Ludzie na całym świecie śledzą i publikują informacje o koronawirusie rozprzestrzeniającym się w różnych krajach na wszystkich zamieszkałych przez ludzkość kontynentach. Najpoważniejsza sytuacja ma mieć według medialnych doniesień miejsce w Chinach, Korei, Iranie, a także we Włoszech. Niestety epidemii często towarzyszyć mogą też inne dramatyczne sytuacje i z jedną z takowych mamy niestety do czynienia w dniu dzisiejszym.

 

Tragiczne sceny rozegrały się na terenie państwa, w którym rozpoczął się problem z nowym wirusem, czyli w Chińskiej Republice Ludowej. Według docierających stamtąd wiadomości doszło do zniszczenia budynku hotelu, w którym przebywały osoby objęte kwarantanną w związku z możliwością zakażenia koronawirusem. Pod gruzami znaleźć mogły się dziesiątki ludzi.

 

Do zawalenia hotelu doszło na terytorium miejscowości Quanzhou leżącej w chińskiej prowincji Fujian w południowo-wschodniej części Chin. Do zdarzenia doszło około godz. 19:30 czasu lokalnego, czyli około godz. 12:30 czasu polskiego, a informacje na ten temat potwierdzili za pośrednictwem strony internetowej przedstawiciele władz miasta Quanzhou.

 

Mówi się o tym, że pod gruzami znaleźć mogło się około 70 osób. Służby ratunkowe mają wyciągać spod zawalonej konstrukcji tam przebywających ludzi.

 

Pojawiają się również informacje, że do zawalenia się budynku mogło nie dojść przypadkowo, a przyczynić mogło się celowe działanie. Według niektórych medialnych doniesień są w tej sprawie zatrzymania, jednak panuje w pewnym stopniu chaos informacyjny.

 

Na portalach społecznościowych internauci udostępnili nagrania z miejsca tragedii.

 

 

Źródło: Wprost.pl ; Onet.pl ; Interia.pl ; Twitter

 

 

Niestety to kolejne tragiczne informacje dotyczące znanych osób, a tym razem chodzi o osobisty rodzinny dramat jaki przeżywa pewien znany grający na światowym poziomie piłkarz. Te doniesienia wywoływać mogą wielki smutek u jego fanów i kibiców klubu, w którym występuje, a także wśród po prostu zwykłych ludzi wyobrażających sobie ogrom tej tragedii.

 

Mowa tu o tym co przechodzi obecnie Naby Keita, znany zawodnik pochodzący z Gwinei, a występujący obecnie na stadionach angielskiej Premier League, w barwach słynnego klubu Liverpool FC.

 

Brat pomocnika Liverpoolu oraz reprezentacji Gwinei znalazł się wśród tragedii jaka rozegrała się w ich ojczyźnie. W czwartkowy poranek, niedaleko miejscowości Mamou doszło do straszliwego w skutkach wypadku. W autokarze, który brał udział w tym tragicznym zdarzeniu znajdowali się zawodnicy drużyny Etoile de Guinee, którzy jechali do Kankan, gdzie rozegrać mieli kolejne spotkania w ramach rozgrywek miejscowej ligi.

 

Jak przekazała włoska „La Gazetta dello Sport”, w pojeździe znajdowało się łącznie 27 ludzi, a wśród nich oprócz kierowcy 22 piłkarzy, a także 4 członków sztabu szkoleniowego. Angielski „AS” podał natomiast, że wśród osób, które zginęły w wypadku znalazł się brat Naby’ego Keity- Almamy Keita. Z pewnością jest to bardzo trudny czas dla zawodnika znanego z meczów angielskiej ligi.

 

Łącznie życie w tym zdarzeniu stracić miało dziewięciu, a nie jak początkowo podawano w mediach ośmiu piłkarzy. Choć nie są znane oficjalne przyczyny tragedii, to po wstępnych ustaleniach stwierdzono, że najprawdopodobniej doszło do awarii układu hamulcowego w autokarze.

