Do wstrząsających wydarzeń doszło na terenie województwa wielkopolskiego ostatniej nocy. Niestety nie obyło się bez ofiar całego zajścia. O sprawie poinformował dziś rano portal rmf24.pl.

 

Dramat rozegrał się dokładniej w miejscowości Dębogórze leżącej niedaleko od Poznania. Sprawcą, który użył broni palnej, okazał się być 58-letni mężczyzna.

 

Strzelanina była finałem jednej z domowych awantur. Jak wszystko na to wskazuje, 58-latek chciał pozbawić życia swoją byłą partnerkę. Postrzelił więc 41-latkę, jednak obrażenia jakie odniosła w okolicach podbrzusza okazały się nie być dla niej śmiertelne i jak informują przedstawiciele policji, kobiecie na szczęście nie zagraża poważniejsze niebezpieczeństwo.

 

Niestety jednak zginął brat zaatakowanej kobiety. 35-latek został bowiem postrzelony w rejonie klatki piersiowej przez napastnika.

 

58-latek, który przy użyciu broni doprowadził do tragicznego zajścia, chciał po postrzeleniu dwóch osób odebrać sobie życie. W związku z tym postrzelił się w głowę, jednak co ciekawe przeżył i trafił w stanie krytycznym do szpitala.

 

Prokuratura oraz policja prowadzą działania mające na celu ustalenie dokładnych okoliczności krwawych wydarzeń jakie miały miejsce ostatniej nocy w Wielkopolsce. Postrzelona kobieta ma zostać przesłuchana, kiedy lekarze uznają to za stosowne.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Flickr

 

 

Niepokojące sceny rozegrały się w rejonie centrum jednego ze znanych polskich miast. Doszło tam do scysji pomiędzy mężczyznami, która zakończyła się użyciem broni, a także interwencją policji. Do działań zaangażowani zostali również antyterroryści.

 

Nietypowe sceny rozegrały się w stolicy województwa śląskiego- Katowicach. Miało to miejsce w miniony weekend, w sobotni wieczór około godz. 23 doszło do spięcia pomiędzy kilkoma mężczyznami pod jednym z tamtejszych budynków mieszkalnych. Byli to dwa bracia w wieku 38 i 34 lata, a także ich oponent- 54-letni mężczyzna.

 

Bracia mieli pobić się z wychodzącym z bloku 54-latkiem. To właśnie 38-latek i 34-latek mieli być osobami, które zaatakowały swoją ofiarę, a jeden z braci miał przy sobie też pałką, którą chciał posłużyć się przy ataku. Zaatakowany początkowo mężczyzna wyciągnął jednak broń, którą postrzelił jednego z agresorów- 38-latka, który to właśnie posiadał niebezpieczny przedmiot w postaci pałki.

 

 

Policjanci po dotarciu na miejsce starali się udzielić pomocy postrzelonemu mężczyźnie. Co ciekawe, zostali wtedy jednak zaatakowani przez brata poszkodowanego od tyłu. Funkcjonariusz zdecydował się wówczas użyć służbowej broni, w wyniku czego również 34-latek został ranny.

 

Kolejnego dnia, w niedzielę, policyjni antyterroryści weszli do bloku, w którym mieszkał 54-letni mężczyzna i zatrzymali go. Jak przekazała w rozmowie z TVP Info mł. asp. Agnieszka Żyłka, rzeczniczka katowickiej policji, w piwnicy odnaleziono pistolet, którym dzień wcześniej posłużył się 54-latek.

 

Choć nie są znane dokładne szczegóły i oficjalne ustalenia dotyczące okoliczności oraz konfliktu mężczyzn, to według medialnych doniesień, pomiędzy mężczyznami doszło do awantury kilka dni przed sobotnim zajściem w centrum Katowic.

 

 

Źródło: TVP Info ; rmf24.pl ; o2.pl

Fot.: Pixabay

 

 

Do dramatycznych zdarzeń doszło w miejscu, w którym wiele osób przychodziło spędzić wolny czas. Pracujące tam osoby zapewne nie spodziewały się, że kolejny dzień spędzony tam w ramach czynności zawodowych zakończy się dla nich tak tragicznie. Niestety w wyniku ataku życie straciło pięć osób. Wiadomo, że nie żyje również sprawca tragicznej w skutkach strzelaniny.

 

Dramatyczne sceny rozegrały się w nocy w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w miejscowości Milwaukee znajdującej się w stanie Wisconsin. Strzały padły na terenie miejscowego browaru należącego do firmy piwowarskiej o nazwie Molson Coors.

