Tragiczny finał poszukiwań niespełna 1,5 rocznego dziecka. Wczoraj media informowały o  zaginięciu chłopca. Sytuacja miała miejsce w miejscowości Jabłoń-Dąbrowa na Podlasiu. Niestety odnalezienie dziecka nie zakończyło dramatu rodziców. 

 

Po godzinach poszukiwań okazało się, że co prawda dziecko znaleziono. Niestety było ono martwe. Utonęło w szambie na posesji. Pomimo przeprowadzenia akcji reanimacyjnej, nie udało się go uratować.

 

Jak poinformował rzecznik podlaskiej policji, Tomasz Krupa:

 

Niestety wieczór przynosi tragiczną informację związaną z zaginięciem 17 miesięcznego chłopca. Dziecko zostało odnalezione w przydomowym szambie przez osobę biorącą udział w poszukiwaniach przed godziną 21. Mimo reanimacji życia chłopca nie udało się uratować. To jedyne informacje, jakie w chwili obecnej posiadamy na temat tej tragedii.

 

 

/red./

Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe

Wypadki drogowe, w wyniku których dochodzi do poważnych uszczerbków na zdrowiu lub śmierci, są zmorą tak samo na polskich drogach, jak i w innych częściach świata. Każdego dnia policja ostrzega przed tym, aby nie popadać w rutynę, ani nie ulegać brawurze, kiedy uczestniczymy w ruchu drogowym. Do myślenia dają też filmy przedstawiające do czego może prowadzić głupi, ale prosty z pozoru ludzki błąd na drodze.

 

Jedno z takich nagrań zyskuje ostatnio sporą popularność w sieci. Przedstawia ono zdarzenie do jakiego doszło za oceanem, na terenie USA, a dokładniej w stanie Nowy York. Choć zarejestrowany materiał wideo trwa zaledwie 15 sekund, to widzimy na nim jak szybko po popełnieniu błędu przez jednego kierowcę doszło do tragedii.

 

W nagranej przez kamerę samochodową sytuacji, 18-letni kierowca wjechał na skrzyżowanie, mimo iż miał czerwone światło, a następnie uderzył w inne jadące prawidłowo auto, które w wyniku zderzenia wpadło na rowerzystę oraz stojącego przy przejściu pieszego.

 

Kierowca uderzonego na skrzyżowaniu auta, jak również pieszy zostali ranni. Niestety szkody jakie odniósł rowerzysta okazały się zbyt poważne i nie udało się uratować jego życia. Zmarł on w szpitalu. Mówi się, iż jest to już dziewiętnasty kierowca roweru, który w bieżącym roku stracił życie przemierzając ulice Nowego Yorku.

 

Poniżej prezentujemy Państwu udostępnione w internecie nagranie z tego tragicznego w skutkach zdarzenia:

 

 

 

Źródło: wykop.pl ; YouTube/Wahand

29-letni youtuber chciał nagrać film, na którym skacze z wysokiego na kilkadziesiąt metrów komina. Brawurowa próba kończyła się tragicznie.

 

Ruban Carbonell to 29-letni youtuber pochodzący z Hiszpanii, który chciał nagrać kolejny brawurowy film na swój kanał. Postanowił, że skoczy ze spadochronem z jak najwyższego miejsca. Wybrał wysoki na 45 metrów komin cementowni w Alicante na południu kraju.

 

Jak podaje tvp.info potajemnie wspiął się na sam szczyt komina, skąd zamierzał skoczyć i nagrać wyczyn. Niestety próba nie powiodła się. Mężczyzna tuż po dotarciu na szczyt spadł z prawie 50 metrów

 

Na miejscu była obecna tylko jedna osoba. Mimo natychmiastowego powiadomienia służb ratunkowych mężczyzny nie udało się uratować i zmarł na miejscu. Obecnie całą sprawą zajmuje się policja.

