Poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz zwrócił się do partii rządzącej z prośbą o poparcie projektu jego autorstwa. Sprawa dotyczy reakcji na ogłoszoną przez Parlament Europejski rezolucję wymierzoną w Polskę.

 

Poseł Sośnierz zwrócił się ze swoim apelem do władz Prawa i Sprawiedliwości. Udał się on bowiem do prezesa partii rządzącej Jarosława Kaczyńskiego prosząc o to, aby oświadczenie Sejmu RP „w obronie Polski i przeciwko skandalicznej rezolucji” jakie zawiera jego projekt zostało poparte również przez największą siłę parlamentarną.W treści wyrażony miał zostać wyraźny sprzeciw wobec ingerencji instytucji unijnych w sprawy Polski.

 

Prezes PiS-u miał jednak stwierdzić, że „machanie szabelką jest niepotrzebne”, uznając zapewne taki sposób odpowiedzi na decyzję PE za zbyt porywczy i nie najlepszy w zaistniałej sytuacji.

 

Poseł Konfederacji zdecydował się przygotować ten projekt w reakcji na ogłoszenie przez Parlament Europejski przeciwko Polsce w ramach reakcji na obywatelski projekt ustawy „Stop Pedofilii”, który poparły tysiące obywateli przy okazji zbiórek podpisów realizowanych przez wolontariuszy Fundacji Pro-Prawo do Życia.

 

Dobromir Sośnierz stwierdził na antenie TVP, że jego inicjatywy w tej sprawie nie poparł żaden poseł PiS-u, z którym rozmawiał na ten temat. Do całego zamieszania odniósł się również poseł Janusz Korwin-Mikke, który w swoim wpisie na Facebooku ocenił, iż zachowanie posłów partii rządzącej było aktem „milczącej akceptacji wtrącania się unijnych instytucji w polskie sprawy”.

 

Co ciekawe, ojciec posła Dobromira Sośnierza- Andrzej Sośnierz, również zasiada w parlamentarnych ławach, ale jako poseł klubu PiS.

 

 

 

Źródło: doRzeczy.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

Przedstawiciele władz w Ankarze ogłosili decyzję dotyczącą bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Zgodnie z nią, spora grupa terrorystów trafi do krajów europejskich. Fakt ten został potwierdzony przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Turcji i ma on związek z realizowaniem operacji deportowania członków IS, która rozpoczęta została oficjalnie w dniu 11 listopada bieżącego roku. Sprawę opisał portal o2.pl.

 

W związku z tymi działaniami, w tureckich ośrodkach deportacyjnych liczba przetrzymywanych terrorystów spaść miała do 938 islamistów. Zgodnie z decyzją strony Tureckiej, deportowani mają zostać dżihadyści posiadający obywatelstwo francuskie, holenderskie, irlandzkie, a także amerykańskie. Wielka Brytania, Dania oraz Niemcy postanowiły wcześniej pozbawić obywatelstwa osób, które postanowiły przyłączyć się do Państwa Islamskiego. Jednakże turecki minister spraw wewnętrznych Suleyman Soylu zapowiedział, że również dżihadyści, którzy posiadali wcześniej obywatelstwo tych państw zostaną deportowani, pomimo jego cofnięcia.

 

Władze w Ankarze zastrzegają, że nie będą stanowić „hotelu dla członków IS będących obywateli innych państw”. Zapowiadają też, że operacja związana z deportowaniem bojowników samozwańczego kalifatu będzie nadal kontynuowana.

 

Turcja poważnie podchodzi do zarządzania migrantami, ponieważ kraj jest zaangażowany w poważną walkę z terroryzmem – stwierdził turecki minister spraw wewnętrznych.

 

Wielu bojowników Państwa Islamskiego walczących wcześniej na terenie Syrii zostało osadzonych po schwytaniu w więzieniach zlokalizowanych na terenach kontrolowanych wówczas przez siły kurdyjskie. Zdaniem mediów i ekspertów, Po tureckiej ofensywie w tamtym rejonie, część przebywających tam terrorystów mogło zdołać wykorzystać zaistniałą sytuacją i uciec na wolność.

