Dzieci z podejrzeniem koronawirusa zostały przetransportowane do jednego ze szpitali na południu naszego kraju. Pojawiające się w mediach informacje na ten temat mogły zaniepokoić dużo ludzi w czasie, kiedy cały świat z obawami spogląda na to co dzieje się na świecie w kwestii rozprzestrzeniania się tego nowego niebezpiecznego wirusa, którego źródło znajdować ma się w chińskim Wuhan.

 

O tym, że w jednej z placówek znalazły się młode osoby, które mogły zarazić się koronawirusem poinformowała krakowska „Gazeta Wyborcza”. To właśnie do znajdującego się w Krakowie szpitala im. Stefana Żeromskiego trafiła dwójka dzieci po przylocie do Polski.

 

Były one wraz z rodzicami w ostatnich dniach na wczasach. Powracając do ojczyzny, ludzie ci przesiadali się w Pekinie. Po powrocie do rodzinnego Śląska dzieci źle się poczuły w związku z czym podjęto decyzję o hospitalizacji. Zostały one jednak przewiezione na obserwację do Krakowa, ponieważ śląskie szpitale mają zdaniem „GW” nie dysponować oddziałami zakaźnymi dla tak młodych ludzi.

 

Najprawdopodobniej jednak, możemy być spokojni zarówno o zdrowie dzieci, jak i o brak zachorowań na nową chorobę w naszym kraju. Dwójka dzieci będących w krakowskim szpitalu pod obserwacją, prawdopodobnie opuści szpital już we wtorek lub środę, ponieważ nie potwierdzono, że dzieci zaraziły się śmiertelnym koronawirusem.

 

– Miały objawy zakażenia górnych dróg oddechowych. Ale ani wywiad medyczny, ani przebieg choroby nie potwierdzają, że mamy do czynienia ze śmiertelnym koronawirusem z Chin.

– powiedział w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” dyrektor szpitala Jerzy Friediger.

 

Niestety jednak, przypadki zachorowań na koronawirus z Chin, zidentyfikowano już nie tylko w Azji, ale też w Europie, Stanach Zjednoczonych i Australii.

 

 

Źródło: krakow.wyborcza.pl ; doRzeczy.pl

Fot.: Flickr

Cały świat spogląda w kierunku Chin, gdzie do szczególnych działań zmuszone są lokalne społeczeństwo, władze oraz służba zdrowia. Wszystko z powodu nowej epidemii Koronawirusa. Jak podają miejscowe źródła, przypadki zachorowań liczone są w setkach, a zmarło już co najmniej 17 osób. Liczby te okazać mogą się jednak większe.

 

W związku z zaistniałą sytuacją, kilka miast zostało formalnie zamkniętych w celu uniknięcia jeszcze bardziej masowego przenoszenia się wirusa. Zamieszkiwana przez około 10 milionów ludzi miejscowość Wuhan, w którym ten problem się pojawił, miała zostać odcięta od świata do tego stopnia, iż nie jest możliwe wjeżdżanie i wyjeżdżanie z jej terenu.

 

Choć pojawiają się przypadki zachorowań poza granicami Chińskiej Republiki Ludowej, to jednak nie są one na tyle liczne, aby zdecydowano się na ogłoszenie międzynarodowego zagrożenia. Kilka podejrzanych przypadków pojawiło się jednak też w Europie. W związku z takim stanem rzeczy, na lotniskach można napotkać szczególne środki bezpieczeństwa przy okazji realizacji lotów z lub do Chin.

 

W sieci pojawiają się przejmujące nagrania zarejestrowane w Chinach. Zobaczyć można tłumne kolejki do lekarzy oraz to jak transportowany w specjalnej tubie jest zarażony pacjent.

 

Wuhan

16:57 – Materiał wideo ze szpitala w mieście Wuhan, gdzie doszło do wybuchu ogniska epidemicznego koronawirusa (2019-nCoV).

Gepostet von KiKŚ – Konflikty i katastrofy światowe am Donnerstag, 23. Januar 2020

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter/@WBYeats1865 ; YouTube/South China Morning Post ; Facebook/@konfliktyPL

 

 

Nie minęło wiele czasu od tego, gdy media żyły tragedią do jakiej doszło w czeskiej Ostrawie, gdzie doszło do zamachu. Teraz kolejna tragedia rozegrała się w innym szpitalu znajdującym się na terenie sąsiadującego z nami państwa.

 

Dramatyczne sceny miały miejsce na terenie obwodu ługańskiego na Ukrainie. Należy pamiętać, że te tereny od kilku lat są już dręczone przez wojnę i toczonymi w jej ramach bojami między ukraińskimi batalionami a oddziałami prorosyjskich separatystów.

