Wiele osób na całym świecie czeka na wiadomość o zakończeniu epidemi. Pierwszym krajem w Europie, który ogłasza koniec epidemii koronawirusa jest Słowenia. Te dobre wiadomości wynikają z faktu, że liczba zakażonych się ustabilizowała i dotyczy małej grupy. Ostatnie wyniki testów na zakażenie epidemią pokazały, iż w ciągu dwóch ostatnich tygodni nie wykryto koronawirusa u więcej niż siedem nowych przypadków.

 

 

Decyzję przekazano 14 maja, gdyż rząd w Słowenii ogłosił koniec epidemii koronawirusa. Epidemia koronawirusa trwała w tym kraju dwa miesiące. Warto  zauważyć, że Słowenia to mały kraj, liczący 2 miliony ludzi. Obecność koronawirusa w organiźmie  do tej pory wykryto u 1464 osób. Koronawirus przyczynił się tam do  śmierci 103 mieszkańców.

 

 

Agencja Reuters cytuje Janeza Jansa, czyli premiera Słowenii, który wyraził się tymi słowami

– Słowenia opanowała epidemię w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Dzisiaj mamy najlepszy obraz epidemiologiczny w Europie

 

Słowenia ogłaszając koniec koronawirusa zdejmuje także wprowadzone na czas epidemii obostrzenia. Wszystkie zakazy zdejmowane są stopniowo, aby zachować ostrożność i bezpieczeństwo. Postanowienia rządu zakładają, że18 maja do szkół będą wracać uczniowie. W pierwszej kolejności decyzja dotyczy  klas 1-3 szkół podstawowych oraz uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych.

 

 

Przewidziano również otwarcie  sklepów, punktów gastronomicznych, a także hoteli poza tymi, które z posiadają ponad 30 pokoi. Kolejnym etapem zdejmowania zakazów będzie możliwość przeprowadzenia zawodów na szczeblu krajowym.

 

 

Zakończenie epidemii, zdejmowanie zakazów i obostrzeń jest równoznaczne z końcem pomocy, której rząd udzielał mieszkańcom. Gazeta „Delo” pisze, że państwo przestanie wypłacać podstawowy miesięczny dochód samozatrudnionym, którzy doznali strat ze względu na  epidemie koronawirusa. Pracodawcy nie otrzymają także bezzwrotnej pomocy finansowej, gdyż zostaje ona zakończona.

 

Z pewnością ogłoszenie końca epidemii w europejskim państwie daje nadzieje, że pokonamy ten trudny okres już w niedalekiej przyszłości. Koniec epidemii wymaga  wspólnej pracy obywateli, którzy dążą do tego samego celu.

 

 

Źródło: msn.com/pl

Źródło fot.: Pixabay

W czasie pandemii koronawirusa, internautów i telewidzów niejednokrotnie zasmucić, a nawet zszokować mogły obrazy jakie docierały z różnych państw zmagających się z rozprzestrzenianiem słynnego wirusa z Wuhan, kiedy zjawisko to doprowadzało do zatłoczenia w szpitalach i braków sprzętu medycznego. Przerażać mogło nagranie ciężarówek wywożących ciała ludzi z Bergamo, filmiki z ulic Nowego Yorku, gdzie ciężarówki były zamieniane na chłodnie, aby przechować zwłoki czy zdjęcia trumien, nekrologów, bądź cmentarzy, gdzie w szybkim tempie trzeba było chować sporą ilość zmarłych. W centrum jednego z dramatów wywołanych pandemią znalazł się też znany polski piosenkarz wraz ze swoją partnerką.

 

Stan Borys udał się do Stanów Zjednoczonych, aby odbyć tam rehabilitację po udarze mózgu. Niestety jednak, wszystko skomplikowało nadejście epidemii. Zaistniała sytuacja spowodowała, że nie tylko nie udało się zrealizować rehabilitacji, ale dodatkowo piosenkarz zaczął obawiać się o swoje zdrowie i życie z powodu ryzyka zakażenia. O swoich przykrych doświadczeniach para opowiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.

 

– Tak naprawdę nikt nie może czuć się bezpieczny. Wcześniej miasto tętniło życiem. Dziś jest niemal puste. Słychać tylko karetki na sygnale. To przerażające

– opowiadała Anna Maleady, partnerka i menedżerka piosenkarza, który potwierdzać miał jej wstrząsające słowa.