 

Poniżej zdjęcia mężczyzny oraz nagranie z innego skoku. Widać na nim jak Carbonell skacze ze spadochronem:

 

Video completo de la aventura del unicornio!!🦄 Gracias a Javi Sanz Llobregat por la edición🤟 y también a Juanjo Calatayud Sanz por la asistencia💪#unicornio #jump #gorpohero7black #goprospain #adrenalina #hayduke #palomaret #summer #gingliders #crux #squirrelbase #supair #cool #paragliding

Gepostet von Ruben Carbonell Beneyto am Montag, 1. Juli 2019

 

 

 

Źródło: tvp.info

 

Mimo iż 18 lat to wiek, który wielu nastolatkom kojarzy się z wkroczeniem w dorosłość, samodzielnością i większą ilością przywilejów, nie wszyscy jednak będą szczęśliwie wspominać ten okres.

 

Kilka miesięcy temu w jednej z miejscowości na Dolnym Śląsku miała miejsce ogromna tragedia. 18-letnia dziewczyna nie planowała swoich urodzin, jednak otrzymała zaproszenie od jednego ze swoich kolegów, z którym znała się od podstawówki.

 

– Przyszłam do Grześka, siedzieliśmy, rozmawialiśmy. Był z kolegą. Normalnie się zachowywali. Jego mama przyszła, złożyła mi życzenia urodzinowe i poszła. Potem jak wyszłam zapalić, to zamknęli mnie na balkonie. Wtedy słyszałam, że coś szepczą. Potem wpuścili mnie do środka. Grzesiek dał mi coś fioletowego do picia. Powiedział, że to bardzo dobre. Ufałam mu, więc to wypiłam. Później urwał mi się film – relacjonowała rozpłakana jubilatka. Dzień urodzin zakończył się dramatem, który będzie niósł skutki przez całe życie.

 

– Wszystką ją boli. Przyrodzenie, odbyt, gardło. Wszystkie fantazje, jakich się naoglądali na filmach erotycznych, spełnili na niej. Nie życzę żadnej kobiecie, żeby doświadczyła czegoś takiego – mówi matka dziewczyny.

 

Jak ustaliła prokuratura, feralnego dnia w domu Grzegorza przebywały cztery osoby: trzech Ukraińców i jeden Polak, którzy wynajmowali tam pokoje. Jak twierdzą śledczy, po dokonanym gwałcie mężczyźni pomogli sprawcy przenieść ciało dziewczyny i ułożyć je na furgonetce należącej do Ukraińca. Wtedy dziewczyna odzyskała świadomość, a „kolega” pokazał nagie zdjęcia wykonane telefonem w czasie gwałtu.

 

– Obudziłam się w samochodzie pod domem Grześka. Jeden Ukrainiec siedział obok mnie, reszta naprzeciwko mnie. Ten jeden się do mnie tulił, Grzesiek pokazywał im moje nagie zdjęcia. Wszyscy się głupio śmiali – mówiła załamana dziewczyna.

 

Cała czwórka przez wiele miesięcy została objęta dozorem policyjnym. Mężczyźni nie mogli podróżować poza granicami kraju, a prokuratura zarzuciła im nieudzielenie pomocy poszkodowanej. Śledztwo zakończyło się jednak niepowodzeniem, ponieważ mężczyźni rzekomo byli pewni, że dziewczyna jest pijana. W odpowiedzi na pytanie dlaczego nie zawiadomili odpowiednich służb, wytłumaczyli, że nie znają języka polskiego. Podejrzani o gwałt Grzegorz G. i Maksymilian M. uczyli się w Głogowie. Teraz grozi im kara w postaci 12 lat pozbawienia wolności.

 

Ofiara gwałtu przyznała dziennikarzom programu „Uwaga!”, że po zdarzeniu kilkukrotnie usiłowała popełnić samobójstwo. Do teraz nie wróciła do szkoły i przydzielono jej indywidualny tok nauczania.

 

Źródło: nczas.com; wiadomosci.wp.pl; se.pl
Fot.: Incirlik Air Base
EM

W jednym z największych parków rozrywki doszło do niecodziennej awarii. Bawiący się goście utknęli na rollercoasterze kilkadziesiąt metrów nad ziemią.

 

Alton Towers to jeden z największych parków rozrywki w Wielkiej Brytanii. Codziennie korzysta z niego wiele osób, jednak grupa użytkowników rollercoastera długo nie zapomni swojej wizyty w parku.

