W ostatnich miesiącach po raz kolejny sporo mówi się o zmianach klimatycznych oraz związaną z nimi koniecznością podejmowania działań. Niektórzy w imię ratowania środowiska powtarzają slogany wymierzone w kraje europejskie, inni zwracają uwagę, że puste hasła to nie wszystko by prowadzone działania przyniosły zamierzony cel, a nie efekty odwrotne do zamierzonego.

 

Na wielkie dyskusje nie było jednak miejsca w przypadku pewnego protestu ekologicznego, z którego nagranie krąży ostatnio po sieci. Młodzi ludzie postanowili zablokować ruch ulicznym na przejściu dla pieszych trzymając baner z hasłami kojarzonymi ze skrajnymi środowiskami ekologicznymi.

 

Taka metoda „walki o środowisko” z pewnością poirytowała niejednego śpieszącego się w trakcie dnia kierowcę. Problem postanowił jednak rozwiązać pewien mężczyzna, który dość sprawnie rozbił protest. Co ciekawe… dokonał tego w pojedynkę.

 

Kiedy zabrał on i wyrzucił baner blokujących ulicę, a następnie krzykiem ich przegonił, protestujący szybko zeszli z jezdni i jak można wnioskować z zarejestrowanego materiału rozeszli się.

 

Nagranie z opisanej sytuacji zostało udostępnione na facebookowej stronie „Ekoterroryzm stop”. Mogą go Państwo obejrzeć poniżej:

 

Mężczyzna rozbija prostest ekologów

Ilu kozaków potrzeba żeby rozbić protest ekologów? Poniżej film instruktażowy! 😀

Gepostet von Ekoterroryzm stop am Montag, 21. Oktober 2019

 

 

Źródło: Facebook/ekoterroryzmstop

 

Przyjście do szkoły uzbrojonego młodego człowieka i doprowadzenie do strzelaniny to coś z czym w Stanach Zjednoczonych społeczeństwo borykało się niejednokrotnie. Tym razem jednak, udało się uniknąć tragedii, ale nagranie z tego incydentu i tak zyskało dużą popularność w sieci, a to za sprawą jednego z nauczycieli.

 

Cała sytuacja rozegrała się w jednej z placówek szkolnych na terenie stanu Oregon w USA. Dorosły uczeń liceum przyszedł do szkoły trzymając przy sobie naładowaną strzelbę. Taki widok z pewnością kojarzy się z wieloma tragicznymi atakami jakie miały miejsce w szkołach w Stanach Zjednoczonych. Dlatego zdecydowana i szybka reakcja była w tej sytuacji konieczna.

 

Młody mężczyzna, który do swojego liceum przyszedł z bronią to Angel Granados-Diaz. Zdaniem jego znajomych, miał on być przed tą sytuacją przygnębiony i przeżywać trudne chwile. Powodem jego kryzysu w życiu miało być rozstanie z dziewczyną. Nie jest jasne czy nastoletni uczeń chciał wyrządzić sobie krzywdę czy też planował atakować innych.

 

Nikomu na szczęście nie stała się krzywda dzięki wyjątkowej reakcji pewnego nauczyciela. Podszedł on na korytarzu do uzbrojonego ucznia i… przytulił go mocno. W tym momencie udało się odebrać broń Angelowi.

 

Nagranie z monitoringu, na którym zarejestrowano tę sytuację poruszyło wielu ludzi na świecie. Taka serdeczna reakcja, która poskromiła zapędy młodego mężczyzny potrafi złapać za serce.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter/@DanTilkinKOIN6

Jak wiemy, fatalne wykonanie hymnu narodowego może wywołać spore niezadowolenie w społeczeństwie oraz zostać zapamiętane na długie lata. Tym razem jednak to nie my mamy powody do zmartwienia względem tego jak wybrzmiał podczas ważnych wydarzeń nasz hymn. W ostatnich dniach może być to problem dla Rosjan wraz z samym… Vladimirem Putinem.

 

W minionym tygodniu, prezydent Federacji Rosyjskiej gościł w Arabii Saudyjskiej. To jak został przywitany zwróciło jednak uwagę wielu internautów na świecie, a wielu z nich wręcz rozśmieszonych zostało tym co zaprezentowali Saudowie przy okazji wizyty Vladimira Putina.

 

Przy oficjalnym powitaniu rosyjskiej głowy państwa, saudyjska orkiestra dęta podjęła się wykonania hymnu Rosji. To wykonanie pozostawia jednak sporo do życzenia.