 

Jak opowiadali w wywiadzie dla „Super Expressu”, obydwoje przestrzegają obostrzeń oraz zasad bezpieczeństwa zdrowotnego. Noszą maseczki, używają rękawiczek, a także izolują się od innych, zachowując odpowiedni dystans. Jednak zarówno ich, jak i też innych ludzi przebywających na terenie Nowego Yorku przerażać mają sceny, które ujrzeć można na tętniących do niedawna życiem ulicach tego słynnego miasta.

 

Ciała masowo były wywożone dużymi przyczepami… Teraz śmiertelność w NYC zmalała, ale nadal jest między 230 a 330 zgonów dziennie. Szpitale w ostatnich dniach trochę odetchnęły, ale lekarze obawiają się, że kiedy miasto zostanie znowu otwarte, ludzie ruszą do metra i autobusów, liczba zachorowań znowu wzrośnie

– stwierdziła partnerka piosenkarza.

 

Jej relacja z tego co dzieje się w Nowym Yorku, może być dla wielu naprawdę wstrząsająca.

 

Życie w strachu może doprowadzić do innych chorób. Niektórzy popełniają samobójstwo. Ludzie boją się o przyszłość, o brak pracy i brak funduszy na życie. Wszyscy żyjemy w napięciu

– czytamy na łamach „Super Expressu” po przeprowadzonej rozmowie z Anną Meleady.

 

Jak powiedział wtórujący podczas wywiadu swojej partnerce Stan Borys, wokoło straszy się tam, iż będzie jeszcze gorzej, jednak on jak twierdzi, stara się do siebie nie dopuszczać złych myśli. Ciężko jest jednak uniknąć smutnej atmosfery, kiedy obserwuje się to co się dzieje.

 

Ludzi na ulicach jest mało albo nie ma ich w ogóle. Większość robi zakupy i szybko wraca do domów. Na całe szczęście ludzie stosują się do tego, co jest ważne w pandemii i zachowują dystans. Oczywiście też buntują się jak wszędzie na całym świecie, ale przecież nie można nikogo oskarżać, bo to nie wojna, ale gorzej, bo to zaraza, która na nas czyha zewsząd! Uczymy się żyć w nowej okrutnej cywilizacji choroby

– powiedział piosenkarz w rozmowie z „Super Expressem”.

 

 

Źródło: SE.pl

Fot.: Public Domain Pictures

 

W ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach, pracownicy służby zdrowia w różnych krajach europejskich wystawieni zostali na ciężką próbę przez konieczność często wielogodzinnej pracy w ramach zmagania się ze skutkami rozprzestrzeniania koronawirusa. Taka sytuacja, w której wiele osób wymaga hospitalizacji rodzi niebezpieczeństwo braków miejsc w szpitalach dla ludzi oraz utrudnienia w leczeniu osób cierpiących na także inne schorzenia. Niestety w tym też czasie potwierdza się, że poważne problemy zdrowotne nie oszczędzają również młodych wysportowanych ludzi. Potwierdza to smutna historia z ostatnich dni dotycząca pewnego włoskiego piłkarza.

 

Cały dramat sportowca i jego rodziny rozegrał się w północnej części Włoch, czyli w regionie mocno doświadczonym w ostatnim czasie pod względem problemów z bezpieczeństwem zdrowotnym w społeczeństwie.

 

Andrea Rinaldi to piłkarz, którego macierzystym klubem była Atalanta Bergamo występująca w tym sezonie w Lidze Mistrzów, jednak w ostatnim czasie zawodnik przebywał na wypożyczeniu w A.C. Legnano (Serie D).

 

W piątkowy wieczór wydarzyło się coś co zaniepokoiło wielu fanów piłki nożnej na Półwyspie Iberyjskim. Doszło bowiem do pęknięcia tętniaka mózgu u młodego piłkarza, kiedy przebywał on w swoim domu na terenie Cermanate w Lombardii. Rinaldi został szybko przetransportowany do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie, chociaż stan tego chłopaka był określany jako bardzo ciężki.

 

Mimo jednak starań lekarzy i dementowania poprzednich doniesień o śmierci piłkarza, niestety nie udało się finalnie uratować jego życia. We włoskich mediach i na portalach społecznościowych publikowane są smutne dla wielu kibiców wiadomości o śmierci zawodnika, który w czerwcu skończył by dopiero 20 lat.

 

Pamiętajmy w modlitwach o tym młodym sportowcu i innych ludziach, których życia nie udało się w ostatnim czasie uratować pracownikom służby zdrowia, którzy w tych miesiącach mają wyjątkowo dużo pracy.

