Do dramatycznych wydarzeń doszło na terenie prowincji Alessandria leżącej w północnej części kraju, a dokładniej na terenie niewielkiej miejscowości Quargnento. Niestety wszystko wskazuje na to, że do wybuchów doszło w wyniku celowego działania. Sprawcy mogli jednak nie brać pod uwagę, że skutki detonacji będą aż tak tragiczne.

 

W wyniku eksplozji do jakich doszło w dniu wczorajszym w Quargnento życie stracili 46-letni Matteo Gastaldo, 38-letni Marco Triches oraz 32-letni Antonio Candido. Byli to trzej strażacy biorący udział w akcji po otrzymaniu informacji o pierwszym wybuchu w tamtym rejonie. Spod gruzów, zniszczonego w wyniku wybuchów budynku, wydobyto jeszcze dwóch innych rannych strażaków oraz również poszkodowanego podczas akcji policjanta.

 

 

Cała tragedia rozegrała się na jednej ze znajdujących się w Quargnento farm. Służby przybyły na miejsce, gdy doszło tam do wybuchu, okazało się jednak, że niestety nie był to koniec eksplozji.

 

Niedługo po tragedii, śledczy szybko skierowali śledztwo na podejrzenie, iż do wybuchów mogło nie dojść w przypadkowych okolicznościach. Na terenie farmy, na której doszło do zdarzenia, znaleziono bowiem butle wypełnione gazem oraz zapalniki czasowe.

 

Analizujemy znalezione w domu przedmioty, podczas przeszukiwania w gruzach znaleźliśmy zatrzymany zegar i butlę z gazem. Eksplozja mogła być zaplanowana – powiedział po tragicznych wydarzeniach prokurator Enrico Cieri w rozmowie z dziennikarzami.

 

Jak się okazuje, doprowadzenie do wybuchu mogło być zamiarem dokonania swoistej zemsty lub rozliczenia w ramach porachunków biznesowych albo nawet osobistych czy rodzinnych. Właścicielem zniszczonej farmy jest bowiem 55-letni Giovanni Vincenti, biznesmen w branży turystycznej. Wyremontował on tę wykupioną 23 lata temu farmę, jednakże od długiego czasu toczył spory z innymi przedsiębiorcami, a także skonfliktował się z rodziną. Jego syn miał nawet w 2016 roku zabrać z farmy swego czasu konie i wyjechać wraz żoną do Turynu, co było skutkiem kłótni z 55-latkiem.

 

Co ciekawe Giovanni Vincenti miał już wcześnie paść ofiarą ataków na jego osobę. W 2003 roku doszło do innego pożaru w wyniku podpalenia na terenie posiadanej przez niego stodoły. Vincenti trafił też swego czasu do szpitala z obrażeniami, które odnieść miał w wyniku pobicia.

 

Dokładne okoliczności wybuchów, w wyniku których życie straciło kilku strażaków, wyjaśnić mają prowadzone przez śledczych dalsze działania.

 

 

 

 

Źródło: nextquoridiano.it ; osp.pl ; repubblica.it ; YouTube/Il Sole 24 ORE ; YouTube/TG2000

Fot.: Vigili del Fuoco ; Pxhere.com

W internecie niejednokrotnie transmitowane były na żywo sytuacje, które niestety zakończyły się tragicznie. W takich przypadkach zdarzało się też, że tragiczna śmierć spotkała osobę prowadzącą na żywo transmisję w sieci. Tak też było w tym przypadku.

 

Sprawa dotyczy pewnego YouTubera z Japonii, znanego jako TEDZU. Mężczyzna transmitował na żywo swoją próbę zdobycia szczytu góry Fudżi, która znajduje się w jego kraju. Młody człowiek zdecydował się podjąć się ryzykownego wyzwania, ponieważ podążał szlakiem, który otwarty jest jedynie od lipca do września.

 

Podążanie zamkniętą trasą okazała się dla YouTubera tragiczne w skutkach. W pewnym momencie, na zarejestrowanym z tej wyprawy nagraniu widać jak TEDZU zsuwa się ze zbocza góry, a nagranie urywa się.

 

Wcześniej podczas transmisji YouTuber narzekał na odmrażające palce. Niestety niedługo później zakończył on swój żywot.

 

Ciało mężczyzny zostało znalezione na wysokości 2987 metrów przez ratowników. Było to kilkaset metrów do szczytu góry.

 

Poniżej znajduje się nagranie, na którym zarejestrowane zostały ostatnie chwile japońskiego YouTubera.

 

 

 

 

Źródło: YouTube/Rijndael ; poinformowani.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Do sieci trafiło dramatyczne nagranie. Mężczyzna postanowił zbliżyć się do słonia, aby zrobić mu zdjęcie. Zakończyło się to dla niego tragicznie.

