Chiny zwalczył koronawirusa już niemal całkowicie. W ostatnich dniach otwarte zostały granice miasta Wuhan, od którego zaczęła się cała epidemia.

 

 

Chińskie władze powoli zdejmują ograniczenia w poruszaniu się po kraju i prowadzeniu działalności, aby jak najwięcej firm szybko wróciło do produkcji i rozpędziło na nowo chińską gospodarkę. Jednocześnie na całym świecie poddawane w wątpliwość są oficjalne liczby dotyczące COVID-19 w Chinach, a coraz więcej państw informuje o zupełnie nie nadającym się do użycia sprzęcie zakupionym w Państwie Środka.

 

 

Przypomnijmy, że obecna pandemia nie jest pierwszą, która rozpoczęła się w Chinach. Podobnie było z SARS – wirusem, który powstał w 2002 roku. Choć SARS było dużo mniej niebezpieczne, to z obecnym koronawirusem łączyła go jedna rzecz – oba wirusy były odzwierzęce.

 

 

Chiny słyną z tego iż ich obywatele potrafią zjeść w zasadzie każde zwierze. Od jedzonych na całym świecie świń czy krów, po nietoperze, węże, psy czy koty. Nie raz jedzone są one bez poddania obróbce termicznej. Wszystko to w połączeniu z niskim poziomem higieny u większości z Chińczyków prowadzi do tego iż to właśnie w tym kraju powstaje większość chorób czy wirusów.

 

 

Gdy wybuchła epidemia COVID-19, chińskie władze od razu wprowadziły prawo zakazujące spożywania dzikich zwierząt.

Krok w kierunku zmiany tej sytuacji podjęło także Shenzen – 12,5 milionowa metropolia, położona blisko Hong Kongu, która jako pierwsze miasto w Chinach zakazała jedzenia psów i kotów. Po wielu masowych protestach władze uległy mieszkańcom, którzy postrzegają te zwierzęta jako pupile i przyjaciela człowieka, a nie jedzenie. Przepisy wejdą w życie 1 dnia maja.

 

Nie podano informacji jaka kara będzie nakładana za nie przestrzegania prawa, lecz można się domyślać, że będzie ona wysoka, podobnie jak w przypadku dzikich zwierząt, za co grozi mandat w wysokości 30-krotności wartości zwierzęcia, jeśli kosztuje ono powyżej około 5000 złotych.

 

 

Miejmy nadzieję, że nowe prawo będzie respektowane i w przyszłości zostanie ustanowione na terenie całych Chin.

 

 

Źródła:

CNN

Fot.: Pxfuel

Cristiano Ronaldo razem z Lionelem Messim są niewątpliwie najwybitniejszymi piłkarzami naszych czasów, jeżeli nie w całej historii piłki nożnej. Często temu pierwszemu przykleja się łatkę pracusia, który do sukcesu doszedł przez trening. 

 

 

I nie można się temu dziwić. Choć oczywiście w Portugalczyku musiał drzemać ogromny talent, to nie da się ukryć iż jego praca wykonywana na treningach jest chyba tym kluczowym elementem układanki. Każdy trener, który miał do czynienia z Cristiano zawsze wspominał o jego samozaparciu, wyrzeczeniach i wielkim zaangażowaniu na sesjach treningowych.  Umięśniona sylwetka C. Ronaldo jest często podawana jako wzór dla każdego sportowca.

 

 

W związku z koronawirusem, który wciąż szaleje we Włoszech, gwiazdor Juventusu wciąż nie uczęszcza na klubowe treningi i musi ćwiczyć w domu. Podczas jednego z takich treningów, wraz ze swoim sponsorem – firmą Nike, stworzył on challenge. Polegał on na wykonaniu pewnego ćwiczenia jak najwięcej razy w ciągu 45 sekund. Jemu udało się zrobić 142 powtórzenia.

 

 

 

 

Jak się jednak okazało, bardzo szybko jego rezultat został znacznie przebity przez… kobietę. Caster Semenya, bo o niej mowa, to niezwykle kontrowersyjna biegaczka, multimedalistka mistrzostw świata i Igrzysk Olimpijskich w biegu na 800 metrów. Pochodząca z RPA sportsmenka ze względu na swoją posturę wielokrotnie wzbudzała już dyskusję co do jej płci. Jednym z powodów  owych dyskusji jest też poziom testosteronu w jej ciele, który jest znacznie wyższy niż innych kobiet.

