Podczas kolejnej już odbywającej się w Parlamencie Europejskim debaty na temat praworządności i jej przestrzegania w naszym kraju, głos zabrał europarlamentarzysta pochodzący z Niemiec. Dr Maximilian Krah (AfD) krytycznie wypowiedział się o politykach totalnej opozycji z Polski, którzy na arenie europejskiej atakują własne państwo. Sytuację opisał portal Polskieradio24.pl.

 

Trwająca wówczas dyskusja dotyczyła reformy sądownictwa. To w jaki sposób niektórzy politycy opozycji krytykują reformę sądownictwa realizowaną przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, wywołała reakcję niemieckiego eurodeputowanego, który nie krył zdumienia takim zachowaniem.

 

Jestem zdumiony tym, jak polscy eurodeputowani lewej strony i ze środka sali odnoszą się do własnej ojczyzny. Tymczasem, jeżeli ktoś się wczyta w orzeczenie Trybunału z 2019 roku, to stwierdzi, że sędziowie sami się nie mianują, ale przez ministerstwo sprawiedliwości lub parlament

– wyjaśniał po zabraniu głosy dr Maximilian Krah z ugrupowania „Alternatywa dla Niemiec”.

 

Telewizja Polska relacjonuje moje przemówienie na temat lewackich ataków na polską reformę sądownictwa. Źle jest, jak lewicowi i liberalni polscy parlamentarzyści atakują swój kraj

– skomentował na Twitterze eurodeputowany z AfD fakt iż jego wystąpienie transmitowała stacja TVP.

 

Warto zwrócić uwagę na to, że ta dyskusja nie jest pierwszą sytuacją, kiedy dr Krah jako europoseł staje w obronie Polski, która znajduje się pod atakami europosłów wybranych głosami zwolenników opozycji. Głos zabrał on także podczas dyskusji jaka odbyła się w Parlamencie Europejskim w styczniu i dotyczyła stosowania procedury z artykułu 7. unijnego traktatu wobec Polski. Wówczas wiceszefowa KE Viera Jourova oceniła jako poważną sytuację sędziów w naszym kraju.

 

Wypowiedział się właśnie wtedy też niemiecki europoseł i także wtedy wyjaśniał dlaczego nie słuszna jest tak mocna krytyka polskiego państwa.

 

 

 

Źródło: TVP Info ; Polskieradio24.pl ; Twitter/@60wadera ; Twitter/@JohnRule18

Fot.: Flickr

 

W Internecie pojawił się najnowszy sondaż. Czy Polsce grozi wyjście z Unii Europejskiej? Zaskakujące wyniki. 

Opublikowano wyniki sondażu Estymator dla portalu DoRzeczy. Czy grozi nam wyjście z UE?

 

Proszę określić na ile prawdopodobne wydaje się Panu/Pani, że w najbliższym czasie Polska opuści Unię Europejską -dojdzie do tzw. Polexitu?

-zapytano ankietowanych.

 

Aż 47% uznało to za nieprawdopodobne, 33,5% uznało to za raczej nieprawdopodobne.  Wyjście z UE za prawdopodobne uznaje tylko 16% badanych.

 

Co sądzicie o takich wynikach?

 

Źródło: dorzeczy.pl

 

Tego się chyba nie spodziewaliście. Jak się okazuje Polska jest liderem Unii Europejskiej. Nie zgadniecie w czym. 

Tego chyba nikt się nie spodziewał. Polska jest liderem Unii Europejskiej, ale w wydawaniu pozwoleń na pobyt w kraju na 2018 rok. Dodatkowo Polska jest krajem pierwszego wyboru dla cudzoziemców.

 

W sumie takich dokumentów wydano 635 tysięcy co daje Polsce największą ilość, ze wszystkich państw członkowskich.

 

W 2018 roku aż ponad pół miliona pozwoleń Polska wydała dla obywateli Ukrainy. Prawie 80% z nich ubiega się o pracę. Co ciekawe w Niemczech przyjęli o 100 tysięcy cudzoziemców mniej niż Polska.

 

Spodziewaliście się takiej liczby sprowadzonych osób do Polski?

 

Źródło: dzienniknarodowy.pl

Foto: wikimedia.org

W parlamencie Wielkiej Brytanii doszło do sporych przetasowań. Po odejściu jednego z posłów partii konserwatywnej na stronę opozycji, premier Borin Johnson stracił większość w izbie. Dziś głosowanie nad przesunięciem Brexitu.

