To kolejna szokująca wiadomość w ostatnim czasie. Strażacy pojawili się w V Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy.

Strażacy szybko przybyli na miejsce. Ewakuowano uczniów, nauczycieli i pracowników szkoły. Łącznie wyprowadzono 300 osób z V Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy.

 

Od razu na stronie Bydgoszcz 998 na Facebooku pojawiła się informacja, że doszło do incydentu w jednej z klas w liceum. 18-letni uczeń rozpylił gaz pieprzowy. W pomieszczeniu znajdowały się wtedy 24 osoby

 

– Z ustaleń policjantów wynika, że 18-letni uczeń tej szkoły na jednej z lekcji rozpylił gaz. Decyzją wicedyrektora szkoły, ponad 300 osób zostało ewakuowanych. Na szczęście, nikomu się nic nie stało, natomiast 18-letni uczeń musi liczyć się z konsekwencjami prawnymi

 

-relacjonuje podkomisarz Lidia Kowalska z Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy.

 

CZYTAJ TAKŻE: Najnowszy sondaż prezydencki! Rośnie poparcie dla dwóch kandydatów

 

– Sytuacja była niezbyt ciekawa, jeżeli całe piętro było w gazie, który było czuć bardzo mocno, wszystkie okna były pootwierane na korytarzu, w sali lekcyjnej. Uczniowie zostali bardzo szybko wyprowadzeni, ponieważ nie szło oddychać, uczniowie prawie się dusili od tego gazu

 

– mówi Grzegorz Waszkiewicz, wicedyrektor szkoły.

 

CZYTAJ TAKŻE: 9-latek był prześladowany w szkole. Uzyskał wsparcie sportowców i kibiców (WIDEO)

 

Jedna uczennica została przebadana w karetce. Na szczęście ani jej, ani innym uczniom i nauczycielom, nic się nie stało. Wiemy który z uczniów rozpylił gaz pieprzowy. Jako szkoła wyciągniemy wobec niego konsekwencje

 

-dodał wicedyrektor.

 

Na szczęście jednostki strażaków bardzo sprawnie i szybko poradziły sobie z oparami gazu pieprzowego, który rozniósł się po całej szkole. Mimo otwartych okien, uczniowie i nauczyciele nie mogli oddychać. Trudno było prowadzić zajęcia w takich warunkach. Po pozytywnie przeprowadzonej akcji strażaków wszyscy wrócili do budynku i kontynuowano lekcje.

 

 

Źródło: radiopik.pl, expressbydgoski.pl / foto Facebook.com Bydgoszcz 998

Choć ludzkość przez lata dokonuje coraz nowszych odkryć i udoskonala swoje metody obrony przed zagrożeniami, to jednak wciąż możemy przekonywać się o tym, że bardzo często człowiek ma zdecydowanie marne szanse w starciu z siłą niszczycielskiego żywiołu. Takie nagrania jak to, potwierdzają tę tezę.

 

Od tygodni w mediach oraz internecie pojawiają się nagrania z Australii, które dla wielu mogą być wstrząsające. Na tamtych terenach wciąż trwa walka z pożarami, jednak wysokie temperatury wciąż nie ułatwiają pracy służbom. Niestety według nowych doniesień, takowa sytuacja i konieczność zmagania się z niszczycielskim ogniem, trwać może jeszcze kilka miesięcy.

 

Wielu internautów poruszyły nagrania przedstawiające pomoc udzielaną przez ludzi misiom koala znajdującym się w rejonie pożarów. Na jednym z filmów zarejestrowany został moment ratowania przerażonego koali, którego odgłosy przypominały płacz, a niedawno pojawiło się też nagranie, na którym spragniony zwierzak zatrzymał rowerzystów, którzy następnie podzielili sie z nim posiadaną wodą. Osobniki te wyjątkowo cierpią w wyniku rozprzestrzeniania się ognia w Australii. Według podawanych danych, przez rozprzestrzeniające się pożary, zginąć mogło już nawet 30% ich populacji.

 

Oczywiście również ludzie są bezpośrednio narażeni na niszczycielskie skutki trawiącego tamte ziemie ognia. Przykładowo, w ostatnich dniach, media na świecie informowały o dramacie ludzi, którzy zmuszeni byli uciekać przed pochłaniającym domy i samochody ogniem. W wyniku tej sytuacji, tysiące osób utknęły na plażach.

