O atakach na rodziny przeżywające wspólnie religijne święta oraz aktach nienawiści w nich wymierzonych, słyszymy głównie, kiedy media informują nas o tragediach i prześladowaniach w innych częściach świata. Jak się jednak okazuje, również u nas, nie zawsze bezpiecznie i bez narażania własnego życia lub zdrowia da się spędzić czas z bliskimi, który z reguły kojarzymy wyjątkowo radośnie. Sprawa jest jednak o tyle niejednoznaczna, że wcześniej to odpowiedzialny za atak mężczyzna mógł być ofiarą osób, które wziął sobie za cel.

 

Kilkoro osób zostało zaatakowanych przy użyciu broni, w czasie kiedy wracać mieli oni z kościoła. Sytuacja wyglądała dosyć dramatycznie, tym bardziej iż zakończyła się szamotaniną z uzbrojonym napastnikiem. Sprawę opisał portal Nowiny24.pl.

 

Całe zdarzenie miało miejsce na terenie województwa podkarpackiego, a dokładniej we wsi Wola Buchowska w gminie Jarosław. Cała sprawa jest tym bardziej smutna i rodzić może dodatkowe pytania, że do ataku na kilkoro osób wracających z Mszy Świętej doszło w świąteczną noc, chwilę po tym jak byli oni na odprawianej tradycyjnie w kościele Pasterce o północy.

 

Jak opisują lokalne źródła, zaatakowana została grupa czterech osób, wśród której było małżeństwo i dwóch mężczyzn. Dramatyczne sceny rozegrały się, kiedy ludzie ci znajdowali się obok posesji należącej do Ryszarda K.- To właśnie ten 72-letni mężczyzna okazał się być sprawcą, który ostrzelał idących nieopodal ludzi.

 

Szczęściem w nieszczęściu okazał się fakt, że sprawca oddawał tamtej nocy z 24 na 25 grudnia niezbyt celnie strzały. Zdołał on jednak trafić jednego z mężczyzn w nogę. Drugi z pocisków miał paść obok idącego tamtędy wspomnianego małżeństwa.

 

Zaatakowana grupa osób postanowiła zareagować na zaistniałą sytuację. Doszło wówczas do szarpaniny, gdy ostrzelani mężczyźni starali się siłą odebrać broń posiadaną przez 72-latka. Podczas tego nerwowego spięcia urazu głowy doznał mężczyzna, który chwilę wcześniej strzelał. Został on przetransportowany do szpitala, gdzie ze względu na odniesione obrażenia przeszedł operację trepanacji czaszki i musiał być utrzymywany przez okres kilku dni w stanie śpiączki farmakologicznej.

 

Po jego wybudzeniu okazało się jednak, że przesłuchanie Ryszarda K. nie wnosi zbyt wiele do sprawy, gdyż nie pamięta on tego co wydarzyło się po Pasterce.

 

– Ryszard K. został już wybudzony i przesłuchany. Jednak z uwagi m.in. na uraz, jakiego doznał oraz zabieg, nie pamięta przebiegu zdarzenia

– przekazała cytowana przez portal Nowiny24.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu prokurator Marta Pętkowska.

 

Ustalono natomiast, że w czasie dokonywania ataku 72-latek był pod wpływem alkoholu, co mogło przyczynić się do jego nierozsądnego działania. Co ciekawe prowadzone w tej sprawie będą dwa oddzielne postępowania. Pierwsze dotyczyć będzie użycia i posiadania broni oraz amunicji, w drugim jednak, Ryszard K. występować ma w roli pokrzywdzonego. Ustalane będzie bowiem też, w jaki sposób mężczyzna odniósł liczne obrażenia przy okazji szamotaniny.

 

Doznał krwiaka śródczaszkowego, w wyniku urazu w okolicy skroniowo-potylicznej prawej, bez złamań kości czaszki, który mógł powstać zarówno w wyniku uderzenia, jak i upadku. Pokrzywdzony ma także obrażenia powierzchowne twarzy, zasinienia, które stanowią obrażenia naruszające czynności narządów ciała poniżej siedmiu dni – powiedziała prokurator Pętkowska, której słowa przytacza portal Nowiny24.pl.