 

Uzbrojony mężczyzna wtargnął tam, a następnie otworzył ogień pięć pracujących tam osób. Jak wiele na to wskazuje, napastnik znał wcześniej swoje ofiary. Po odebraniu im życia, samemu popełnił samobójstwo.

 

Firma Molson Coors ma już około 160 lat historii swojego rozwoju i działalności. Obecnie zatrudnia ona ponad tysiąc ludzi. Wcześniej jej pracownikiem miał być również człowiek, który postanowił dokonać tej zbrodni. Został on według medialnych doniesień zwolniony z pracy przy okazji realizowanej w Molson Coors restrukturyzacji.

 

51-latek postanowił zapewne pomścić fakt swojej utraty pracy i to stało się jego motywacją do dokonania tak okrutnego, a zarazem krwawego ataku w budynku browaru. W zdarzeniu nie ucierpiał nikt z poza pracowników kompleksu piwowarskiego. Tę informację podała agencja Associated Press.

 

– Pięć osób poszło dziś do pracy, tak jak wszyscy idą do pracy. Myśleli, że idą do pracy, skończą dzień i wrócą do rodzin. Nie zrobili tego

– stwierdził w poruszających słowach Alfonso Morales, burmistrz miejscowości Milwaukee informując dziennikarzy o tym co stało się w godzinach nocnych.

 

Sytuację skomentował na konferencji prasowej również Donald Trump w dosadnych słowach określając to czego dopuścił się zwolniony wcześniej z firmy 51-latek. Nazwał on go bowiem „niegodziwym mordercą”, który dopuścił się „strasznej rzeczy”. Złożył też kondolencje bliskim ofiar.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; wp.pl ; Associated Press

Fot.: Pixabay

 

 

Te doniesienia trwają bardzo niepokojąco. W Niemczech ma rozgrywać się prawdziwy dramat, a według tego co podają niektórzy dziennikarze, sytuacja może okazać się być istną masakrą. Mowa jest o osobach rannych, a także co najmniej ośmiu ofiarach śmiertelnych. Niestety niektóre media podają również, że sprawca lub sprawcy pozostają na wolności.

 

Do makabrycznych wydarzeń doszło wieczorem na terenie kraju związkowego Hesja. Zaatakowany został bar z sziszą w centrum miejscowości Hanau. Zamachowiec albo kilku sprawców miało w dalszej kolejności udać się na teren dzielnicy Kesselstadt.

 

Według docierających informacji, najprawdopodobniej zaatakowane zostały dwa tego typu lokale.

 

Według niemieckich mediów, zginęło co najmniej osiem osób. Nad miastem Hanau krążyć ma policyjny śmigłowiec, a funkcjonariusze prowadzą działania w celu powstrzymania dalszego rozlewu krwi.

 

Wraz z kolejnymi minutami docierają kolejne wieści z Niemiec. Panuje więc w pewnym stopniu chaos informacyjny.

 

Zobacz też:

Chcą wywołać wojnę domową u naszych sąsiadów? Akcja służb i zaskakujące doniesienia

 

Źródło: op-online.de ; focus.de

 

Funkcjonariusze różnorakich służb muszą być gotowi na nagłe zagrożenia, z którymi mogą spotkać się przy okazji z pozoru rutynowych działań. To co zostało nagrane na tym opublikowanym w sieci filmie potwierdza tę tezę.

 

Sytuacja miała miejsce na terenie Belltown, znajdującego się w niedalekiej odległości od Seattle, największego miasta w amerykańskim stanie Waszyngton. Policjanci mieli zostać powiadomieni przez okolicznych mieszkańców, że w okolicy prowadzony jest handel narkotykami.

 

Policja w Seattle i zastępcy szeryfa hrabstwa King postrzelili podejrzanego w sprawie handlu narkotykami w środę po południu w Belltown. Oficerowie i zastępcy przeprowadzali operację narkotykową koło 3 Alei i Blanchard Street około 14:45 w odpowiedzi na skargi mieszkańców dotyczących handlu narkotykami w okolicy

– poinformowano w opisie upublicznionego przez kanał PoliceActivity filmu na YouTube.

 

Funkcjonariusze postanowili standardowo skontrolować jednego z mężczyzn znajdującego się w samochodzie. Ten jednak podjął się nagłej próby ucieczki, starając się przy tym staranować radiowóz. Bardzo możliwe, że mężczyzna spanikował.

