W niemieckiej miejscowości Alsfeld 37-letni algierczyk Ali B. zamordował 47-letniego Polaka Leszka M.

 

Jak donosi popularna gazeta „Bild” 6 kwietnia doszło do zdarzeń, które wstrząsnęły niemieckim miasteczkiem Alsfeld. Pochodzący z Algierii Ali B. pokłócił się z Leszkiem M. i zamordował go młotkiem. Polak od 15-lat był właścicielem działki jagodowej w tamtejszej miejscowości. Kilka lat temu działkę obok niego zakupił Ali B., który jak twierdzili świadkowie był raczej aspołeczny. Nie utrzymywał z nikim żadnych kontaktów.

 

Już rok temu między Leszkiem M., a Alim B. doszło do kłótni. Podczas niej Algierczyk rzucił w Polaka doniczką, a pozostali działkowcy musieli obydwu mężczyzn rozdzielać. Relacje między Leszkiem M. i Alim B. pozostały jednak wyjątkowo napięte. Do eskalacji tego napięcia doszło właśnie 6 kwietnia. Wówczas mężczyźni ponownie się pokłócili, lecz tym razem Algierczyk zamiast doniczki użył młotka do rozwiązania konfliktu i spowodował śmierć swojego sąsiada.

 

Niemiecka policja od razu po tym zdarzeniu aresztowała Aliego B. Sprawą tą zajęła już się prokuratura w Giessen. Leszek M. osierocił dwie córki.

 

Źródło: Magna polonia

Foto: You Tube/ Checker Welt (zrzut ekranu)

11 kwietnia kończyć mają się nałożone przez rząd obostrzenia na społeczeństwo. Wszystko jednak wskazuje na to, że zostaną one przedłużone.

 

24 marca polski rząd wprowadził obostrzenia, które zakazują przemieszczania się oraz gromadzenia. Za złamanie tych ograniczeń nałożone mogą być kary finansowe do 30 tysięcy złotych. Kończą się one jednak 11 kwietnia. Wiele wskazuje na to, że zostaną przedłużone, a w jakiej konkretnej formie to okaże się w najbliższym czasie.

 

Jak powiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski w rozmowie dla radiowej Trójki: „Gdybyśmy zrezygnowali z obostrzeń na czas Świąt Wielkanocnych, mielibyśmy o 10-30 proc., a nawet o 50 proc. więcej zachorowań”.

 

Nowych obostrzeń jednak nie musimy się obawiać. „”Nowe nie. Natomiast pamiętajmy, że obecne się kończą w Wielką Sobotę i będziemy komunikowali dzisiaj lub jutro, co dalej, jakie te dalsze obostrzenia będą” – stwierdził Łukasz Szumowski.

 

Minister zdrowia dodał także, że: „Mamy dane, że jeżelibyśmy uwolnili naród, państwo, ludzi na święta, to byśmy mieli o 10, 20, 30 proc. więcej, a czasami o 50 proc. więcej zachorowań”.

 

Łukasz Szumowski podkreślił również, że ma nadzieję, iż ludzie rozumieją idee wprowadzania przez rząd obostrzeń. „Wierzę, że ludzie dostrzegają sens tego, co się dzieje. Widzimy, że te krzywe przyrostu, w których oczekiwaliśmy, że będziemy już mieli 10 tys. (zakażeń – red.), jednak troszkę są wypłaszczone. Widać, że tu mamy efekt tej izolacji”.

 

Zapytany natomiast o rekomendacje w sprawie wyborów prezydenckich odpowiedział: „Na pewno rekomendacje dam. Aczkolwiek sytuacja się zmieniła z wyborów powszechnych, takich normalnych, tradycyjnych, na wybory korespondencyjne, które niewątpliwie są bezpieczniejsze, dają redukcję kontaktów międzyludzkich. Natomiast tutaj szczegóły są niezwykle istotne, więc po świętach na pewno przekażę informacje”.

 

Jak dokładnie będą wyglądały obostrzenia po 11 kwietnia i ile będą one trwały dowiemy się najprawdopodobniej w najbliższym czasie.

 

Źródło: Do Rzeczy

Foto: You Tube/ Janusz Jaskółka (zrzut ekranu)

Mimo nałożonych obostrzeń i zakazu przemieszczania się pijany 58-latek postanowił wybrać się na przejażdżkę na koniu po centrum Kielc.

 

Kieleccy policjanci dostali powiadomienie od jednej z osób, że po centrum Kielc porusza się pijany mężczyzna na koniu. Gdy przyjechali na miejsce zastali sprawcę całego zamieszania. Jak się okazało 58-latek pochodzi z gminy Daleszyce, a na koniu przyjechał z powiatu starachowickiego więc musiał pokonać minimum 30 km na swoim wierzchowcu.