 

O broni posiadanej przez 72-latka wypowiedzieć ma się jeszcze ekspert, ponieważ do ustalenia dokładniejszych informacji o niej powołany zostanie biegły z zakresu broni, amunicji i balistyki. Najprawdopodobniej jednak, użyty w tej sytuacji pistolet był tzw. samoróbką.

 

Przyczyną ataku niekoniecznie musiała być jednak niechęć mężczyzny do osób świętujących Boże Narodzenie. Jak podaje Nowiny24.pl, według pojawiających się nieoficjalnych informacji, spór pomiędzy Ryszardem K. a ostrzelanymi osobami mógł być skutkiem tradycyjnego ściągania bramy z ogrodzenia posesji w noc po Wigilii. Warto pamiętać też, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu.

 

 

Źródło: Nowiny24.pl

Fot.: Pixabay

Coraz więcej wiadomo o dokonanym wczoraj ataku na terenie czeskiej Ostrawy, a dokładniej na izbie przyjęć w jednym z wydziałów tamtejszego szpitala. Napastnik, który otworzył ogień do ludzi w budynku miał popełnić później samobójstwo.

 

Sprawca ataku wtargnął na izbę przyjęć na SOR-rze uzbrojony w broń krótką i przegonić stamtąd dzieci, a następnie z zimną krwią pozbawiać życia znajdujących się w poczekalni dorosłych pacjentów. Mężczyzna zabił tam pięć osób. Szósta ofiara zmarła nieco później w wyniku odniesionych w strzelaninie obrażeń, a kilkoro osób zostało rannych. Ofiar mogło by być więcej, gdyby nie sprawne działanie personelu szpitala oraz pacjentów. Ludzie ukryli się w gabinetach, pozamykali w nich drzwi i zawiadomili policję o zaistniałej sytuacji. Na miejsce szybko przybyli funkcjonariusze. Zdecydowano się zamknąć też znajdujący się niedaleko kampus i rozpoczęto pościg za sprawcą.

 

Napastnikiem okazał cię być 42-letni Ctirad Vitásek. Zdaniem niektórych świadków, po dokonaniu krwawego ataku w szpitalu, mężczyzna miał przyłożyć sobie broń do głowy, jednak wtedy jeszcze nie pozbawił się życia, a zaczął uciekać przed docierającymi na miejsce tragedii oddziałami policji.

 

42-latek pochodził z terenów czeskiego Śląska, a dokładniej z okolic miejscowości Opawa. Był on z zawodu technikiem budowlanym. Część jego znajomych z pracy nie kryła zaskoczenia faktem, że to właśnie on dokonał tego okrutnego czynu.

 

Zawsze był pogodny. Jeździliśmy razem na narty, uprawialiśmy sport. Był po prostu normalnym facetem – opowiadał w rozmowie z czeskimi mediami jeden z kolegów Citrada Vitáska.

 

Swoją zbrodnie napastnik dokonywać miał z zimną krwią. Jak opowiadali świadkowie ataku, Vitásek strzelał do bezbronnych ludzi celując w okolice głowy i klatki piersiowej.

 

Kiedy sprawca zaczął uciekać, policja opublikowała w mediach jego wizerunek i poinformowała, że porusza się on srebrno-szarym samochodem marki Renault Laguna. Pojawiły się wówczas też informacje, że mężczyzna był wcześniej kilkukrotnie karany za drobne przestępstwa oraz akty agresji.

 

Wiadomo, że w namierzeniu Citrada Vitáska pomagała służbom jego matka. Była ona osobą na tyle mu bliską, że to z nią skontaktował się po dokonaniu ataku w szpitalu w Ostrawie. Pojawiają się w mediach rozbieżne informacje na temat tego w jaki sposób to zrobił, ponieważ według niektórych źródeł zdążył on odwiedzić ją w zamieszkiwanym przez nią domu, a według innych mediów skontaktował się on ze swoją matką telefonicznie. Pewne jest jednak, że przyznał się jej iż zabił innych ludzi i samemu planuje odebrać sobie życie.

 

Ciało sprawcy wczorajszego ataku zostało odnalezione w samochodzie, którym uciekał. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią popełnił on samobójstwo. Po porannych tragicznych wydarzeniach w szpitalu, Ostrawa pogrążyła się w żałobie. Odwołano planowane imprezy i niektóre wydarzenia, w tym  także atrakcje związane z jarmarkiem bożonarodzeniowym. Pod szpitalem ludzie przynieśli znicze, aby uczcić pamięć ofiar ataku.

