Terrorysta Państwa Islamskiego postanowił wrócić teraz do Szwecji. Tam domaga się odszkodowania z tytułu utraconych świadczeń socjalnych. Szwedzkie władze są zakłopotane…

Terrorysta Państwa Islamskiego postanowił wrócić teraz do Szwecji. Bherlin Gildo wcześniej wyruszył ze Szwecji do Syrii. Był jednym z najbardziej znanych radykalnych muzułmanów. Został też złapany i aresztowany przez Brytyjczyków, którzy po jakimś czasie zwolnili go z aresztu.

 

Terrorysta postanowił wrócić do Szwecji i zaczął żądać od Szwedów odszkodowania.

 

Szwedzkie władze nie kryją zdziwienia.

 

To pierwszy przypadek, w którym szwedzki dżihadysta zażądał odszkodowania od państwa.

-powiedział Magnus Ranstorp, ekspert ds. terroryzmu.

 

 Powiedziałbym, że jest obrzydliwie dumny z tego, co tam robił. (…) Dlatego zastanawiam się, dlaczego nie wszczęto dochodzenia w sprawie zbrodni wojennych, biorąc pod uwagę to, co zrobił.

-dodał.

 

Na tym przykładzie widać skutki masowej imigracji…

 

Źródło: nczas.com

Foto: Pixabay.com

Z Draganą Trifković serbską dziennikarką, polityk, analitykiem politycznym oraz dyrektor Centrum Studiów Geostrategicznych rozmawia Agnieszka Malinowska.

Serbski rząd ostrzegł ostatnio, że Kosowo planuje połączenie z Albanią i utworzenie jednego kraju. Co Pani o tym sądzi? Myśli Pani, że jest to możliwe?

Proces budowy Wielkiej Albanii już trwa. Nie chodzi tylko o przyłączenie terytorium Kosowa i Metohiji do Albanii, ale także o połączenie niektórych części Grecji, Macedonii i Czarnogóry z Albanią. Albańczycy chcą połączyć wszystkie terytoria zamieszkałe przez ich lud i uznać to za uzasadniony sposób na zjednoczenie narodowe. Takie pomysły są niezwykle niebezpieczne, ale niestety Albańczycy mają poparcie pewnych zachodnich centrów, aby działać w tym kierunku.

 

O jakich zachodnich centrach Pani mówi?

Po pierwsze, są Stany Zjednoczone, główny sponsor tak zwanego niezależnego Kosowa. Nie możemy jeszcze z całą pewnością powiedzieć, jaka jest postawa administracji Trumpa wobec Kosowa, ponieważ projekt ten został w dużej mierze wdrożony przez poprzednie struktury polityczne demokratów. Podczas niedawnej uroczystości zorganizowanej przez nielegalne władze Kosowa z okazji 20-lecia bombardowania Serbii głównymi gośćmi byli Bill Clinton i Madeleine Albright. Te dwie osoby są najbardziej odpowiedzialne za stworzenie tego terrorystycznego państwa w sercu Europy. Władze albańskie i kosowskie podjęły już kroki w kierunku zjednoczenia i podpisały szereg porozumień.

 

Jest jakaś szansa, aby Kosowo stało się z powrotem serbskie?

Uważam, że Kosowo zostanie zwrócone Serbii. Zarówno władze albańskie, jak i kosowskie są w rzeczywistości zjednoczone w przestępczości i korupcji, które niszczą wszystkie struktury społeczeństwa. Uważam, że w społeczeństwie albańskim nastąpią zmiany, a tym samym powstanie możliwość rozpoczęcia z nimi normalnego dialogu. Jeśli przemoc, przestępczość i bezprawne zajęcie terytorium państwa staną się praktyką tworzenia nowych państw, obawiam się, że będzie to miało daleko idące konsekwencje dla Europy i dla całej społeczności międzynarodowej.

 

Jak skomentuje Pani doniesienia o batalionie serbskim walczącym w Donbasie po stronie separatystów?

Serbscy wolontariusze biorą udział w wojnie na terytorium Donbasu, gdzie udali się w celu ochrony ludności rosyjskiej. Muszę zaznaczyć, że Serbia i Rosja mają historię i tradycję pomagania sobie nawzajem w wojnach i dlatego udział serbskich wolontariuszy w Donbasie należy interpretować poprzez ten fakt.