 

 

 

Źródło: o2.pl

Fot.: YouTube/VICE News

 

Do ciekawej sytuacji doszło podczas dyskusji pomiędzy dwiema europosłankami. W jej trakcie Elżbieta Łukacijewska atakowała państwo polskie i podejście wielu ludzi w naszym społeczeństwie do tzw. „edukacji seksualnej”. W obronie Polski stanęła wówczas eurodeputowana… z Niemiec- Christine Anderson.

 

Rozmowa miała miejsce w programie „Studio Europa” realizowanym przez portal Interia.pl oraz Deutsche Welle. W prowadzonych tam dyskusjach porusza się tematy związane z polityką w Unii Europejskiej oraz relacjami na linii Polska-UE.

 

W omawianym odcinku, wymianę zdań pomiędzy dwiema europosłankami, w dużej mierze zdominował temat tzw. „edukacji seksualnej”, w związku z rezolucją dotyczącą zdaniem niektórych urzędników UE zagrożenia tego propagowanego przez lewicę przedmiotu nauczania w Polsce.

 

Zamieszanie to jest pośrednim wynikiem toczącej się w Polsce dyskusji nad projektem obywatelskim „Stop Pedofilii”, pod którym podpisy wśród obywateli skutecznie zdołali zebrać wolontariusze Fundacji Pro-Prawo do Życia. W zamyśle, proponowane zmiany w ustawie mają ograniczać możliwość promowania pedofilii wśród dzieci i młodzieży.

 

Zdaniem Elżbiety Łukacijewskiej, to co dzieje się w Polsce jest dla niej „wstydem”. Przekonywała ona podczas dyskusji, że wprowadzenie zajęć z tzw. „edukacji seksualnej” ma pomóc w naszym kraju w walce z… chorobami wenerycznymi.

 

Przecież w Polsce wracają choroby weneryczne, o których świat już prawie zapomniał. To wstyd – stwierdziła eurodeputowana „Koalicji Obywatelskiej” tłumacząc, że w jej opinii jedynie napominanie polskiego rządu przez unijnych urzędników jest nadzieją dla naszego kraju.

 

W obronie Polaków stanęła jednak niemiecka europosłanka Christine Anderson z ugrupowania AfD. Zapowiedziała ona, że nie zagłosuje za rezolucją PE i wyraziła nieprzychylne zdanie na temat realizowania tych kontrowersyjnych zajęć w szkołach, podając przy tym niepokojący przykład prowadzenia lekcji w ramach tzw. „edukacji seksualnej” w Niemczech.

 

Edukacja seksualna zaczyna się już w przedszkolu, a w szkole np. 8-latkowie muszą się zastanawiać, gdzie pasuje penis. Mogę tylko dać przykład z Niemiec, a to, co tam się dzieje, jest przerażające. I mogę wyłącznie pogratulować polskiemu narodowi, że wybrał taki rząd, który chce to uregulować – oceniła Christine Anderson.

 

 

Źródło: Interia.pl ; Deutsche Welle ; polskaniepodległa.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

2 lata temu lublinianie świętowali 700 lecie uzyskania praw miejskich. Rok temu obchodziliśmy 100 lecie odzyskania niepodległości. Teraz świętujemy 450 lecie Unii Lubelskiej. Chociaż wydarzenia upamiętniające nadal trwają chciałbym w rocznicę dnia wydania dokumentu przez króla (04.07) podzielić się refleksją na temat czczenia powstania Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

 

Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego przy wsparciu Miasta Lublin przygotowała cykl otwartych wykładów „Unia Lubelska i jej tradycje”. Wykłady będą się odbywać raz w miesiącu, od lutego do grudnia. Podsumowaniem wykładów będzie wydawnictwo zbierające wszystkie materiały wypracowane podczas spotkań. Miałem przyjemność wysłuchania wykładu na temat przebiegu polsko-litewskich obrad. Prelegent wskazywał, że Rzeczpospolita Obojga Narodów powstawała w bólach. 1 marca doszło do opuszczenia Lublina przez Litwinów. Kolejne dni zaowocowały również inkorporacją Podlasia, Wołynia oraz Ukrainy.