 

Citrad Vitásek miał przez ostatnie tygodnie nie pojawiać się w pracy, skarżąc się na stan swojego zdrowia. Choć dokładne okoliczności ataku w Ostrawie i motywy działania 42-latka są ustalane, to najprawdopodobniej uważał on, że cierpi na poważną chorobę i odmawia mu się pomocy w walce z nią. Według innej pojawiającej się teorii mowa jest o tym, że mógł on być ojcem dziecka, które wcześniej zmarło w tym właśnie szpitalu. Pierwsza z wersji wymieniana jest jednak częściej jako ta najbardziej prawdopodobna.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; cz.shotoe.com ; polsatnews.pl

Fot.: Twitter ; Facebook

 

 

Kolejne niepokojące doniesienia docierają do nas dzisiaj z samego rana. Doszło bowiem do kolejnego ataku, w którym zginęło kilkoro ludzi, a duża liczba osób miała zostać ranna. Dramaturgii całej sytuacji dodaje fakt, że do zdarzenia doszło na terenie szpitala.

 

Tym razem atak miał miejsce w dosyć niedalekiej odległości od polskich granic. Napastnik zaatakował bowiem w szpitalu znajdującym się na terenie Ostrawy w Czechach. Doszło do tego dziś rano, po godz. 7.

 

Sprawca otworzył ogień na oddziale chirurgii urazowej. Według świadków miał zacząć strzelać do ludzi przebywających w poczekalni.

 

W wyniku ataku życie straciło sześć osób, a najprawdopodobniej trzy zostały ranne.

 

Jak przekazał jeden ze świadków dramatycznego zdarzenia, ludzie mieli zamknąć drzwi, aby uniemożliwić napastnikowi ucieczkę z budynku szpitala. Czeska agencja CTK podała jednak, że sprawca jest poszukiwany przez przybyłą na miejsce policję.

 

W akcji bierze udział również helikopter oraz specjalna jednostka czeskiej policji. W sieci pojawił się wizerunek poszukiwanego mężczyzny. Jak na razie nie ma oficjalnych informacji na temat tego czym kierował się rozpoczynając strzelaninę w szpitalu.

 

AKTUALIZACJA: Pojawiły się informacje, że poszukiwany wcześniej na podstawie zarejestrowanego wizerunku mężczyzna był jedynie świadkiem zdarzenia. Poszukiwany sprawca według nowych komunikatów policji ma być niebezpiecznym przestępcą i przemieszczać się samochodem marki Renault Laguna.

Napastnik został znaleziony martwy w pojeździe, którym przemieszczał się podczas ucieczki. Najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; CTK ; Twitter/@PolicieCZ

 

 

 

Do dramatycznych scen doszło na terenie jednego z historycznych miast na południu Europy. W rejonie odwiedzanym niejednokrotnie przez turystów wywiązała się strzelanina. Po tym zdarzeniu służby musiały zareagować w trybie natychmiastowym i podjąć sprawne działania. Wiadomo, że udało się schwytać związanego z tym zajściem Tunezyjczyka.

 

Sceny jak z filmów akcji rozegrały się w czwartkowe popołudnie w miejscowości Vittoria leżącej na Sycylii, w prowincji Ragusa. Jeden z uczestników strzelaniny mógł zostać ranny. Niedaleko od miejsca gdzie sprawcy otworzyli ogień znajduje się Bazylika św. Jana Chrzciciela, będąca odwiedzana często przez pielgrzymujących w tej części Włoch chrześcijan.

 

Czwartkowa wymiana ognia na ulicach Vittorii była najprawdopodobniej efektem porachunków przestępczych. Do sprawy zatrzymano 26-letniego Tunezyjczyka, który miał być jednym z biorących udział w strzelaninie. Funkcjonariusze zabezpieczyć mieli również posiadany przez niego karabin.

 

Nie ma dokładnych informacji o okolicznościach strzelaniny oraz przyczyn konfliktu pomiędzy jej uczestnikami. Możliwe jest też, że sprawa wiąże się z nieporozumieniami miedzy przedstawicielami społeczności tunezyjskiej w prowincji Ragusa.