 

Jeden z policjantów dostrzegł, że kierujący pojazdem 25-latek posiada broń. Wywiązała się wówczas strzelanina, którą zarejestrowały kamery umieszczone na policyjnym umundurowaniu.

 

Próbujący uciec podejrzany został przetransportowany do szpitala Harborview Medical Center. Odniesione przez niego obrażenia nie stanowiły zagrożenia dla życia.

 

 

 

Źródło: YouTube/PoliceActivity ; realnefakty.pl

 

 

O atakach na rodziny przeżywające wspólnie religijne święta oraz aktach nienawiści w nich wymierzonych, słyszymy głównie, kiedy media informują nas o tragediach i prześladowaniach w innych częściach świata. Jak się jednak okazuje, również u nas, nie zawsze bezpiecznie i bez narażania własnego życia lub zdrowia da się spędzić czas z bliskimi, który z reguły kojarzymy wyjątkowo radośnie. Sprawa jest jednak o tyle niejednoznaczna, że wcześniej to odpowiedzialny za atak mężczyzna mógł być ofiarą osób, które wziął sobie za cel.

 

Kilkoro osób zostało zaatakowanych przy użyciu broni, w czasie kiedy wracać mieli oni z kościoła. Sytuacja wyglądała dosyć dramatycznie, tym bardziej iż zakończyła się szamotaniną z uzbrojonym napastnikiem. Sprawę opisał portal Nowiny24.pl.

 

Całe zdarzenie miało miejsce na terenie województwa podkarpackiego, a dokładniej we wsi Wola Buchowska w gminie Jarosław. Cała sprawa jest tym bardziej smutna i rodzić może dodatkowe pytania, że do ataku na kilkoro osób wracających z Mszy Świętej doszło w świąteczną noc, chwilę po tym jak byli oni na odprawianej tradycyjnie w kościele Pasterce o północy.

 

Jak opisują lokalne źródła, zaatakowana została grupa czterech osób, wśród której było małżeństwo i dwóch mężczyzn. Dramatyczne sceny rozegrały się, kiedy ludzie ci znajdowali się obok posesji należącej do Ryszarda K.- To właśnie ten 72-letni mężczyzna okazał się być sprawcą, który ostrzelał idących nieopodal ludzi.

 

Szczęściem w nieszczęściu okazał się fakt, że sprawca oddawał tamtej nocy z 24 na 25 grudnia niezbyt celnie strzały. Zdołał on jednak trafić jednego z mężczyzn w nogę. Drugi z pocisków miał paść obok idącego tamtędy wspomnianego małżeństwa.

 

Zaatakowana grupa osób postanowiła zareagować na zaistniałą sytuację. Doszło wówczas do szarpaniny, gdy ostrzelani mężczyźni starali się siłą odebrać broń posiadaną przez 72-latka. Podczas tego nerwowego spięcia urazu głowy doznał mężczyzna, który chwilę wcześniej strzelał. Został on przetransportowany do szpitala, gdzie ze względu na odniesione obrażenia przeszedł operację trepanacji czaszki i musiał być utrzymywany przez okres kilku dni w stanie śpiączki farmakologicznej.

 

Po jego wybudzeniu okazało się jednak, że przesłuchanie Ryszarda K. nie wnosi zbyt wiele do sprawy, gdyż nie pamięta on tego co wydarzyło się po Pasterce.

 

– Ryszard K. został już wybudzony i przesłuchany. Jednak z uwagi m.in. na uraz, jakiego doznał oraz zabieg, nie pamięta przebiegu zdarzenia

– przekazała cytowana przez portal Nowiny24.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu prokurator Marta Pętkowska.

 

Ustalono natomiast, że w czasie dokonywania ataku 72-latek był pod wpływem alkoholu, co mogło przyczynić się do jego nierozsądnego działania. Co ciekawe prowadzone w tej sprawie będą dwa oddzielne postępowania. Pierwsze dotyczyć będzie użycia i posiadania broni oraz amunicji, w drugim jednak, Ryszard K. występować ma w roli pokrzywdzonego. Ustalane będzie bowiem też, w jaki sposób mężczyzna odniósł liczne obrażenia przy okazji szamotaniny.

 

Doznał krwiaka śródczaszkowego, w wyniku urazu w okolicy skroniowo-potylicznej prawej, bez złamań kości czaszki, który mógł powstać zarówno w wyniku uderzenia, jak i upadku. Pokrzywdzony ma także obrażenia powierzchowne twarzy, zasinienia, które stanowią obrażenia naruszające czynności narządów ciała poniżej siedmiu dni – powiedziała prokurator Pętkowska, której słowa przytacza portal Nowiny24.pl.