 

Zdaniem niektórych komentujących internautów, chociaż prezydent Putin wytrwale wystał, słuchając tak zagranego hymnu Rosji, to jednak jego mina jest dosyć wymowna.

 

 

 

Źródło: niezalezna.pl ; YouTube/Meduza

Do mediów docierają nie tylko niepokojące informacje w temacie zemsty jaką postanowili dokonać gangsterzy na policji, ale też zdjęcia i nagrania z miejsc, gdzie dochodzi do brutalnych działań członków mafii. Ten widok może naprawdę zaszokować, a co jeszcze bardziej wstrząsające, policja zdecydowała się ustąpić i spełnić żądania przestępców.

 

Wojna pomiędzy gangsterami a policją wybuchła na meksykańskich ulicach po tym jak aresztowano syna słynnego mafiozy El Chapo trafił za kratki, słynny kartel rozpętał w miejscowości Culiacan sceny, które niektórzy komentują, że było to „piekło”. Stolica stanu Sinaloa stała się polem bitwy między funkcjonariuszami a przestępcami.

 

Na nagraniach i zdjęciach z tamtego regionu widać wznoszące się nad okolicą płomienie. Członkowie narkotykowego kartelu strzelali do funkcjonariuszy, dodatkowo zapłonęły w Culiacan barykady, a także miały miejsce wybuchy. Spora ilość osób mogła zostać ranna.

 

W związku z tak dużą skalą przemocy na ulicach Sinaloa policja zdecydowała się pójść na pewne ustępstwa. W związku z tym, wypuszczono więc finalnie na wolność syna El Chapo.

 

Jak zrelacjonował Alfonso Durazo, minister bezpieczeństwa Meksyku, zmilitaryzowany patrol policji w domu, w którym przetrzymywany był Guzmán znalazł się pod ostrzałem. Sytuacja stała się na tyle niebezpieczna dla policjantów, że zmuszeni byli się wycofać.

 

Prezydent kraju Andrés Manuel López Obrador zapowiedział zwołanie specjalnego spotkania z departamentem bezpieczeństwa. Ma zostać w jego ramach omówiona zaistniała sytuacja, w skutek której na wolność wyszedł syn El Chapo.

 

 

Poniższa fotografia przedstawia zatrzymanego i później wypuszczonego na wolność Guzmána:

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter

Od kilku dni cały świat bacznie przygląda się rozwojowi sytuacji na północy Syrii. Należący do NATO kraj jakim jest Turcja rozpoczął tam swoją operację, która oficjalnie wymierzona ma być w kurdyjskich bojowników uznawanych przez tureckie władze za terrorystów oraz ISIS, które chociaż zostało już rozbite nadal stanowi zagrożenie. Świat jest jednak zaniepokojony ilością ofiar wśród jaką przynosi turecka operacja oraz brutalnymi egzekucjami, których według docierających informacji dopuszczać mają się tureccy najemnicy wchodzący w skład syryjskiej opozycji.

 

Kurdom udało się porozumieć z syryjskimi władzami, na czele których stoi prezydent Baszar al-Asad. Damaszek w związku z tym zdecydował się wysłać swoje wojsko na północ kraju w celu przeciwstawienia się siłom tureckim. Państwo Syryjskie nie jest jednak w tej sprawie jedynym sprzymierzeńcem Kurdów, gdyż swoje wsparcie wojskowe zapewniła też Federacja Rosyjska.

 

Strona rosyjska przekazała, że na początku tygodnia ich siły powietrzne udzielały skutecznie wsparcia Siłom Syryjskim w walce z tzw. „Syryjską Armią Narodową”, czyli pro-tureckiej organizacji na terenie Syrii. Wspólne podniebne działania sił syryjskich i rosyjskich miały mieć wówczas miejsce w rejonie miasta Manbidż w prowincji Aleppo. Tam właśnie mają mieć miejsce w ostatnich dniach walki pomiędzy Połączonymi Siłami Syryjskimi a bojownikami wspieranymi przez Turcję, w tym prawdopodobnie też tureckich żołnierzy.

 

Właśnie nad tamten rejon próbowały w poniedziałek przedostać się samoloty tureckiej armii. Wysłane przez Ankarę F-16C mogły mieć na celu zbombardowanie ośrodka dowodzenia tzw. Syryjskich Sił Demokratycznych.

 

Tureckie samoloty miały zostać zdaniem Rosji przepędzone przez dwa rosyjskie Su-35S. Sześcioma takimi maszynami na terenie Turcji dysponują obecnie siły rosyjskie.

 

Opisane zdarzenie z poniedziałku jest pierwszym przypadkiem bezkrwawego ale jednak starcia pomiędzy siłami tureckimi a rosyjskimi podczas prowadzonej przez Ankarę operacji na północy Syrii. Dzień przed tym zajściem pojawiły się informacje, iż Rosjanie zgodzili się ustanowić strefę zakazu lotów nad północno-wschodnią częścią Syrii, a rosyjskie Su-35S wyruszyły przeciwko tureckim samolotom F-16 oraz F-4.

 

 

W dniu dzisiejszym zareagować na działania Ankary postanowił prezydent Stanów Zjednoczonych nakładając sankcję na Turcję. Już wcześniej Donald Trump zapowiadał, że jeżeli tureckie siły wkroczą do Syrii przeciwko Kurdom, USA zniszczy turecką gospodarkę.

 

 

 

Źródło: defence24.pl ; o2.pl ; Twitter/@BabakTaghvaee

Grupa groźnych przestępców należących do jednego z karteli narkotykowych postanowiła przeprowadzić brutalną akcję wymierzoną w funkcjonariuszy policji. W wyniku dokonanego ataku, życie straciło kilkunastu policjantów, a inni zostali też ranni.

 

W opinii prokuratury zajmującej się tą sprawą, przestępcy do ataku wykorzystali nie byle jaką broń, gdyż posługiwali się m.in. karabinami snajperskimi, a także AK-47 i AR-15. W skutek przeprowadzonych przez około 30 napastników działań zabitych zostało czternastu policjantów, a ośmiu zostało rannych. Niestety bandyci nie oszczędzili nawet zwłok funkcjonariuszy. Policyjne radiowozy zostały bowiem podpalone, a w ich wnętrzu znajdowały się ciała zabitych stróżów prawa.

 

Trzydziestu związanych z kartelem przestępców przygotowało zasadzkę na 42 funkcjonariuszy policji. Grupa około 30 bandytów czekała w opancerzonych pojazdach, a gdy w pobliżu pojawiło się pięć radiowozów, otworzyli ogień w kierunku policjantów. Strzelanina okazała się być wyjątkowo tragiczna w skutkach.

 

Wszystko to rozegrało się w poniedziałek na terenie miejscowości Aguililla. Choć władze nie zdradzają zbyt wielu informacji na temat dokładnych okoliczności ataku na policjantów, to jednak w sieci pojawiają się nagrania z miejsca masakry. Internauci zauważają na nich przekaz zawarty w pozostawionych ostrzeżeniach, których treść sugeruje iż za tę krwawą akcję odpowiada grupa przestępcza CJNG (Kartel Jalisco Nowe Pokolenie).

 

Zaatakowani funkcjonariusze jechali w tamte rejony z zamiarem aresztowania jednego z podejrzanych, który miał przebywać właśnie w mieście Aguililla.

 

 

 

 

Źródło: nzherald.co.nz ; mafia.pl ; YouTube/Quadratin Noticias TV

 

 

 

Niepokojące doniesienia docierają z Hiszpanii, a dokładniej z terenów Katalonii. Na międzynarodowym lotnisku w Barcelonie doszło do brutalnych scen, a w sieci pojawiają się nagrania z miejsca zdarzenia.

 

W Barcelonie często dochodził w ostatnich latach do starć z policją wywoływanych przez zwolenników odseparowania się Katalonii od Hiszpanii. Tym razem do brutalnych starć doszło na terenie lotniska w Barcelonie.

 

Wszystko wydarzyło się po tym jak hiszpański Sąd Najwyższy skazał na kary więzienia dziewięciu separatystów katalońskich. W reakcji na taki werdykt zorganizowane zostały protesty w wielu miejscach na terenie Katalonii. Oczywiście największe manifestacje zwolenników odłączenia Katalonii odbyły się w Barcelonie.

 

Grupa protestujących postanowiła udać się na lotnisko El Prat w Barcelonie, gdzie doprowadzili do problemów z docieraniem przez podróżujących do portu. Policja zdecydowała się zareagować i rozpędzić manifestantów zebranych na lotnisku. Doszło do zamieszek, podczas których funkcjonariusze użyli pałek.

 

Według docierających informacji na lotnisku El Prat rannych zostać miało 15 osób.

 

Na Twitterze pojawiło się nagranie, na którym zarejestrowano próby rozpędzenia protestujących na lotnisku.

