W polskich miastach zaczynają pojawiać się tradycyjne jarmarki bożonarodzeniowe. Choć kojarzą się one ludziom ze świąteczną atmosferą, zakupami i miłym spędzaniem czasu, w stolicy Wielkopolski, doszło w tym roku do tragedii na terenie takiego właśnie jarmarku. Na początku tygodnia, dokonano tam makabrycznego odkrycia.

 

Niestety ofiarą w tej całej sytuacji jest młody człowiek. Opisane zdarzenie wiąże się bowiem ze śmiercią 21-letniego mężczyzny. Jak informują media, to właśnie on zginął w centrum Poznania.

 

Dramatyczne chwile rozegrały się prawdopodobnie w nocy lub wczesnym rankiem. Makabrycznego odkrycia dokonano bowiem, w godzinach porannych w poniedziałek. O sprawie poinformował m.in. portale radiozet.pl oraz onet.pl. Wstrząsające wieści z Wielkopolski zostały potwierdzone również przez miejscową policję.

 

W dniu wczorajszym, na terenie poznańskiego jarmarku bożonarodzeniowego, odnalezione zostało ciało 21-latka. Początkowo pojawiały się doniesienia, że zwłoki odkryto na terenie Placu Wolności. Później, jak pisze radiozet.pl, okazało się jednak, że znajdywały się one na terenie Starego Rynku, gdzie również zorganizowany jest podobnie jak na wspomnianym Placu Wolności tradycyjny świąteczny jarmark.

 

Po odnalezieniu powieszonego ciała człowieka zaalarmowano policję, która przybyła na miejsce w celu przeprowadzenia koniecznych działań, mających przyczynić się do odkrycia odpowiedzi na pytania dotyczące okoliczności i dokładnych przyczyn śmierci 21-latka.

 

Najprawdopodobniej doszło do samobójstwa młodego mężczyzny. Na miejscu jest policja i prokuratura. Będziemy ustalali, co dokładnie się stało. Ale wszystko wskazuje na to, że 21-latek odebrał sobie życie – przekazał Maciej Święcichowski z biura prasowego wielkopolskiej policji, podczas rozmowy z dziennikarzem portalu onet.pl.

 

Chociaż wiadomo, że najprawdopodobniej mężczyzna samemu targnął się na swoje życie w rejonie centrum stolicy Wielkopolski, to nie ma oficjalnych informacji na temat dokładnych przyczyn tak dramatycznej decyzji tego człowieka.

 

Warto w tym miejscu wspomnieć, że w Polsce w ostatnich latach więcej osób zginąć miło w wyniku samobójstw niż przy okazji wypadków drogowych. Co dla wielu może okazać się być interesujące, to fakt iż częściej życie odbierają sobie mężczyźni.

 

 

 

Źródło: onet.pl ; radiozet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Do dramatycznego zdarzenia w dniu dzisiejszym w stolicy Wielkopolski, a dokładniej na poznańskim Dębcu. Niestety pomimo prób ratowania jej życia, zmarła 8-letnia dziewczynka. Jest to kolejna tragiczna sytuacja, która powinna wszystkich wzywać do refleksji i większej rozwagi w codziennym życiu i przemieszczaniu się.

 

Do tragedii doszło około godz. 14 w rejonie ulicy Opolskiej. Wstrząsające sceny świadkowie zdarzenia zobaczyli w niedalekiej odległości od znajdującej się w tamtej okolicy szkoły.

 

8-latka przechodziła wówczas przez jedno z przejść dla pieszych, kiedy została potrącona. Samochodem, który uderzył w dziecko, kierowała kobieta. Po przebadaniu potwierdziło się, że nie była ona pod wpływem alkoholu w momencie potrącenia dziewczynki.

 

Akcja reanimacyjna trwała dosyć długo. Przez kilkadziesiąt minut starano się uratować życie 8-letniej dziewczynce. Niestety te działania nie przyniosły zamierzonego efektu i dziecko zmarło.

 

Co ciekawe w ramach ustalania dokładnych okoliczności tragedii, funkcjonariusze policji sprawdzają też to jaki kolor świateł był wyświetlany na znajdującym się przy tym przejściu dla pieszych sygnalizatorze. Ustalane ma zostać czy miało to wpływ na to, że kobieta wjechała samochodem na pasy, kiedy przechodziła tamtędy 8-latka.