 

 

 

Źródło: blogsicilia.it

Fot.: Pixabay

 

To były sceny jak z filmów akcji opowiadających o brawurowych akcjach policji i przestępczych działaniach. Wszystko to rozegrało się w stolicy województwa świętokrzyskiego, a w trakcie podejmowanych działań funkcjonariusze oddali strzały. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Informacja o wydarzeniach jakie miały miejsce w Kielcach, została opublikowana po tym, jak radio RMF FM otrzymało o nim zawiadomienie na Gorącą Linię. Przy okazji całej akcji, niestety nie obyło się bez szwanku dla wszystkich uczestników zdarzenia. Poszkodowany został bowiem jeden z funkcjonariuszy policji.

 

Policyjna akcja miała na celu ujęcie złodziei samochodów. Jedno ze skradzionych aut było obserwowane przez policjantów w rejonie ulicy Zimnej, w niedalekiej odległości od zespołu szkół. W pewnym momencie do pojazdu zbliżyli się dwaj mężczyźni, którzy najprawdopodobniej dopuścili się wcześniej jego kradzieży. Policjanci rozpoczęli akcję chcąc zatrzymać podejrzanych, jednak ci nie poddali się łatwo.

 

Jeden z mężczyzn ruszył kradzionym samochodem na funkcjonariuszy podejmujących interwencję i zdołał potrącić jednego z nich. Policjanci wówczas zdecydowali się użyć swojej służbowej broni oddając strzały ostrzegawcze.

 

Po takich krokach podjętych przez funkcjonariuszy, podejrzani mężczyźni nie podejmowali dalszej ucieczki. Obydwaj zostali zatrzymani.

 

 

Źródło: rmf24.pl

 

Wspólne oglądanie meczy czy innych sportowych zmagań z reguły kojarzy nam się z pozytywnymi emocjami oraz miłym spędzeniem czasu w gronie znajomych lub krewnych. Niestety dla pewnej rodziny taka forma spędzenia czasu wolnego skończyła się w wyjątkowo tragiczny sposób. Ludzie ci padli ofiarą dokonanej z zimną krwią zbrodni. Był to kolejny atak z użyciem broni w Kalifornii po tym jak kilka dni temu w jednej ze szkół nastolatek zabił dwie inne młode osoby, a następnie popełnił samobójstwo.

 

Sprawa dotyczy pewnej rodziny mieszkającej na terenie miasta Fresno, znajdującego się w stanie Kalifornia w USA. Zorganizowana przez jej członków impreza, w której głównym elementem było wspólne oglądanie meczu footballu miała miejsce w ogródku. Familijnie spędzany czas przerwał jednak atak jednego lub grupy zbrodniarzy.

 

Kiedy rodzina oglądała w ogrodzie sportowy pojedynek, nagle wtargnął na ich teren uzbrojony napastnik/uzbrojeni napastnicy.

 

Otworzono ogień w kierunku członków rodziny, co doprowadziło do tak strasznej tragedii w miło zapowiadający się zapewne dla ofiar dzień. Strzelano do nich najprawdopodobniej z ukrycia. Miejscowa policja określiła to co wydarzyło się w Fresno jako masakrę i nie chciała początkowo podawać szczegółowych informacji dotyczącej tego ile jest ofiar śmiertelnych. Z czasem jednak przekazano, że zginęły 4 osoby. Troje ludzi poniosło śmierć na miejscu, a czwarta z ofiar zmarła w szpitalu. Dodatkowo rannych został miało sześcioro z zaatakowanych osób Jak informują przedstawiciele amerykańskich służb, ofiary to młodzi ludzie w wieku od 25 do 35. Wiadomo natomiast, że zaatakowani członkowie rodziny mieli być Azjatami.

 

Nie ma jednak oficjalnych i szczegółowych informacji dotyczących tego jakimi motywami kierował się sprawca lub sprawcy oraz czy funkcjonariusze tamtejszej policji dokonali już jakichś zatrzymań w tej sprawie.

 

W internecie i mediach pojawiły się zdjęcia, a także materiały filmowe z miejsca, w którym doszło do tragedii. Widać na nich policję oraz ratowników medycznych, prowadzących działania w miejscu, w którym rozegrał się krwawy dramat, jak również kwiaty składane w tamtym rejonie.