 

– Zjeżdżaliśmy z górki, gdy nagle wysiadły hamulce. Przed nami były trzy zakręty: dwa kierowcy udało się jakoś pokonać, ale przy trzecim nie mógł nic zrobić. Stracił kontrolę i uderzył w drzewo

– mówił kierownik drużyny w rozmowie z guineematin.com.

 

 

Źródło: AS ; „La Gazetta dello Sport” ; Guineematin.com ; WP.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Pixnio

 

Do dramatycznej sytuacji doszło u naszych sąsiadów. Jeden z trenerów sportowych doprowadził do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego życie straciła młoda kobieta, a kilka innych osób zostało rannych, przez co musieli oni trafić na obserwację do szpitala.

 

Smutne wieści dotarły z Czech. To tam właśnie rozegrał się dramat po tym jak w Harrachovie odbywały się juniorskie zmagania skoczków narciarskich, którzy rywalizowali w ramach mistrzostw tego kraju. Niestety w czasie powrotu młodych sportowców do swoich domów, rozegrało się coś co z pewnością pozostanie im na długo, a nawet całe życie w pamięci.

 

Biorący udział w zawodach skoczkowie odwożeni byli busem przez swojego trenera. Niestety podczas jazdy, mężczyzna ten uderzył na jednej z czeskich dróg kierowanym pojazdem w samochód osobowy marki skoda, w którym jechali członkowie jednej rodziny. Zdarzenie miało miejsce w stosunkowo niedalekiej odległości od miejscowości Jilemnice.

 

Portal Echo24.cz, powołując się na źródła w Czeskiej Agencji Prasowej przekazał, że niestety przy okazji zderzenia, życie straciła kobieta siedząca za kierownicą skody, której nie udało się uratować pomimo reanimacji. Jej mąż oraz dziecko zostali przetransportowani na obserwację do szpitala. Poszkodowanych zostać miało według dziennikarzy również pięcioro osób znajdujących się w kierowanym przez trenera busie, a wśród nich czworo ludzi poniżej 18. roku życia. W akcję zaangażowano pięć karetek, a także dwa ratunkowe helikoptery.

 

Policja poinformowała w rozmowie z czeskimi mediami, że trener młodych czeskich skoczków był w czasie jazdy pod wpływem alkoholu. W jego krwi miało być około pół promila alkoholu. Za doprowadzenie w takich okolicznościach do tragicznego wypadku, doświadczonemu w sporcie trenerowi grozić ma sześć lat pozbawienia wolności.

 

 

Źródło: Echo24.cz ; Interia.pl ; Sport.pl

Fot.: Wikimedia Commons

W sieci pojawiły się nagrania przedstawiające wstrząsający widok po kataklizmie jaki miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w miejscowości Nashville i sąsiednich hrabstwach na terenie stanu Tennesse. Jak poinformowała stacja Fox News, przez tamte rejony przejść miały aż dwa tornada, które doprowadziły do tak opłakanych skutków.

 

W wyniku silnego wiatru, a także licznych burz zdewastowane zostało m.in. śródmieście, a zniszczeniu w wyniku żywiołów uległo około 40 budynków. Zdaniem świadków widać były też rozbłyski powstałe w wyniku uszkodzenia tamtejszych transformatorów.

 

 

Przedstawiciele służb zaapelowali do mieszkańców, aby dla własnego bezpieczeństwa nie opuszczać miejsc zamieszkania. Media poinformowały, że zginęło kilkanaście osób, a inni zostali ranni. Mówi się jednak, że poszkodowani mogą być wciąż poszukiwani na zniszczonych terenach w tamtej części stanu Tennesse. Liczba ofiar śmiertelnych może finalnie okazać się inna, ponieważ zapanował w tej sprawie pewien chaos informacyjny po przejściu żywiołów.

 

 

W internecie obejrzeć można fotografie, jak również nagrania, na których zarejestrowano widok jaki przyniosła niszcząca siła kataklizmu.