 

 

Semenya na swojego instagrama wrzuciła nagranie, na którym wykonała to samo ćwiczenie co Cristiano 34 razy więcej, osiągając wynik 176 powtórzeń.

 

 

 

Robi wrażenie, prawda?

 

 

Źródła:

Instagram/@castersemenya800m

Instagram/@cristiano

sport.onet.pl

Fot.: Flickr

To, że pieniądze nie są rozdysponowane równomiernie nikogo nie dziwi i nie szokuje, na to przecież się godziliśmy dążąc do kapitalizmu i wolnego rynku. Statystyki mogą jednak często szokować. Na przykład to, że 26 najbogatszych ludzi świata ma więcej pieniędzy niż ponad 3,75 miliarda najbiedniejszych ludzi na naszej planecie. 

 

 

Jednym z tych, którym w życiu udało się osiągnąć sukces i zgarnąć fortunę jest na pewno współtwórca i obecny szef znanego chyba wszystkim portalu społecznościowego – Twitter. Mężczyzna ten to Jack Dorsey – 43 letni Amerykanin urodzony w St. Louis.

 

 

Jak wiemy Stany Zjednoczone są aktualnie zdecydowanie największą ofiarą koronawirusa na świecie. Tragedia rozgrywa się przede wszystkim w stanie Nowy Jork, choć w pozostałych 49 także nie jest wesoło. W USA właśnie pękła granica 400 000 zarażonych, a liczba ofiar za chwilę będzie wynosiła 13 000 ludzkich istnień. Stąd też nie dziwi ogromna mobilizacja amerykańskich bogaczy, którzy chcą uratować swoich rodaków i bliskich. Do tej pory wielkie datki na walkę z wirusem wpłynęły od chociażby najbogatszego człowieka świata – szefa Amazon’a – Jeffa Bezosa, a także od takich sław jak Bill Gates czy małżeństwo Dell. Każde z nich przekazało na walkę z pandemią około 100 mln $.

 

 

Zawstydził ich wszystkich wspomniany Dorsey, który na ten sam cel przeznaczył 1 miliard dolarów – stanowiący około 28% jego majątku, który wcześniej oscylował w granicach 3,9 mld $. Jest to ogromny gest pokazujący dobre serce miliardera. Czy te pieniądze faktycznie pozwolą powstrzymać i zwalczyć wirusa dowiemy się w swoim czasie, jednak nie ulega wątpliwościom że należą się ogromne brawa dla każdego kto wsparł ten cel, a przede wszystkim dla Jack’a Dorseya.

 

 

Źródła:

https://time.com/5817083/jack-dorsey-pledges-1-billion-coronavirus-relief/?fbclid=IwAR2bY_oB20HrYN72b3enXn_0aNcYLs46h7NQykD7gGZXtAdMoZoqat9zKyI

Fot.: Flickr

Ogromny pożar na parkingu w mieście Fort Myers w stanie Floryda. Stało tam około dziesięciu tysięcy aut przeznaczonych do wypożyczenia. Wczoraj wielką część z nich pochłonął ogień. 

 

 

Takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często. Podobnie jak nie za często zdarza się aby tak ogromna ilość aut stała tak blisko siebie na terenach trawiastych podatnych na rozprzestrzenianie się ognia. Stąd też bardzo wiele głosów mówiących, że pożar był wzniecony specjalnie, aby uzyskać ogromne odszkodowanie.

 

 

Samochody należały do wypożyczalni znajdującej się nieopodal Southwest Florida International Airport i to właśnie do osób przylatujących na Florydę skierowana była przede wszystkim oferta firmy.

 

 

Jedno z podejrzeń mówi też o tym iż trawa na parkingu zapaliła się z powodu gorącego silnika jednego z odstawionych na parking aut. Na szczęście według wstępnych informacji żaden człowiek nie ucierpiał wskutek pożaru. Policja prowadzi wciąż dochodzenie wyjaśniające przyczyny pożaru.

 

 

Nagrania z feralnego zdarzenia możecie zobaczyć poniżej:

 

 

 

 

 

 

 

Źródła:

Fot.: youtube/@10 Tampa Bay

youtube/@FOX59 News

facebook/@ciekawostkawka

Ludzie od zawsze doszukują się pewnych ukrytych znaków i przekazów chcąc wyjaśnić poszczególne zjawiska. Często do takich sytuacji dochodzi, a my nie jesteśmy ich w stanie logicznie wytłumaczyć. Dziś, w dobie pandemii również szukamy pewnych znaków, jeden z nich być może właśnie się ukazał.

