Do tragicznych zdarzeń doszło na terenie miejscowości Dobrosławów w województwie lubelskim. W znajdującym się tam gospodarstwie szkółkarskim dokonano makabrycznego odkrycia, po którym zawiadomiono policję. Przeprowadzone przez funkcjonariuszy działania doprowadziły od zatrzymania mężczyzny, który ma mieć związek z tą sprawą. O sytuacji poinformował portal rmf24.pl.

 

Na terenie gospodarstwa szkółkarskiego odnalezione zostały zwłoki dwóch mężczyzn. Jak się okazało, byli to mężczyźni pochodzący z Ukrainy. W wyniku podjętych przez policjantów działań stwierdzono, że do ich śmierci przyczyniła się osoba lub osoby trzecie.

 

Policja otrzymała zawiadomienie o makabrycznym odkryciu w niedzielę około godz. 13. Następnie skierowano policjantów na miejsce, gdzie rozpoczęto przeprowadzanie koniecznych w takich przypadkach działań.

 

Na miejscu pod ścisłym nadzorem prokuratora wykonywane były oględziny, czynności procesowe. Zabezpieczono ślady kryminalistyczne – powiedziała podkomisarz Ewa Rejn-Kozak, której słowa przytoczył portal rmf24.pl.

 

W wyniku prowadzonych czynności udało się ustalić okoliczności tragedii i zatrzymać 36-latka, który najprawdopodobniej przyczynił się do śmierci ofiar. On sam jest również obywatelem Ukrainy. Do jego zatrzymania przysłużyła się też praca wykonana przez policjantów kryminalnych.

 

Niespełna cztery godziny po zgłoszeniu zatrzymano 36-letniego obywatela Ukrainy, który z dużym prawdopodobieństwem może mieć związek z tą sprawą – przekazała podkomisarz Rejn-Kozak.

 

Podejrzany trafił do aresztu i najprawdopodobniej jutro zostanie przesłuchany. W dniu dzisiejszym natomiast, jak przekazała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok zabitych mężczyzn, których ciała odnaleziono na gospodarstwie szkółkarskim.

 

W dniu dzisiejszym media obiegła również informacja o innej makabrycznej zbrodni, do której doszło w jednym z domów rodzinnych w miejscowości Ząbkowice Śląskie (woj. dolnośląskie). O tej sprawie mogą przeczytać Państwo w treści poniższego artykułu:

Nastolatek zamordował swoją rodzinę! Masakryczne sceny na zachodzie Polski

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay

 

Ukraińcy wściekli na Polaków! Tego chyba im nie wybaczą. Doszło już nawet do protestu ukraińskiej ambasady. 

O co poszło? Rada miasta w Przemyślu zdecydowała o zmianie ulic z ul. bpa Jozafata Kocyłowskiego na bpa Jana Śnigurskiego. Jak się okazuje zmiana ta nie spodobała się Ukraińcom. Ukraińska ambasada zaczęła protestować. Stwierdzono m.in, że zmiana ta jest nieprzemyślana.

 

Manipulacja autorów uchwały argumentami wyrwanymi z kontekstu, niechęć wysłuchania obywateli RP narodowości ukraińskiej – równoprawnych mieszkańców Przemyśla, tym razem niestety zwyciężyły. Podniesiona ręka na dobre imię Błogosławionego, a więc na decyzję kościoła katolickiego i Św. Jana Pawła II, który beatyfikował Biskupa Jozafata w roku 2001, jest rzeczą bezprecedensową w Polsce i nie może być usprawiedliwiona!

-napisała ukraińska ambasada.

 

Jakie jest Wasze zdanie na temat zmiany nazwy ulicy?

 

Źródło: o2.pl

Foto: Pixabay.com

Zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie spotkać wielu można fanów piłki nożnej, a przy okazji też członków bojówek, którzy poza fascynacją sportem mają nietypową pasję- jaką są ustawki i toczone bójki z wrogimi ekipami pseudokibiców. Właśnie do tego typu starcia doszło w ostatnich dniach pomiędzy polskimi chuliganami a tymi pochodzącymi z Ukrainy.

