, a mowa tu o nowym koronawirusie. Trzeba zaznaczyć, że samolot leciał właśnie ze stolicy Chin- Pekinu.

 

Służby na lotnisku zostały zaalarmowane i podjęto odpowiednie działania oraz zachowano środki ostrożności. Po wylądowaniu, na pokład maszyny wkroczyli lotniskowi medycy. Nieopodal samolotu zatrzymała się natomiast karetka, którą przetransportowano chorego człowieka do szpitala na obserwację.

 

Jak przekazał portal rmf24.pl, u pacjenta zarażenie koronawirusem miało zostać na szczęście wykluczone jeszcze w ambulatorium. Innym podróżnym, którzy również lecieli tym samym samolotem, pozwolono opuścić pokład, jednak na wszelki wypadek wzięto od nich dane osobowe.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

 

 

 

Do makabrycznych wydarzeń doszło w stolicy Polski. Na terenie warszawskiej Pragi odnaleziono ciała zamordowanych osób. Wstrząsające są okoliczności całej zbrodni oraz to jak zachowywał się sprawca po dokonaniu podwójnego zabójstwa. Sprawę opisał m.in. portal se.pl.

 

Krwawe sceny rozegrały się w jednym z budynków przy ulicy Tarchomińskiej. Jak potwierdziła policja, w jednym z mieszkań znaleziono ciało młodej kobiety oraz jej syna w wieku około 7. roku życia. Okazało się, że osoby te zostały zamordowane. Do tragedii doszło ostatniej nocy.

 

Jak pisze se.pl, policja miała zaprzestać poszukiwań sprawcy, kiedy znaleziono go powieszonego. Kobieta, której odebrał życie miała być jego sporo młodszą żoną. Miała ona około 25, zaś jej małżonek mógł mieć nawet ponad 40 lat.

 

Zdaniem niektórych z okolicznych mieszkańców, para ta zachowywała się dosyć dziwnie. Mieli oni po wjechaniu samochodem na podwórko, z reguły szybko zmierzać do zamieszkiwanego lokalu. W mieszkaniu tym często słyszane miały być głośne kłótnie. Według innych byli oni jednak nie wyróżniającą się rodziną.

 

Zamordowana Sara M. była pracownicą jednej z restauracji sieci McDonald’s. Kiedy jej mąż Dariusz odebrał życie kobiecie oraz małemu Dominikowi, uciekł do swojej rodzinnej miejscowości. Wstrząsające jest to co miał przekazać swojemu synowi, do którego zatelefonował około godz. 3 w nocy. Jak podaje se.pl, przekazał mu wówczas, że „zrobił coś złego i usłyszy o nim w telewizji„. Zaniepokojony tymi słowami syn udał się do mieszkania na warszawskiej Pradze i zaalarmował policję o zaistniałej sytuacji. Strażacy oraz funkcjonariusze policji przybyli na miejsce, gdzie dokonano makabrycznego odkrycia. Zwłoki dwójki ofiar znajdowały się w jednym z pokoi.

 

Jak podaje „se”, Dariusz M. uciekł z budynku przy ul. Tarchomińskiej ostrzegając, że planuje popełnić samobójstwo. Jak się okazało nie były to puste słowa. Powieszone ciało zabójcy zostało znalezione najprawdopodobniej w lesie znajdującym się w rejonie jego rodzinnej miejscowości, do której uciekł po dokonaniu tego okrutnego czynu.

 

 

Źródło: se.pl ; wprost.pl

Fot.: Flickr

 

 

 

 

Władze Warszawy po raz kolejny decydują się na działania spotykające się ze zdecydowaną krytyką. Swego czasu, sporym skandalem było przywrócenie komunistycznych nazw ulic, odbierając ten honor również zasłużonym dla Polski osobom, takim jak chociażby bohaterska sanitariuszka Danuta Siedzikowna „Inka”. Tym razem zamieszanie znów dotyczy nadawania imion w stolicy. W tym przypadku decyzję krytykują również niektórzy przedstawiciele opozycji, a także jeden z dziennikarzy stacji TVN.

 

To jest niewytłumaczalne. I pachnie co najmniej partyjniactwem

– Stwierdził Konrad Piasecki z telewizji TVN, komentując inicjatywę prezydenta Rafała Trzaskowskiego.

 

Za tydzień przypadnie pierwsza rocznica śmierci Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, który został zaatakowany nożem przez chorego psychicznie człowieka podczas finału WOŚP. W związku z tym, Rafał Trzaskowski chce upamiętnić zmarłego prezydenta w sposób wyjątkowy. Problem polega jednak na tym, że chce on to zrobić omijając pewne przyjęte reguły takich działań, choć nie podejmował podobnych decyzji w innych tego typu przypadkach.

 

Jak poinformowała bowiem Gazeta Wyborcza, prezydent Warszawy nie chce dostosować się do zwyczajowego zachowania okresu pięciu lat od śmierci danej osoby przed nazwaniem jego imieniem danej ulicy czy alei. Rafał Trzaskowski chciałby nadać imię Pawła Adamowicza alei w parku na Jazdowie.

 

Dla wielu dziwnym, a nawet niesprawiedliwym może być fakt, że Rafał Trzaskowski chce zadziałać w taki sposób, choć sam wcześniej przywracał komunistyczne nazwy, zamiast upamiętniać polskich bohaterów. Nie upamiętnił również w podobny sposób, tragicznie zmarłego prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego, choć od katastrofy smoleńskiej minie wkrótce 10 lat.