 

 

Do takiej niezwykłej sytuacji doszło właśnie dzisiejszego poranka nad morzem Bałtyckim. Chmury ułożyły się bowiem w kawałek ludzkiej twarzy w sposób niezwykle realistyczny. Niektórzy zapewne uznają to za przypadek, inni będą to tłumaczyć ingerencją Boga i znakiem dla ludzi. Niezależnie od tego do, której grupy ludzi należycie, musicie przyznać że nie jest to codzienny widok.

 

 

W odróżnieniu do ostatniego niesamowitego zjawiska, które miało miejsce w Watykanie w czasie przemówienia Papieża Franciszka, tym razem chmury ułożone w charakterystyczny kształt można było widzieć z nieba, a nie z ziemi.

 

 

By zobaczyć fragment twarzy, który stworzyły chmury musicie przypatrzeć się dokładnie fragmentowi Bałtyku tuż ponad granicami lądowymi naszego państwa.

 

 

 

 

Przybliżenie na wspomniany fragment tutaj:

 

 

 

Obraz pochodzi z serwisu „sat24” który rejestruje obraz satelitarny na żywo, nie ma więc możliwości aby owe zdjęcia były spreparowane. Jeżeli sami chcecie zobaczyć to niesamowite ułożenie chmur, musicie wejść pod ten adres:

https://bit.ly/3c2Cfkq

oraz zaznaczyć iż chcecie wyświetlić obraz z dnia 08.04.2020 z godziny 7:45.

 

 

Jeżeli nie czytaliście jeszcze o wspomnianym przez nas przypadku z Watykanu to możecie zrobić to tutaj:

Najświętsza Maryja ukazała się nad Rzymem? Mamy nowe informacje [WIDEO]

 

 

Źródła:

https://pl.sat24.com/pl

facebook/@ciekawostkawka

Fot.: Flickr

Wokalistka ta zyskała niegdyś sporą popularność, a jej przebój „Mercy” wpadał w ucho ludziom w różnych częściach świata. Przed laty jednak, gwiazda znikła nagle ze świata show-biznesu, a wiele jej fanów oraz osób śledzących muzyczny świat zastanawiało się, co właściwie wpłynęło na nagłe przerwanie kariery. W tym roku piosenkarka postanowiła przekazać szokującą zapewne dla wielu wiadomość. Jak twierdzi została ona bowiem… porwana. Takimi rewelacjami sama zainteresowana podzieliła się w lutym, a w ostatnim czasie zdecydowała się opowiedzieć jeszcze więcej na temat swojej dramatycznej historii. Jej opowieść wielu wydać może się wręcz nieprawdopodobna.

 

Aimee Anne Duffy, znana bardziej jako po prostu „Duffy”, to urodzona w Walii piosenkarka oraz laureatka Nagrody Grammy w kategorii „Best Pop Vocal Album”. Nagrodzona została ona w 2009 roku za album Rockferry. Jej szczególnym hitem, który pozwolił wokalistce zostać zapamiętaną przez wielu słuchaczy, okazał się być utwór zatytułowany „Mercy”. Ostatnia jej płyta okazała się oficjalnie w 2010 roku, a później wielu nie wiedziało co właściwie stało się ze sławną wówczas Duffy.

 

 

Ponad miesiąc temu, piosenkarka ogłosiła za pośrednictwem internetu, że spotkały ją wstrząsające przeżycia. Według przedstawionej przez nią wersji została ona porwana, a następnie zgwałcona, a cała ta okrutna sytuacja wywołała u niej traumę i spowodowała konieczność przerwania kariery. Po kilku tygodniach podzieliła się ona na swoim blogu kolejnym wpisem, w treści którego ujawniła kolejne szczegóły tej tragicznej wręcz historii.

 

– Podano mi narkotyki w restauracji. Byłam odurzana przez cztery tygodnie, przewieziono mnie do obcego kraju. Nie pamiętam, jak wsiadłam do samolotu. Zostałam zamknięta w pokoju hotelowym, a sprawca wrócił i zgwałcił mnie. Pamiętam ból i to, że próbowałam zachować przytomność. Utknęłam z nim w jednym pokoju na cały następny dzień. Nie patrzył na mnie

– opowiedziała Duffy.

