Pomyłki telewizyjne zdarzają się stosunkowo często. Zazwyczaj są to małe pomyłki, czy przejęzyczenia, jednak raz na jakiś czas dochodzi do totalnej wpadki, którą będzie wspominać się latami. Tak prawdopodobnie będzie w tym przypadku u naszego wschodniego sąsiada – Ukrainy. 

 

 

„Tory były złe i podwozie też było złe” czy „brudny” stół w TVN to jedne z bardziej legendarnych wpadek w historii polskiej telewizji i niemal każdy o nich słyszał. Wpadki te co prawda kompromitujące, to postawiły w złym świetle tych, którzy po prostu nie podołali zadaniu bądź pokazali swoje ciemne oblicze. Inaczej jest jednak w przypadku opisywanym w tym artykule. Tutaj skompromitowaną osobą nie jest ten kto popełnił błąd, lecz najważniejsza osoba w kraju…

 

 

W czasie wczorajszego orędzia Volodymyr Zelensky poruszył w państwowej telewizji temat koronowirusa. Przekazywane przez niego informacje były bardzo ważne i skierowane do całego narodu. Jednak ktoś odpowiedzialny za wstawienie tekstu przemówienia do transmisji, tak aby także głuchoniemi mogli zrozumieć przekaz prezydenta, popełnił ogromną gafę.

 

 

Zamiast przekazanego mu prawidłowego tekstu, wstawił on napisy jednego z seriali detektywistycznych. W ten oto sposób niektórzy mogli pomyśleć, że Prezydent Ukrainy mówi takie słowa jak: „To ja zabiłem Erikę, ona zabrała mi ukochanego. Proszę wybacz mi Bello Osmałowska” czy ” Krystianie, przynieś drabinę!”.

Oto wspomniany fragment:

 

Taka sytuacja choć zabawna to na pewno nie polepsza zszarganej już opinii o prezydencie Zelenskim.

 

 

Źródła:

www.reddit.com

youtube/@ZG_trash

 

 

Temat koronawirusa i tego czy oraz w jakim tempie się rozprzestrzenia rozgrzewa emocje ludzi nie tylko w Chinach, ale też innych zakątkach świata, gdzie ludzie obawiają się pojawienia choroby. Niestety czasami nerwy mogą wziąć górę i tak też było w tym przypadku, gdy u naszych sąsiadów doszło do starć z policją.

 

Zdarzenie miało miejsce w rejonie centralnej części Ukrainy. 45 obywateli tego kraju wraz z 28 osobami pochodzącymi z innych państw zostało ewakuowanych z chińskiego Wuhan, a następnie po tankowaniu w Kijowie wylądowali w Charkowie. Stamtąd, ludzie ci zostali zabrani do ośrodka w miejscowości Nowi Sanżary, gdzie przejść mają kwarantanne w związku z wcześniejszym pobytem w regionie, w którym rozpocząć miał się problem z koronawirusem.

 

Przetransportowanie osób zagrożonych chorobą nie było jednak takie proste. Okoliczni mieszkańcy, którzy są przeciwni umiejscowieniu ewakuowanych w ich okolicy, starali się zablokować wjazd na teren ośrodka. Jak podaje RBK-Ukraina, protestujący w agresywny sposób ludzie dopuszczali się m.in. palenia opon oraz rzucania różnymi przedmiotami w kierunku autobusów. Próbowano też stworzyć tam barykadę. Rozpalone przed ośrodkiem ognisko zostało ugaszone przez straż pożarną, ale interweniować musiała również policja, z którą starli się ludzie blokujący wjazd ewakuowanym.

 

W trakcie walk z policjantami ranna została co najmniej jedna osoba. Jak przekazała ukraińska redakcja stacji BBC, w stronę funkcjonariuszy wykrzykiwano hasła określające ich „faszystami”. Wznoszony był również okrzyk: „hańba!”, co słychać na udostępnionym w sieci nagraniu. W całej akcji uczestniczyć miało ponad 600 osób. Zdaniem przedstawicieli policji, w gronie tym znaleźli się agresorze, którzy prowokowali bitwę.

 

W związku z tym co dzieje się w tym miasteczku, lokalne władze zwołały na piątek pilne posiedzenie miejscowej rady. Zwrócono się także z prośbą do ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, aby nie pozostawiać ewakuowanych w tym ośrodku, który zdaniem przedstawicieli lokalnych władz, nie jest przystosowany do bezpiecznego prowadzenia obserwacji przetransportowanych osób. Informacje na ten temat  przekazał portal „Ukraińska Prawda”.