 

Informacja o stoczonej bójce pojawiła się na kanał informacyjnych polskich chuliganów, np. na stronach facebookowych. Ustawkę opisał również portal stadionowioprawcy.net, powołując się na źródła w jednej z uczestniczących w starciu ekip.

 

Ustawka pomiędzy bojówkarzami miała zostać wcześniej umówiona pomiędzy zaprzyjaźnionymi ekipami chuliganów Zagłębia Sosnowiec i BKS Bielsko-Biała a bojówkarzami Dynama Kijów, znanego klubu ze stolicy naszych wschodnich sąsiadów.

 

Zdaniem członków bojówki z Sosnowca lepsi w tym starciu okazali się zdecydowanie chuligani z Polski, a całe starcie miało trwać zaledwie… półtorej minuty. Według relacji przedstawionej na portalu stadionowioprawcy.net, początkowo chuligani umawiali się na ustawkę, w której stanąć mają naprzeciw siebie grupy liczące 25 osób. Ukraińcy mieli jednak doprowadzić do zmniejszenia tej liczby i ostatecznie ta krótka walka została stoczona pomiędzy grupami liczącymi po 17 pseudokibiców.

 

 

Źródło: stadionowioprawcy.net

 

W ostatnim czasie niejednokrotnie pisaliśmy o incydentach oraz działaniach policji związanych z przestępczością, w którą zamieszani są pseudokibice. Spora część tych spraw wiąże się ze zdarzeniami jakie mają miejsce na południu naszego kraju.

 

Przez ostatnie kilka lat, Centralne Biuro Śledcze Policji przeprowadziło liczne działania, które zaowocowały wyjątkowo skutecznym rozbiciem przestępczych struktur tworzonych przez ludzi wywodzących się ze środowiska bojówkarzy utożsamiających się z polskimi klubami sportowymi.

 

Przy zaangażowaniu antyterrorystów, sporą ilość pseudokibiców zajmujących się działalnością przestępczą trafiło za kratki w województwie małopolskim, a także śląskim. Nie wyeliminowało to jednak całkowicie niebezpiecznych incydentów, które mogą budzić niepokój mieszkańców południa Polski.

 

Dowodem na to jest fakt, że przykładowo w Krakowie policja nadal ma co robić. Jak informowaliśmy na łamach naszego portalu, pod koniec lipca spłonęły tam samochody należące do osób znanych w środowisku pseudokibiców Wisły Kraków.

 

W przypadku spalonego BMW na terenie osiedla Kurdwanów, pożar został wywołany przez eksplozję, która najprawdopodobniej została spowodowana użyciem granatu przez sprawców zajścia. Jednej z lipcowych nocy eksplozja zatrzęsła szybami okien w okolicznych blokach, a ogień trawiący luksusowe auto wznosił się nawet na wysokość 4-piętrowego bloku.

 

Zdaniem niektórych z mieszkających tam osób, chwilę przed wybuchem słyszeli oni kilka wystrzałów jakby ktoś posługiwał się pistoletem. Niektórzy twierdzą również, że widzieli mężczyzn, którzy jednym lub dwoma samochodami uciekli ulicą Wysłouchów po uprzednim rzuceniem granatu. Kiedy BMW eksplodowało, ludzie wybiegali z klatek w celu ratowania swoich pojazdów.

 

Choć jak pisaliśmy w jednym z artyułów, podejrzenia w tej sprawie szybko padły na bojówkarzy sympatyzujących z Cracovią, to jednak nie jest to jedyna wersja dotycząca tego kim byli sprawcy wybuchu, którzy posunęli się do użycia w środku krakowskiego osiedla granatu.

 

Okazuje się bowiem, że właściciel zniszczonego samochodu chociaż przed laty związany był ze środowiskiem pseudokibiców Wisły Kraków, to jednak nie jest on obecnie członkiem chuligańskiej bojówki i nie z tą społecznością wiązała się w ostatnim czasie jego działalność.