 

Piosenkarka twierdzi, że jej koszmar rozpoczął się w dniu jej urodzin. Ciężko jej znaleźć wytłumaczenie na to, iż znalazła ona w sobie siłę by znieść tamte przeżycia.

 

– Nie wiem, skąd miałam siłę, by przetrwać te dni, ale czułam obecność czegoś, co pomogło mi pozostać przy życiu

– twierdzi piosenkarka.

 

Według jej relacji, została ona następnie przywieziona do Wielkiej Brytanii. Miała znać swojego oprawcę co miało przesądzić o tym, że bała się powiadomić służby o tym co zaszło. Jak pisze, żyła nadal w strachu.

 

– Pójście na policję nie było bezpieczne. Czułam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to on by mnie zabił. Gdy wróciłam do domu, mogłam już tylko usiąść, gapić się i zachowywać jak zombie

– wyjaśnia w swoim wpisie sławna niegdyś artystka.

 

Piosenkarka uważa, że znalazła siłę do opowiedzenia tego co ją spotkało i zmierzenia się z przeszłością, gdyż ma mieć to wpływ terapeutyczny. Wcześniej jak twierdzi, brała jednak pod uwagę zmianę imienia i nazwiska.

 

– Mam nadzieję, że nie będzie już pytań w stylu „Co się stało z Duffy?”. Teraz już wiecie. Jestem wolna

– zakończyła swój wpis.

 

View this post on Instagram

With love, duffywords.com

A post shared by @ duffy on

 

 

Źródło: Plotek.pl ; YouTube/DuffyVEVO ; Duffywords.com ; Wikipedia.org

Fot.: Hippopx.com ; Instagram/@duffy

Indie – drugi najludniejszy kraj świata także walczy z koronawirusem. Aktualnie sytuacja nie jest jeszcze tragiczna, lecz najgorsze prawdopodobnie dopiero przed nimi. 

 

 

Indie, choć mówi się że niedługo prześcigną Chiny w liczbie ludności, to są daleko w tyle jeśli chodzi o poziom życia i zamożność państwa. Ludzie w Indiach żyją zazwyczaj w bardzo słabych warunkach, często na przedmieściach ogromnych aglomeracji, w prowizorycznych domach. Poziom służby zdrowia w tym regionie świata także jest bardzo daleki od tego do którego jesteśmy przyzwyczajeni chociażby w Europie.

 

 

Ludzie często żyją dzięki sprzedaży towarów na ulicznych straganach, a ważnym elementem ich życia jest także religia. Hindusi wyznają wiele różnych religii, spory odsetek to chociażby muzułmanie. To ich dotyczyć będzie ten tekst.

 

 

Władze Indii w ramach przeciwdziałaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa starają się ograniczać duże skupiska ludzkie, podobnie jak w Europie.

Za przestrzeganie tego odpowiedzialna jest policja. W milionowym mieście Hubli w prowincji Karnataka. Policjanci spotykając grupę ludzi przed meczetem poprosili ich, aby nie zbierali się w nim na piątkowe modlitwy tak jak mają to w zwyczaju. Grupa zareagowała na tą prośbę bardzo agresywnie i zaczęła obrzucać policjantów kamieniami. Ci na szczęście szybko stłumili atak i uspokoili sytuację. Mimo wszystko rannych zostało 4 funkcjonariuszy, oraz kilka osób z tłumu rzucającymi kamieniami. Najnowsze informacje mówią o tym, że wszyscy policjanci są już w pełni zdrowia i wrócili do służby. Nic poważnego nie stało się także napastnikom.

 

 

Według przedstawiciela policji aktualnie sytuacja jest już spokojna i nie ma żadnych napięć między społecznością muzułmańską, a policją. Miejmy nadzieję, że tak już pozostanie, policja powinna zajmować się innymi, ważniejszymi sprawami w walce z wirusem.

 

 

Źródło:

https://www.ndtv.com/karnataka-news/stones-thrown-at-karnataka-cops-for-stopping-prayer-meet-during-lockdown-2205860

Fot.: Wikipedia

Cały świat zmaga się obecnie z pandemią koronawirusa, a rządy poszczególnych państw różnymi sposobami starają się ograniczyć przyrost zachorowań, a także niwelować skutki gospodarcze obecnego stanu rzeczy. Wielu martwi się bowiem tym jak wyglądał będzie świat oraz sposób funkcjonowania w nim społeczeństw, gdy po czasie pandemii nadejdzie kryzys ekonomiczny. Choć dziś takie niepokoje pojawiają się na wszystkich kontynentach, to jednak wszystko zaczęło się w Chinach, a dokładniej w Wuhan, gdzie pierwsze sygnały o epidemii pojawiały się już pod koniec zeszłego roku. Niedawno upamiętniono tam ofiary rozprzestrzeniającego się wirusa.