 

Niejednokrotnie na łamach naszego portalu publikowaliśmy nagrania z potrąceń pieszych i wypadków. Takie sytuacje, które często kończą się tak jak w tym przypadku tragicznie, powinny być przestrogą dla nas wszystkich, bez względu na to czy uczestniczymy w ruchu drogowym jako kierowcy czy jako piesi. Rozwaga i ostrożność muszą być w ramach bezpieczeństwa wymagane od każdego.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Do polskich mediów dotarły smutne informacje zza oceanu. W tragicznych okolicznościach życie straciła znana pochodząca z Polski wokalistka. O śmierci piosenkarki poinformował m.in. dziennik „Fakt” oraz portal Głos Wielkopolski.

 

Informacja o śmierci wokalistki zaszokowała polskich fanów muzyki Country w dniu Święta Narodowego 11 listopada. Urszula Chojan była szczególnie znana właśnie wśród sympatyków tego muzycznego gatunku, w którego klimacie utrzymane były jej utwory.

 

Piosenkarka od 5 października przebywała na terenie Stanów Zjednoczonych. Jak sama opowiadała, jej wyprawa za ocean miała być „podróżą życia”. Niestety te piękne plany zakończyły się tragicznie.

 

Urszula Chojan od 15 lat była liderką zespołu Country Show Band. Współpracowała podczas swojej kariery z takimi uznanymi w środowisku muzykami i kompozytorami jak np. Andrzej Walus, Andrzej Mikołajczak, Marek Bracki czy też Kostka Andreyev. Była jedną z gwiazd podczas Pikniku Country, odbywającego się w Mrągowie. W dniu 20 października br. wzięła udział w charytatywnej Annual Fundraising Gala w Dallas.

 

Podczas odbywanego tourne po Stanach Zjednoczonych, Urszula Chojan miała zginąć w wyniku tragicznego wypadku. Choć są to informacje nieoficjalne, to jak podaje dziennik „Fakt”, polska piosenkarka spadła z konia, a następnie została stratowana co doprowadziło do jej śmierci.

 

Pogodny, świąteczny dzień i …wieczorem wypatrzyłem straszną wiadomość… Wiadomość ze Stanów Zjednoczonych: nie żyje…

Gepostet von Irek Wojciechowski am Montag, 11. November 2019

 

 

Źródło: chillizet.pl ; fakt.pl ; YouTube/Urszula Chojan ; Facebook/irek.wojciechowski.16

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

Do dramatycznych wydarzeń doszło na terenie prowincji Alessandria leżącej w północnej części kraju, a dokładniej na terenie niewielkiej miejscowości Quargnento. Niestety wszystko wskazuje na to, że do wybuchów doszło w wyniku celowego działania. Sprawcy mogli jednak nie brać pod uwagę, że skutki detonacji będą aż tak tragiczne.

 

W wyniku eksplozji do jakich doszło w dniu wczorajszym w Quargnento życie stracili 46-letni Matteo Gastaldo, 38-letni Marco Triches oraz 32-letni Antonio Candido. Byli to trzej strażacy biorący udział w akcji po otrzymaniu informacji o pierwszym wybuchu w tamtym rejonie. Spod gruzów, zniszczonego w wyniku wybuchów budynku, wydobyto jeszcze dwóch innych rannych strażaków oraz również poszkodowanego podczas akcji policjanta.

 

 

Cała tragedia rozegrała się na jednej ze znajdujących się w Quargnento farm. Służby przybyły na miejsce, gdy doszło tam do wybuchu, okazało się jednak, że niestety nie był to koniec eksplozji.

 

Niedługo po tragedii, śledczy szybko skierowali śledztwo na podejrzenie, iż do wybuchów mogło nie dojść w przypadkowych okolicznościach. Na terenie farmy, na której doszło do zdarzenia, znaleziono bowiem butle wypełnione gazem oraz zapalniki czasowe.

 

Analizujemy znalezione w domu przedmioty, podczas przeszukiwania w gruzach znaleźliśmy zatrzymany zegar i butlę z gazem. Eksplozja mogła być zaplanowana – powiedział po tragicznych wydarzeniach prokurator Enrico Cieri w rozmowie z dziennikarzami.