 

 

 

 

Źródło: fresnobee.com ; o2.pl ; Twitter

Sceny jak z filmów akcji rozegrały się na jednym z osiedli w miejscowości Konin w województwie Wielkopolskim. Między blokami rozległy się strzały przy okazji policyjnej akcji. W trakcie całego zamieszania życie stracił 21-letni mężczyzna, śmiertelnie postrzelony ze służbowej broni funkcjonariusza policji. Sytuacja miała miejsce w pobliżu jednego z miejscowych placów zabaw.

 

Do zdarzenia doszło około godz. 10 rano w rejonie ulicy Wyszyńskiego w Koninie. Policjanci podeszli na terenie osiedla do trójki młodych mężczyzn (dwóch 15-latków i jednego 21-lata) w celu wylegitymowania ich. Najstarszy z wymienionej trójki rzucił się jednak do nagłej ucieczki. Jeden z funkcjonariuszy rozpoczął pościg za podejrzanym mężczyzną.

 

21-latek nie reagował na okrzyki policjanta wzywające do zatrzymania się. Kiedy funkcjonariusz był już blisko uciekającego mężczyzny, ten miał wyciągnąć duże nożyczki i podjąć próbę zaatakowania interweniującego policjanta przy użyciu tego właśnie narzędzia.

 

W zaistniałej sytuacji funkcjonariusz, według pojawiającej się w mediach relacji, oddał strzał ostrzegawczy. Kiedy jednak nawet to nie poskromiło zapędów napastnika, który nadal nie poddał się wydawanym poleceniom, policjant oddał strzał w jego stronę, który okazał się dla 21-latka śmiertelny.

 

Jak zapewnia policja, od razu po postrzeleniu agresora rozpoczęto jego reanimację, jednak nie udało się uratować jego życia.

 

Doszło do sytuacji, w której policjant zmuszony był użyć broni. Mężczyzna został postrzelony. Mimo reanimacji zmarł  – powiedział cytowany przez portal rmf24.pl Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji.

 

Na miejsce zdarzenia udał się prokurator. Obok ciała mężczyzny znaleziono nożyczki, którymi miał on atakować policjanta oraz małą torebkę z białym proszkiem (najprawdopodobniej narkotyki).

 

Na miejscu obok ciała zabezpieczono duże nożyczki, które traktujemy jako niebezpieczne narzędzie, i torebkę z białym proszkiem, prawdopodobnie narkotykami. Miejsce zabezpieczyliśmy i nie wykonujemy tam żadnych czynności, aby mógł je – włącznie z przeszukaniem ciała– wykonać prokurator – wyjaśnił rzecznik pasowy Komendy Głównej Policji insp. Mariusz Ciarka, którego słowa przytoczył portal tvp.info.

 

Rzecznik prasowy KGP zwrócił również uwagę na fakt, że całe to tragiczne wydarzenie jest sytuacją przykrą, a przy tym też traumatyczną zarówno dla rodziny zastrzelonego 21-latka, jak i też dla policjanta, który brał udział w tej akcji.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; rmf24.pl ; tvp.info

 

 

 

Grupa groźnych przestępców należących do jednego z karteli narkotykowych postanowiła przeprowadzić brutalną akcję wymierzoną w funkcjonariuszy policji. W wyniku dokonanego ataku, życie straciło kilkunastu policjantów, a inni zostali też ranni.

 

W opinii prokuratury zajmującej się tą sprawą, przestępcy do ataku wykorzystali nie byle jaką broń, gdyż posługiwali się m.in. karabinami snajperskimi, a także AK-47 i AR-15. W skutek przeprowadzonych przez około 30 napastników działań zabitych zostało czternastu policjantów, a ośmiu zostało rannych. Niestety bandyci nie oszczędzili nawet zwłok funkcjonariuszy. Policyjne radiowozy zostały bowiem podpalone, a w ich wnętrzu znajdowały się ciała zabitych stróżów prawa.

 

Trzydziestu związanych z kartelem przestępców przygotowało zasadzkę na 42 funkcjonariuszy policji. Grupa około 30 bandytów czekała w opancerzonych pojazdach, a gdy w pobliżu pojawiło się pięć radiowozów, otworzyli ogień w kierunku policjantów. Strzelanina okazała się być wyjątkowo tragiczna w skutkach.

 

Wszystko to rozegrało się w poniedziałek na terenie miejscowości Aguililla. Choć władze nie zdradzają zbyt wielu informacji na temat dokładnych okoliczności ataku na policjantów, to jednak w sieci pojawiają się nagrania z miejsca masakry. Internauci zauważają na nich przekaz zawarty w pozostawionych ostrzeżeniach, których treść sugeruje iż za tę krwawą akcję odpowiada grupa przestępcza CJNG (Kartel Jalisco Nowe Pokolenie).

 

Zaatakowani funkcjonariusze jechali w tamte rejony z zamiarem aresztowania jednego z podejrzanych, który miał przebywać właśnie w mieście Aguililla.

 

 

 

 

Źródło: nzherald.co.nz ; mafia.pl ; YouTube/Quadratin Noticias TV

 

 

 

W dniu wczorajszym media na świecie obiegła informacja o ataku w Halle w Saksonii oraz innej strzelaninie w Landsbergu. Dziś wiadomo kto zaatakował synagogę w Halle, a następnie uciekał policji. Mężczyzna został schwytany po tym, gdy kierując samochodem zderzył się z ciężarówką.

 

Atak na żydowską świątynie został przeprowadzony w Saksonii podczas obchodów ważnego w judaizmie święta Jom Kippur. Choć pierwotnie podawano informacje o tym, że policja poszukuje kilku sprawców, to według dzisiejszych wiadomości, służby niemieckie uznają, że napastnik był jeden i jest został on schwytany.

 

Zamachowiec nie zdołał sforsować drzwi synagogi, w której modliło się około 50 osób. Zaczął więc strzelać z karabinu do ludzi znajdujących się obok budynku i rzucać czymś wyglądającym na granat. W wyniku ataku w Halle zginęły wczoraj dwie osoby, a dwie kolejne zostały ranne. Ubrany w kask i mundur napastnik uciekł z miejsca zdarzenia. Został jednak schwytany parę godzin później, kiedy kierowany przez niego pojazd (prawdopodobnie skradziony) uległ wypadkowi..

 

Sprawcą ataku okazał się być 27-letni Stephan Balliet. Jak się okazało transmitował on swoją zbrodnię na żywo w sieci, a wcześniej opublikował też swój manifest. Po treści głoszonych przez niego haseł i poglądów wnioskować można, że jest on neo-nazistą.

 

O odnalezieniu dokumentu, który stanowił manifest terrorysty jako pierwsza podać informację miała szefowa SITE Intelligence Group Rita Katz. Kierowana przez nią firma zajmuje się śledzeniem aktywności ekstremistów (w tym organizacji rasistowskich i dżihadystycznych) w sieci.

 

Dokument zawiera zdjęcia broni domowej roboty i amunicji, których użył Stephan Balliet podczas ataku. Jest też wzmianka o transmisji na żywo. Celem (zamachu) jest „zabić jak najwięcej antybiałych, najlepiej Żydów” – przekazała Rita Katz za pośrednictwem Twittera.

 

W dniu wczorajszym niemiecka policja zrobiła nalot na mieszkania członków niektórych neo-nazistowskich grup, takich jak Volksfront, Blood and Honour czy Combat 18.Jak podaje „Bild” Stephan Balliet był osobą spędzającą dużo czasu w samotności przed komputerem i nie prowadzącą raczej życia towarzyskiego ze znajomymi.

 

27-latek nie był wcześniej notowany przez policję i pracował jako technik RTV. Jego rodzice rozwiedli się, gdy miał on 14 lat. Mieszkał z matką w miejscowości Helbra oddalonej około 40 kilometrów od Halle. Był on też studentem chemii przez dwa semestry po zdaniu matury, jednak z powodu poważnej operacji żołądka przerwał on naukę na uniwersytecie.

 

Poniżej znajdują się opublikowane w sieci zdjęcia oraz nagranie z miejsca ataku pod Synagogą oraz wizerunek sprawcy ataku.

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Bild ; YouTube/BILD REPORTER ; Twitter/@deutsch365 ; Twitter/@DreigingNL