 

Możliwe jest natomiast, że wdał się on w porachunki z gangsterami pochodzącymi z Ukrainy. Prawdopodobne jest więc też, że to pochodzący stamtąd przestępcy zdecydowali się zastraszyć go wysadzając w powietrze jego drogie auto, a porachunki dotyczące sympatii kibicowskich nie odgrywały tu znaczącej, a nawet żadnej roli. Na oficjalne ustalenia trzeba jednak zapewne poczekać.

 

Policja po wybuchu nie zdecydowała się obszernie informować o tym co wiadomo o okolicznościach tego zajścia, oraz jakie dokładnie działania prowadzone są w tej sprawie.

 

Podpalony samochód

Na Kurdwanowie dresiarze podpalili w nocy samochód na środku osiedla, wokół kilkudziesięciu innych zaparkowanych. Ludzie wybiegali przestawić swoje auta. Została wezwana Straż Pożarna oraz Policja.

Gepostet von Platforma Komunikacyjna Krakowa – PKK am Dienstag, 23. Juli 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/Platforma Komunikacyjna Krakowa – PKK

Fot.: Wikimedia Commons

 

Jeszcze niedawno Ukraińcy pracowali za każdy grosz. Teraz mają konkretne wymagania. Nie chcą pracować za mniej niż 2500 złotych.

 

Z roku na rok Ukraińców w Polsce jest coraz więcej. Coraz więcej młodych obywateli Ukrainy przyjeżdża do Polski, w celu poprawienia sobie jakości życia. Pracują w sklepach, restauracjach, czy hotelach. Mają od Polaków konkretne wymagania.

 

Okazuje się, że 47% Ukraińców chce, by praca w Polsce była dobrze płatna, uczciwa i ciekawa. Gdański Urząd Pracy zlecił ostatnio badanie, które przeprowadzili Pracodawcy Pomorza we współpracy z Grupą Progres. Wynika z niego m.in, że prawie połowa Ukraińców chce zarabiać więcej niż w 2017 roku, praca za mniej niż 2500 złotych ich nie interesuje.

 

Nie chcą już zarabiać minimalnych stawek. Aż o 34% więcej Ukraińców chce zarabiać większe pieniądze.

 

Z badania wynika również, że aż 55% osób ze Wschodu  oczekuje zarobków powyżej 3 tys. zł netto.

 

Ukraińcy przy wyborze zajęcia kierują się przede wszystkim zarobkami, a ich oczekiwania finansowe rosną. Polscy pracodawcy muszą starć się coraz bardziej. Co może być wyzwaniem dla wielu firm. Te, których nie stać na gwarantowanie stawek oferowanych w dużych miastach, będą musiały konkurować z aglomeracyjnymi gigantami. W lepszej sytuacji są pracodawcy z chętnie wybieranych przez Ukraińców miast. Gdańsk, Poznań, Warszawa, Wrocław i Kraków.

-poinformowała Justyna Lach, Dyrektor ds. Rozwoju Projektów Międzynarodowych.

Źródło: medianarodowe.com

Foto: Pixabay.com

Mimo, że do przykrego zdarzenia doszło na początku tego roku obywatel Ukrainy dopiero teraz usłyszał zarzuty. 

Do zdarzenia doszło w Elblągu. Ukrainiec wyrwał polską flagę z Ronda im. Obrońców Birczy, zniszczył, a następnie wyrzucił ją do śmietnika. Chciał ją także podpalić.

Lokalne, elbląskie media informują, że do zdarzenia doszło w styczniu bieżącego roku, ale sprawa w sądzie miała swój koniec dopiero teraz. Obywatel Ukrainy oskarżony był o publicznego usunięcia, zniszczenia i znieważenia flagi Rzeczypospolitej Polskiej.

Co ciekawe Ukrainiec przyznał się do wszystkich czynów. W tamtym tygodniu do sądu okręgowego w Elblągu trafiły materiały ws. Ukraińca.