 

Oprócz podmiotów publicznych zaangażowany był również sektor pozarządowy. 19 czerwca Stowarzyszenie KoLiber zorganizowało „Toast za Unię Lubelską”. Wydarzenie rozpoczęło się w Pałacu Czartoryskich. Mogliśmy wysłuchać wykładu dr hab. Włodzimierza Osadczego na temat właściwego zrozumienia hasła „Wolni z wolnymi, równi z równymi”. Trwałość Unii była wynikiem solidnych fundamentów. Nowe państwo było oparte na łacińskiej cywilizacji. Litwini dążyli do zjednoczenia ze względu na atrakcyjność kulturową Polski. Warto podkreślić, że nazwa Rzeczpospolita Obojga Narodów pojawiła się stosunkowo późno. Państwo powstałe w 1569 r. było Polską. Po wykładzie odbyła się nieskrępowana dyskusja na temat tego dziejowego wydarzenia. Pojawiły się głosy osób krytycznie nastawionych do Unii Lubelskiej. Zwieńczeniem pierwszego etapu obchodów był koncert muzyki renesansowej w wykonaniu zespołu „Ars Nova”. Następnie uczestnicy udali się do Grand Hotelu Lublinianka na integrację konserwatywno-liberalnego środowiska.

 

Natomiast od 28 czerwca do 4 lipca pod hasłem „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”  odbywały się obchody zorganizowane przez Miasto Lublin. 30 czerwca wziąłem udział w dwóch wydarzeniach. Pomimo niesprzyjającej aury, wziąłem udział w zaśpiewaniu przez lublinian Te Deum na schodach Zamku Lubelskiego. Wysłuchałem również fragmentu koncertu zespołu Alta „Muzyka Złotego Wieku – Jan z Lublina i jego Europa”. Następnego dnia, w rocznicę uchwalenia Unii Lubelskiej uczestniczyłem we Mszy św. W Bazylice oo. Dominikanów. Podczas homilii przypominano słowa św. Jana Pawła II „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. Powołując się na nie, należy pamiętać, że słowa te były raczej wskazówką, radą a nie stwierdzeniem faktu. Papież wskazywał, że trwałą wspólnotę należy budować na chrześcijańskich wartościach. Podkreślano również wagę dialogu i kompromisu w trakcie powstawania nowego państwa. Wspominając burzliwe obrady oraz inkorporację przez Koronę część ziem Litwy nie trudno polemizować z tą atrakcyjnie brzmiącą tezą. Przedstawiciel kościoła prawosławnego zwrócił uwagę, że zjednoczeniu nie służy ujednolicanie.

 

Tego dnia skorzystałem również z bogatej oferty kulturalnej. Wysłuchałem premierowego wykonania oratorium „(Po)mosty” Piotra Selima z udziałem lubelskiego chóru Kantylena oraz koncertu „Vivat Rzeczpospolita!” w wykonaniu Roberta Pożarskiego. Ostatnią propozycją, z jakiej skorzystałem było widowisko Klechdy Lubelskie. W nie zobowiązującej formie można było sobie przypomnieć historię polskiej poezji.

 

Apogeum obchodów rocznicy zawarcia Unii Lubelskiej skłania do refleksji nad celem i sposobami świętowania. Z jednej strony chcemy wzbogacić i uporządkować wiedzę na temat ważnych wydarzeń. Historycy nie powinni idealizować dziejów. Powinniśmy znać przebieg wydarzeń, dopatrywać się ciągu przyczynowo-skutkowego i nazywać rzeczy po imieniu. Z drugiej strony rocznice są po to by budować wspólnotę. Chcemy być dumni z własnego dziedzictwa. Szukamy podpowiedzi na czas teraźniejszy. Skutkuje to uproszczeniami, chwytliwymi bon motami. Trudne jest porównywanie do czasów, kiedy pojęcia dziś stosowane miały inne znaczenie. Różne były wyzwania i racja stanu. Trzecią potrzebą jest oderwanie się od bieżących problemów. Dlatego popularne są rekonstrukcje wydarzeń oraz koncerty muzyki z epoki. Ważne jest, żeby każdy obywatel mógł zaspokoić swoją potrzebę. Im więcej podmiotów zaangażowanych tym więcej możliwości. Co wybiorą mieszkańcy? Rynek zweryfikuje.

 

 

 

 

Marcin Pietrosiński- prawnik, członek Rady dzielnicy Śródmieście w Lublinie, sekretarz lokalnych struktur Stowarzyszenia KoLiber oraz członek tamtejszego Klubu Młodych Kukiz’15.