 

40-letni Hindus Sadik Rahmam utknął w korku spowodowanym przez słonia, który prawdopodobnie uciekł z pobliskiego parku narodowego Gorumara. Mężczyzna postanowił na pamiątkę zrobić zdjęcie zwierzęciu. Gdy się jednak zbliżył do słonia, ogromne zwierzę przewróciło mężczyznę i zaczęło go deptać.

 

Na miejscu byli świadkowie, którzy zdarzenie nagrywali telefonami. Nikt jednak nie odważył się spróbować pomóc Rahmanowi. Na miejsce wezwano jedynie pogotowie. Niestety obrażenia były na tyle poważne, że doprowadziły do śmierci mężczyzny.

 

YouTube, telewizjarepublika.pl
Foto: zrut z ekranu YouTube/ViralVideoUK
MR

Media informują o horrorze, jaki przez 10 lat przeżywała młoda kobieta. Była zamknięta w piwnicy, torturowana i wielokrotnie gwałcona przez swojego oprawcę.

 

W 2007 r. 19-letnia wówczas obywatelka Rumunii przyjechała do włoskiej miejscowości Lamezia Terme. Jak informuje „La Republicca”, kobieta zatrudniła się tam w charakterze pomocy domowej, a do jej głównych obowiązków należało sprawowanie opieki nad starszą osobą.

 

Wszystko wyglądało normalnie do momentu, kiedy staruszka zmarła. Jej syn zaczął nękać młodą imigrantkę, a następnie zamknął ją w piwnicy. Tam kobieta przeżywała prawdziwą gehennę. Była przywiązana do łóżka, a mężczyzna regularnie torturował i gwałcił swoją ofiarę. W wyniku wymuszonych stosunków seksualnych kobieta urodziła dwoje dzieci – córkę i syna.

 

Narodziny wspólnych dzieci wcale nie zmieniły postępowania zwyrodnialca. Córeczkę i synka zamknął razem z kobietą w piwnicy. Dzieci były zmuszone, aby patrzeć, jak ojciec znęca się nad ich matką.

 

CZYTAJ TAKŻE: Co za bestialstwo. Na oczach matki ścięto głowę 6-latka!

 

W internecie można obejrzeć nagranie udostępnione przez włoskich karabinierów. Widać na nim, że pomieszczenie, w którym była przetrzymywana kobieta z dziećmi było bardzo brudne. Pełno tam było myszy, insektów i śmieci, a za posłania musiały służyć sterty katonów.

 

Twitter/_Carabinieri_

Foto: Youtube.com/ zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe
MR

Pomimo tego jak często w kampaniach społecznych i na stronach polskiej policji przypomina się o ostrożności na drodze, to jednak wciąż na polskich drogach dochodzi do dużej ilości wypadków śmiertelnych. Nagranie z jednego z nich krąży po sieci i dla wielu internautów może być wstrząsające.

 

Zarejestrowana sytuacja miała miejsce w Krakowie. Do wypadku doszło na skrzyżowaniu ulic Zielińskiego, Kapelanka i Monte Cassino. Zderzenie nastąpiło po tym jak jeden z kierowców zlekceważył sygnalizację świetlną. Miał to być 23-latek siedzący za kierownicą Skody. Niestety w następstwie tego błędu, życie straciła jadąca z nim 25-latka.

 

Śledztwo w sprawie tego śmiertelnego wypadku jest prowadzone przez prokuraturę. Małopolska policja zdecydowała się natomiast udostępnić nagranie z tamtego tragicznego wieczoru na Facebooku, aby wzbudzić w kierowcach refleksję i przestrzec przed lekceważącym podchodzeniem do przepisów, nawet kiedy droga wydaje się być z pozoru pusta.

 

Nagranie można obejrzeć wchodząc w poniższy link:

 

https://www.facebook.com/Malopolska.Policja/videos/413217185993814/

 

 

Źródło: Facebook/@Malopolska.Policja

 

Sadystyczna babcia z USA nie potrafiła uspokoić płaczącej wnuczki. Postanowiła ukarać dziecko zanurzając ją we wrzątku. Kobieta trafiła do aresztu, a stan dziecka jest ciężki. 

 

Jak czytamy na portalu nczas.com do sytuacji doszło w sierpniu w Chattanooga w stanie Tennessee w USA. 2-letnia Kyle została pozostawiona przez rodziców pod opieką babci. Kobieta, która okazała się być sadystką nie potrafiła poradzić sobie z opieką nad dzieckiem.

 

Zdaniem babci dziecko źle się zachowywało, więc postanowiła je ukarać. Jako formę kary wybrała zanurzenie stóp dziewczynki we wrzątku. Spytana o powód swojego postępowania odpowiedziała, że miała gorszy dzień.

 

Dziecko wielokrotnie pozostawało pod opieką babci i nigdy nie dochodziło do podobnych zdarzeń. Jak relacjonuje macocha dziewczynki, tuż po zostawieniu dziecka u babci dostała telefon o szybki powrót. W tle słyszała potworne krzyki 2-latki.