 

Ta tradycja trwa od wieków, od wojen serbsko-tureckich przez wojny bałkańskie, pierwszą wojnę światową, aż do wojen, które miały miejsce w latach 90. w byłej Jugosławii. Chociaż rząd Jelcyna nie pomógł Serbii w latach 90., byli rosyjscy ochotnicy, którzy walczyli po stronie serbskiej. Kiedy rozpoczęła się wojna w Donbasie, Serbowie poczuli potrzebę spłaty długu i pomocy Rosjanom. Chciałabym dodać, że nie są to separatyści, ale zwykli ludzie, którzy mają prawo do wyrażania siebie poprzez swój język i kulturę.

 

 Jakie jest Pani zdanie na temat zakazu używania języka rosyjskiego na Ukrainie?

Uważam za przerażające, że ktoś w XXI wieku zakazuje języka i kultury ludzi żyjących na tym obszarze przez wieki. Mamy ten sam problem w Chorwacji, gdzie zniszczone są tablice cyrylicy i gdzie korzystanie z naszego alfabetu jest zabronione. Fakt, że ktoś chce walczyć o prawo do używania swojego języka, alfabetu i kultury, nie oznacza, że ​​jest separatystą. Odwiedzałam Donbas kilka razy w czasie wojny, a to, co zobaczyłam na miejscu, znacznie różni się od propagandy, którą mogliśmy przeczytać w zachodnich lub ukraińskich mediach. Kiedy widzisz zburzone szkoły, kościoły i szpitale i zabijanie cywilów, zwłaszcza dzieci, nie możesz myśleć, że jest to normalne i sprawiedliwe. Ta wojna nie leży w interesie ani Ukrainy, ani Rosji, ale w interesie jakiejś trzeciej władzy, która nie dba o swoje ofiary. Myślę, że Rosjanie i Ukraińcy są tymi samymi ludźmi i że powinni być zjednoczeni.

 

 

Kilka lat temu miała miejsce aneksja Krymu. Jak Pani myśli czy Ukraina powinna być niezależna? Czy Ukraina powinna dołączyć do Rosji? Jeśli Rosja przyłączyłaby Ukrainę do swojego terytorium, czy według Pani sytuacja gospodarcza Ukrainy poprawiłaby się?

 Ukraina straciła suwerenność i uczciwość w procesie przekierowywania na Zachód. Nie są to jednak jedyne negatywne konsekwencje. Przede wszystkim Ukraina straciła ludność i ludność. Miliony ludzi wyprowadziły się z ojczyzny i właśnie o to powinna się martwić Ukraina. Gospodarka kraju została zniszczona, a Ukraińcy żyją teraz w biedzie, mimo że mają bogaty kraj. Wiemy, że w czasach sowieckich Ukraina była ekonomicznie jedną z najbardziej udanych republik. W pewnym sensie mogę porównać ją z Jugosławią, która w okresie jej wznoszenia była przykładem dla Ameryki. Nadeszła chwila, gdy ktoś zrozumiał, że może czerpać korzyści z tworzenia podziałów i konfliktów w społeczeństwie, tworząc nowe państwa, które można łatwo kontrolować i wykorzystywać. Mam tu na myśli byłe republiki Jugosławii. Ten sam model zastosowano w ZSRR, ale wyniki były inne ze względu na szybkie ożywienie Rosji po dojściu do władzy prezydenta Putina. Myślę, że Rosjanie na przykładzie Jugosławii zdali sobie sprawę, że ostatecznym celem Stanów Zjednoczonych było przejęcie bogactwa Syberii. W dzisiejszych czasach wszystko się zmienia, ale Ameryka już nie jest taka sama.

 

Jaka jest Pani opinia na temat Krymu?

Jeśli chodzi o Krym, myślę, że dla wszystkich jest jasne, że pozostanie w Rosji i że ludność Krymu walczyła o nią w sposób demokratyczny.

 

 Czy Ukraina jest w stanie jeszcze się podnieść?

Jeśli chodzi o Ukrainę, mam nadzieję, że wyzdrowieją i staną na własnych nogach. Myślę, że nadejdzie czas, kiedy ludzie zdadzą sobie sprawę, że mogą budować przyszłość w pokoju z Rosją.

 

Spotkałam się już z taką opinią, że na Ukrainie korupcja „ma się dobrze.” Jak Pani się do tego odniesie?

Tak. Dużym problemem Ukrainy jest korupcja na niespotykaną skalę. Społeczeństwo musi poradzić sobie z tym problemem. Kiedy Ukraina zacznie się odradzać gospodarczo, nie będzie już miała problemu z ekstremizmem. Niezadowolone i biedne społeczeństwo można łatwo wprowadzić w błąd na tej ścieżce.