W trakcie niszczenia polskiej flagi był pod wpływem alkoholu. Podobno towarzyszyła mu jeszcze jedna osoba, która pomagała mu w podpaleniu polskiej flagi.

Obywatelowi Ukrainy grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności albo kara pozbawienia wolności do roku.

Przypomnijmy, że Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy poinformowało, że z kraju wyjeżdża ponad 9 milinów obywateli i podejmuje prace sezonowe za granicą. Co ciekawe najwięcej Ukraińców wybiera polski rynek pracy.

Źródło: medianarodowe.com

Foto: Pexels

W najnowszym wywiadzie Ukrainka opowiedziała o ciężkich warunkach pracy w Polsce!

Oksana to Ukrainka z wykształcenia nauczycielka pracująca obecnie w Polsce jako barmanka i kelnerka. W najnowszym wywiadzie zaznaczyła, że praca w Polsce nie należy do łatwych.

 

Dodała, że nie zamierza zostawać w Polsce, ponieważ w Polsce czuje się człowiekiem drugiej kategorii. Podobno pracuje 12-16 godzin dziennie zarabiając zaledwie 2 tysiące złotych.

 

Oskarżyła również polskich mężczyzn. Stwierdziła, że często oferują kontakty seksualne.

 

„Polski personel zazwyczaj uważa Ukraińców za pracowników „drugiego sortu”. Managerowie, jak gdyby bojąc się, że migranci szybko się zwolnią, starają się „wycisnąć z nich wszystkie soki.” – zaznaczyła Oksana.

Podkreśliła, że Ukraińcy w Polsce to tzw. tania siła robocza.

Takie słowa kiedy Polska przyjmuje do siebie tylu Ukraińców są raczej nie na miejscu…

 

Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy informuje, że z kraju wyjeżdża ponad 9 milinów obywateli i podejmuje prace sezonowe za granicą. Co ciekawe najwięcej Ukraińców wybiera polski rynek pracy. Dane mówią same za siebie. Skoro tyle Ukraińców przyjeżdża do Polski, nie jest im chyba u nas aż tak źle?

Jakie jest Wasze zdanie na temat pracy Ukraińców w Polsce?

 

Źródło: „Polityka”

Foto: Pixabay.com

Jak informuje ukraiński kanał TSN wyrzucono z  greckiego hotelu 30 ukraińskich dzieci z klubu „Ja, da Vinci”. Powodem miało być wywieszenie banderowskiej flagi.

Natalia Podolak kierowniczka grupy o całym zdarzeniu poinformowała w swoim wpisie w mediach społecznościowych.

Okazało się, że od razu po zakwaterowaniu się Ukraińców – na hotelowym balkonie wywiesili flagę Ukrainy, UPA oraz flagę klubu.

Do hotelu napływały skargi gości, którym nie podobały się wywieszone flagi. Obsługa od razu zareagowała i ściągnęła wszystkie flagi.

„Gdy byliśmy w trasie z grupą, personel hotelu kierując się wskazówkami dyrektora, wziął klucze do naszych numerów, wszedł do pokoi i zabrał wszystkie flagi.” – napisała na Facebooku kierowniczka grupy.

Kierowniczka grupy zaznaczyła także, że po ściągnięciu flag otrzymała telefon od dyrekcji hotelu, która kazała jej i reszcie grupy wyprowadzić się z hotelu. Dodatkowo do końca pobytu zostało jeszcze 2 dni, a personel obiecał im zwrot kosztów tylko za 1 dzień.

„Rozmowa zakończyła się tym, że życzono nam szczęśliwej drogi i żeby mnie i mojej grupy w tym hotelu więcej nie widziano.” – dodała.

„Jak my was chochołów nienawidzimy.” – Podolak pisze również, że takie komentarze padały pod adresem grupy ze słów Rosjan.

Wpis Natalii Podolak nie jest już dostępny na Facebooku, gdyż dyrektor Mouzenidis Travel Ukraina prosił ją o trwałe usunięcie go.

Źródło: kresy.pl

Foto: Pixabay.com