 

Chwilę po starcie kolejki jeden z wagonów zatrzymał się na samym szczycie wzniesienia, około 30 metrów nad ziemią. Zdezorientowani goście myśleli, że zatrzymanie było zaplanowane, jednak gdy zobaczyli, że inne kolejki jeżdżą bez problemu, zaczęli się niepokoić.

 

Natychmiast zostały zatrzymane inne wagoniki, a obsługa uspokajała klientów. Informowali, że pomoc jest w drodze, jednak dotarła dopiero po około 20 minutach. Z relacji obserwujących zdarzenie wynika, że goście byli przerażeni i głośno krzyczeli, mimo zapewnień obsługi o braku powodów do niepokoju.

 

Nie wiadomo co było powodem awarii. Po zdarzeniu właściciele parku rozrywki przeprosiły klientów oraz przekazały rekompensatę w postaci darmowych biletów. Poniżej nagranie, na którym widzimy zaistniałą sytuację:

 

 

Źródło: o2.pl

Do obiegu weszły nowe fakty w głośnej sprawie 5-letniego Dawidka. Jak informuje portal TVN 24, pod koniec czerwca matka chłopca złożyła do prokuratury zawiadomienie o znęcaniu nad nią przez martwego już Pawła, ojca dziecka.

 

Pełnomocnik żony Pawła Żukowskiego złożył 28 czerwca zawiadomienie do prokuratury w Grodzisku Mazowieckim o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez mężczyznę. Według kobiety miał znęcać się nad nią psychicznie, wobec czego wyprowadziła się od niego na 3 tygodnie przed tragiczną śmiercią męża i zaginięcia ich dziecka. Nowe fakty w głośnej sprawie podał TVN 24.

 

W tym miejscu potwierdzają się wczorajsze doniesienia o rzekomych długach Pawła Żukowskiego. Według sąsiadów i znajomych ojciec zaginionego Dawidka miał być uzależniony od hazardu, co rzutowało z kolei na konflikt w rodzinie. Dlatego rodzice dziecka postanowili przejść w stan separacji.

 

Jedna z sąsiadek wyjawiła, że rodzina Dawidka to repatrianci z Kazachstanu. Mieszkali w miejscu skąd wyjechali po raz ostatni od 20 lat. Jak twierdzi kobieta tworzyli miłą rodzinę, w której przynajmniej z zewnątrz nie dochodziło do poważniejszych kłótni.

 

Wątki rodziny zahaczają także o inny wschodni kraj – Ukrainę. To właśnie tak według doniesień medialnych miała uciec była żona Pawła Żukowskiego w raz z córeczką.

 

Opieka nad 5-letnim Dawidkiem była także osią sporu rodziców. Kobieta zabrała go do Warszawy na trzy tygodnie przed ubiegłotygodniową tragedią. Miała także złożyć pozew rozwodowy, jednak po wydarzeniach ze środy sprawa jest nieaktualna.

 

TVN 24 donosi, że jutro zostanie przebadane ubranie mężczyzny które miał na sobie w momencie popełnienia samobójstwa. Dotychczas nie było to możliwe, ponieważ odzież musiała wyschnąć  bez przyśpieszania tego procesu.

 

To może rzucić nowe światło na sprawę. Ślady na ubraniach mogą rozwikłać zagadkę ewentualnego morderstwa syna bądź ukrycie go żywego. Policja liczy także, że znajdzie nowe poszlaki ws. trasy jaką pokonali w dniu zdarzenia.

 

Źródło: TVN 24, RMF 24.

Do tragicznego zdarzenia doszło na terenie powiatu suskiego w województwie małopolskim. W miejscowości Budzów, na trwającej budowie domu jednorodzinnego doszło do zdarzenia w wyniku, którego życie stracił jeden z przebywających tam mężczyzn.

 

Tragicznie zmarły pracował tam jako pracownik budowlany. W trakcie prowadzonych prac ziemnych przygniotła go łyżka koparki. To doprowadziło niestety do śmierci na miejscu, w wyniku odniesienia przez mężczyznę rozległych obrażeń.

 

68-latek został przygnieciony do koła drugiej maszyny znajdującej się na terenie budowy. Niedługo później wyszło na jaw, że 30-latek sterujący koparką był pijany.