 

Ostatnia sobota była dniem żałoby w Chinach. W ramach oddania hołdu tysiącom osób, które zmarły w czasie epidemii, flagi obniżono do połowy masztu, a przy wstrzymanym ruchu ulicznym na około trzy minuty rozbrzmiało wycie syren, a ludzie zatrzymali się w ciszy. Wiele osób ocenia tę chwilę jako wyjątkowo przejmujący widok po czasie wielu ludzkich dramatów, jakie miały miejsce w Chinach, a szczególnie w miejscowości Wuhan.

 

W sieci pojawiły się nagrania ukazujące to jak wyglądał ten wyjątkowy moment. Dwa z nich znajdują się w końcowej części artykułu.

 

W lutym pisaliśmy na łamach naszego portalu o tym, jak tragiczne sceny dzieją się na ulicach w tamtej części Chin. Ludzie odbierali sobie życie, niejednokrotnie podejmując się tak desperackich kroków w miejscach publicznych, dochodziło też do agresywnych, a nawet krwawych starć między ludźmi w sklepach.

 

O tym poczytają Państwo w poniższym artykule:

Wstrząsające nagrania z Chin. Ludzie odbierają sobie życie, atakują i podpalają… [WIDEO +18]

 

 

 

 

Źródło: tvp.info ; YouTube/Ruptly ; YouTube/AFP News Agency

Chiny według oficjalnych informacji wracają już do normalnego funkcjonowania. Zdecydowana większość nowych przypadków wirusa to te przywiezione spoza chińskiej granicy. Czy to jednak możliwe aby Chiny poradziły sobie z wirusem tak sprawnie?

 

 

Wuhan, bo to w tym mieście wszystko się rozpoczęło, jest miastem z ponad 11 milionami mieszkańców. To więcej ludzi niż w większości państw Europy. Czy jest więc możliwe, by na tak gęsto zaludnionym terenie, gdzie reakcja na wirusa który pojawił się jeszcze w grudniu 2019, było rzeczywiście tylko nieco ponad 3000 ofiar śmiertelnych?

 

 

Wielu ludzi nauki poddało już w wątpliwość te liczby, twierdząc że wirus który rozwijał się przez ponad miesiąc bez większej reakcji władz nie mógł być tak łagodny w skutkach. W europejskich państwach gdzie długość życia i poziom opieki medycznej jest na sporo wyższym poziomie, wirus zbiera o wiele większe żniwa.

 

 

Kolejną, niezwykle przerażającą informacją która ma potwierdzić o wiele większe ubytki w ludności Chin jest znacznie zmniejszona liczba abonentów telefonów komórkowych i telefonów stacjonarnych po zakończeniu epidemii. Liczby są kolosalne, w przypadku urządzeń mobilnych ubyło 21 milionów użytkowników, a w przypadku urządzeń stacjonarnych – 840 000.

 

 

Jesteśmy skłonni uwierzyć w to, że niektórzy ludzie którzy musieli zawiesić działalność swoich firm zrezygnowali z abonamentu, lecz wątpliwe by takich osób były aż 22 miliony. Podejrzane jest też to, że mimo iż Chiny wracają już do normalnego funkcjonowania, to liczba użytkowników telefonów nie wróciła nawet w okolice stanu sprzed epidemii. Warto dodać też, że poziom digitalizacji w Państwie Środka jest niezwykle wysoki, a aktualnie by poruszać się po kraju każdy musi posiadać telefon i aplikację, która zbiera dane na temat ich stanu zdrowia po wykonaniu badań w różnych miejscach.

 

Czy to w ogóle możliwe? Myślicie, że ofiar koronawirusa w Chinach były setki tysięcy, bądź nawet miliony? Czy macie jakieś inne wytłumaczenie dla tych statystyk?

 

 

 

Źródła:

https://www.ibtimes.sg/china-hiding-covid-19-death-toll-21-million-cell-phones-disappeared-why-41580

Fot.: PxHere