 

Ukraińcy powinni sami decydować o swojej przyszłości bez ingerencji obcych mocarstw. Doświadczenia Serbii w zakresie integracji euro są również tragiczne i doprowadziły do ​​utraty suwerenności kraju, zubożenia, odpływu ludności i ogólnej degradacji społeczeństwa. UE mówi nam o demokracji i prawach człowieka, a w Serbii wspiera te siły polityczne, które dopuszczają się przemocy wobec własnego narodu i wprowadzają dyktaturę.

 

Niedawno prezydent Białorusi zaproponował plan integracji z Rosją. Czy uważa Pani, że Rosja i Białoruś powinny współpracować?

Rosja i Białoruś koncentrują się na wzajemnej współpracy i te dwa kraje utrzymały specjalne stosunki nawet po rozpadzie ZSRR. Teraz ich współpraca zmierza w kierunku jeszcze silniejszej integracji i myślę, że to dobrze. Białoruś nie ucierpiała w okresie przejściowym jako Rosja, ale w obecnych warunkach, po tym, jak Rosja wyzdrowiała i wróciła na scenę międzynarodową, jest daleko przed innymi krajami byłego ZSRR. W rzeczywistości Rosja nakłada teraz nowe standardy, a także na Zachód w wielu obszarach.

 

Zauważyłam, że podróżuje Pani do Rosji dość często da się zauważyć jakieś różnice pomiędzy Rosją, a np. krajami europejskimi?

Tak, łatwo dostrzec tę różnicę. Tutaj możemy rozmawiać o urbanistyce, budownictwie, transporcie, środkach użyteczności publicznej, konserwacji, usługach itp. Moskwa jest jednym z najczystszych miast europejskich. Podczas ostatniego pobytu w Brukseli byłam zaskoczona, że w samym centrum miasta na ulicach leżały śmieci. W Moskwie jest to nie do pomyślenia. Albo system płatności za rachunki za media i inne usługi ma bardzo duże zastosowanie w Moskwie. W Serbii nie ma czegoś takiego. W tym sensie uważam, że Białoruś może rozwijać się we współpracy z Rosją, ponieważ również potrzebuje modernizacji. Z drugiej strony białoruska gospodarka zależy w dużej mierze od współpracy z Rosją, a na przykładzie Ukrainy można jednoznacznie stwierdzić, że współpraca z Zachodem nie przynosi społeczeństwu korzystnych rezultatów.

 

Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie kraje byłego ZSRR są gospodarczo zniszczone w wyniku strategicznej reorientacji na Zachód, co można zaobserwować w krajach bałtyckich. Podobnie jest w innych krajach, takich jak Grecja czy Bułgaria, w których krajowa gospodarka jest zniszczona. UE stała się w dużej mierze rynkiem niemieckim i działa poprzez eliminację konkurencji. Teraz mamy sytuację, w której greckie fabryki cementu są zamknięte, a Grecja importuje cement z Niemiec. W Bułgarii jest wiele podobnych przypadków, szczególnie w przemyśle spożywczym. Białoruś ma przemysł dobrej jakości i może sprzedawać swoje produkty na rynku rosyjskim w warunkach, które spełniają obie strony. Rosja ma już możliwość wyboru, z kim ma współpracować, ponieważ ma ogromny rynek i ustala własne warunki i standardy. Istnieje oczywiście współpraca kulturalna, te dwa kraje faktycznie mają tę samą kulturę, co jest kolejnym powodem do współpracy.

 

Z którym krajem Serbia powinna współpracować i dlaczego?

Uważam, że Serbia powinna współpracować ze wszystkimi, którzy chcą z nią współpracować na podstawie wzajemnego szacunku i wspólnych interesów. Powinien to być punkt wyjścia do rozwoju współpracy. Niestety, rzeczy nie działają zgodnie z tą zasadą, a Serbia najbardziej współpracuje z UE, która niszczy integralność terytorialną naszego kraju i stale nas szantażuje politycznie. Z drugiej strony mamy okazję współpracować z Rosją, która dotychczas oferowała nam strategiczne partnerstwo, ale problem polega na tym, że Serbia nie prowadzi suwerennej polityki, a Zachód praktycznie zabrania naszemu rządowi rozwijania współpracy z Rosją. Nie tylko na poziomie politycznym, ale także ekonomicznym. Dlatego napływ inwestycji z krajów europejskich i arabskich, Turcji, Chin itp. jest dozwolony w Serbii, ale nie z Rosji.

 

Ale przecież Serbia podpisała z Rosją umowę o wolnym handlu.

Podpisaliśmy umowę o wolnym handlu z Rosją, która pozostaje niewykorzystana. W rzeczywistości kraje zachodnie i niektóre inne kraje z regionu kupują serbskie firmy, a następnie wykorzystują umowę o wolnym handlu z samą Rosją, aby zwiększyć swoje zyski. Chciałabym to wyjaśnić, nie jestem przeciwny współpracy Serbii z krajami europejskimi, ale uważam, że powinna ona odbywać się na szczeblu dwustronnym, a nie za pośrednictwem scentralizowanej administracji brukselskiej, która stawia sprawy polityczne na pierwszym planie.

 

W odniesieniu do regionu Serbia powinna współpracować ze wszystkimi krajami na tej samej zasadzie wzajemnego szacunku i wspólnych interesów. Bałkany są nadal obciążone poprzednimi wojnami, a kraje zachodnie w znacznym stopniu przyczyniły się do pogorszenia stosunków i stworzenia jeszcze większych różnic. Myślę, że musimy temu zaradzić i rozpocząć prawdziwy dialog. Nie jest to jednak możliwe, dopóki polityka zachodnia odgrywa rolę destabilizującą. Na początek powinniśmy odłożyć na bok te tematy, na które nie możemy się zgodzić i współpracować na podstawie tego, gdzie możemy znaleźć wspólną płaszczyznę i wspólne interesy. Wierzę, że nastąpi zmiana w relacjach nowej administracji USA, która będzie inna niż poprzednia. Przyczyniłoby się to do pojednania w naszym regionie.

 

Może Serbia potrzebuje współpracy z Macedonią Północną, która jakiś czas temu wstąpiła do NATO?

Serbia jest zainteresowana współpracą z Macedonią, niezależnie od jej członkostwa w NATO. Uważam, że europejskie ramy bezpieczeństwa zmienią się znacznie w przyszłości. Na razie obywatele serbscy są znacznie bardziej obciążeni problemami wewnętrznymi, takimi jak przestępczość i korupcja, ubóstwo, bezrobocie, niż problemami polityki zagranicznej.

 

Stosunki polsko-serbskie są raczej neutralne. Czy uważa Pani, że Serbia powinna współpracować z Polską?

Oczywiście Serbia i Polska powinny współpracować, zwłaszcza że nie mamy wielu tematów, które nam to uniemożliwiają. Polska jest dużym i ważnym krajem słowiańskim, z którym Serbia może lepiej współpracować. Na poziomie oficjalnym Polska popiera integrację europejską Serbii, którą rząd Serbii wyznaczył jako cel strategiczny.

 

Uważam, że taka decyzja kierownictwa Serbii musi zostać ponownie przeanalizowana, zwłaszcza teraz, gdy UE przeżywa kryzys. Serbii wyraźnie powiedziano, że rozszerzenie UE prawie nie nastąpi, i szczerze wierzę, że Serbia nigdy nie zostanie członkiem UE. Myślę, że musimy poświęcić się reformom wewnętrznym, a integracja europejska jest zła dla Serbii. Myślę też, że Polska mogłaby ponownie rozważyć decyzję o uznaniu separatystycznego Kosowa za niepodległe państwo. Wiem, że wielu polskich zwolenników prawicy popiera serbską uczciwość i jest zwolennikiem ochrony Kosowa w Serbii.

 

W tym roku miałam zaszczyt uczestniczyć w przyjęciu zorganizowanym przez Ambasadę RP w Belgradzie z okazji Dnia Konstytucji RP i 100. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Serbią. Tyle że nasz związek istnieje znacznie dłużej niż jest to oficjalnie udokumentowane. Słyszałam wiele miłych słów o naszej współpracy, a koledzy z Ambasady RP byli bardzo zainteresowani pogłębieniem tej współpracy. Kultura polska i język polski mogłyby być prezentowane na wyższym poziomie w Serbii i to samo powinno dotyczyć kultury i języka serbskiego w Polsce.

 

Myślę, że wzajemne interakcje w tym względzie są niewystarczające, również w zakresie wymiany studentów. Młodzi ludzie w Serbii niewiele wiedzą o waszej kulturze i współczesnej Polsce, jej artystach. Byłoby miło, gdyby w dziedzinie kultury doszło do znacznie większej interakcji na poziomie międzynarodowym. Poznawanie różnych kultur to wielka wartość.

Byłoby miło mieć więcej turystów z Polski w Serbii, ponieważ Serbia ma wiele do zaoferowania.

 

Foto: Facebook.com, zrzuty ekranu/YouTube

W Australii obywatele nie pozwalają na ataki terrorystyczne. Mężczyzna, który dźgnął kobietę nożem w centrum Sydney ledwo uszedł z życiem. Mieszkańcy nie czekając na policję postanowili sami wymierzyć sprawiedliwość.