 

Kobietę aresztowano, trwa postępowanie w sprawie oskarżenia o znęcanie się nad dzieckiem. Kwota kaucji, za którą mogłaby wyjść z aresztu wynosi 150 tys. dolarów.

 

Stan dziewczynki jest poważny. Przeszła już 4 operacje, jednak poważne poparzenia na stopach nie goją się. Czekają ją kolejne, drogie operacje, na które rodzice zbierają fundusze. Dziewczynce grozi utrata stóp. Zbiórkę można wesprzeć tutaj.

 

Źródło: Nczas.com

33 zwłoki ofiar pożaru statku dla płetwonurków odnalazła straż przybrzeżna. Do tragedii doszło w poniedziałek, przeżyło jedynie 5 osób. Trwają poszukiwania kolejnych ofiar.

 

Do pożaru doszło w poniedziałek w pobliżu południowych wybrzeży Kalifornii w USA. Spłonął statek dla płetwonurków, na którym było obecnych 39 osób.

 

34 osoby zostały uznane za zmarłe. Do tej pory odnaleziono zwłoki 33 ofiar, cały czas trwają poszukiwania jednego ciała. Z pożaru uratowało się jedynie 5 osób należących do załogi, którzy przepłynęli pontonem do innej pobliskiej łodzi.

 

Pasażerowie statku wybrali się w trzydniowy rejs po Oceanie Spokojnym. W jego trakcie mieli nurkować i poznawać podwodny świat. Koniec wycieczki planowany był na  poniedziałek.

 

Nie wiadomo co spowodowało tragiczny wypadek. Według straży przybrzeżnej statek pozytywnie przechodził przeglądy w 2018 roku, nie znaleziono wówczas żadnych usterek ani uchybień. Statek był wyposażony we wszystkie potrzebne kamizelki ratunkowe oraz tratwy. Sprawę bada specjalnie powołana komisja.

 

Źródło: Tvp.info
Fot: Zdjęcie poglądowe

Do tragicznego wydarzenia doszło na wakacjach w Turcji. 12-letnia dziewczynka została wessana przez pompę. 

12-latetnia Alisa Adamowa pojechała na wakacje do Turcji ze swoimi rodzicami. Do tragedii doszło na basenie hotelowym. Dziewczynka kąpała się, a chwilę później jej ramię zostało wciągnięte do pompy.

 

Dziecko znajdowało się pod wodą aż 15 minut. Tata dziewczynki próbował ją uratować. Jak informują świadkowie wielokrotnie wezwano obsługę hotelową do pomocy. Niestety ci zignorowali ich prośby. Tłumaczyli się, że nie wiedzieli jak mogą pomóc.

 

Po kilku minutach ludzie pomogli odłączyć urządzenie, jednak dziewczynka wciąż była uwięziona. Miała kawałek pompy wbity do ramienia. Ciężko ranna została przewieziona do szpitala jednak po 11 dniach zmarła.

 

Na razie sprawą zajęła się prokuratura, która zakazała opuszczania kraju trzem pracownikom. Godne uwagi jest też to, że według świadków na stanowisku na basenie nie było…ani jednego ratownika.

 

Mamy nadzieję, że turecki wymiar sprawiedliwości znajdzie winnych tej tragedii i że poniosą karę, na jaką zasługują.

-powiedział rzecznik rosyjskiej ambasady.

 

Po tragedii Internauci nie zostawili suchej nitki na hotelu. Dodawali obraźliwe i negatywne komentarze. Było ich tak dużo, że TripAdvisor postanowił zawiesić możliwość dodawania recenzji.

 

Źródło: o2.pl

Foto: Pixabay.com

 

Ta historia mrozi krew w żyłach. Wydarzyła się niemal 2 lata temu. Wtedy to  nieopodal wybrzeży Libii  służby morskie odnalazły wrak, a w nim szczątki kilkudziesięciu imigrantów. Zostali oni najprawdopodobniej  rozszarpani przez rekiny. Liczba  odnalezionych ciał to  30 osób.  Około 40 dalszych zostało uznanych za zaginione.

 

Migranci próbowali dostać się do Włoch. Przemyt ludzi z Libii do Włoch w ostatnim czasie zmalał za sprawą porozumienia między krajami o zacieśnieniu współpracy w zakresie zwalczania tego zjawiska, ale nie odstrasza to śmiałków, którzy za pomocą łodzi i pontonów próbują dostać się do Europy.

 

Na jednej z takich przepraw doszło do tragedii. Szczegółów wypadku nie poznamy już zapewne nigdy. Służby uratowały do tej pory 44 osoby, 40 uznano za zaginione a 30 zginęło. Wśród tych ostatnich było troje dzieci i 18 kobiet.

 

PJ

Za:RMF24
Ggia/Wikimedia Commons/CC BY-SA 4.0
Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe