Po raz pierwszy Państwowa Komisja Wyborcza zezwoliła na posługiwanie się smartfonem w czasie tegorocznych wyborów do europarlamentu. Dzięki aplikacji zainstalowanej na urządzeniu i okazaniu odpowiedniego dokumentu tożsamości, w prosty sposób można było oddać głos na swojego kandydata. Jak pisze „Rzeczpospolita”, mogło to przynieść więcej szkody niż pożytku.

 

W czasie wyborów, obywatele za pomocą narzędzia mObywatel i okazania dowodu osobistego lub paszportu mogli pobrać karty do głosowania. Aplikacja wydana została przez resort cyfryzacji i zezwala na wyświetlanie na telefonie dane wyborcy, takie jak imiona, nazwisko, PESEL czy zdjęcie.

 

Jak donosi portal, Tymon Radzik – były społeczny doradca minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej – złożył w Sądzie Najwyższym protest przeciwko ważności wyborów do Parlamentu Europejskiego. Jak twierdzi działacz, usługę mTożsamość, którą zawiera aplikacja, można w łatwy sposób podrobić, a członkowie komisji wyborczej nie były w stanie weryfikować danych osób używając dokumentu tożsamości w aplikacji.

 

– Zarzuty odpiera Państwowa Komisja Wyborcza, która uważa, że ta rządowa usługa mobilna jest bezpieczna i posiada szereg mechanizmów zabezpieczających, np. blokadę wykonania zrzutu ekranu – napisano na portalu.

 

Jeden z komisarzy wyborczych i adwokat Karol Pachnik uspokaja, mówiąc, iż prawdopodobieństwo unieważnienia eurowyborów jest bardzo małe i nie należy się tym przejmować.

 

Źródło: dorzeczy.pl; rp.pl
Fot.: YouTube – Radio 5
EM