 

Na portalu Facebook zostało opublikowane nagranie z centrum Sydney. Widzimy na nim jak mieszkańcy miasta w Australii wymierzają sprawiedliwość islamskiemu terroryście. Jak czytamy w opisie filmu, mężczyzna dźgnął na ulicy kobietę nożem, po czym zaczął uciekać i krzyczeć „Bóg jest wielki”, między innymi skacząc po samochodach.

 

Zachowanie dżihadysty spotkało się z natychmiastową reakcją przechodniów. Na początku widzimy jak zaczynają za nim chodzić, aby nie mógł uciec, a już chwilę później kard się zmienia. Grupa mężczyzn położyła napastnika na ziemię, blokując mu możliwość ucieczki poprzez krzesła oraz skrzynki. Widzimy również jak mężczyźni biją napastnika, ponadto słychać jak jedna z osób uspokaja mężczyzn mówiąc, aby poczekali na policję.

 

Na załączonym filmie można zauważyć policja była tutaj konieczna, aby terrorysta mógł przeżyć starcie z mieszkańcami. Jak widać Australijczycy takie sprawy wolą załatwiać na własną rękę. Poniżej nagranie ze zdarzenia:

 

Τρομοκράτης Τζιχαντιστης στο κέντρο του Σύδνεϋ Αυστραλία, μόλις έχει μαχαιρώσει γυναίκα φωνάζοντας ο Θεός είναι μεγάλος και προσπαθεί να διαφύγει. Συνελλήφθη αμέσως μετα από ενέργειες πυροσβεστων και αστυνομικών που τον έσωσαν στην κυριολεξία από έντονο ξυλοδαρμό που είχε δεχθεί από πολίτες.

Gepostet von Alexandros NiKlan am Dienstag, 13. August 2019

Salah Abdelsam to ostatni żyjący zamachowiec z francuskiego teatru Bataclan, gdzie w 2015 roku doszło do wyjątkowo krwawego zamachu. Zamordowano wówczas 90 osób. Teraz sąd przyznał mu odszkodowanie. Francuzi nie dowierzają.

 

Zamach na teatr Bataclan w Paryżu to jeden z najkrwawszych aktów terroru w Europie w XXI wieku. Dokonano go trakcie koncertu zespołu Eagles of Death Metal. Trwał w trakcie tzw. Kryzysu Migracyjnego, podczas którego do Europy przedostało się mnóstwo migrantów z obszarów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Jedyny żywy napastnik to Salah Abdelsam, który został w 2016 roku skazany na 20 lat pozbawienia wolności.

 

Jak informuje prawnik osadzonego we francuskim więzieniu terrorysty, jego klient został ulokowany w celi o specjalnych środkach bezpieczeństwa, m. in. z całodobowym monitoringiem. To w ocenie sądu naruszało podstawową wolność jednostki jako prawo do prywatności, której w przypadku całodobowej obserwacji terroryście brakowało.

 

Warto nadmienić, że nakaz monitorowania więźnia wydał sam minister sprawiedliwości Francji ówczesnego rządu Francoisa Hollanda. Teraz sąd w Wersalu uznał tę decyzję za niezgodną z prawem. Wobec tego, Abdelsam ma otrzymać 500 euro zadośćuczynienia. Zakończy się także stały monitoring w zakładzie karnym.

 

Francuska opinia publiczna jest zbulwersowana. Obywatele podkreślają skalę zamachu i prawie sto ofiar terrorystów. Ich zdaniem winny temu Abdelsam powinien być pod stałym nadzorem służb porządkowych.

Babcia zabiła swoją wnuczę, bo nie chciała nałożyć muzułmańskiej chusty. 

Do tragicznego zdarzenia doszło w obozie dla uchodźców w Al-Sol w północno-wschodniej Syrii. Babcia bez wahania zabiła swoją czternastoletnią wnuczkę, bo dziewczynka nie chciała nałożyć nikabu (chusty owijanej dookoła głowy, pozostawiając odkryte czoło i oczy lub zasłony całkowicie zakrywającej twarz, oczy widoczne są przez otworki – przyp.red).

Al-Sol to dość duży obóz. Obecnie przebywa w nim 70 tysięcy uchodźców w tym sporo zwolenników Państwa Islamskiego oraz byli współpracownicy ISIS. Większość to kobiety i dzieci.

Kierownicy Al-Sol ostrzegają przed ekstremistkami, które na siłę jak widać nawet i „po trupach” zaprowadzić w obozie dla uchodźców prawo szariatu, do którego zmuszają na podbitych terenach.

Jak się okazuje babcia dziewczynki, która zabiła swoją wnuczkę to ekstremistka, sympatyczka ISIS.