 

 

Źródło: Sport.sky.it ; Interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Twitter

W ostatnich miesiącach, niektóre z państw europejskich odczuły w sposób szczególny skutki rozprzestrzeniania się wirusa z Wuhan oraz zmierzyły się z koniecznością ratowania służby zdrowia przed jej upadkiem, gdy ludzi przybywało do placówek medycznych dużo, a respiratorów i łóżek brakowało. To niestety jednak nie oznacza, że inne problemy znikły. Jak informowaliśmy niedawno, w Hiszpanii zatrzymano w ostatnim czasie zwolennika tzw. Państwa Islamskiego, który miał w ostatnim czasie szukać celów do przeprowadzenia ataków terrorystycznych na terenie Katalonii. Dziś niepokojące doniesienia dopłynęły natomiast z drugiego kraju mocno doświadczonego przez pandemię koronawirusa, czyli z Włoch.

 

Poranek w stolicy Włoch był bardzo niespokojny dla wielu mieszkańców Wiecznego Miasta. O godz. 5:03 zatrzęsła się tam bowiem ziemia. Wstrząsy były odczuwalne przez mieszkańców na różnych piętrach. Spadały w domach niektóre przedmioty, a przerażeni i obudzeni nagle ludzie na trzęsących się łóżkach zaczęli mieć poważne obawy o swoje bezpieczeństwo w niektórych częściach Rzymu, choć dramatyczne sceny rozegrały się tylko przez krótką chwilę.

 

Dzisiejsze trzęsienie ziemi miało magnitudę 3,3. Jego epicentrum zlokalizowane miało być w niewielkiej miejscowości leżącej w odległości około 10 kilometrów Rzymu- Fonte Nuova. Choć to trzęsienie ziemi nie należało do wielkich, to jednak strach spotęgować mogła burza, która przeszła w nocy nad Rzymem. Dodatkowo wstrząsy poprzedził huk przypominający brzmieniem wybuch bomby.

 

W północno-wschodniej części włoskiej stolicy, wystraszeni ludzie mieli w panice wyjść w liczbie setek osób na ulice. Wielu mieszkańców różnych części Rzymu dowiedziała się jednak o zaistniałej sytuacji dopiero z mediów.

 

Sejsmolodzy uspokajają jednak, że trzęsienia ziemi o takiej niewielkiej stosunkowo sile są czymś naturalnym na Półwyspie Iberyjskim.

 

W sieci opublikowano nagrania, na których zarejestrowano moment wstrząsu.

 

 

 

Źródło: Radioszczecin.pl ; TVNmeteo.TVN24.pl ; YouTube/The Jornal ; YouTube/Strada dei Parchi

Fot.: Pxfuel.com

Choć trwa pandemia i wiele państw zmaga się z koniecznością egzekwowania obostrzeń w ramach izolacji społecznej oraz dąży do niwelowania negatywnych skutków tego okresu dla gospodarki, to wciąż jednak nie znikają inne problemy zagrażające naszym społeczeństwom. Wśród takowych niebezpieczeństw są wciąż aktywne siatki terrorystyczne, co potwierdzają też doniesienia docierające dzisiaj z zagranicznych mediów.

 

O sprawie i akcji służb, jaka miała miejsce na południu Europy, poinformował m.in. „The Guardian”. Wydarzenia te dotyczą dokładniej rzecz ujmując Hiszpanii. Zdaniem tamtejszej policji przeprowadzono wspólne działania ich funkcjonariuszy, a także FBI i przedstawicieli służb marokańskich, które mogły ocalić życie wielu osób w tym państwie, będącego jednym z tych szczególnie dotkniętych rozprzestrzenianiem się wirusa z chińskiego Wuhan.

 

Jak podaje „The Guardian”, według informacji podanych do wiadomości publicznej przez przedstawicieli hiszpańskiej policji, służbom udało się tam zatrzymać człowieka pochodzenia marokańskiego, który mógł doprowadzić do wielkiej tragedii w Barcelonie. Tam też został zatrzymany i to właśnie na terenie Katalonii szukać miał celów do przeprowadzenia ataku

 

Marokańczyk ten miał ulec silnej radykalizacji i sympatyzować z organizacją terrorystyczną jaką jest tzw. Państwo Islamskie. Związki z IS miał on posiadać od około 4 lat, jednak w ostatnim czasie, przy okazji panujących obostrzeń i ograniczeń w przemieszczaniu się na Półwyspie Iberyjskim, zachowanie tego człowieka stało się szczególnie podejrzane i to właśnie w tym okresie szukać miał on zdaniem służb miejsca i celu do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego.