 

Jeśli głosowanie przebiegnie po myśli opozycji, termin wyjścia Wielkiej Brytanii znów zostanie przełożony o kolejne miesiące. Eksperci uważają, że byłby to krok w kierunku wygaszania popularnego Brexitu.

 

Już wczoraj opozycyjna Partia Pracy Jeremiego Cobryna wygrała kluczowe głosowania ws. Brexitu. Umożliwiło to przejście jednego z posłów Partii Konserwatywnej, co poskutkowało także utratą większość parlamentarnej przed premiera Borisa Johnsona. Lider „Torysów” należy do grona zwolenników Brexitu, nawet w wariancie „no deal”, czyli w okolicznościach braku porozumienia z Unią Europejską.

 

Wobec powyższego, Boris Johnson chce złożyć wniosek o przyspieszone wybory i rozwiązać cały parlament. Liczy, że dzięki temu odzyska większość i de facto kontrolę nad izbą niższą. Poza tym, Johnson uzgodnił już z królową Elżbietą II zawieszenie parlamentu na czas terminu bieżącego Brexitu, czyli 31 października.

 

Wczorajsze wydarzenia rozgrzały debatę w parlamencie. Premier Johnson przemawiał w atmosferze głośnych krzyków opozycji i wsparcia swoich kolegów z partii. Propozycję lidera opozycji Jeremiego Cobryna nazwał „Surrender Bill”, czyli „ustawą poddaństwa”, która w jego ocenie pogrąży Wielką Brytanię.

 

Dzisiejszy dzień może być kluczowy w kontekście zbliżającego się Brexitu, bądź jego braku. Przesunięcie terminu wyjścia z Unii Europejskiej i ewentualna porażka wyborcza Johnsona, mogą oznaczać, że Brexit nie nastąpi w ogóle bądź znacznie się opóźni.

 

Boris Johnson nails Corbyn's Surrender Bill

"I will never surrender the control of our negotiations in the way Jeremy Corbyn is demanding."🗣 Boris Johnson nails Corbyn's Surrender Bill 👇

Gepostet von Conservatives am Dienstag, 3. September 2019

źródło: Facebook/ Conservatives

Do skandalicznej sytuacji doszło podczas ślubowania radców prawnych w Gdańsku. Na uroczystości zagrano „Odę do Radości”, zamiast Hymnu Polski.

 

Sytuacja miała miejsce w Gdańsku podczas oficjalnego ślubowania radców prawnych. Młodzi aplikanci nie usłyszeli Mazurka Dąbrowskiego, a nieoficjalny hymn Unii Europejskiej, czyli Odę do Radości. Zarówno środowisko adwokackie, jak i media są oburzone sytuacją.

 

O sprawie poinformował jeden z młodych prawników, który w poniedziałek składał przyrzeczenie. Był zawiedziony faktem, że usłyszał Odę do Radości, a na hymn narodowy zabrakło czasu.

 

Sprawę skomentowali publicyści i gdańscy radni. Większość z nich jest zdania, że uroczystości państwowe zawsze powinny być otwierane hymnem Polski, a nie europejskich instytucji. Radny PiS Kazimierz Koralewski postawił w wątpliwość czy działanie gdańskiej palestry jest słuszne oraz czy w przyszłości tacy prawnicy będą reprezentować polskie interesy na arenie międzynarodowej.

 

Internauci również nie pozostawili na organizatorach suchej nitki. „Oburzające,co z polskością robią władze Gdańska.”, „I tak dobrze że nie poleciało Deutschland Deutschland uber alles” pisali na Twitterze internauci.

 

Poniżej nagranie oraz komentarze do całej sytuacji:

 

 

Źródło: stefczyk.info.pl

Była prezydent Warszawy wygrała konkurs na stanowisko przewodniczącego misji „Klimatyczno-neutralne i inteligentne miasta” przy Komisji Europejskiej. O tę posadę ubiegało się 2 tysiące osób. 

 

Przeważającą przewagą Gronkiewicz-Waltz była prezydentura w dużej europejskiej stolicy. Do nowych zadań polityka PO będą należały m. in. działania prowadzące do redukcji emisji CO2, zazieleniania miast oraz wprowadzania wydajniejszej organizacji komunikacji miejskiej. To misja odpowiedzialna, ale i opłacalna. Dzienna dieta na tym stanowisku wynosi 450 euro. To ok. 1900 złotych.