 

⚠️ Bardzo silne tornado uderzyło w miasto Nashville, stolicę amerykańskiego stanu Tennessee, w nocy z 2 na 3 marca czasu…

Gepostet von Kataklizmy w Polsce i na świecie am Dienstag, 3. März 2020

 

 

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter

Fot.: Facebook/@KataklizmyPLWR

Niestety to kolejne tragiczne informacje, jakie dotarły do mediów w Polsce. Tym razem sprawa dotyczy sytuacji do jakiej doszło w południowej części Krakowa, a dokładniej w rejonie osiedla Prokocim. Doszło tam do krwawego ataku. Smutne wieści dotyczą również tego, że nie obyło się niestety też bez ofiary śmiertelnej tego krwawego zajścia. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Do zdarzenia doszło w dniu dzisiejszym. Wczesnym popołudniem, na teren przychodni znajdującej się przy ul. Teligi w Krakowie przybył zakrwawiony 40-letni mężczyzna. Jak się okazało, na jego plecach znajdowały się rany kłute, powstałe w wyniku zadanych mu wcześniej ciosów ostrym narzędziem.

 

Ofiara krwawego ataku zdołała dotrzeć do placówki, gdzie udzielona została temu człowiekowi pomoc. Niestety jednak, pomimo interwencji miejscowego personelu medycznego oraz reanimacji, nie udało się uratować życia 40-latka.

 

Policja prowadzi działania mające na celu doprowadzić do zatrzymania sprawcy lub sprawców tej napaści, do której doszło w rejonie Prokocimia. Wstępnie wykluczono jednak, aby sytuacja ta miała związek z lokalnymi porachunkami grup pseudokibiców, ponieważ zmarły mężczyzna miał nie być kojarzony z tym środowiskiem.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Choć niektórym czytelnikom może być trudno w to uwierzyć, to jednak stosunkowo duże jest grono osób poważnie podchodzących do rozważań na temat teorii mówiącej o tym, iż Ziemia w rzeczywistości jest płaska. Wielu z nich twierdzi zapewne, że NASA nas oszukuje, a głoszone przez nich poglądy mają mieć w ich opinii spore podstawy do tego by w nie wierzyć. Jeden z takowych zwolenników takiego postrzegania naszej planety poniósł niestety śmierć, przeprowadzając jeden ze swoich eksperymentów na potrzeby naukowego programu.

 

Mike Hughes znany jako „Mad Mike” był 64-letnim Amerykaninem, który dał się poznać jako propagator teorii o płaskości Ziemi. Planował on dowieść jej prawdziwości „robiąc zdjęcia końca świata”. Popularne były nagrania z nim i także jego próby latania w skonstruowanych przez siebie rakietach. Jeden z takich lotów zakończył się dla niego wyjątkowo tragicznie, a całą sytuację zarejestrowało oko kamery.

 

 

Stworzoną przez siebie maszyną, Mike Hughes miał wznieść się na wysokość 1524 metrów. Niestety jednak, zaraz po wystartowaniu rakiety, odpadł od niej spadochron, a cały lot po około 19  sekundach zakończył się roztrzaskaniem statku i śmiercią śmiałego „płaskoziemca”.

 

Wszystko to działo się przy obecności pracowników telewizji w dniu 22 lutego bieżącego roku.

 

UWAGA! Na nagraniu zarejestrowany został moment śmierci Mikea Hughesa i może być to materiał nieodpowiedni dla osób poniżej 18. roku życia, jak również szczególnie wrażliwych czytelników.

 

 

– W tym trudnym czasie, nasze myśli i modlitwy kierowane są do jego rodziny i przyjaciół. Zawsze marzył o tym starcie, a stacja Science Channel była tam, by udokumentować jego dokonanie

– napisano w imieniu kanału Science Channel w opublikowanym specjalnym komunikacie.