 

Ta sytuacja, jak i też inne tragiczne wieści dotyczące działalności terrorystów w różnych zakątkach globu, pokazują iż wiele organizacji wciąż zagraża bezpieczeństwu wielu ludzi na różnych kontynentach.

 

 

Źródło: „The Guardian”

Fot.: Pxhere.com

 

W sprawie słynnego już na ten moment wirusa z chińskiego Wuhan oraz tego jak rozprzestrzenia się on i mutuje, wciąż rodzi się wiele znaków zapytania. To też powoduje, że spore grono naukowców w różnych częściach świata prowadzi badania nad SARS-CoV-2 oraz ewentualną szczepionką mogącą być w przyszłości stosowaną przeciwko niemu. W tym okresie właśnie, doszło do tragedii, której ofiarą stał się jeden z  naukowców, który miał być bliski odkrycia ważnych faktów dotyczących koronawirusa.

 

Mowa tu o 37-letnim doktorze Bing Liu z Uniwersytetu w Pittsburghu. Został on zamordowany, w czasie kiedy przebywał w swoim domu znajdującym się na terenie Ross Township. Pojawia się wiele pytań dotyczących tego zabójstwa, jednak należy nie być pochopnym z wysuwaniem dość daleko idących domysłów i teorii.

 

– Bing był o krok od dokonania bardzo znaczących odkryć na polu zrozumienia mechanizmów komórkowych leżących u podstaw infekcji SARS-CoV-2 i podstaw komórkowych następujących w wyniku zakażenia powikłań. Dołożymy wszelkich starań, aby ukończyć to, co zaczął, aby złożyć hołd jego doskonałości naukowej

– przekazano w komunikacie opublikowanym przez wydział uczelni, na której Bing Liu pracował.

 

Jak podaje Mail Online, sprawcą zabójstwa miał być człowiek, który wcześniej był znajomym swojej ofiary. Dokonał tego bowiem 46-letni Hau Gu. Człowiek ten wtargnął na teren miejsca zamieszkania naukowca, który pozostawić miał otwarte drzwi. 46-latek oddał w kierunku doktora Liu strzały z broni palnej. Rany postrzałowe na ciele zamordowanego znajdować miały się na tułowie, ma głowie oraz szyji.

 

Kiedy już sprawca odebrał życie znajomemu naukowcowi, oddalił się około 100 jardów dalej do zaparkowanego wcześniej samochodu. Tam też popełnił samobójstwo, strzelając w siebie samego.

 

Żony ofiary miało nie być w domu, kiedy padły strzały. Zdaniem policji, doktor Liu otworzył tylne oraz przednie drzwi patio ze względu na dobrą pogodę, a to pomogło dostać się do środka uzbrojonemu napastnikowi.

 

– Był to bardzo utalentowany człowiek, niezwykle inteligentny i pracowity. (…) Brał udział w kilku projektach naukowych, publikując w znanych czasopismach. Był kimś, kogo wszyscy bardzo lubiliśmy. Był bardzo łagodną, ​​bardzo pomocną, miłą, hojną osobą. Wszyscy jesteśmy zszokowani, gdy dowiedzieliśmy się, co się z nim stało. To było bardzo nieoczekiwane

– mówił na temat zabitego naukowca w rozmowie z „Pittsburgh Post Gazette” Ivet Bahar, który jest kierownikiem wydziału obliczeń i biologii systemowej w Pitt’s School of Medicine.

 

 

 

Źródło: „Mail Online” ; „Pittsburg Post Gazette” ; tvp.info

Fot.: Needpix

Na ostatnio opublikowanych zdjęciach ciężko rozpoznać popularną piosenkarkę. Adele przeszła ogromną metamorfozę i jej wizerunek jest nie do poznania. Wiele gwiazd  dba o swój dobry wygląd i samopoczucie, a teraz swoim wyglądem chętniej chwali się również ta artystka.

 

 

Adele obchodziła 5 maja 32 urodziny z tego względu opublikowała na swoim  Instagramie  podziękowania za życzenia od wiernych i licznych fanów. Artystka dołączyła do wpisu swoje zdjęcia, na których ciężko ją poznać.

 

 

Piosenka dawno nie publikowała relacji ze swojego życia. W styczniu trenerka osobista Camila Goodis poinformowała , że Adele udało się schudnąć prawie 45 kilogramów. Obecnie pewnie ta liczba jest już większa.