 

W znajdującym się w miejscowości Starobielsk szpitalu psychiatrycznym pojawił się ogień, który trawiąc wnętrze budynku doprowadził do tragedii. Jak informuje miejscowa policja, w wyniku tego zdarzenia życie straciły cztery osoby, a troje ludzi zostało rannych.

 

Do tragedii doszło w niedzielny wieczór. Akcja gaszenia pożaru trwała przez ponad godzinę. Po zażegnaniu ognia, policja rozpoczęła śledztwo mające wyjaśnić okoliczności tego dramatycznego zdarzenia, a także kwestie dotyczące naruszenia przepisów bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Co ciekawe nie był to jedyny pożar na Ukrainie tej nocy.

 

W wyniku pożaru zginęło czterech pacjentów, trzech odniosło obrażenia i zostało hospitalizowanych – zakomunikowano w specjalnym oświadczeniu dotyczącym tego smutnego wydarzenia.

 

Do innego pożaru doszło w stolicy kraju- Kijowie. Tej samej nocy, ogień pojawił się na terenie akademiku miejscowego Narodowego Uniwersytetu Lotnictwa. Na szczęście, w przypadku tego pożaru nikt nie odniósł poważnych obrażeń, jednak ewakuowanych zostało około trzystu studentów.

 

Wcześniej, bo w dniu 4 grudnia, na terenie Ukrainy doszło już do innego tragicznego w skutkach pożaru, który miał miejsce na południu kraju, nad Morzem Czarnym. W Odessie ogień wybuchł w szkole policealnej, co doprowadziło wówczas do śmierci aż 16 ludzi.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pxhere.com

 

 

Wielu osobom może być ciężko wyobrazić sobie sytuację, w której aby załatwić jakąś urzędową sprawę lub zwyczajnie dostać się do lekarza w trakcie choroby, należy paść na kolana… lub ewentualnie mocno przykucnąć. Tego typu kuriozalna sytuacja ma miejsce w jednym ze szpitali na terenie Krakowa.

 

W stolicy Małopolski już od kilku miesięcy mówi się sporo w lokalnych mediach o przenoszeniu na osiedle Prokocim Szpitala Uniwersyteckiego. W telewizji pokazywano między innymi przejazd kolumny, podczas których eskortowane przez policję radiowozy transportowały pacjentów do nowoczesnych budynków na południu miasta. W centrum jednak w dalszym ciągu funkcjonuje m.in. poradnia laryngologiczna. To tam właśnie ma miejsce niespotykana z reguły w placówkach medycznych sytuacja, którą opisał na swoich łamach portal se.pl.

 

Wszystko przez to jak zorganizowano punkty rejestracji w tej konkretnej poradni. Aby pacjent mógł zarejestrować się do lekarza, musi przyklęknąć albo przykucnąć. Wszystko przez to na jak niskim poziomie umieszczono okienko przez, które porozmawiać można z rejestrującą nas osobą.

 

Zdaniem internautów komentujących zaistniałą sytuację, zmuszanie pacjentów do takich czynności w celu umówienia się na wizytę, jest czymś uderzającym w godność człowieka, tym bardziej kiedy przychodzi on chory.

 

Tak wygląda rejestracja po remoncie w szpitalu na ul. Kopernika. Chcesz się dostać na kolana!!! – skomentowała na portalu Facebook jedna z kobiet.

 

Chociaż niektórzy z wygłaszających w internecie swoje opinie podchodzą do sprawy z humorem, to jednak wielu ludzi nie kryje swojego rozgniewania na takie potraktowanie przybywających do poradni laryngologicznej osób.

 

Co ciekawe, okoliczni mieszkańcy zabierający głos w tym temacie zwracają uwagę na fakt, że miejsce to przeszło remont kilka lat temu. Jak widać jednak nie o wszystkim pomyślano tak jak należy.

 

 

 

Źródło: se.pl

Fot.: Pixabay

 

 

 

Coraz więcej wiadomo o dokonanym wczoraj ataku na terenie czeskiej Ostrawy, a dokładniej na izbie przyjęć w jednym z wydziałów tamtejszego szpitala. Napastnik, który otworzył ogień do ludzi w budynku miał popełnić później samobójstwo.