Ujawniono już sekcję zwłok, z której wynika, że dziewczyna najpierw została dotkliwie pobita, miała wiele złamań, a później została uduszona.

Jak widać radykalny islam propagowany jest gdzie tylko się da. Niestety coraz częściej widać go również w Europie…

Źródło: rp.pl, pch24.pl

Foto: Pixabay.com

We wtorek angielski sąd skazał na karę więzienia 19-letniego Polaka Michał Sz. i 18-letniego Oskara D.-K. Ten drugi chociaż urodził się już na Wyspach, ma polskie korzenie. Obaj otrzymali  kary więzienia na mocy przepisów o zwalczaniu terroryzmu. Zostali skazani za zachęcanie do zamordowania księcia Harry’ego. W ich opinii książe „zdradził rasę” przez fakt małżeństwo z Meghan Markle.

 

Obaj skazani związani byli z organizacją Sonnenkrieg Division. Jest ona znana na Wyspach z neonazistowskich przekonań oraz aktów agresji w stosunku do mniejszości narodowych i rasowych. Jednym z wzorów dla członków tej organizacji jest Anders Breivik.

Kary na jakie zostali skazani obaj mężczyźni to odpowiednio  cztery lata i trzy miesiące więzienia w przypadku Michała Sz. i  18 miesięcy programu resocjalizacyjnego  oraz ograniczenia wolności dla Oskara D-K.

Wśród zarzutów, poza wymienionymi we wstępie,  postawionych obydwu nastolatkom  było nawoływanie do „systematycznej rzezi” kobiet oraz gwałtów na dzieciach.

 

/red./

Za: telewizjarepublika.pl

Foto: zrzut z youtube.com/zdjęcie poglądowe

 

W wojnie, którą toczy islam z cywilizacją zachodnią zamachy terrorystyczne są akcjami dywersyjnymi, które odwracają uwagę od znacznie poważniejszego zagrożenia: systematycznego zasiedlania Europy przez muzułmanów. Zamachy tak absorbują uwagę nie tylko publiczności, ale też mediów, że proces zasiedlania odbywa się bez poważniejszych sprzeciwów. Islamskie ośrodki w krajach arabskich nie ukrywają, że ich celem jest podbój Europy. Osiedlanie się na naszym, kontynencie milionów muzułmanów ma doprowadzić do ustanowienia tu ich władzy oraz prawa szariatu. Europa ogłosiła wojnę z terroryzmem. W wojnie tej wróg został błędnie zdefiniowany. To nie terroryzm, ale arabski islam w wersji wahabickiej i salafickiej toczy wojnę z Europą. Terroryzm to tylko dywersja.

 

Serce wędruje z miasta do miasta

Zamach terrorystyczny jest spektaklem. Po każdym aktywizują się media. Świadkowie demonstrują emocje, a zaraz potem kto tylko zdoła się dopchać przed kamery lub na  łamy komentuje wydarzenie z wielkim zapałem. Publicyści, specjaliści od terroryzmu, polityczni propagandyści oraz politycy mają kolejną okazję lansowania się. Spece od terroryzmu powtarzają ze smakiem wciąż te same prawdy: celem terrorystów jest zastraszenie, a my się zastraszyć nie damy. Mistrzowie surwiwalu radzą jak się zachowywać podczas ataku: schować się, wycisnąć trochę krwi z leżących w pobliżu zwłok lub z rannego i usmarowawszy się nią udawać trupa. Telewizyjni mędrcy powtarzają zwyczajem mędrców swoje mądrości:  należy walczyć z terroryzmem, a nie z islamem bla bla bla bla, musimy przywyknąć do zamachów bla bla bla, należy oddzielić terrorystów od pokojowo nastawionych muzułmanów bla bla bla, wygramy wojnę z terroryzmem, jeżeli bla bla bla. Donald Tusk powtarza na Twitterze „Moje serce jest w (tu następuje nazwa miasta, w którym odbył się zamach)”. Ostatnio zdobył się na oryginalność i napisał „Cała Europa stoi razem z Barceloną”. Podobnie skonwencjonalizowane i równie oryginalne slogany wygłaszają europejscy politycy i wysocy urzędnicy z Brukseli. Im osobiście ten cały ten terroryzm nie zagraża, bo żyją w bezpiecznych enklawach otoczeni bandami ochroniarzy. Terroryści też dziwnie nie kwapią się do ataków na komisarzy czy ministrów. Przez dwa lub trzy dni media mają używanie, w czwartym dniu publiczność czuje się już znudzona, lans się kończy, media wracają do zwykłej codzienności opowiadając o zawodach sportowych, drogowych wypadkach, życiu uczuciowym i płciowym celebrytów, a co ambitniejszym o tym, co powiedział jeden polityk o drugim polityku, a drugi o trzecim…Aż do następnego zamachu.

