Do dramatycznych scen doszło w centrum województwa łódzkiego. Na jednej z ulic na terenie Łodzi rozegrała się tragedia, której skutki mogły przerazić nawet przybyłych na miejsce akcji przedstawiciele policji i straży pożarnej. Czegoś takiego przedstawiciele służb mieli jeszcze bowiem nie widzieć pełniąc obowiązki służbowe.

 

Wstrząsająca sytuacja wydarzyła się w ostatni weekend, a dokładniej o poranku w niedzielę. Tragedia spotkała 19-letniego mężczyznę, który kierując samochodem marki audi a3 jechał w stronę miejscowości Łuków. Kiedy przejechał ul. Łupkową, miał on zacząć manewr wyprzedzania swoim samochodem innego pojazdu- fiata pandę, którego kierowca również zmierzał w kierunku Łukowa. Finał tej sytuacji był jednak bardzo tragiczny.

 

19-letni kierowca stracił w tamtym momencie kontrolę nad pojazdem w nie do końca jasnych okolicznościach. W efekcie tego incydentu zjechał on kierowanym audi na lewą stronę drogi, a następnie wypadł z jezdni, po czym uderzył w stojące obok przydrożne drzewo.

 

Zgodnie z informacjami przekazywanymi przez miejscowe media, 19-latek jechał z dużą prędkością. Prowadzone przez niego audi a3 osiągać miało według tych doniesień prędkość sięgającą nawet 150 km/h. Przedstawiciele policji nie potwierdzili jednak prawdziwości treści tych doniesień.

 

Siła uderzenia o drzewo miała być na tyle duża, że samochód przełamał się na pół. Jak podaje portal o2.pl, przybyli na miejsce strażacy oraz funkcjonariusze policji mieli stwierdzić, że nie widzieli wcześniej tak zniszczonego pojazdu.

 

Choć policja nie zdradza zbyt wiele w kwestii prowadzonych działań wyjaśniających w tej sprawie, to jednak sprawdzane miały być doniesienia dotyczące tego, czy do tragedii doszło przy okazji nielegalnego wyścigu. Nie jest bowiem wykluczone, że obydwaj kierowcy mogli ścigać się ze sobą.

 

Postępowanie w tej sprawie prowadzone jest pod nadzorem prokuratury.

 

 

Źródło: o2.pl

Fot.: Pixabay

Choć od tygodni, wiele Polek i Polaków spędza większość czasu w swoich domach, stosując się do zaleceń i obostrzeń wprowadzonych w ramach walki z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, to jednak takie unikanie zgromadzeń nie sprawia niestety, że zupełnie unikamy kryminalnych, tragicznych i makabrycznych wydarzeń w naszym kraju. To co wydarzyło się na terenie województwa mazowieckiego, a dokładniej w miejscowości Konstancin-Jeziorna.

 

Najpierw, dokonano pierwszego makabrycznego odkrycia w Konstancinie, w rejonie Łąk Oborskich. Są to tereny leśno-łąkowe i to właśnie tam w niedzielę około godz. 14, podczas spaceru, pewien człowiek zauważył wystający z ziemi fragment kurtki. Jak się okazało, było to ciało młodej kobiety, ukryty w płytkim dole i przykryty gałęziami oraz liśćmi.

 

Sprawą po tym wstrząsającym odkryciu zajmuje się prokuratura. Choć policja nie chce ujawniać dokładnych informacji dotyczących okoliczności i przyczyn śmierci zmarłej, to wiadomo jednak iż zatrzymano w związku z tymi wydarzeniami siedem osób. Dla wielu szokujące może być to, że wśród zatrzymanych znalazły się trzy osoby nieletnie. Takie informacje przekazał cytowany przez portal rmf24.pl Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.

 

Najmłodszy z zatrzymanych w tej sprawie ma mieć, jak podaje „Super Express”, ma zaledwie 16 lat. Nie jest jednak pewne to, jakie związki dokładniej mają ze śmiercią młodej kobiety zatrzymane osoby. To jednak nie jest koniec makabrycznych doniesień z Konstancina-Jeziorna.