 

Sprawca ataku wtargnął na izbę przyjęć na SOR-rze uzbrojony w broń krótką i przegonić stamtąd dzieci, a następnie z zimną krwią pozbawiać życia znajdujących się w poczekalni dorosłych pacjentów. Mężczyzna zabił tam pięć osób. Szósta ofiara zmarła nieco później w wyniku odniesionych w strzelaninie obrażeń, a kilkoro osób zostało rannych. Ofiar mogło by być więcej, gdyby nie sprawne działanie personelu szpitala oraz pacjentów. Ludzie ukryli się w gabinetach, pozamykali w nich drzwi i zawiadomili policję o zaistniałej sytuacji. Na miejsce szybko przybyli funkcjonariusze. Zdecydowano się zamknąć też znajdujący się niedaleko kampus i rozpoczęto pościg za sprawcą.

 

Napastnikiem okazał cię być 42-letni Ctirad Vitásek. Zdaniem niektórych świadków, po dokonaniu krwawego ataku w szpitalu, mężczyzna miał przyłożyć sobie broń do głowy, jednak wtedy jeszcze nie pozbawił się życia, a zaczął uciekać przed docierającymi na miejsce tragedii oddziałami policji.

 

42-latek pochodził z terenów czeskiego Śląska, a dokładniej z okolic miejscowości Opawa. Był on z zawodu technikiem budowlanym. Część jego znajomych z pracy nie kryła zaskoczenia faktem, że to właśnie on dokonał tego okrutnego czynu.

 

Zawsze był pogodny. Jeździliśmy razem na narty, uprawialiśmy sport. Był po prostu normalnym facetem – opowiadał w rozmowie z czeskimi mediami jeden z kolegów Citrada Vitáska.

 

Swoją zbrodnie napastnik dokonywać miał z zimną krwią. Jak opowiadali świadkowie ataku, Vitásek strzelał do bezbronnych ludzi celując w okolice głowy i klatki piersiowej.

 

Kiedy sprawca zaczął uciekać, policja opublikowała w mediach jego wizerunek i poinformowała, że porusza się on srebrno-szarym samochodem marki Renault Laguna. Pojawiły się wówczas też informacje, że mężczyzna był wcześniej kilkukrotnie karany za drobne przestępstwa oraz akty agresji.

 

Wiadomo, że w namierzeniu Citrada Vitáska pomagała służbom jego matka. Była ona osobą na tyle mu bliską, że to z nią skontaktował się po dokonaniu ataku w szpitalu w Ostrawie. Pojawiają się w mediach rozbieżne informacje na temat tego w jaki sposób to zrobił, ponieważ według niektórych źródeł zdążył on odwiedzić ją w zamieszkiwanym przez nią domu, a według innych mediów skontaktował się on ze swoją matką telefonicznie. Pewne jest jednak, że przyznał się jej iż zabił innych ludzi i samemu planuje odebrać sobie życie.

 

Ciało sprawcy wczorajszego ataku zostało odnalezione w samochodzie, którym uciekał. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią popełnił on samobójstwo. Po porannych tragicznych wydarzeniach w szpitalu, Ostrawa pogrążyła się w żałobie. Odwołano planowane imprezy i niektóre wydarzenia, w tym  także atrakcje związane z jarmarkiem bożonarodzeniowym. Pod szpitalem ludzie przynieśli znicze, aby uczcić pamięć ofiar ataku.

 

Citrad Vitásek miał przez ostatnie tygodnie nie pojawiać się w pracy, skarżąc się na stan swojego zdrowia. Choć dokładne okoliczności ataku w Ostrawie i motywy działania 42-latka są ustalane, to najprawdopodobniej uważał on, że cierpi na poważną chorobę i odmawia mu się pomocy w walce z nią. Według innej pojawiającej się teorii mowa jest o tym, że mógł on być ojcem dziecka, które wcześniej zmarło w tym właśnie szpitalu. Pierwsza z wersji wymieniana jest jednak częściej jako ta najbardziej prawdopodobna.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; cz.shotoe.com ; polsatnews.pl

Fot.: Twitter ; Facebook

 

 

Lech Wałęsa ostatnio przebywał w szpitalu. Miał dużo czasu na przemyślenia. Jego ostatnie wyznanie poruszyło wielu internautów. 

Lech Wałęsa przebywał ostatnio w szpitalu. Jak widać miał tam wiele czasu na przemyślenia. Polityk na swoim oficjalnym koncie na Facebooku opublikował nawet zdjęcie ze szpitala.

 

Ostatnio syn Lecha Wałęsy zapewnił, że z jego ojcem już wszystko w porządku. Głos w sprawie postanowił zabrać także sam zainteresowany.

 

Lekarze mnie nie uśpili, byłem przytomny. Operacja trwała około godziny. Nic nie widziałem, zasłonili wszystko, szlifowali coś, ściągali, a później jakąś folię chyba nakładali.

-powiedział były prezydent.