 

 

Źródło: Science Channel ; Twitter/@ScienceChannel ; Twiter/@justindchapman ; tvp.info

Fot.: YouTube/CBS Evening News (zrzut ekranu)

 

 

Przed tygodniem polskie media żyły tym jakie zagrożenie niesie ze sobą silny wiatr oraz niebezpieczne warunki atmosferyczne, szczególnie w górskich terenach. Wiele uwagi poświęcono przy tej okazji tragedii jaka rozegrała się na parkingu przy popularnym stoku narciarskim w Bukowinie Tatrzańskiej. Kilka dni temu odbył się ofiar kobiet, który zginęły tamtego dnia.

 

10 lutego bieżącego roku, w okolicy stoku w Bukowinie Tatrzańskiej, podmuch wiatru zerwał dach z wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Jak się okazało konstrukcja ta była niestabilna i jak donoszą media ustawiona bez odpowiednich zezwoleń.

 

Oderwany dach uderzył w osoby znajdujące się wówczas przy samochodach na tamtejszym parkingu. W wyniku tego zdarzenia życie na miejscu mimo podjętej próby reanimacji straciła 52-letnia Katarzyna J., a także jedna z jej córek- nastoletnia Klara. Druga, starsza o około 5 lat Wiktoria trafiła w stanie krytycznym do szpitala. Niestety wieczorem dotarły smutne wieści mówiące, że również życia tej dziewczyny nie udało się uratować.

 

W dniu tragedii, do szpitala zabrany został również Paweł K. będący mężem i ojcem ofiar. Musiał on skonsultować się z lekarzem, w związku ze złym stanem psychicznym jakiego doznał w wyniku utraty najbliższych osób. Podczas pogrzebu był jednak w stanie zabrać głos i przemówić w poruszających słowach do zgromadzonych osób, które przybyły aby pożegnać trzy kobiety, których życie zakończyło się niespodziewanie w trakcie ferii zimowych. To co powiedział mężczyzna naprawdę chwyta za serce.

 

Zmarła Katarzyna J. pracowała jako stomatolog w Warszawie. Tam też edukowały się jej córki. Ich śmierć nastąpiła na początku ferii, dzień po tym jak wraz ze znajomymi udali się w góry w ramach odpoczynku.

 

Msza pogrzebowa odbyła się we wtorek, w podwarszawskiej miejscowości Międzylesie. To smutne wydarzenie zgromadziło tłumy osób.

 

– Do tej pory kojarzył mi się on z przyszłym ślubem córek… Mają piękne suknie, uwierzcie mi… Mimo że leżą w trumnach… Przy moich córkach jest moja ukochana żona… Ale jak mogłoby być inaczej? Zawsze tak się o nie troszczyła… Pozostał we mnie żal i smutek. Wszystko runęło bezpowrotnie… Wszystko, co tak kochałem…

– mówił załamany Paweł K. odnosząc się do tego jak kochał swoją rodzinę, którą przyszło mu pożegnać tak szybko.

 

Po mszy odprowadzono trumny z ciałami zmarłych kobiet, przewożąc je na cmentarz znajdujący się na warszawskim Ursynowie.

 

 

Źródło: Natemat.pl ; Se.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Dziś cała Polska przeżywa tragedię jaka rozegrała się w Bukowinie Tatrzańskie. O dramacie jaki miał miejsce przy popularnym w tamtym regionie stoku narciarskim informują od około godz. 11 polskie media. Przy okazji smutnych wieści pojawiła się też dramatyczna relacja jednej z osób, która znała ofiary i sama była świadkiem tego co wydarzyło się dziś przed południem.

 

Na parkingu obok stoku narciarskiego znajdowały się osoby, które planowały odjechać z tego miejsca, ponieważ wyciąg w tamtym miejscu nie funkcjonował, a warunki były niekorzystne. W pewnym momencie jednak, podmuch wiatru zerwał dach z postawionego obok tymczasowo budynków. Jego konstrukcja i zabezpieczenia budzą jednak poważne kontrowersje. Lokal został bowiem zrobiony z przyczepy, nie był solidnie osadzony na gruncie, a dach przymocowany był gwoźdźmi, które wiatr również rozwiał po parkingu.