 

To jednak nie wszystko. Jak się okazało, policja zatrzymała również pozostałe osoby pracujące na tej budowie, gdyż jak się okazało, wszyscy robotnicy spożywali alkohol.

 

Mieszkającemu w powiecie suskim operatorowi koparki grozi kara nawet 10 lat więzienia. 30-latek usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci 68-letniego pracownika budowlanego.

 

 

 

Źródło: krakowwpigulce.pl

Fot.: Flickr

Do tragedii doszło we włoskiej miejscowości Sorrento. Tragicznie zmarła 54-letnia Polka podróżowała tego lata do Włoch w ramach pielgrzymki organizowanej przez Parafię Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Skawie.

 

W planie wyjazdu przy okazji nawiedzenia ważnych dla katolików miejsc, było odwiedzenie takich terenów jak: Neapol, Sorrento, San Marino, Amalfi, Orvieto oraz Wenecja. Niestety radosny czas pielgrzymowania przerwała nagła śmierć jednej z uczestniczek.

 

54-letnia Ewa, która wyjechała do Włoch w towarzystwie swoich dwóch sióstr, zginęła będąc w drodze do sklepu. Planowała zakupić pomarańcze dla rodziny z Polski, lecz wtedy niestety rozegrał się dramat.

 

Kobieta została potrącona przez motocyklistę, kiedy znajdowała się na przejściu dla pieszych. Na miejsce zdarzenia przyjechało pogotowie, jednak niestety nie udało się uratować życia Polki. Zmarła ona w drodze do szpitala.

 

Mieliśmy wracać do hotelu busem, ale Ewie bardzo zależało, żeby kupić jeszcze włoskie pomarańcze dla rodziny w Polsce, więc postanowiła wrócić na piechotę. Na przejściu dla pieszych nagle zza busa wyjechał wprost na nią motocyklista. Zmarła w karetce w drodze do szpitala – opowiada jedna z kobiet, która również uczestniczyła w tej pielgrzymce.

 

Członkowie rodziny będący w Polsce, zostali poinformowani o tym co się stało za pośrednictwem księdza pełniącego rolę opiekuna pielgrzymki. Duchowny zatroszczył się również o wsparcie przy załatwianiu formalności przy tym wyjątkowo smutnym wydarzeniu. Ciało 54-latki ma zostać przetransportowane do Polski w przeciągu kilku dni.

 

Pobyt we Włoszech został w związku z zaistniałą sytuacją skrócony i uczestnicy pielgrzymki powrócili już do ojczyzny.

 

 

 

Źródło: o2.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

 

Tragedia miała miejsce na drodze między Ostrołęką a Szczytnem, dokładniej na terenie Myszyńca Starego na Mazowszu. W wypadku zginęły trzy osoby, byli to członkowie jednej rodziny. Jak przekazał „Tygodnik Ostrołęcki”ofiary jechały do ośrodka wypoczynkowego na Mazurach w ramach wakacyjnego wyjazdu.

 

Na miejscu zginęła 80-letnia Regina D. oraz 49-letnia Dorota D. Najmłodszy z podróżującej rodziny- 9-letni chłopiec został przetransportowany do szpitala, jednak niestety i jego życia nie udało się uratować.

 

Do tragedii doszło w wyniku zderzenia dwóch ciężarówek i znajdującego się pomiędzy nimi samochodu osobowego, w którym były zmarłe kobiety oraz 9-latek.

 

Jednemu z kierowców ciężarówki postawiono zarzut umyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym. Jak jednak poinformowała prowadząca sprawę prokuratura, 50-letni mężczyzna złożył obszerne wyjaśnienia, ale nie przyznał się do winy.

 

W internecie pojawiło się nagranie, na którym zarejestrowano tragiczny wypadek. Świadomość, że w tak krótkiej chwili zginęła podróżująca rodzina jest wstrząsająca, ale powinna też zwrócić uwagę wszystkich na to, jak ważne jest by pomimo pośpiechu zachować stałą czujność i ostrożność na drodze.

 

 

 

Źródło: polsatnews.pl ; YouTube/Uparty Jak Kurp