 

Sam prezydent zaapelował natomiast o spokój. Na miejsce przybył ukraiński premier Ołeksij Honczaruk oraz szef tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Arsen Awakow.

 

 

 

Źródło: „Ukraińska Prawda” ; BBC ; RBK-Uraina ; rmf24.pl ; Twitter/@ua_poltava

Fot.: Pixabay

 

 

Od kilku dni, cały świat spogląda w stronę Bliskiego Wschodu. Choć napięcie pomiędzy Waszyngtonem a Teheranem zostało przez przywódców po obu stronach załagodzone, to jednak wydarzenia z ostatnich dni rodzić mogą wiele pytań i obaw o nadchodzącą przyszłość względem globalnej polityki. Za kulminację ostatnich zdarzeń uznać można noc z wtorku na środę, kiedy doszło nie tylko do ataku na bazy amerykańskie w Iraku w ramach odwetu za zabicie generała Sulejmaniego i innych ważnych dla Iranu postaci, ale też miała miejsce katastrofa samolotu ukraińskich linii lotniczych, który roztrzaskał się kilka minut po starcie z lotniska w Teheranie.

 

Na pokładzie ukraińskiego Boeinga znajdować miało się 176 pasażerów i załoga. Niestety wszyscy przebywający w maszynie ludzie zginęli. Wśród ofiar większość stanowią obywatele Iranu. Zginęli też jednak Kanadyjczycy, Ukraińcy i Szwedzi, na pokładzie miało nie być żadnego Polaka.

 

Wokół katastrofy samolotu pojawiło się sporo spekulacji i teorii. Choć już niedługo po katastrofie podano informacje, iż doszło do awarii, a zdarzenie nie ma związku z działaniami wojennymi, to jednak jest wiele pytań oraz kontrowersji dotyczących okoliczności wczorajszej tragedii.

 

Godzinę po roztrzaskaniu się Boeinga w niedalekiej odległości od stolicy Iranu, miejscowy urząd lotnictwa cywilnego zakomunikował, że do katastrofy doszło najprawdopodobniej ze względu na usterki techniczne. Co ciekawe w podobnym tonie wypowiedziała się niedługo po tragedii ukraińska ambasada w Iranie. Około dwie godziny po informacji irańskiego lotnictwa cywilnego, swój komunikat opublikowała strona ukraińska przekazując, że przyczyną awarii, która doprowadziła do katastrofy, był najprawdopodobniej problem z silnikiem. Wpis z taką wersją zdarzeń został jednak później zmodyfikowany. Usunięto bowiem fragment mówiący o awarii silnika oraz ogłoszono, że do wyjaśnienia przyczyn katastrofy, pojawiające się informacje w tej sprawie nie będą oficjalnymi.

 

Informacje na temat przyczyn katastrofy lotniczej są wyjaśniane przez komisję, a wszelkie oświadczenia dotyczące przyczyn wypadku przed podjęciem decyzji przez komisję nie są oficjalne

– przekazała ukraińska ambasada w Iranie.

 

Pojawiły się teorie, że samolot ukraińskich linii lotniczych mógł zostać zestrzelony na skutek pomyłki irańskiej obrony przeciwlotniczej, która zidentyfikowała maszynę jako intruza w postaci amerykańskiego samolotu wojskowego lub rakiety.

 

Niemiecki tabloid „Bild” poszedł krok dalej i z dość dużym przekonaniem pisze o tym, że samolot rozpadł się w wyniku zestrzelenia. Na swojej witrynie internetowej dziennikarze z tego zachodniego medium umieścili artykuł zatytułowany: „Fakty wskazują na zestrzelenie„.

 

Samolot, który wczoraj rozbił się pod Teheranem wyprodukowany został w 2016 roku, a ostatni przegląd techniczny miał mieć jeszcze w tym miesiącu. Chociaż czarne skrzynki z maszyny zostały odnalezione, to jednak władze Iranu nie zgadzają się na oddanie je Amerykanom jako producentom Boeinga. Zdaniem mediów, strona irańska miała przekazać również, że czarne skrzynki zostały uszkodzone.

 

Chociaż wyjaśnianie przyczyn katastrofy ukraińskiego samolotu będzie trwało zapewne dłuższy czas, a wątpliwości pojawia się tak wiele, należy mieć na uwadze, iż tego typu doniesienia są jak na razie tylko spekulacjami.