 

Jak przekazał właściciel wyciągu, wypożyczalnia ta nie należała do niego i została umieszczona poza terenem przez niego administrowanym.

 

Na antenie TVP Info wypowiedział się dziś również mężczyzna, który był w czasie tragedii na parkingu wraz ze swoim kuzynem, który ucierpiał w zdarzeniu i trafił do szpitala oraz znajomymi. To właśnie w gronie tych osób były kobiety, które odniosły poważne obrażenia. Dwie z nich (matka oraz nastoletnia córka) niestety zmarły pomimo reanimacja, a trzecia z kobiet, która jest siostrą i córką zabitych, trafiła do szpitala w wyjątkowo złym stanie. Odniosła ona urazów wielonarządowych. Zmarła wieczorem.

 

Relacja  świadka zdarzenia jest naprawdę wstrząsająca i przykra. On sam nie mógł powstrzymać łez opowiadając o tym co się wydarzyło, a także okolicznościach tragedii. Nie krył on również zbulwersowania z powodu tego jak przymocowany był dach, który po porwaniu przez wiatr uderzył w ofiary.

 

Zerwany dach przygniótł narciarzy na stoku w Bukowinie Tatrzańskiej.

Wstrząsająca relacja przyjaciela kobiet, które zginęły przygniecione przez dach.tvp.info #wieszwięcej

Gepostet von tvp.info am Montag, 10. Februar 2020

 

 

Źródło: TVP Info ; Facebook/@tvp.info

Niestety na terenie naszego kraju po raz kolejny doszło do tragicznego zdarzenia. W tym przypadku, wstrząsające sceny rozegrały się w południowej części Polski, a dokładniej na terenie małopolskiej miejscowości Karwodrza w gminie Tuchów. O sprawie poinformowała m.in. telewizyjna stacja Polsat News. Niestety nie było do tej nocy jedyna sytuacja, w której odnaleziono zwłoki.

 

Makabrycznego odkrycia, dokonano na jednej z tamtejszych posesji w niedzielny wieczór, po godzinie 22. W budynku mieszkalnym, znaleziono zakrwawione ciało kobiety, na którym zidentyfikowano również okaleczenia, co wskazywać może na fakt, że została ona brutalnie zamordowana. Jak się jednak okazało, nie były to jedyne ludzkie zwłoki znajdujące się na tym terenie.

 

Ze studni znajdującej się obok domu, wyciągnięte zostało ciało mężczyzny ubranego w momencie śmierci w majtki oraz t-shirt. Człowiek ten to 63-letni mąż odnalezionej wcześniej wewnątrz budynku martwej kobiety.

 

W tej sprawie funkcjonariusze policji prowadzą śledztwo pod nadzorem prokuratury, które ma dać odpowiedzi na pojawiające się pytania dotyczące okoliczności tragedii jaka rozegrała się w Karwodrzy. Według informacji przekazanych przez Polsat News, mogło dojść w przypadku tego małżeństwa do tzw. „poszerzonego samobójstwa”.

 

63-latek mógł dopuścić się najpierw morderstwa dokonanego na własnej małżonce, a później samemu odebrać sobie życie skacząc do studni.

 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że tej samej nocy, wydobyto również ciało denata ze studni w miejscowości Mały Płock (województwo podlaskie). W tym przypadku był to 33-letni mężczyzna, którego zwłoki wydobyto po wypompowaniu wody przez straż pożarną. Mężczyzna miał wcześniej zaginąć, w związku z czym trwały poszukiwania jego osoby. Najprawdopodobniej wpadł on do studni przypadkowo. Mówi się, że miał problemy ze wzrokiem, poza tym nie jest wykluczone, iż był on pod wpływem alkoholu.

 

Czytaj też:

Krwawy atak w Warszawie! Wśród ofiar jest dziecko

Makabra w Krakowie! Podpalono człowieka

 

 

Źródło: Polsat News ; RadioZET.pl ; wp.pl

Fot.: Pixabay