 

Już w tym życiu chyba nie będę widział na lewe oko. Mam swój wiek, więc tu się nie da zrobić wiele. Jakoś tam widzę, żeby trafić z domu do pracy. Wszystko musi się teraz ułożyć, to wszystko się jeszcze nie skorygowało. Ale mam już 76 lat… Pana Boga nie poprawimy za bardzo.

-dodał.

 

Źródło: viva.pl

Foto: archwium

Były prezydent ostatni czas spędził w szpitalu. Mimo wszystko nie zapomina o swojej stronie na Facebooku i znów zaskakuje. Zobacz jakie zdjęcie dodał.

Ostatnio były prezydent Lech Wałęsa spędził sporo czasu w szpitalu. Swoim pobytem w szpitalu wystraszył też opinię publiczną. Na szczęście później okazało się, że Wałęsa czeka na planowany zabieg chirurgiczny.

 

Jak widać były prezydent nie zapomina o prowadzeniu swojej oficjalnej strony na Facebooku i komentowaniu bieżących wydarzeń. Tym razem znowu zaskoczył. Dodał wzruszające zdjęcie czarnego kota.

 

Czy te oczy mogą kłamać?

-napisał pod zdjęciem.

 

Oryginalne zdjęcie można zobaczyć tutaj:

 

Czy te oczy mogą kłamać

Gepostet von Lech Wałęsa am Sonntag, 1. Dezember 2019

Spodziewaliście się takiego zdjęcia po byłym prezydencie?

 

Źródło: Super Express

Foto: archiwum

W zeszłą niedzielę w jednym z poznańskich szpitali zmarło małe 6-letnie dziecko. Lekarze podejrzewają, że mogło zarazić się w przedszkolu. Sprawa zajął się już sanepid.

6-letnie dziecko trafiło do Szpitala Klinicznego im. Jonschera w Poznaniu i w niedzielę 13 października zmarło. Za najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci lekarze uznają zakażenie meningokokami. Można się nimi zarazić drogą kropelkową i z początku pojawiają się tylko objawy jak przy przeziębieniu, jednak choroba rozwija się szybko i może doprowadzić nawet do śmierci, szczególnie małego dziecka.

 

CZYTAJ TAKŻE: Michał Szpak pocisnął po uczestniczce programu. Nie wierzyła własnym uszom

 

Sanepid poinformował o całym zajściu przedszkole w Swarzędzu. To w tym mieście 6-letnie dziecko bawiło się i uczyło z rówieśnikami. Każde z dzieci powinno udać się na badania lekarskie, a szczególnie te, które miały kontakt ze zmarłym malcem.

 

Szczepienia przeciwko meningokokom nie są refundowane przez NFZ, jednak dopiero po przebadaniu krwi zmarłego, dowiemy się, co było rzeczywistą przyczyną śmierci.

 

Źródło: gloswielkopolski.pl / foto Facebook.com

Ta akcja wejdzie do annałów policji. Sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Zaczęło się niewinnie. Patrol  zatrzymał mężczyznę celem wylegitymowania. Okazało się, że to zawodowy żołnierz wyjątkowo dobrze walczący wręcz. By go obezwładnić potrzeba było aż 10 funkcjonariuszy z okolicy! Zdarzenie miało miejsce w miejscowości Lubsk.

 

Początkowo jako powód wskazywano próbę wylegitymowania mężczyzny. Taka wersja pojawiła się na stronie gazeta.pl. Dobrze posługujący się sztukami walki żołnierz miał pobić legitymujących go funkcjonariuszy a następnie stawić opór posiłkom z okolicy. Dopiero gdy na miejsce zjechało się 10-ciu policjantów udało im się obezwładnić agresywnego mężczyznę. Portal „gazeta.pl” informuje, że kosztowało to zdrowie kilku stróżów prawa, którzy interwencję przypłacili wizytą w szpitalu.

 

Według śledczych do interwencji doszło w mieszkaniu, po zawiadomieniu o awanturze rodzinnej. Kiedy w mieszkaniu pojawili się policjanci, jeden z nich został dosłownie rzucony na drzwi. Prokurator, cytowany przez gazeta.pl miał poinformować: „został rzucony przez mężczyznę tak, że wyleciał na klatkę schodową razem z drzwiami”. 120-kilogramowego żołnierza zdołała obezwładnić dopiero grupa 10 innych policjantów a i tak wyrwał policyjną pałkę jednemu z nich.

 

Rodzimej policji życzymy by w przyszłości nie trafiała na tak krewkich zatrzymanych.

 

Za: TVN24, gazeta.pl
Foto:Youtube.com/zdjęcie poglądowe
PJ