 

 

 

Źródło: Bild ; wp.pl ; gazeta.pl ; Twitter/@hassankhalid215

 

 

W Teheranie o godzinie 4:30 polskiego czasu  rozbił się Boening 737 – samolot pasażerski ukraińskich linii lotniczych. Na pokładzie było 170 osób.

 Po starcie z lotniska Imama Chomeiniego samolot spadł na ziemię pomiędzy miejscowościami Parand i Szahriar

— poinformował rzecznik agencji lotnictwa cywilnego Reza Dżafarzadeh .

Irańska telewizja chwilę później podała, że niestety nikt nie przeżył katastrofy.

Tożsamość pasażerów nie jest jeszcze znana. Samolot miał udać się do Kijowa.

 

wp.pl/twitter.com/Red. Fot. Red.

W Kijowie po raz kolejny odbył się marsz z okazji urodzin Stepana Bandery. Jego organizatorem była ukraińska partia „Swoboda” utożsamiająca się z nacjonalizmem, antysemityzmem oraz banderyzmem. Jak poinformowała kijowska policja na marszu zjawiło się około tysiąc osób.

 

Stepan Bandera urodził się 1 stycznia 1909 r. w Starym Uhrynowie, jako syn grekokatolickiego księdza Andrija Bandery. W 1929 r. wstąpił do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której odłam OUN-B przewodzony przez Banderę odpowiada za wymordowanie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej minimum 100 tys. Polaków. Jak donosiły źródła, Bandera w relacjach międzyludzkich był miły i uprzejmy wyłącznie do osób o zbieżnych poglądach. Ludźmi o innym światopoglądzie gardził, lekceważył i nie szczędził pod ich adresem obelg. To również on był zleceniodawcą zabójstwa w 1934 r. Bronisława Pierackiego – ówczesnego ministra spraw wewnętrznych II Rzeczpospolitej. Bandera zmarł w 1959 r. w Monachium.

 

W związku ze 111 rocznicą urodzin lidera OUN-B  ulicami Kijowa przeszedł marsz, a podczas niego padały nacjonalistyczne hasła. Jest to jeden z wielu przypadków, gdy Ukraińcy wynoszą na piedestał dawnych katów narodu polskiego. Na początku grudnia sąd apelacyjny pozostawił w mocy decyzję kijowskiej Rady Miejskiej, która chcąc upamiętnić Romana Szuchewycza (jedna z czołowych postaci OUN i członek SS Galizien) oraz Stepana Banderę, ku ich czczi nazwała dwie stołeczne ulice. Nie jest to przypadek bez precedensu, gdyż w wielu ukraińskich miastach stoją pomniki morderców Polaków.

 

Na Ukrainie od dłuższego czasu trwa heroizacja zbrodniarzy wojennych odpowiadających za ludobójstwo Polaków. Z osób, które bez zawahania i w niejednokrotnie bardzo brutalny sposób odbierały życie ludności cywilnej robi się bohaterów, którzy walczyli o wyzwolenie narodu. Ofiary i zupełnie niewinne osoby kreowane natomiast są na okupantów i ciemiężycieli ukraińskiego narodu. Logika ta jest bardzo tożsama do tej stosowanej przez Władimira Putina, który to Polskę oskarża o spiskowanie z hitlerowcami oraz rozpętanie II wojny światowej.

 

Źródła: wiedza własna, niezależna.pl, Gazeta Prawna

Foto: wikipedia

Nie minęło wiele czasu od tego, gdy media żyły tragedią do jakiej doszło w czeskiej Ostrawie, gdzie doszło do zamachu. Teraz kolejna tragedia rozegrała się w innym szpitalu znajdującym się na terenie sąsiadującego z nami państwa.

 

Dramatyczne sceny miały miejsce na terenie obwodu ługańskiego na Ukrainie. Należy pamiętać, że te tereny od kilku lat są już dręczone przez wojnę i toczonymi w jej ramach bojami między ukraińskimi batalionami a oddziałami prorosyjskich separatystów.

 

W znajdującym się w miejscowości Starobielsk szpitalu psychiatrycznym pojawił się ogień, który trawiąc wnętrze budynku doprowadził do tragedii. Jak informuje miejscowa policja, w wyniku tego zdarzenia życie straciły cztery osoby, a troje ludzi zostało rannych.

 

Do tragedii doszło w niedzielny wieczór. Akcja gaszenia pożaru trwała przez ponad godzinę. Po zażegnaniu ognia, policja rozpoczęła śledztwo mające wyjaśnić okoliczności tego dramatycznego zdarzenia, a także kwestie dotyczące naruszenia przepisów bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Co ciekawe nie był to jedyny pożar na Ukrainie tej nocy.