 

Jak podano na łamach se.pl, w środę odnaleziono tam kolejne zwłoki. Jak potwierdzić miała policja, tym razem chodzi o 35-letniego mężczyznę, którego ciało zostało przekazane na sekcję zwłok. Wykluczono jednak w tym przypadku udział osób trzecich.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; se.pl ; niezalezna.pl

Fot.: Facebook/policjaat112

 

 

Jak poinformował Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej, oficjalne zakończone zostało dochodzenie dotyczące dramatycznego wydarzenia z maja zeszłego roku. Przy okazji awaryjnego lądowania samolotu Suchoj Superjet 100 należącego do linii Aerofłot doszło do tragedii. W wyniku pożaru, życie straciło niestety 41 osób. Sporo mówiło się wówczas o nieodpowiedzialnym zachowaniem części pasażerów starających się ratować bagaże, narażając życie swoje i innych ludzi na pokładzie.

 

Przy okazji udostępniono też nagranie, na którym ujęto część płyty lotniska, na której 5 maja 2019 roku płonęła wówczas maszyna, a ludzie w panice uciekali.

 

Podczas tamtego feralnego lotu, niedługo po starcie o godz. 18 z lotniska w Moskwie, załoga zgłosiła do wieży kontroli lotów iż nastąpiły problemy z samolotem. Podjęto wówczas decyzję o zawrócenie na lotnisko w stolicy Rosji, zamiast kontynuować lot do Murmańska.

 

Około godz. 18:30 nastąpiło awaryjne lądowanie, które zakończyło się tragicznie. Uderzenie maszyny o płytę lotniska doprowadziło do wylania się paliwa ze zbiorników i finalnie tył samolotu zaczął płonąć.

 

Zdaniem śledczych wyjaśniających okoliczności tej sprawy, że przyczyną tragedii była awaria, a nie błąd pilotów.

 

 

Źródło: Wprost.pl ; YouTube/Следственный комитет Российской Федерации

Niestety to kolejne niepokojące wieści, jakie w ostatnich godzinach dotarły ze świata. W czasie kiedy za oceanem, na terenie Ameryki Północnej trwa walka z epidemią koronawirusa i jej skutkami, służby w Kanadzie zmierzyć musiały się w ostatni weekend z atakami dokonywanymi przez uzbrojonego napastnika w miejscowości Portapique, leżącej na terenie określanym jako Nowa Szkocja. Według przekazywanych informacji, to pierwsza w historii kraju taka sytuacja, kiedy ginie taka liczba osób.

 

Sprawca okrutnej akcji działał w przebraniu funkcjonariusza policji, a dodatkowo przemieszczał się też przy użyciu fałszywego radiowozu. Cały dramat rozegrać miał się jak podaje portal o2.pl, w sobotni wieczór, po godzinie 22. Zachowując się jak szalony mężczyzna, strzelał do ludzi i podpalał budynki. Funkcjonariusze podjęli działania mające na celu zabezpieczenie prowincji Nowa Szkocja oraz powstrzymanie fałszywego policjanta. Akcje służby podjęły po alarmującym zawiadomieniu na temat funkcjonariusza używającego bezpodstawnie broń wobec ludzi. Był to właśnie podszywający się pod policjanta szaleniec.

 

W wyniku serii ataków zginęło siedemnastu ludzi, jednak według podawanych przez media informacji, przedstawiciele służb twierdzą, że finalnie bilans ten może okazać się niestety bardziej tragiczny. Już jest to jednak największa taka tragedia w historii Kanady. Do tej pory największą liczbę ofiar śmiertelnych odnotowano bowiem przy okazji strzelaniny na terenie uczelni w Montrealu, która miała miejsce w 1989 roku. Zginęło wówczas 14 osób.

 

Wśród zabitych w weekendową noc osób znalazła się również miejscowa policjantka Heidi Stevenson, która osierociła dwójkę dzieci. Wiele osób z tamtej części Nowej Szkocji ciepło ją dziś wspomina, a dla jej bliskich zorganizowano zbiórkę pieniężną w ramach wsparcia po tych tragicznych doświadczeniach.