 

A do Europy wciąż płyną muzułmanie

Tymczasem bez przerwy, dzień po dniu do Europy wlewają się muzułmanie. Młodzi mężczyźni bez dokumentów, bez wykształcenia i bez chęci do pracy. Nikt na to nie zwraca już uwagi, bo nie ma w tym napływie nic spektakularnego.  Jeszcze parę lat temu ich przybywanie na nasz kontynent było dramatyczne, bo płynęli przez Morze Śródziemne na tandetnych łódkach i pontonach, niekiedy tonących. Ich nieszczęście budziło współczucie. Publika witała ich z otwartymi ramionami, podobnie jak kanclerz Angela Merkel.

Od kiedy jednak arabscy przemytnicy ludzi podzielili się pieniędzmi z europejskimi organizacjami pozarządowymi, muzułmańscy przybysze podróżują wygodnie i bezpiecznie. Publiczność przestała się nimi interesować, politycy też, bo już nic na imigrantach ugrać się nie da.  Przybysze z afrykańskich i azjatyckich krajów muzułmańskich przedzierają się do Europy spontanicznie. Ale jest to spontaniczność organizowana i sterowana przez dwie sunnickie sekty: wahabitów i salafitów.  Wahabici – w krajach arabskich żyje ich około 20 milionów – wyznają proste zasady: obowiązkiem muzułmanina jest nawracanie odstępców, zabijanie niewiernych, szerzenie islamu oraz podporządkowywanie całego świata prawu szariatu. W Arabii Saudyjskiej wahabizm jest religią państwową, a w Katarze wyznawcy stanowią około 47 proc. mieszkańców. Podobne zasady wyznaje odłam muzułmanów zwących się salafitami. Jest ich około 50 milionów. Według ekspertów na uzbrojenie i szkolenie członków islamskich organizacji terrorystycznych oraz na propagandę wyjazdów muzułmanów do Europy wahabici i salafici wydali dotąd około 100 miliardów dolarów.  W meczetach Azji i Afryki mułłowie finansowani przez wahabitów z Arabii Saudyjskiej albo z Kataru, Kuwejtu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich namawiają młodych ludzi do wędrówki ku Europie, zapewniając, że każdemu przybyszowi niewierni dadzą mieszkanie, samochód i pieniądze na życie. Każdy też będzie mógł po osiedleniu się w Europie sprowadzić rodzinę. Rodzina, która tam obejmuje nie tylko bliskich, ale i dalekich krewnych, składa się więc na koszta i wysyła w podróż najbystrzejszego i najenergiczniejszego młodego człowieka, żeby dotarł do Europy, sprowadził krewnych i żeby potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

 

Ani domu nie dali, ani auta

W Europie okazuje się, że niewierni samochodów nie dają, zamiast mieszkań przydzielają łóżka w kilkuosobowych pokojach, a zasiłki – nawet w Niemczech – ledwo wystarczają na życie. Przybysze czują się oszukani. Nie przez mułłów ze swych wiosek oczywiście, bo mułłowie – jak wiadomo – mówią wyłącznie prawdę, ale przez niewiernych. Dodatkowo muzułmańscy osadnicy widzą wokół bogactwo: piękne domy, samochody, kobiety z obnażonymi włosami i nogami, restauracje i sklepy, na które ich nie stać. To pogłębia poczucie krzywdy, bo przecież to bogactwo należy się muzułmanom, a nie niewiernym. Kiedy rozgoryczeni idą do europejskiego meczetu, żeby poskarżyć się Allachowi na tak jawną niesprawiedliwość, europejscy mułłowie – też finansowani przez Arabię Saudyjską albo Katar, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie – mówią im, żeby czekali, bo już niebawem islam zwycięży, a wtedy muzułmanie zabiorą niewiernym domy i samochody, a ich kobiety uczynią niewolnicami. I tym właśnie – czekaniem na zwycięstwo islamu – zajmują się muzułmańscy przybysze. Chcą spokojnie i wygodnie żyć w Europie, jak twierdzi lewicowa propaganda. Ale są też przekonani – to lewicowa propaganda przemilcza – że spokojne i wygodne życie zapewni im tylko szariat. Wysłannicy muzułmańskich rodzin nie są żołnierzami w wojnie, którą islam toczy z zachodem. Są ofiarami tej wojny i zarazem bronią wycelowaną przez mułłów w Europę. Są świadomi swej roli w najeździe na Europę mniej więcej tak samo jak były świadome swojej roli słonie bojowe w armii Hannibala. Wahabicki plan podboju Europy polega na wykorzystaniu europejskiej demokracji: kiedy muzułmanów będzie wystarczająco wielu, opanują rządy i obejmą władzę. Z planu tego nie zdaje sobie sprawy przytłaczająca większość Europejczyków. Znakomicie go za to rozumieją lewicowi politycy, a oni właśnie rządzą Europą, poza Polską, Węgrami i Wielką Brytanią.