 

Jak się okazuje, doprowadzenie do wybuchu mogło być zamiarem dokonania swoistej zemsty lub rozliczenia w ramach porachunków biznesowych albo nawet osobistych czy rodzinnych. Właścicielem zniszczonej farmy jest bowiem 55-letni Giovanni Vincenti, biznesmen w branży turystycznej. Wyremontował on tę wykupioną 23 lata temu farmę, jednakże od długiego czasu toczył spory z innymi przedsiębiorcami, a także skonfliktował się z rodziną. Jego syn miał nawet w 2016 roku zabrać z farmy swego czasu konie i wyjechać wraz żoną do Turynu, co było skutkiem kłótni z 55-latkiem.

 

Co ciekawe Giovanni Vincenti miał już wcześnie paść ofiarą ataków na jego osobę. W 2003 roku doszło do innego pożaru w wyniku podpalenia na terenie posiadanej przez niego stodoły. Vincenti trafił też swego czasu do szpitala z obrażeniami, które odnieść miał w wyniku pobicia.

 

Dokładne okoliczności wybuchów, w wyniku których życie straciło kilku strażaków, wyjaśnić mają prowadzone przez śledczych dalsze działania.

 

 

 

 

Źródło: nextquoridiano.it ; osp.pl ; repubblica.it ; YouTube/Il Sole 24 ORE ; YouTube/TG2000

Fot.: Vigili del Fuoco ; Pxhere.com

W internecie niejednokrotnie transmitowane były na żywo sytuacje, które niestety zakończyły się tragicznie. W takich przypadkach zdarzało się też, że tragiczna śmierć spotkała osobę prowadzącą na żywo transmisję w sieci. Tak też było w tym przypadku.

 

Sprawa dotyczy pewnego YouTubera z Japonii, znanego jako TEDZU. Mężczyzna transmitował na żywo swoją próbę zdobycia szczytu góry Fudżi, która znajduje się w jego kraju. Młody człowiek zdecydował się podjąć się ryzykownego wyzwania, ponieważ podążał szlakiem, który otwarty jest jedynie od lipca do września.

 

Podążanie zamkniętą trasą okazała się dla YouTubera tragiczne w skutkach. W pewnym momencie, na zarejestrowanym z tej wyprawy nagraniu widać jak TEDZU zsuwa się ze zbocza góry, a nagranie urywa się.

 

Wcześniej podczas transmisji YouTuber narzekał na odmrażające palce. Niestety niedługo później zakończył on swój żywot.

 

Ciało mężczyzny zostało znalezione na wysokości 2987 metrów przez ratowników. Było to kilkaset metrów do szczytu góry.

 

Poniżej znajduje się nagranie, na którym zarejestrowane zostały ostatnie chwile japońskiego YouTubera.

 

 

 

 

Źródło: YouTube/Rijndael ; poinformowani.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Do sieci trafiło dramatyczne nagranie. Mężczyzna postanowił zbliżyć się do słonia, aby zrobić mu zdjęcie. Zakończyło się to dla niego tragicznie.

 

40-letni Hindus Sadik Rahmam utknął w korku spowodowanym przez słonia, który prawdopodobnie uciekł z pobliskiego parku narodowego Gorumara. Mężczyzna postanowił na pamiątkę zrobić zdjęcie zwierzęciu. Gdy się jednak zbliżył do słonia, ogromne zwierzę przewróciło mężczyznę i zaczęło go deptać.

 

Na miejscu byli świadkowie, którzy zdarzenie nagrywali telefonami. Nikt jednak nie odważył się spróbować pomóc Rahmanowi. Na miejsce wezwano jedynie pogotowie. Niestety obrażenia były na tyle poważne, że doprowadziły do śmierci mężczyzny.

 

YouTube, telewizjarepublika.pl
Foto: zrut z ekranu YouTube/ViralVideoUK
MR

Media informują o horrorze, jaki przez 10 lat przeżywała młoda kobieta. Była zamknięta w piwnicy, torturowana i wielokrotnie gwałcona przez swojego oprawcę.

 

W 2007 r. 19-letnia wówczas obywatelka Rumunii przyjechała do włoskiej miejscowości Lamezia Terme. Jak informuje „La Republicca”, kobieta zatrudniła się tam w charakterze pomocy domowej, a do jej głównych obowiązków należało sprawowanie opieki nad starszą osobą.