 

 

Mężczyzna we krwi miał ponad promil alkoholu i ukarany został wysokim mandatem za łamanie zakazu przemieszczania się.

 

Źródło: Twitter/ stumbras, Antyradio

Foto: Twitter/ stumbras

Niemcy, Francja, Włochy oraz Hiszpania przekroczyły 100 tysięcy przypadków zakażeń. Stany Zjednoczone odnotowały natomiast już 400 tysięcy zachorowań.

 

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie na całym świecie odnotuje się 1,5 miliona przypadków. Koronawirus dotarł już do 212 krajów. Najwięcej zarażeń jest w Stanach Zjednoczonych, które przekroczyły liczbę 400 tysięcy. Odnotowano tam też już 13 tysięcy zgonów. W USA wciąż najgorzej sytuacja prezentuje się w stanie Nowy Jork, bo tylko tam jest 138 836 zakażonych.

 

Hiszpania jest drugim krajem pod względem liczebności zakażeń. Jest ich tam 141942, a śmierć z powodu koronawirusa poniosło 14045. W Hiszpanii jednak od paru dni sytuacja trochę się poprawia i ilość dobowych zachorowań powoli się zmniejsza. Podobnie jest we Włoszech, które obecnie potwierdziły 135586 przypadków koronawirusa i 17127 zgonów z jego powodu. Tam też od paru dni maleje przyrost chorych, a do tego pacjentów na intensywnej terapii także jest coraz mniej.

 

We Francji jak na razie nie odnotowano jakiejś większej redukcji przypadków choroby. Zakażonych jest tam 109069 ludzi, a śmierć poniosło 10328. W Niemczech natomiast chorych jest 107907 osób, a zmarło 2024.

 

Wciąż źle sytuacja prezentuje się w Iranie. Tam potwierdzono 62589 przypadki koronawirusa i 3872 zgony. Opozycja do irańskiego rządu twierdzi jednak, że te liczby są dużo większe. Spory przyrost zachorowań notuje Wielka Brytania. Na wyspach odnotowano do tej pory 55242 zakażeń, a zmarło 6159 osób. W Turcji również sytuacja tylko się pogarsza. Dobowy przyrost w tym kraju stale rośnie. Obecnie potwierdzono tam 34109 przypadków koronawirusa i 725 zgonów. W Szwajcarii epidemia zdecydowania zwalnia. Od kilku dni notuje się tam poniżej 600 zakażeń na dobę. Łącznie jest tam 22323 zachorowań.

 

W Belgii potwierdzono natomiast 22194 przypadki koronawirusa, w Holandii 19580, a w Kanadzie 17897. Sytuacja stale pogarsza się w Brazylii, gdzie odnotowano 14049 zakażeń, w Rosji, gdzie jest 7497 oraz w Izraelu, w którym zachorowało 9404 ludzi.

 

Spora poprawa widoczna jest w Czechach, Austrii, Danii oraz Norwegii. Wiele wskazuje na to, że część obostrzeń nałożonych na ludność w tamtych państwach powoli będzie znoszona.

 

Źródło: You Tube/ Roylab Stats, Facebook/ KiKŚ- Konflikty I katastrofy światowe

Foto: You Tube/ The New York Times

To co rozegrało się w jednym z miast na południu Polski może być szokujące dla wielu czytelników. Niestety wydarzenie to można śmiało uznać za makabryczne, a szczegóły tragedii mogą być nieodpowiednie dla szczególnie wrażliwych osób. Przy tym wszystkim, dosyć tajemnicze są okoliczności całej historii.

 

Wstrząsająca sytuacja rozegrała się w miejscowości Orzesze, leżącej na terenie województwa śląskiego. W jednym z domów przy ulicy Pocztowej doszło tydzień temu do strasznej tragedii. Wielu intryguje fakt, że wydarzyło się to w rodzinie, która nigdy nie stwarzała problemów i nie przejawiała niepokojących zachowań w oczach sąsiadów. Na podwórku przy tej posiadłości widać trampolinę, zjeżdżalnie i dość zadbane otoczenie domu. Miejsce to niestety stało się świadkiem przerażających scen.

 

Tamtego nieszczęśliwego dnia, w domu tym dostrzeżony został pożar. Kiedy na miejsce przybyły służby, dokonano makabrycznego odkrycia. Obok budynku znajdowała się bowiem ranna kobieta, którą przetransportowano do szpitala. Wewnątrz domu znaleziono jednak już martwych ludzi, czyli jej męża i dziecko. Mężczyzna miał mieć rany w okolicach klatki piersiowej, a 10-letnia córka Klaudia została według ustaleń śledczych uduszona.

 

To jak wyglądały obrażenia wszystkich członków tejże rodziny oraz fakt, że w opinii sąsiadów była to normalna rodzina, która jeszcze niedawno wspólnie miło spędzała czas przy grillu, wywołało wiele pytań oraz wątpliwości co do tego co właściwie tam się stało i kto jest odpowiedzialny za całą tragedię. Jak potwierdziła policja, nikt w tej rodzinie nie był też objęty przymusową kwarantanną w związku z epidemią. Śledczy wzięli pod uwagę, że winna jest matka lub ojciec dziecka.

 

Jak podaje portal Fakt.pl, nowe światło na sprawę rzucić miały kolejne ustalenia w śledztwie i przesłuchanie rannej kobiety. Najbardziej prawdopodobna zdaniem prokuratorów z Mikołowa jest wersja mówiąca o tym, że to mężczyzna doprowadził do śmierci dziecka, zaatakował swoją małżonkę, wywołał pożar i w brutalny sposób pozbawił się życia.

 

Szymon Sz. od kilku miesięcy pracować miał jako kierowca tira. Wcześniej jednak zajmował się też innymi biznesami. Według tej najbardziej zdaniem prokuratury wersji wydarzeń, do tak okrutnego czynu pchnąć miały go problemy finansowe. Mężczyzna miał mieć bowiem sporo długów.

 

 

Źródło: TVP Info ; Fakt.pl

Fot.: Flickr

Wokalistka ta zyskała niegdyś sporą popularność, a jej przebój „Mercy” wpadał w ucho ludziom w różnych częściach świata. Przed laty jednak, gwiazda znikła nagle ze świata show-biznesu, a wiele jej fanów oraz osób śledzących muzyczny świat zastanawiało się, co właściwie wpłynęło na nagłe przerwanie kariery. W tym roku piosenkarka postanowiła przekazać szokującą zapewne dla wielu wiadomość. Jak twierdzi została ona bowiem… porwana. Takimi rewelacjami sama zainteresowana podzieliła się w lutym, a w ostatnim czasie zdecydowała się opowiedzieć jeszcze więcej na temat swojej dramatycznej historii. Jej opowieść wielu wydać może się wręcz nieprawdopodobna.

 

Aimee Anne Duffy, znana bardziej jako po prostu „Duffy”, to urodzona w Walii piosenkarka oraz laureatka Nagrody Grammy w kategorii „Best Pop Vocal Album”. Nagrodzona została ona w 2009 roku za album Rockferry. Jej szczególnym hitem, który pozwolił wokalistce zostać zapamiętaną przez wielu słuchaczy, okazał się być utwór zatytułowany „Mercy”. Ostatnia jej płyta okazała się oficjalnie w 2010 roku, a później wielu nie wiedziało co właściwie stało się ze sławną wówczas Duffy.

 

 

Ponad miesiąc temu, piosenkarka ogłosiła za pośrednictwem internetu, że spotkały ją wstrząsające przeżycia. Według przedstawionej przez nią wersji została ona porwana, a następnie zgwałcona, a cała ta okrutna sytuacja wywołała u niej traumę i spowodowała konieczność przerwania kariery. Po kilku tygodniach podzieliła się ona na swoim blogu kolejnym wpisem, w treści którego ujawniła kolejne szczegóły tej tragicznej wręcz historii.

 

– Podano mi narkotyki w restauracji. Byłam odurzana przez cztery tygodnie, przewieziono mnie do obcego kraju. Nie pamiętam, jak wsiadłam do samolotu. Zostałam zamknięta w pokoju hotelowym, a sprawca wrócił i zgwałcił mnie. Pamiętam ból i to, że próbowałam zachować przytomność. Utknęłam z nim w jednym pokoju na cały następny dzień. Nie patrzył na mnie

– opowiedziała Duffy.

 

Piosenkarka twierdzi, że jej koszmar rozpoczął się w dniu jej urodzin. Ciężko jej znaleźć wytłumaczenie na to, iż znalazła ona w sobie siłę by znieść tamte przeżycia.

 

– Nie wiem, skąd miałam siłę, by przetrwać te dni, ale czułam obecność czegoś, co pomogło mi pozostać przy życiu

– twierdzi piosenkarka.

 

Według jej relacji, została ona następnie przywieziona do Wielkiej Brytanii. Miała znać swojego oprawcę co miało przesądzić o tym, że bała się powiadomić służby o tym co zaszło. Jak pisze, żyła nadal w strachu.

 

– Pójście na policję nie było bezpieczne. Czułam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to on by mnie zabił. Gdy wróciłam do domu, mogłam już tylko usiąść, gapić się i zachowywać jak zombie

– wyjaśnia w swoim wpisie sławna niegdyś artystka.

 

Piosenkarka uważa, że znalazła siłę do opowiedzenia tego co ją spotkało i zmierzenia się z przeszłością, gdyż ma mieć to wpływ terapeutyczny. Wcześniej jak twierdzi, brała jednak pod uwagę zmianę imienia i nazwiska.

 

– Mam nadzieję, że nie będzie już pytań w stylu „Co się stało z Duffy?”. Teraz już wiecie. Jestem wolna

– zakończyła swój wpis.

 

View this post on Instagram

With love, duffywords.com

A post shared by @ duffy on

 

 

Źródło: Plotek.pl ; YouTube/DuffyVEVO ; Duffywords.com ; Wikipedia.org

Fot.: Hippopx.com ; Instagram/@duffy

Indie – drugi najludniejszy kraj świata także walczy z koronawirusem. Aktualnie sytuacja nie jest jeszcze tragiczna, lecz najgorsze prawdopodobnie dopiero przed nimi. 

 

 

Indie, choć mówi się że niedługo prześcigną Chiny w liczbie ludności, to są daleko w tyle jeśli chodzi o poziom życia i zamożność państwa. Ludzie w Indiach żyją zazwyczaj w bardzo słabych warunkach, często na przedmieściach ogromnych aglomeracji, w prowizorycznych domach. Poziom służby zdrowia w tym regionie świata także jest bardzo daleki od tego do którego jesteśmy przyzwyczajeni chociażby w Europie.

 

 

Ludzie często żyją dzięki sprzedaży towarów na ulicznych straganach, a ważnym elementem ich życia jest także religia. Hindusi wyznają wiele różnych religii, spory odsetek to chociażby muzułmanie. To ich dotyczyć będzie ten tekst.

 

 

Władze Indii w ramach przeciwdziałaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa starają się ograniczać duże skupiska ludzkie, podobnie jak w Europie.

Za przestrzeganie tego odpowiedzialna jest policja. W milionowym mieście Hubli w prowincji Karnataka. Policjanci spotykając grupę ludzi przed meczetem poprosili ich, aby nie zbierali się w nim na piątkowe modlitwy tak jak mają to w zwyczaju. Grupa zareagowała na tą prośbę bardzo agresywnie i zaczęła obrzucać policjantów kamieniami. Ci na szczęście szybko stłumili atak i uspokoili sytuację. Mimo wszystko rannych zostało 4 funkcjonariuszy, oraz kilka osób z tłumu rzucającymi kamieniami. Najnowsze informacje mówią o tym, że wszyscy policjanci są już w pełni zdrowia i wrócili do służby. Nic poważnego nie stało się także napastnikom.

 

 

Według przedstawiciela policji aktualnie sytuacja jest już spokojna i nie ma żadnych napięć między społecznością muzułmańską, a policją. Miejmy nadzieję, że tak już pozostanie, policja powinna zajmować się innymi, ważniejszymi sprawami w walce z wirusem.

 

 

Źródło:

https://www.ndtv.com/karnataka-news/stones-thrown-at-karnataka-cops-for-stopping-prayer-meet-during-lockdown-2205860

Fot.: Wikipedia

W czasie epidemii koronawirusa, kiedy wiele osób izoluje się zgodnie z zaleceniami rządzących, nie wychodząc bez poważnej potrzeby z miejsca zamieszkania, spore grono artystów umila rodakom czas poprzez występy online, organizowane w sieci wspólne koncerty czy inne aktywności, którymi dzielą się gwiazdy na portalach społecznościowych. Jak się jednak okazuje, również znanych z show-biznesu osób nie unikają problemy. Przekonał się o tym w ostatnim czasie zapewne Zenon Martyniuk oraz bliskie mu osoby.

 

Choć sama osoba wokalisty określanego jako „król muzyki Disco Polo” nie kojarzy się raczej ze skandalami, to jednak sporo mówiło się niejednokrotnie o sytuacji w jego rodzinie. Zachowanie syna popularnego „Zenka” było bowiem tematem poruszanym w minionych miesiącach przez spore grono dziennikarzy, a opisywane sytuacje mogły wywoływać bulwersację wielu osób, także tych, które cenią muzykę zespołu Akcent i jego lidera.

 

Media poświęcały czas Danielowi M. w związku z jego kłopotami z prawem, informacjami o posiadaniu przez niego i braniu narkotyków, poważnych kłopotach w małżeństwie i to w niedługim czasie po ślubie, a także przez to jak brzmiały jego wypowiedzi, w których komentował karierę i muzykę tworzoną przez swego ojca. Teraz jak się okazuje, mężczyzna miał dopuścić się po raz kolejny zachowania niezgodnego z obowiązującymi przepisami. W tle całej sprawy tkwi to czym ostatnio żyją niemal wszyscy w Polsce i Europie, czyli pandemia koronawirusa.

 

Daniel M. przebywał w niedawnym czasie na terenie innych państw. Jak podaje portal o2.pl, chodzi tu m.in. o Holandię oraz Niemcy. Zgodnie z wprowadzonymi obostrzeniami, po powrocie do Polski, powinien on odizolować się i przebywać na kwarantannie przez okres dwóch tygodni. Pojawiły się jednak informacje, że Daniel M. nie zastosował się do tychże zasad i przebywał poza miejscem zamieszkania w okresie 14 dni, które spędzić powinien w domu.

 

Jak przekazał „Fakt”, policja miała zostać zaalarmowana w tej sprawie przez mieszkańców Wasilkowa (woj. podlaskie). Ludzie ci mieli być zaniepokojeni tym, że syn gwiazdy disco polo, często opuszcza miejsce zamieszkania, pomimo powrotu z innego kraju. Według tych medialnych doniesień, funkcjonariusze po dotarciu na miejsce mieli otrzymać informację od samego zainteresowanego, że bierze on prysznic. Miał skontaktować się z policjantami po kwadransie. Czekający funkcjonariusze dostrzegli w pewnym momencie wbiegającego po schodach Daniela M.

 

– Tłumaczył, że był odwiedzić rodziców. W sposób lekceważący wypowiadał się też o zasadach kwarantanny

– powiedział cytowany przez portal o2.pl, nadkomisarz Tomasz Krupa.

 

30-latek miał nie przyjąć mandatu i jak podaje „Fakt”, stwierdził też, że „ma gdzieś całą kwarantannę”. Sprawa została skierowana do sądu.

 

Przypominamy za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny grozi mandat w wysokości nawet 30 tysięcy złotych.

 

 

Źródło: Fakt ; o2.pl

Fot.: YouTube/TVP Info (zrzut ekranu)

 

Polscy policjanci mają obecnie bardzo dużo pracy w związku z pandemią koronawirusa. To oni wraz z żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej są odpowiedzialni za kontrolowanie przestrzegania kwarantanny przez obywateli. Jednak czy sami przestrzegają przepisów?

 

 

Najnowsze doniesienia z Polski pokazują, że nie do końca. Już wczoraj pisaliśmy na naszym portalu o hucznej, 100 osobowej imprezie policji w Komendzie Wojewódzkiej we Wrocławiu. O tym TUTAJ.

Niestety, nie był to odosobniony przypadek. Dziś docierają do nas wiadomości o grupce 8 funkcjonariuszy z Poznania, którzy w trakcie swojej służby postanowili zorganizować sobie grilla nad poznańskim jeziorem Maltańskim. Gdybyśmy nie mieli sytuacji związanej z pandemią, to zapewne nad terenami Malty, nazywanymi „zielonymi płucami Poznania” przebywałoby bardzo wielu ludzi. Jednak odpowiedzialność za siebie i innych, oraz chęć przestrzegania prawa, spowodowała że tereny te niemal świeciły pustkami.

 

 

Ośmiu funkcjonariuszy drogówki postanowiło jednak zignorować zasady i podjechali pod jezioro swoimi motocyklami, a następnie rozpalili grilla. Świadkowie twierdzą, że nie stać ich było nawet na uprzątnięcie bałaganu po sobie.

 

 

Tę wersję wydarzeń potwierdził rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak:

 

„Policjanci opuścili swoje rejony służbowe, zjechali z różnych stron Poznania nad Maltę i rozpalili grilla w miejskim zieleńcu”

 

 

Funkcjonariusze zostali ukarani mandatami po 500 złotych każdy, a także wszczęto wobec nich postępowania dyscyplinarne.

 

Miejmy nadzieję, że to ostatnia sytuacja tego typu, a więcej będziemy mogli pisać o pozytywnych akcjach polskiej policji. Takich jak np TA z Nowego Dworu Gdańskiego kiedy to policjanci zatańczyli przed domami aby uszczęśliwić dzieciaki.

 

 

Źródła:

https://tvn24.pl/poznan/koronawirus-w-polsce-poznan-policjanci-grillowali-nad-jeziorem-dostali-mandaty-maja-postepowania-dyscyplinarne-4546676