 

O broni posiadanej przez 72-latka wypowiedzieć ma się jeszcze ekspert, ponieważ do ustalenia dokładniejszych informacji o niej powołany zostanie biegły z zakresu broni, amunicji i balistyki. Najprawdopodobniej jednak, użyty w tej sytuacji pistolet był tzw. samoróbką.

 

Przyczyną ataku niekoniecznie musiała być jednak niechęć mężczyzny do osób świętujących Boże Narodzenie. Jak podaje Nowiny24.pl, według pojawiających się nieoficjalnych informacji, spór pomiędzy Ryszardem K. a ostrzelanymi osobami mógł być skutkiem tradycyjnego ściągania bramy z ogrodzenia posesji w noc po Wigilii. Warto pamiętać też, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu.

 

 

Źródło: Nowiny24.pl

Fot.: Pixabay

Coraz więcej wiadomo o dokonanym wczoraj ataku na terenie czeskiej Ostrawy, a dokładniej na izbie przyjęć w jednym z wydziałów tamtejszego szpitala. Napastnik, który otworzył ogień do ludzi w budynku miał popełnić później samobójstwo.

 

Sprawca ataku wtargnął na izbę przyjęć na SOR-rze uzbrojony w broń krótką i przegonić stamtąd dzieci, a następnie z zimną krwią pozbawiać życia znajdujących się w poczekalni dorosłych pacjentów. Mężczyzna zabił tam pięć osób. Szósta ofiara zmarła nieco później w wyniku odniesionych w strzelaninie obrażeń, a kilkoro osób zostało rannych. Ofiar mogło by być więcej, gdyby nie sprawne działanie personelu szpitala oraz pacjentów. Ludzie ukryli się w gabinetach, pozamykali w nich drzwi i zawiadomili policję o zaistniałej sytuacji. Na miejsce szybko przybyli funkcjonariusze. Zdecydowano się zamknąć też znajdujący się niedaleko kampus i rozpoczęto pościg za sprawcą.

 

Napastnikiem okazał cię być 42-letni Ctirad Vitásek. Zdaniem niektórych świadków, po dokonaniu krwawego ataku w szpitalu, mężczyzna miał przyłożyć sobie broń do głowy, jednak wtedy jeszcze nie pozbawił się życia, a zaczął uciekać przed docierającymi na miejsce tragedii oddziałami policji.

 

42-latek pochodził z terenów czeskiego Śląska, a dokładniej z okolic miejscowości Opawa. Był on z zawodu technikiem budowlanym. Część jego znajomych z pracy nie kryła zaskoczenia faktem, że to właśnie on dokonał tego okrutnego czynu.

 

Zawsze był pogodny. Jeździliśmy razem na narty, uprawialiśmy sport. Był po prostu normalnym facetem – opowiadał w rozmowie z czeskimi mediami jeden z kolegów Citrada Vitáska.

 

Swoją zbrodnie napastnik dokonywać miał z zimną krwią. Jak opowiadali świadkowie ataku, Vitásek strzelał do bezbronnych ludzi celując w okolice głowy i klatki piersiowej.

 

Kiedy sprawca zaczął uciekać, policja opublikowała w mediach jego wizerunek i poinformowała, że porusza się on srebrno-szarym samochodem marki Renault Laguna. Pojawiły się wówczas też informacje, że mężczyzna był wcześniej kilkukrotnie karany za drobne przestępstwa oraz akty agresji.

 

Wiadomo, że w namierzeniu Citrada Vitáska pomagała służbom jego matka. Była ona osobą na tyle mu bliską, że to z nią skontaktował się po dokonaniu ataku w szpitalu w Ostrawie. Pojawiają się w mediach rozbieżne informacje na temat tego w jaki sposób to zrobił, ponieważ według niektórych źródeł zdążył on odwiedzić ją w zamieszkiwanym przez nią domu, a według innych mediów skontaktował się on ze swoją matką telefonicznie. Pewne jest jednak, że przyznał się jej iż zabił innych ludzi i samemu planuje odebrać sobie życie.