 

Wszystko wyglądało normalnie do momentu, kiedy staruszka zmarła. Jej syn zaczął nękać młodą imigrantkę, a następnie zamknął ją w piwnicy. Tam kobieta przeżywała prawdziwą gehennę. Była przywiązana do łóżka, a mężczyzna regularnie torturował i gwałcił swoją ofiarę. W wyniku wymuszonych stosunków seksualnych kobieta urodziła dwoje dzieci – córkę i syna.

 

Narodziny wspólnych dzieci wcale nie zmieniły postępowania zwyrodnialca. Córeczkę i synka zamknął razem z kobietą w piwnicy. Dzieci były zmuszone, aby patrzeć, jak ojciec znęca się nad ich matką.

 

CZYTAJ TAKŻE: Co za bestialstwo. Na oczach matki ścięto głowę 6-latka!

 

W internecie można obejrzeć nagranie udostępnione przez włoskich karabinierów. Widać na nim, że pomieszczenie, w którym była przetrzymywana kobieta z dziećmi było bardzo brudne. Pełno tam było myszy, insektów i śmieci, a za posłania musiały służyć sterty katonów.

 

Twitter/_Carabinieri_

Foto: Youtube.com/ zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe
MR

Pomimo tego jak często w kampaniach społecznych i na stronach polskiej policji przypomina się o ostrożności na drodze, to jednak wciąż na polskich drogach dochodzi do dużej ilości wypadków śmiertelnych. Nagranie z jednego z nich krąży po sieci i dla wielu internautów może być wstrząsające.

 

Zarejestrowana sytuacja miała miejsce w Krakowie. Do wypadku doszło na skrzyżowaniu ulic Zielińskiego, Kapelanka i Monte Cassino. Zderzenie nastąpiło po tym jak jeden z kierowców zlekceważył sygnalizację świetlną. Miał to być 23-latek siedzący za kierownicą Skody. Niestety w następstwie tego błędu, życie straciła jadąca z nim 25-latka.

 

Śledztwo w sprawie tego śmiertelnego wypadku jest prowadzone przez prokuraturę. Małopolska policja zdecydowała się natomiast udostępnić nagranie z tamtego tragicznego wieczoru na Facebooku, aby wzbudzić w kierowcach refleksję i przestrzec przed lekceważącym podchodzeniem do przepisów, nawet kiedy droga wydaje się być z pozoru pusta.

 

Nagranie można obejrzeć wchodząc w poniższy link:

 

https://www.facebook.com/Malopolska.Policja/videos/413217185993814/

 

 

Źródło: Facebook/@Malopolska.Policja

 

Sadystyczna babcia z USA nie potrafiła uspokoić płaczącej wnuczki. Postanowiła ukarać dziecko zanurzając ją we wrzątku. Kobieta trafiła do aresztu, a stan dziecka jest ciężki. 

 

Jak czytamy na portalu nczas.com do sytuacji doszło w sierpniu w Chattanooga w stanie Tennessee w USA. 2-letnia Kyle została pozostawiona przez rodziców pod opieką babci. Kobieta, która okazała się być sadystką nie potrafiła poradzić sobie z opieką nad dzieckiem.

 

Zdaniem babci dziecko źle się zachowywało, więc postanowiła je ukarać. Jako formę kary wybrała zanurzenie stóp dziewczynki we wrzątku. Spytana o powód swojego postępowania odpowiedziała, że miała gorszy dzień.

 

Dziecko wielokrotnie pozostawało pod opieką babci i nigdy nie dochodziło do podobnych zdarzeń. Jak relacjonuje macocha dziewczynki, tuż po zostawieniu dziecka u babci dostała telefon o szybki powrót. W tle słyszała potworne krzyki 2-latki.

 

Kobietę aresztowano, trwa postępowanie w sprawie oskarżenia o znęcanie się nad dzieckiem. Kwota kaucji, za którą mogłaby wyjść z aresztu wynosi 150 tys. dolarów.

 

Stan dziewczynki jest poważny. Przeszła już 4 operacje, jednak poważne poparzenia na stopach nie goją się. Czekają ją kolejne, drogie operacje, na które rodzice zbierają fundusze. Dziewczynce grozi utrata stóp. Zbiórkę można wesprzeć tutaj.

 

Źródło: Nczas.com