 

W wyniku pożaru zginęło czterech pacjentów, trzech odniosło obrażenia i zostało hospitalizowanych – zakomunikowano w specjalnym oświadczeniu dotyczącym tego smutnego wydarzenia.

 

Do innego pożaru doszło w stolicy kraju- Kijowie. Tej samej nocy, ogień pojawił się na terenie akademiku miejscowego Narodowego Uniwersytetu Lotnictwa. Na szczęście, w przypadku tego pożaru nikt nie odniósł poważnych obrażeń, jednak ewakuowanych zostało około trzystu studentów.

 

Wcześniej, bo w dniu 4 grudnia, na terenie Ukrainy doszło już do innego tragicznego w skutkach pożaru, który miał miejsce na południu kraju, nad Morzem Czarnym. W Odessie ogień wybuchł w szkole policealnej, co doprowadziło wówczas do śmierci aż 16 ludzi.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pxhere.com

 

 

Ukraina chce by Polska zajęła się uporządkowaniem miejsc pamięci ukraińskiej w Polsce. Co na to polski rząd?

Ukraina chce by Polska zajęła się uporządkowaniem miejsc pamięci ukraińskiej w Polsce. Jak się okazuje wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych – Marcin Przydacz spotkał się już w Kijowie z szefem Biura Urzędu Prezydenta Ukrainy.

 

Wiadomo już, że Polska udzieliła poparcia dla integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy. Dodatkowo jest gotowa wywierać presję na Rosji ws. porozumień mińskich.

 

Strony omówiły priorytetowe obszary współpracy w kontekście europejskich i euroatlantyckich aspiracji Ukrainy. Polska będzie nadal aktywnie wspierać nasz kraj w tym kierunku.

-powiedział Marcin Przydacz.

 

Źródło: dzienniknarodowy.pl

Foto: Pixabay.com

Okazuje się, że właśnie zatwierdzono kolejny pomocowy program dla obywateli Ukrainy. Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielił kredytu w wysokości 6 miliardów dolarów. 

Dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego – Kristalina Georgiewa poinformowała, że udzielono Ukrainie kredytu w wysokości 6 miliardów dolarów.

 

Sprawę skomentował już prezydent Ukrainy.

 

Nasza rozmowa była bardzo konstruktywna. Cieszymy się, że osiągnęliśmy pełne zrozumienie, a nasz program został wsparty przez MFW. Nie jesteśmy zadowoleni z obecnego tempa wzrostu gospodarczego i dlatego wraz z naszymi międzynarodowymi partnerami będziemy kontynuować reformy.

-powiedział Wołodymyr Zełenski.

 

Źródło: medianarodowe.com

Foto: Pixabay.com

W tym tygodniu doszło do dosyć niemiłej sytuacji na granicy polsko-ukraińskiej. Ukraińcy zatrzymali bowiem świąteczne paczki dla polskich dzieci na Kresach. Polacy zostali oskarżeni o kontrabandę. 

Kilka dni temu na granicy polsko-ukraińskiej obywatele Ukrainy zatrzymali polskiego busa. Przewoził on paczki świąteczne dla 500 polskich dzieci mieszkających na Ukrainie. Akcję zorganizowało Towarzystwo Przyjaciół Lwowa i Kresów Południo-Wschodnich w Tarnowie oraz uczniowie i pedagodzy tarnowskich szkół. Nie jest to pierwsza taka akcja, bowiem Towarzystwo wysyła prezenty dla Polaków na Kresach już od prawie 30 lat.

 

Maskotki, słodycze, pomoce szkolne. Ile to waży? Nie wiemy. Usłyszeliśmy, że mamy wypełnić deklarację przewozową. Nigdy tego nie robiliśmy. Wypełniliśmy.

-powiedział prezes Towarzystwa Przyjaciół Lwowa i Kresów Południo-Wschodnich – Stanisław Siadek.

 

Oskarżyli nas o kontrabandę. Kontrabanda jest do handlu. To są zgrzewki, wielkie ilości. Tu było wszystko podzielone na paczki dla dzieci. Byli nieugięci. Wracacie, nie ma Mikołaja, jest za duży tonaż.

-dodał.

 

Prezenty tylko po części trafią do polskich dzieci na Kresach, reszta trafi do polskich dzieci w Tarnowie.

 

Źródło: medianarodowe.com, wp.pl

Foto: Pixabay.com