 

 

 

 

Źródło: tvn24.pl ; Twitter/@CatalansForYes

Niestety to kolejne niepokojące doniesienia na temat dramatycznych przeżyć obywateli Polski poza granicami naszego kraju. Tym razem ofiarą przestępstwa paść miała młoda kobieta. Służby zostały zaalarmowane o zdarzeniu dzięki czujności osób, które w momencie porwania Polki były w pobliżu miejsca zajścia. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Porwana to pochodząca z Polski 22-letnia kobieta. Jej dramat rozegrał się w sobotnią noc, gdy doszło do pozbawienia jej wolności wbrew jej woli. Zdarzenie to miało miejsce na terenie Holandii.

 

Porywacze przewieźli swoją ofiarę na teren Niemiec, a dokładniej w rejony na południe od Kolonii. Zaalarmowana przez świadków porwania policja rozpoczęła działania mające na celu uwolnienie kobiety oraz zatrzymanie jej oprawców.

 

Niemieccy policjanci namierzyli samochód, którym przemieszczali się po autostradzie porywacze wraz z 22-latką. Jechali oni w kierunku Kolonii. W pościg ruszyli antyterroryści z niemieckiej policji, którzy zdołali zatrzymać namierzonego volkswagena golfa i aresztować dwóch sprawców porwania. Tym samym Polce zwrócono wolność. Na szczęście miała nie odnieść ona poważnych obrażeń.

 

Poza dwoma mężczyznami zatrzymanymi na autostradzie, policja zatrzymała także trzeciego z podejrzanych przy okazji nalotu na jedną z posesji w Bergheim leżącym na południe od Kolonii.

 

Jak na razie nie są znane dokładne okoliczności porwania młodej Polki oraz to jakimi motywami kierowali się sprawcy. Wiadomo, że są to dwaj Polacy oraz jeden obywatel Czech. Mężczyźni mają 26, 27 oraz 32 lata.

 

O jakie wyroki usłyszą porywacze zdecydować ma niemiecki sąd.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Kiedy umiera młoda osoba, wówczas pełnych bólu pytań typu „dlaczego?” pojawia się bardzo wiele. Szczególnie trudne dla wielu może być uświadomienie sobie, jak młoda i odnosząca sukcesy kobieta może zginąć w tak tragicznych okolicznościach jak ta 25-latka. W tym przypadku teorie na temat jej zgonu już się pojawiają.

 

W dramatycznych okolicznościach życie zakończyła 25-letnia gwiazda k-popu. Znana jako „Sulli”, pochodząca z Korei Południowej artystka Choi Jin-ri była jedną z założycielek znanego zespołu f(x). Choć to właśnie w tym złożonym z dziewcząt bandzie wspięła się na szczyt swojej popularności, to już w czasie dzieciństwa można było ją zobaczyć w koreańskich filmach oraz serialach, gdy wówczas spełniała się jako młodziutka aktorka.

 

 

Niestety w mediach pojawiły się smutne informacje o śmierci zaledwie 25-letniej artystki. Jej menadżer mimo usilnych prób, nie mógł skontaktować się z nią telefonicznie, w związku z czym postanowił udać się pod adres zamieszkiwany przez Sulli. Ich ostatnia rozmowa telefoniczna miała mieć miejsce jeszcze w nocy ubiegłego dnia.

 

Kiedy mężczyzna nadal nie mógł nawiązać kontaktu z 25-latką będąc pod jej domem w Seongnam, postanowił zaalarmować policję. Funkcjonariusze weszli do domu gwiazdy i tam odkryli jej ciało. Najprawdopodobniej Choi Jin-ri popełniła samobójstwo.

 

Miejscowa policja zwraca uwagę na fakt, że artystka zmagała się z depresją. Lokalne media przypominają, że kobieta zakończyła jakiś czas temu współpracę z zespołem f(x), chociaż jak pisaliśmy wyżej, była jedną z jego założycielek. Przyczynić do takiego stanu rzeczy miał się hejt, o którym sama zainteresowana opowiadała w wywiadach i z którym sobie nie radziła.

 

Wygląda na to, że Choi Jin-ri mieszkała sama i najprawdopodobniej odebrała sobie życie. Przypadek jej śmierci zamierzamy zbadać bardzo dokładnie i sprawdzimy wszystkie tropy – przekazali śledczy, którzy zajmują się sprawą śmierci 25-letniej gwiazdy.

 

Sulli oprócz aktorstwa i muzyki, próbowała swoich sił także w modellingu. Jak widać jednak, mogła ona przegrać z uderzającym w ją osobę hejtem oraz samotnością i poważną depresją.

 

 

 

Źródło: wprost.pl ; YouTube/SMTOWN

Fot.: pxhere.com