 

 

Poszukiwania mężczyzny, który zaatakował w sobotni wieczór na terenie Nowej Szkocji trwały przez około 12 godzin. Ostatecznie pościg zakończył się schwytaniem napastnika przebranego za policjanta. Mężczyzna ten zmarł po zatrzymaniu, jednak nie są znane dokładne okoliczności jego śmierci.

 

Jak się okazało, sprawca 51-letni Gabriel Wortman. Nie są znane jednak motywy jego działania i zapewne jest to nadal ustalane przez służby, dlaczego człowiek ten dopuścił się serii zabójstw. Według służb, jego działanie jednak ma nie być wiązane ze światowym terroryzmem.

 

Poniżej znajduje się fotografia nie żyjącego już Gabriela Wortmana, który w sobotni wieczór rozpoczął serię ataków na ludzi i podpaleń w Portapique.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; wp.pl ; Twitter

Fot.: Pixabay

 

To co rozegrało się w jednym z miast na południu Polski może być szokujące dla wielu czytelników. Niestety wydarzenie to można śmiało uznać za makabryczne, a szczegóły tragedii mogą być nieodpowiednie dla szczególnie wrażliwych osób. Przy tym wszystkim, dosyć tajemnicze są okoliczności całej historii.

 

Wstrząsająca sytuacja rozegrała się w miejscowości Orzesze, leżącej na terenie województwa śląskiego. W jednym z domów przy ulicy Pocztowej doszło tydzień temu do strasznej tragedii. Wielu intryguje fakt, że wydarzyło się to w rodzinie, która nigdy nie stwarzała problemów i nie przejawiała niepokojących zachowań w oczach sąsiadów. Na podwórku przy tej posiadłości widać trampolinę, zjeżdżalnie i dość zadbane otoczenie domu. Miejsce to niestety stało się świadkiem przerażających scen.

 

Tamtego nieszczęśliwego dnia, w domu tym dostrzeżony został pożar. Kiedy na miejsce przybyły służby, dokonano makabrycznego odkrycia. Obok budynku znajdowała się bowiem ranna kobieta, którą przetransportowano do szpitala. Wewnątrz domu znaleziono jednak już martwych ludzi, czyli jej męża i dziecko. Mężczyzna miał mieć rany w okolicach klatki piersiowej, a 10-letnia córka Klaudia została według ustaleń śledczych uduszona.

 

To jak wyglądały obrażenia wszystkich członków tejże rodziny oraz fakt, że w opinii sąsiadów była to normalna rodzina, która jeszcze niedawno wspólnie miło spędzała czas przy grillu, wywołało wiele pytań oraz wątpliwości co do tego co właściwie tam się stało i kto jest odpowiedzialny za całą tragedię. Jak potwierdziła policja, nikt w tej rodzinie nie był też objęty przymusową kwarantanną w związku z epidemią. Śledczy wzięli pod uwagę, że winna jest matka lub ojciec dziecka.

 

Jak podaje portal Fakt.pl, nowe światło na sprawę rzucić miały kolejne ustalenia w śledztwie i przesłuchanie rannej kobiety. Najbardziej prawdopodobna zdaniem prokuratorów z Mikołowa jest wersja mówiąca o tym, że to mężczyzna doprowadził do śmierci dziecka, zaatakował swoją małżonkę, wywołał pożar i w brutalny sposób pozbawił się życia.

 

Szymon Sz. od kilku miesięcy pracować miał jako kierowca tira. Wcześniej jednak zajmował się też innymi biznesami. Według tej najbardziej zdaniem prokuratury wersji wydarzeń, do tak okrutnego czynu pchnąć miały go problemy finansowe. Mężczyzna miał mieć bowiem sporo długów.

 

 

Źródło: TVP Info ; Fakt.pl

Fot.: Flickr

Ludzie na całym świecie śledzą i publikują informacje o koronawirusie rozprzestrzeniającym się w różnych krajach na wszystkich zamieszkałych przez ludzkość kontynentach. Najpoważniejsza sytuacja ma mieć według medialnych doniesień miejsce w Chinach, Korei, Iranie, a także we Włoszech. Niestety epidemii często towarzyszyć mogą też inne dramatyczne sytuacje i z jedną z takowych mamy niestety do czynienia w dniu dzisiejszym.

 

Tragiczne sceny rozegrały się na terenie państwa, w którym rozpoczął się problem z nowym wirusem, czyli w Chińskiej Republice Ludowej. Według docierających stamtąd wiadomości doszło do zniszczenia budynku hotelu, w którym przebywały osoby objęte kwarantanną w związku z możliwością zakażenia koronawirusem. Pod gruzami znaleźć mogły się dziesiątki ludzi.

 

Do zawalenia hotelu doszło na terytorium miejscowości Quanzhou leżącej w chińskiej prowincji Fujian w południowo-wschodniej części Chin. Do zdarzenia doszło około godz. 19:30 czasu lokalnego, czyli około godz. 12:30 czasu polskiego, a informacje na ten temat potwierdzili za pośrednictwem strony internetowej przedstawiciele władz miasta Quanzhou.

 

Mówi się o tym, że pod gruzami znaleźć mogło się około 70 osób. Służby ratunkowe mają wyciągać spod zawalonej konstrukcji tam przebywających ludzi.

 

Pojawiają się również informacje, że do zawalenia się budynku mogło nie dojść przypadkowo, a przyczynić mogło się celowe działanie. Według niektórych medialnych doniesień są w tej sprawie zatrzymania, jednak panuje w pewnym stopniu chaos informacyjny.

 

Na portalach społecznościowych internauci udostępnili nagrania z miejsca tragedii.

 

 

Źródło: Wprost.pl ; Onet.pl ; Interia.pl ; Twitter

 

 

Niestety to kolejne tragiczne informacje dotyczące znanych osób, a tym razem chodzi o osobisty rodzinny dramat jaki przeżywa pewien znany grający na światowym poziomie piłkarz. Te doniesienia wywoływać mogą wielki smutek u jego fanów i kibiców klubu, w którym występuje, a także wśród po prostu zwykłych ludzi wyobrażających sobie ogrom tej tragedii.

 

Mowa tu o tym co przechodzi obecnie Naby Keita, znany zawodnik pochodzący z Gwinei, a występujący obecnie na stadionach angielskiej Premier League, w barwach słynnego klubu Liverpool FC.

 

Brat pomocnika Liverpoolu oraz reprezentacji Gwinei znalazł się wśród tragedii jaka rozegrała się w ich ojczyźnie. W czwartkowy poranek, niedaleko miejscowości Mamou doszło do straszliwego w skutkach wypadku. W autokarze, który brał udział w tym tragicznym zdarzeniu znajdowali się zawodnicy drużyny Etoile de Guinee, którzy jechali do Kankan, gdzie rozegrać mieli kolejne spotkania w ramach rozgrywek miejscowej ligi.

 

Jak przekazała włoska „La Gazetta dello Sport”, w pojeździe znajdowało się łącznie 27 ludzi, a wśród nich oprócz kierowcy 22 piłkarzy, a także 4 członków sztabu szkoleniowego. Angielski „AS” podał natomiast, że wśród osób, które zginęły w wypadku znalazł się brat Naby’ego Keity- Almamy Keita. Z pewnością jest to bardzo trudny czas dla zawodnika znanego z meczów angielskiej ligi.

 

Łącznie życie w tym zdarzeniu stracić miało dziewięciu, a nie jak początkowo podawano w mediach ośmiu piłkarzy. Choć nie są znane oficjalne przyczyny tragedii, to po wstępnych ustaleniach stwierdzono, że najprawdopodobniej doszło do awarii układu hamulcowego w autokarze.

 

– Zjeżdżaliśmy z górki, gdy nagle wysiadły hamulce. Przed nami były trzy zakręty: dwa kierowcy udało się jakoś pokonać, ale przy trzecim nie mógł nic zrobić. Stracił kontrolę i uderzył w drzewo

– mówił kierownik drużyny w rozmowie z guineematin.com.

 

 

Źródło: AS ; „La Gazetta dello Sport” ; Guineematin.com ; WP.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Pixnio

 

Do dramatycznej sytuacji doszło u naszych sąsiadów. Jeden z trenerów sportowych doprowadził do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego życie straciła młoda kobieta, a kilka innych osób zostało rannych, przez co musieli oni trafić na obserwację do szpitala.

 

Smutne wieści dotarły z Czech. To tam właśnie rozegrał się dramat po tym jak w Harrachovie odbywały się juniorskie zmagania skoczków narciarskich, którzy rywalizowali w ramach mistrzostw tego kraju. Niestety w czasie powrotu młodych sportowców do swoich domów, rozegrało się coś co z pewnością pozostanie im na długo, a nawet całe życie w pamięci.

 

Biorący udział w zawodach skoczkowie odwożeni byli busem przez swojego trenera. Niestety podczas jazdy, mężczyzna ten uderzył na jednej z czeskich dróg kierowanym pojazdem w samochód osobowy marki skoda, w którym jechali członkowie jednej rodziny. Zdarzenie miało miejsce w stosunkowo niedalekiej odległości od miejscowości Jilemnice.

 

Portal Echo24.cz, powołując się na źródła w Czeskiej Agencji Prasowej przekazał, że niestety przy okazji zderzenia, życie straciła kobieta siedząca za kierownicą skody, której nie udało się uratować pomimo reanimacji. Jej mąż oraz dziecko zostali przetransportowani na obserwację do szpitala. Poszkodowanych zostać miało według dziennikarzy również pięcioro osób znajdujących się w kierowanym przez trenera busie, a wśród nich czworo ludzi poniżej 18. roku życia. W akcję zaangażowano pięć karetek, a także dwa ratunkowe helikoptery.

 

Policja poinformowała w rozmowie z czeskimi mediami, że trener młodych czeskich skoczków był w czasie jazdy pod wpływem alkoholu. W jego krwi miało być około pół promila alkoholu. Za doprowadzenie w takich okolicznościach do tragicznego wypadku, doświadczonemu w sporcie trenerowi grozić ma sześć lat pozbawienia wolności.

 

 

Źródło: Echo24.cz ; Interia.pl ; Sport.pl

Fot.: Wikimedia Commons

W sieci pojawiły się nagrania przedstawiające wstrząsający widok po kataklizmie jaki miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w miejscowości Nashville i sąsiednich hrabstwach na terenie stanu Tennesse. Jak poinformowała stacja Fox News, przez tamte rejony przejść miały aż dwa tornada, które doprowadziły do tak opłakanych skutków.

 

W wyniku silnego wiatru, a także licznych burz zdewastowane zostało m.in. śródmieście, a zniszczeniu w wyniku żywiołów uległo około 40 budynków. Zdaniem świadków widać były też rozbłyski powstałe w wyniku uszkodzenia tamtejszych transformatorów.

 

 

Przedstawiciele służb zaapelowali do mieszkańców, aby dla własnego bezpieczeństwa nie opuszczać miejsc zamieszkania. Media poinformowały, że zginęło kilkanaście osób, a inni zostali ranni. Mówi się jednak, że poszkodowani mogą być wciąż poszukiwani na zniszczonych terenach w tamtej części stanu Tennesse. Liczba ofiar śmiertelnych może finalnie okazać się inna, ponieważ zapanował w tej sprawie pewien chaos informacyjny po przejściu żywiołów.

 

 

W internecie obejrzeć można fotografie, jak również nagrania, na których zarejestrowano widok jaki przyniosła niszcząca siła kataklizmu.

 

⚠️ Bardzo silne tornado uderzyło w miasto Nashville, stolicę amerykańskiego stanu Tennessee, w nocy z 2 na 3 marca czasu…

Gepostet von Kataklizmy w Polsce i na świecie am Dienstag, 3. März 2020

 

 

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter

Fot.: Facebook/@KataklizmyPLWR