 

Ciało sprawcy wczorajszego ataku zostało odnalezione w samochodzie, którym uciekał. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią popełnił on samobójstwo. Po porannych tragicznych wydarzeniach w szpitalu, Ostrawa pogrążyła się w żałobie. Odwołano planowane imprezy i niektóre wydarzenia, w tym  także atrakcje związane z jarmarkiem bożonarodzeniowym. Pod szpitalem ludzie przynieśli znicze, aby uczcić pamięć ofiar ataku.

 

Citrad Vitásek miał przez ostatnie tygodnie nie pojawiać się w pracy, skarżąc się na stan swojego zdrowia. Choć dokładne okoliczności ataku w Ostrawie i motywy działania 42-latka są ustalane, to najprawdopodobniej uważał on, że cierpi na poważną chorobę i odmawia mu się pomocy w walce z nią. Według innej pojawiającej się teorii mowa jest o tym, że mógł on być ojcem dziecka, które wcześniej zmarło w tym właśnie szpitalu. Pierwsza z wersji wymieniana jest jednak częściej jako ta najbardziej prawdopodobna.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; cz.shotoe.com ; polsatnews.pl

Fot.: Twitter ; Facebook

 

 

Kolejne niepokojące doniesienia docierają do nas dzisiaj z samego rana. Doszło bowiem do kolejnego ataku, w którym zginęło kilkoro ludzi, a duża liczba osób miała zostać ranna. Dramaturgii całej sytuacji dodaje fakt, że do zdarzenia doszło na terenie szpitala.

 

Tym razem atak miał miejsce w dosyć niedalekiej odległości od polskich granic. Napastnik zaatakował bowiem w szpitalu znajdującym się na terenie Ostrawy w Czechach. Doszło do tego dziś rano, po godz. 7.

 

Sprawca otworzył ogień na oddziale chirurgii urazowej. Według świadków miał zacząć strzelać do ludzi przebywających w poczekalni.

 

W wyniku ataku życie straciło sześć osób, a najprawdopodobniej trzy zostały ranne.

 

Jak przekazał jeden ze świadków dramatycznego zdarzenia, ludzie mieli zamknąć drzwi, aby uniemożliwić napastnikowi ucieczkę z budynku szpitala. Czeska agencja CTK podała jednak, że sprawca jest poszukiwany przez przybyłą na miejsce policję.

 

W akcji bierze udział również helikopter oraz specjalna jednostka czeskiej policji. W sieci pojawił się wizerunek poszukiwanego mężczyzny. Jak na razie nie ma oficjalnych informacji na temat tego czym kierował się rozpoczynając strzelaninę w szpitalu.

 

AKTUALIZACJA: Pojawiły się informacje, że poszukiwany wcześniej na podstawie zarejestrowanego wizerunku mężczyzna był jedynie świadkiem zdarzenia. Poszukiwany sprawca według nowych komunikatów policji ma być niebezpiecznym przestępcą i przemieszczać się samochodem marki Renault Laguna.

Napastnik został znaleziony martwy w pojeździe, którym przemieszczał się podczas ucieczki. Najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; CTK ; Twitter/@PolicieCZ

 

 

 

Do dramatycznych scen doszło na terenie jednego z historycznych miast na południu Europy. W rejonie odwiedzanym niejednokrotnie przez turystów wywiązała się strzelanina. Po tym zdarzeniu służby musiały zareagować w trybie natychmiastowym i podjąć sprawne działania. Wiadomo, że udało się schwytać związanego z tym zajściem Tunezyjczyka.

 

Sceny jak z filmów akcji rozegrały się w czwartkowe popołudnie w miejscowości Vittoria leżącej na Sycylii, w prowincji Ragusa. Jeden z uczestników strzelaniny mógł zostać ranny. Niedaleko od miejsca gdzie sprawcy otworzyli ogień znajduje się Bazylika św. Jana Chrzciciela, będąca odwiedzana często przez pielgrzymujących w tej części Włoch chrześcijan.

 

Czwartkowa wymiana ognia na ulicach Vittorii była najprawdopodobniej efektem porachunków przestępczych. Do sprawy zatrzymano 26-letniego Tunezyjczyka, który miał być jednym z biorących udział w strzelaninie. Funkcjonariusze zabezpieczyć mieli również posiadany przez niego karabin.

 

Nie ma dokładnych informacji o okolicznościach strzelaniny oraz przyczyn konfliktu pomiędzy jej uczestnikami. Możliwe jest też, że sprawa wiąże się z nieporozumieniami miedzy przedstawicielami społeczności tunezyjskiej w prowincji Ragusa.

 

 

 

Źródło: blogsicilia.it

Fot.: Pixabay