 

Projektem uchwały zajmiemy się na posiedzeniu komisji 9 stycznia, 14 stycznia na sesji rady dzielnicy zaopiniujemy projekt, a Rada Warszawy zajmie się uchwałą o nadaniu nazwy na sesji 16 stycznia

– przekazał śródmiejski radny Koalicji Obywatelskiej Daniel Łaga.

 

Postępowanie prezydenta Trzaskowskiego krytycznie oceniane jest po różnych stronach politycznej barykady.

 

Sytuacja, w której można złamać 5 letnią karencję, by nazwać ulicę w W-wie imieniem zabitego prezydenta Gdańska, a nie można jej złamać, by nazwać ulicę w W-wie imieniem zmarłego tragicznie prezydenta Warszawy i Polski jest niewytłumaczalna. I pachnie co najmniej partyjniactwem

– napisał na Twitterze Tomasz Walczak z Super Expressu.

 

Również przedstawiciele lewicy, nie są jak widać zawsze przychylni urzędującemu włodarzowi Warszawy. A świadczy o tym chociażby wpis wiceprzewodniczącej mazowieckich struktur SLD.

 

Można było pokazać klasę i nadać nazwy dwóm ulicom czy placom: im. Lecha Kaczyńskiego i im. Pawła Adamowicza. A tak nakręca się stare antagonizmy.

– stwierdziła posłanka Lewicy Anna-Maria Żukowska.

 

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; Twitter ; Gazeta Wyborcza

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

 

Do ataku przy użyciu niebezpiecznego narzędzia doszło na terenie warszawskie dzielnicy Wola, a dokładniej w okolicy ul. Pańskiej 65. Niestety nie obyło się bez poszkodowanych. Po krwawym zajściu policja rozpoczęła działania mające na celu wyjaśnić okoliczności zdarzenia oraz poszukiwania podejrzanego.

 

 

Prowadzimy w tej chwili czynności operacyjne zmierzające do ustalenia okoliczności całego zdarzenia – powiedziała cytowana przez portal tvp.info komisarz Marta Sułowska z wolskiej policji. W działania zaangażowano m.in.  policyjne przewodnik z psem tropiącym.

 

Cała sytuacja miała miejsce w godzinach nocnych. W rejonie ul. Pańskiej doszło do awantury, która w pewnym momencie przerodziła się w krwawy atak. ponieważ w trakcie kłótni jedna z osób wyciągnęła nóż, którym zadała ciosy innym osobom. Dwoje rannych zostało przetransportowanych do szpitala.

 

Przedstawiciele policji nie chcą jednak zdradzać dokładnych informacji dotyczących stanu zdrowia poszkodowanych oraz innych szczegółów związanych z tą sprawą.

 

Do innego ataku przy użyciu noża doszło ostatniej nocy również na terenie Krakowa. O tej sprawie pisaliśmy w poniższym artykule:

Zaatakował nożem w Krakowie. Wiemy kim jest sprawca i jaki miał motyw

 

 

Źródło: tvp.info ; rmf24.pl

Fot.: Pixabay

Kłęby gęstego dymu unosiły się nad częścią stolicy w dniu dzisiejszym. O sprawie poinformował portal rmf24.pl. Miejsce, w którym doszło do pożaru znajduje się na terenie dzielnicy, o której było głośno w ostatnim czasie w mediach.

 

Ogień pojawił się w hali znajdującej się w rejonie ulicy Krakowiaków. W jej wnętrzu znajdował się zarówno tor kartingowy, jak również magazyny spożywcze. W czasie, kiedy wybuchł pożar, w hali mieli na szczęście nie znajdować się klienci. Nie jest jednak oficjalnie wiadome czy w środku znajdował się ktoś z grona obsługi i pracowników.

 

W akcję gaszenia pożaru zaangażowano 30 zastępów straży pożarnej. Akcja  ma być utrudniona przez wysoką temperaturę panującą we wnętrzu budynku. Dochodzić ma ona do tysiąca stopni celsjusza. Zniekształca się przez to też konstrukcja hali, a dach uległ zawaleniu. Istnieje ryzyko, że zawalą się również ściany.

 

Część hali, która stanęła w płomieniach przeznaczona była na składowanie artykułów spożywczych, głównie słodyczy. W trakcie gaszenia pożaru pojawił się kolejny problem- najbliższe hydranty od miejsca pożaru oddalone są o około kilometr od hali. W związku z tym, straż pożarna miała problem przez pewien czas, gdy skończyła się woda w zbiorniku przeciwpożarowym.

 

Nie występuje w dniu dzisiejszym silnym wiatr, więc nie podjęto decyzji o przeprowadzeniu ewakuacji w pobliskich budynkach. Płomienie rozprzestrzeniły się jednak na około połowę całej hali, więc gaszenie pożaru może trwać nawet kilkanaście godzin.

 

O dzielnicy Włochy było ostatnio głośno w mediach przez inną sprawę. Dotyczyła ona zatrzymania burmistrza tej warszawskiej dzielnicy przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, po tym jak został on przyłapany na przyjmowaniu łapówki od pcohądzeco z Turcji dewelopera.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter/@rdcpolskieradio

 

 

 

Na przełomie lipca i sierpnia 1939 roku Julien Bryan, amerykański reportażysta wybrał się do Szwajcarii i Holandii. Całkiem przypadkiem zostało mu trochę taśmy filmowej, zdecydował się więc przyjechać do Polski i nagrać „zaplecze frontu”, tuż po wybuchu II wojny światowej.

 

Efekty jego pracy są niesamowite. Zobaczcie jak wyglądała Warszawa we wrześniu 1939 roku.

 

 

„Siege”/YouTube

PJ