 

Wokalistka zwróciła się do fanów tymi słowami

Dziękuje za urodzinową miłość. Mam nadzieję, że wszyscy jesteście bezpieczni i rozsądni w tym szalonym czasie. Chciałabym podziękować wszystkim naszym pracownikom służby zdrowia, tym najważniejszym, którzy zapewniają nam bezpieczeństwo, podczas gdy ryzykują swoim życiem! Jesteście prawdziwymi aniołami

Fotograafia Adele zdobyła wielu zwolenników, którym podoba się nowa wersja piosenkarki. Warto jednak wspomnieć, że Adele to wyjątkowa artystka i znana jest głównie ze swojego wielkiego talentu. Z pewnością metamorfoza artystki może być dużą motywacją i inspiracją dla fanów.

 

 

Źródło: wprost.pl, Twitter/ @MigzPojanes

Źródło fot.: Pixabay

 

Czas pandemii oraz podejmowanych przez wiele państw i organizacji działań mających na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się słynnego już wirusa z Wuhan, a także niwelowanie skutków gospodarczych, to czas mogący być dla wielu złudnym okresem braku innych zagrożeń dla bezpieczeństwa lokalnego i międzynarodowego. Niestety jednak, wiele doniesień oraz danych ze świata zaprzecza tego typu postrzeganiu obecnej sytuacji. Przykładem na to jest śmierć żołnierzy walczących w szeregach francuskiej Legii Cudzoziemskiej, jak również wciąż trwająca aktywność struktur organizacji terrorystycznych.

 

Choć nie mówi się o tym zbyt często w europejskich mediach, gdyż sytuacje te dzieją się w innych zakątkach świata, to jednak należy mieć świadomość, że nadal dochodzi do ataków terrorystycznych, często przeprowadzanych w sposób bardzo bezwzględny i brutalny. Niestety nadal też w związku z działaniami przeprowadzonymi przez terrorystów giną ludzie.

 

W tym przypadku doszło natomiast do ataków na oddziały francuskiej legii cudzoziemskiej, stało się to w części Afryki, w której stacjonują, a dokładniej rzecz ujmując- na terytorium państwa Mali.

 

W kraju tym działają ugrupowania motywujące swoje działania radykalnym islamem, a wśród nich obecne są też jednostki powiązane z Al-Kaidą. Terrorystyczne grupy te funkcjonujące w Mali uściśliły jakiś czas temu swoją współpracę i dążą do osiągnięcia swoich wspólnych celów jako „Dżama’at Nasr al-Islam wa al-Muslimin” („Grupa Wsparcia Islamu i Muzułmanów”).

 

Jednym z zabitych jest pochodzący z Ukrainy kapral Dmytro Martyniuk, który dowodził wozem opancerzonym, na który przeprowadzono atak w dniu 23 kwietnia. Mina pod nim wybuchła w dniu 23 kwietnia, a kaprala Martyniuka przetransportowano do szpitala. Niestety zmarł on w dniu 1 maja. Co gorsza, nie była to ostatnia śmierć żołnierza legii cudzoziemskiej w tej części świata na przestrzeni ostatnich dni.

 

Do kolejnej tragedii tego typu w Republice Mali dojść miało w dniu 4 maja. Wtedy to w starciu z członkami dżihadystycznej organizacji zginąć miał uczestnik operacji antyterrorystycznej.

 

 

Źródło: Nczas.com ; Worldterror.pl

Fot.: Pixabay

 

W godzinach wieczornych, media na świecie obiegła niepokojąca informacja mówiąca o tym, iż 40-piętrowy budynek stanął w płomieniach. W internecie pojawiły się również zdjęcia i nagrania przedstawiające tę dramatycznie wyglądającą sytuację.

 

Całe zdarzenie rozegrało się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, na terenie miasta Szardża. To tam właśnie, w wyjątkowo dużym budynku mieszkalnym, jakim jest wieżowiec Abbco Tower wybuchł pożar. Stało się to około godz. 21 czasu lokalnego, czyli w okolicach godz. 19 czasu polskiego.

 

Przeprowadzono ewakuację ludzi znajdujących się w budynkach znajdujących się w tej okolicy. Policja wykorzystała drony do skontrolowania wnętrza płonącego budynku i zlokalizowania ewentualnych osób, mogących przebywać we wnętrzu wieżowca. Według pierwszych informacji, na miejsce skierowano kilkanaście wozów strażackich.

 

W czasie pożaru, spadające fragmenty budynku uszkodziły samochody zaparkowane w pobliżu Abbco Tower.  Jak na razie nie są znane oficjalnie dokładne przyczyny wybuchu pożaru w tym wysokim wieżowcu w Szaradży.

 

Poniżej obejrzeć mogą jedno z nagrań, na których zarejestrowano pożar w Abbco Tower.

 

 

 

Źródło: tvp.info ; Twitter/@Remizapl