 

Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności oraz powagę sytuacji, wyjątkowy szacunek należy się przedstawicielom służb, którzy idą z pomocą w rejony, w których ogień nie oszczędza niczego co napotyka na swojej drodze. Zapewne szokujące dla wielu nagranie z terenów, gdzie mają miejsce te ogromne pożary, udostępnione zostało właśnie przez działających w tamtym rejonie australijskich strażaków.

 

Na udostępnionym przez stację CNN i krążącym teraz w internecie filmiku widać, jak niebezpieczna jest pełniona przez tych ludzi służba, kiedy płomienie, a także wyjątkowo wysokie temperatury potrafią mocno utrudnić pozornie proste działania.

 

Dramatic footage shows firefighters driving through a bushfire in Australia as their truck is lashed by flames https://cnn.it/2Qgo43b

Gepostet von CNN am Dienstag, 31. Dezember 2019

 

 

Źródło: CNN ; o2.pl ; Facebook/CNN

Fot.: Pexels

Do dramatycznych wydarzeń doszło na terenie prowincji Alessandria leżącej w północnej części kraju, a dokładniej na terenie niewielkiej miejscowości Quargnento. Niestety wszystko wskazuje na to, że do wybuchów doszło w wyniku celowego działania. Sprawcy mogli jednak nie brać pod uwagę, że skutki detonacji będą aż tak tragiczne.

 

W wyniku eksplozji do jakich doszło w dniu wczorajszym w Quargnento życie stracili 46-letni Matteo Gastaldo, 38-letni Marco Triches oraz 32-letni Antonio Candido. Byli to trzej strażacy biorący udział w akcji po otrzymaniu informacji o pierwszym wybuchu w tamtym rejonie. Spod gruzów, zniszczonego w wyniku wybuchów budynku, wydobyto jeszcze dwóch innych rannych strażaków oraz również poszkodowanego podczas akcji policjanta.

 

 

Cała tragedia rozegrała się na jednej ze znajdujących się w Quargnento farm. Służby przybyły na miejsce, gdy doszło tam do wybuchu, okazało się jednak, że niestety nie był to koniec eksplozji.

 

Niedługo po tragedii, śledczy szybko skierowali śledztwo na podejrzenie, iż do wybuchów mogło nie dojść w przypadkowych okolicznościach. Na terenie farmy, na której doszło do zdarzenia, znaleziono bowiem butle wypełnione gazem oraz zapalniki czasowe.

 

Analizujemy znalezione w domu przedmioty, podczas przeszukiwania w gruzach znaleźliśmy zatrzymany zegar i butlę z gazem. Eksplozja mogła być zaplanowana – powiedział po tragicznych wydarzeniach prokurator Enrico Cieri w rozmowie z dziennikarzami.

 

Jak się okazuje, doprowadzenie do wybuchu mogło być zamiarem dokonania swoistej zemsty lub rozliczenia w ramach porachunków biznesowych albo nawet osobistych czy rodzinnych. Właścicielem zniszczonej farmy jest bowiem 55-letni Giovanni Vincenti, biznesmen w branży turystycznej. Wyremontował on tę wykupioną 23 lata temu farmę, jednakże od długiego czasu toczył spory z innymi przedsiębiorcami, a także skonfliktował się z rodziną. Jego syn miał nawet w 2016 roku zabrać z farmy swego czasu konie i wyjechać wraz żoną do Turynu, co było skutkiem kłótni z 55-latkiem.

 

Co ciekawe Giovanni Vincenti miał już wcześnie paść ofiarą ataków na jego osobę. W 2003 roku doszło do innego pożaru w wyniku podpalenia na terenie posiadanej przez niego stodoły. Vincenti trafił też swego czasu do szpitala z obrażeniami, które odnieść miał w wyniku pobicia.

 

Dokładne okoliczności wybuchów, w wyniku których życie straciło kilku strażaków, wyjaśnić mają prowadzone przez śledczych dalsze działania.

 

 

 

 

Źródło: nextquoridiano.it ; osp.pl ; repubblica.it ; YouTube/Il Sole 24 ORE ; YouTube/TG2000

Fot.: Vigili del Fuoco ; Pxhere.com