 

Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Onetem zapewnia o dużej determinacji i chęci do pracy. Podkreśla wagę zadania dla przyszłości miast i ich mieszkańców. „Mam nadzieję, że sprawdzę się na tym stanowisku, zwłaszcza, że mam duże doświadczenie w tej dziedzinie i dobrze się w niej czuję” – przyznaje była prezydent.

Znamy nowego przewodniczącego Rady Europy, który obejmie stanowisko po Donaldzie Tusku. To Charles Michel, obecny premier Belgii.

 

Michel jest absolwentem uniwersytetów w Brukseli i Amsterdamie, z wykształcenia prawnikiem. W politykę wszedł pod koniec lat 90, dziś pełni funkcję premiera Belgii. Od 2002 roku związany jest z partią Reformatorsko-Liberalną. Charles Michel przyznaje, że nowe stanowisko to przede wszystkim wielka odpowiedzialność. Zapowiada także, że będzie dążył do „Europy zjednoczonej” oraz „”szacunku dla różnorodności”.

 

Przepisy unijne przewidują, iż kadencja Donalda Tuska skończy się najpóźniej w grudniu bieżącego roku. Wtedy dojdzie do zapowiedzianej zmiany na stanowisku szefa Rady Europy. Tusk sprawuje urząd od 2015 roku.

 

Wtorkowy wieczór stał pod znakiem wyborów nowych władz Komisji Europejskiej. Schedę po Jean Claudzie Junckerze otrzymała Niemka, Ursula von der Leyen. Największym przegranym okazał się Frans Timmermans, dotychczasowy wiceprzewodniczący tego organu. Nie oznacza to jednak, że odszedł w niepamięć. 

 

Timmermans został nowym wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej. Będzie zastępował zatem Niemkę von der Leyen. Tym samym Holender ponownie otrzymał dotychczasowe stanowisko. Zdaniem Donalda Tuska to nie porażka a sukces, choć w tych opiniach jest odosobniony. Frans Timmermans był kandydatem nr 1 państw tzw. Starej Unii z Niemcami i Francją na czele.

 

Taki wynik szczytu Unii Europejskiej jest zasługą państw Grupy Wyszehradzkiej oraz szerzej części Trójmorza oraz Włoch. To właśnie rządy tych krajów twardo przeciwstawiły się Holendrowi. Można uznać to za pokłosie ingerencji Timmermansa w wewnętrzne sprawy Polski czy Węgier, co nie podobało się wielu innym państwom Wspólnoty. Zatem kapitał polityczny jaki Timmermans zbijał na krytyce krajów wyszehradzkich i mitycznej praworządności okazał się jednocześnie jego przysłowiową kulą u nogi.

 

Warto podkreślić, iż inicjatorem i kołem zamachowym sprzeciwu był Premier Polski Mateusz Morawiecki. Przez ostatnie 4 dni aktywnie uczestniczył w unijnym szczycie, zbudował silne lobby i skrupulatnie opierał się naciskom Niemiec i Francji oraz samej osoby Donalda Tuska. Komentatorzy są zgodni, iż niewybranie Holendra szefem KE jest sukcesem Morawieckiego.

 

Szanse Donalda Tuska na stanowisko szefa Komisji Europejskiej co prawda istnieją, ale jednocześnie mało prawdopodobnie – twierdził dziś rano były premier Polski Leszek Miler.

Choć opozycja i sam Tusk generalnie nie zaprzeczają by obecny szef Rady Europejskiej był przymierzany na stanowisko Jean Claude’a Junckera, to on sam zdementował taki scenariusz w bardzo niewybredny sposób. Na pytanie jednego z dziennikarzy olewczo machnął ręką w kierunku Tuska i dodał po nim samym, że do tego po prostu nie dojdzie.

Dziś szanse byłego premiera Polski na to miejsce ocenił Leszek Miler na antenie TVP1. Europoseł SLD bez ogródek przyznał, że taki wariant możliwy jest praktycznie tylko w teoretycznych rozważaniach.

– W Brukseli szepcze się, że to jest brane pod uwagę, ale jednocześnie jest to bardzo mało prawdopodobny wariant. Jest pewien impas, który być może w niedzielę zostanie przełamany – mówił Leszek Miller w rozmowie z Marcinem Wikło w programie „Kwadrans polityczny” TVP1.