 

Wahabici, salafici i piąta kolumna

W wojnie islamu z Europą aktywną rolę pełni europejska piąta kolumna. Lewicowe partie rządzące krajami Europy i lewicowi politycy wspierają podbój, bo ich zdaniem muzułmańscy osadnicy przybliżają realizację socjalistycznej utopii: nowej Europy bez państw, religii, tradycji, kultury i tradycyjnie rozumianego prawa.

Przybyszów z krajów arabskich, z Afryki i z Azji lewicowi politycy i propagandyści nazywają uchodźcami, żeby z góry spacyfikować ewentualny opór przeciw ich przyjmowaniu. Opór jest zresztą niewielki, bo umysły europejczyków sparaliżowane są polityczna poprawnością. Zamachy terrorystyczne lewica wykorzystuje zgodnie z zamiarem ich organizatorów: do odwracania uwagi od najazdu. Inspirowane przez nią jałowe dyskusje o terroryzmie, demonstracje przeciw terrorystom, malowanie kredkami na chodnikach antyterrorystycznych kwiatków oraz tweety o wędrującym sercu – mają zająć i zajmują uwagę Europejczyków. A najważniejsze, że im bardziej Europejczycy boją się radykalnych islamistów, tym łatwiej pokochają pokojowo nastawionych muzułmanów z wdzięczności za to, że ci drudzy nie mordują, choć przecież mogliby. Ten społeczny wariant syndromu sztokholmskiego działa!

 

Kadrowe struktury islamu powstają też w Polsce. Rząd Rzeczpospolitej blokuje najazd muzułmanów argumentując, że wśród nich są zakamuflowani terroryści. To jednak nie zapewnia bezpieczeństwa Polsce i Polakom.  Wahabici nie zrezygnowali z podboju Rzeczypospolitej tylko dlatego, że aktualna władza zablokowała napływ osadników. Władza przecież w końcu się zmieni i osadnicy zaczną napływać. W naszym kraju poza oficjalnie budowanym meczetami, w domach albo mieszkaniach wykupywanych przez prywatne osoby powstają tajne muzułmańskie świątynie, w których nie tylko spotykają się muzułmanie, ale też trwa indoktrynacja Polaków. Według niektórych badaczy islamu w Polsce jest już tych meczetów prawie 600, ale liczba ta nie jest pewna.  Żadne wiarygodne statystyki nie podają liczby muzułmanów mieszkających w Polsce. Jeśli pominąć całkowicie zasymilowanych polskich Tatarów, żyje tu około 30 tysięcy napływowych muzułmanów. Nie można pominąć od 2 do 5 tysięcy Polek, które przeszły na islam pod wpływem arabskich mężczyzn, z którymi się formalnie lub nieformalnie związały. Znacznie mniej jest etnicznych polskich mężczyzn którzy stali się muzułmanami. Obecnie nie napływają wprawdzie masowo osadnicy, ale płyną wahabickie pieniądze. Część tych pieniędzy wypłacana jest jako żołd ludziom, którzy werbują kandydatów na muzułmanów, w tym Polakom, którzy przeszli na islam.  Mułłowie oficjalnie w Polsce działający głośno potępiają terroryzm, ale w ich meczetach zbierają się kadrowe organizacyjne struktury gotowe do wchłonięcia muzułmańskich osadników, kiedy zmieni się koniunktura polityczna i do władzy wróci lewica. Islamscy najeźdźcy ani na chwilę nie zrezygnowali z podboju Polski. Czekają cierpliwie, gotowi na masowy napływ muzułmańskich migrantów, a w rezultacie na objęcie władzy nad Polską.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Wojciech Jankowskidziennikarz, wolny strzelec. W przeszłości związany z tygodnikiem NSZZ „Solidarność” „Odrodzenie”.  Przez niemal dekadę dziennikarz „Gazety Wyborczej”, a po odejściu z jej redakcji współpracownik regionalnych dzienników i tygodników na Dolnym Śląsku oraz m.in. „Najwyższego Czasu” i „Opcji na Prawo”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons