Donald Trump krytycznie wypowiadał się o rządzie chińskim. Zarzuca mu rozpowszechnienie pandemii koronawirusa. Prezydent Stanów Zjednoczonych na konferencji prasowej w Białym Domu, która odbyła się w piątek, oświadczył, że jego państwo zrywa relacje ze Światową Organizacją Zdrowia. Zarzuca jej, że ta działa na rzecz Chińskiej Republiki Ludowej, a wręcz jest pod jej kontrolą. Niedawno zapowiadał, że jego państwo przestanie wpłacać datki na rzecz WHO. Jak informuje rmf24.pl, USA w poprzednim roku zasiliły WHO o 400 mln dolarów. Ma to być 15% całości jej budżetu.

 

„Chiny mają zupełną kontrolę nad WHO, mimo, że płacą na tę organizację jedynie 40 milionów dolarów rocznie wobec 450 milionów dolarów rocznie płaconych przez USA”- mówi Trump.

 

„Mówiliśmy o swoich oczekiwaniach i o potrzebie reform. Ponieważ jednak zdecydowali się nie wprowadzać pożądanych i wielce potrzebnych reform, zamierzamy anulować swoje członkostwo w WHO”– oznajmił prezydent Stanów Zjednoczonych.

 

Źródło: rmf24.pl, polskieradio24.pl

Od trzech dni w Minneapolis trwają zamieszki i walki z policją. Spowodowane jest to zabiciem przez funkcjonariusza czarnoskórego Georga Floyda. W związku z panującym w mieście chaosem na miejsce skierowanych zostało 500 żołnierzy Gwardii Narodowej.

 

Jak już informowaliśmy na łamach naszej strony jeden z policjantów w Minneapolis udusił czarnoskórego Georga Floyda. Nagrania z tego incydentu trafiły do sieci, co doprowadziło do masowych protestów przeciw funkcjonariuszom. Na ulicach Minneapolis dochodzi do regularnych walk z policją, zamieszek, podpaleń, ale również plądrowania sklepów. Nagrania stamtąd obrazują kompletny chaos.

 

 

 

W mieście tym doszło nawet do podpalenia komisariatu przez podburzony tłum mimo wcześniejszego ustawienia ogrodzenia przed budynkiem. Splądrowane i podpalone zostało również kilkanaście sklepów w Minneapolis. W związku z tym, iż tamtejsze służby kompletnie sobie nie radzą z uspokojeniem sytuacji to do miasta została skierowana Gwardia Narodowa licząca 500 żołnierzy.

 

Donald Trump jeszcze wcześniej napisał na Twitterze: „Nie mogę z boku przyglądać się temu, co dzieje się w Minneapolis – tym wspaniałym amerykańskim mieście. Całkowity brak przywództwa. Albo bardzo słaby, skrajnie lewicowy burmistrz Jacob Frey zbierze swoje siły i przywróci kontrolę w mieście, albo ja wyślę Gwardię Narodową i wykonam robotę jak należy”. Prezydent USA dodał również, że „tam, gdzie zaczyna się plądrowanie, zaczyna się strzelanie”.

 

 

 

Źródło: RMF 24, Twitter

Foto: Twitter/ Golden

25 maja doszło do zdarzenia, które wstrząsnęło całym USA. Policjant udusił wówczas 46-letniego Georg’a Floyd’a. Nagranie pokazujące brutalność policji bardzo szybko trafiło do sieci. Gdy tak się stało w USA wybuchły zamieszki.

Od kilku dni na ulicach Minneapolis trwają zamieszki. Jak można zobaczyć na niektórych nagraniach miasto stoi wręcz w ogniu. Pochodną tych zdarzeń jest zabicie przez policjanta czarnoskórego  Georga’a Floyd’a. 25 maja w poniedziałek policja z Minneapolis została wezwana do sklepu spożywczego, w którym sprzedawczyni podejrzewała jednego z klientów o użycie fałszywego czeku podczas zapłaty za zakupy. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce i zobaczyli siedzącego w samochodzie mężczyznę pasującego do opisu podanego przez obsługę sklepu to nakazali mu wysiąść z pojazdu. Ten według mundurowych miał zacząć stawiać fizyczny opór. Gdy mężczyzna znalazł się na ziemi to jeden z policjantów docisnął jego szyję kolanem. George Floyd zaczął krzyczeć, że się dusi i prosił, by go nie zabijać. Okrzyki jednak nie poskutkowały. Po pewnym czasie przestał się ruszać.

 

 

 

Kilkanaście minut później na miejscu zjawiło się pogotowie. Zabrało ze sobą Floyd’a, lecz w szpitalu lekarze orzekli zgon. Cała sytuacja z zatrzymania mężczyzny została nagrana i udostępniona w sieci. Gdy nagranie obiegło Internet w Minneapolis doszło do zamieszek. Przeciwko protestującym użyto gazu łzawiącego, granatów hukowych oraz gumowych kul. Funkcjonariusze przez wielu obywateli USA posądzani są o rasizm.

 

 

 

Policjanci, którzy odpowiadają za śmierć Georg’a Floyd’a zostali zwolnieni. Wśród nich jest Derek Chauvin, który dociskał kolanem 46-latka oraz Thomas Lane, Tou Thao i J. Alexander Kueng, którzy nie zareagowali na krzyki mężczyzny.

 

Źródło: CNN, Interia, Gazeta.pl

Foto: Twitter/ tango alfa

Chiny i Indie to największe państwa na świecie pod względem ludności. Jak podaje Wikipedia, w 2018 liczby te wynosiły kolejno 1 401 585 247 i 1 359 527 235. Wojna między tymi krajami miała miejsce w 1966. Wtedy powodem sporu były obszary Aksai Chin i tzw. NEFA, są to tereny górzyste. Wtedy to Chiny zaatakowały pierwsze, a Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wyszła górą. Konflikt spowodowany był nieuregulowaniem kwestii granic między Indiami a Chinami. Te drugie straciły wizerunkowo na arenie międzynarodowej, ponieważ zostały uznane za agresora. Wikipedia mówi o 1383 zabitych 1 047 rannych 1 696 zaginionych 3 968 wziętych do niewoli po stronie indyjskiej i 722 zabitych 1 697 rannych po stronie Chińskiej Republiki Ludowej. W 1993 roku oraz 3 lata później obie strony podpisały traktat pokojowy.

 

W ostatnim czasie jednak w Himalajach jest gorąco. Usłyszeć mogliśmy o rzekomym wkroczeniu żołnierzy z Chin, którzy mieli o 3 km przekroczyć granicę, która oddziela te dwa wielkie państwa. Padły także plotki, że indyjscy żołnierze zostali aresztowani. Tego dowiedzieć możemy się z mediów z Republiki Indii. Jak czytamy jednak na stronie defence24.pl, indyjskie siły zbrojne miały zaprzeczyć, że ich ludzie trafili w chińskie ręce. Portal forsal.pl pisze o ściągnięciu na tereny nieopodal granicy w Himalajach wzmocnionych sił przez obie strony. Źródłem konfliktu miała być budowa dróg i pasów startowych dla samolotów na tym terenie. Na początku maja miało dojść do pokazu sił w powietrzu. Mówi się o myśliwcach i śmigłowcach.

 

„Poinformowaliśmy zarówno Chiny, jak i Indie, że Stany Zjednoczone są gotowe, chętne i zdolne do mediacji lub arbitrażu w ich rozszalałym sporze granicznym. Dziękuję!” – odwołał się do wydarzeń z regionu Ladakh na Twitterze Trump, proponując rozwiązanie konfliktu w ramach mediacji bądź arbitrażu.

 

Źródło:  Wikipedia, forsal.pl, defence24.pl

Fot: pixabay.com

W Stanach Zjednoczonych potwierdzono 1,66 mln przypadków zarażeń koronawirusem.  Z powodu pandemii, w kraju życie straciło ponad 97 tys. osób. W tym miesiącu opisywaliśmy, chociażby sytuację w nowojorskim Brooklynie. Mieszkańcy czuli rozkładające się ciała, które znajdowały się w zepsutych chłodniach w ciężarówkach oraz dostrzec mogli wypływającą krew z aut. W każdej ciężarówce znajdowało się 50 ciał, a jak twierdzi jeden ze świadków samochody te umiejscowione były tam od miesiąca. Ciała były zapakowane w plastikowych workach oraz były ułożone jedno na drugim. Powodem zaistniałej sytuacji był brak miejsca w domu pogrzebowym.

 

W poniedziałek tydzień maja w Stanach Zjednoczonych obchodzi się święto państwowe Memorial Day. W tym roku przypadło ono na 25 maja. Ma ono upamiętnić żołnierzy, którzy stracili życie podczas odbywania służby wojskowej. Z tej okazji mieszkańcy USA postanowili spędzić ten czas w różnych miejscach podczas długiego weekendu.

 

Internet obiegł film, który wrzucił na swojego Twittera Scott Pasmore Widać na nim tłum ludzi w basenie, którzy nie utrzymują dystansu i nie noszą zakrycia twarzy. Nagranie pochodzi z jeziora Ozarks w Missouri, lecz okazuje się, że to nie jedyne miejsce, w którym możemy dostrzec tłum amerykanów podczas pandemii.

 

 

 

Źródło: Wikipedia, tvp.info, bakier.pl o2.pl, rmf24.pl,

Fot: Twitter/ @Scott Pasmore (zrzut ekranu)

Niestety to kolejne wieści dotyczące chwil grozy, jakie dotknęły ludzi w ostatnim czasie. Doszło bowiem do ataku z użyciem broni i jak twierdzą służby, wiele wskazuje na to iż było to zdarzenie o charakterze terrorystycznym.

 

Atak został dokonany na terenach należących do wojska w czwartek, w godzinach porannych czasu lokalnego. Dramat rozegrał się w Corpus Christi, czyli bazie lotnictwa marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Miejsce to zlokalizowane jest na terytorium stanu Teksas.

 

Na teren bazy wojskowej wtargnął uzbrojony mężczyzna, a następnie otworzył ogień w kierunku znajdujących się tam ludzi. Finalnie jednak, napastnik został zabity podczas wymiany ognia. Rzecznika Federalnego Biura Śledczego (FBI) Leah Greeves potwierdziła, iż ostatecznie sprawca ataku został zneutralizowany. Jak podaje portal Radioem.pl, poszukiwana ma być jednak też inna osoba w jakiś sposób związana ze strzelaniną. Nie jest pewne czy została ona już schwytana.

 

Na szczęście przy okazji ataku, nikt inny nie stracił życia, poza człowiekiem, który dopuścił się tego okrutnego czynu. Podczas strzelaniny ranny został jeden z marynarzy, jednak według przekazanych do mediów informacji, jego obrażenia mają nie być zbyt poważne i miał on już opuścić szpital.

 

Znajdująca się w południowej części Teksasu baza morska, w której doszło do ataku, stanowi jedno z głównych centrów realizacji szkoleń dla amerykańskich pilotów. Wiąże się to również z faktem, iż przebywają tam nie tylko żołnierze Stanów Zjednoczonych, ale także przedstawiciele armii państw sojuszniczych.

 

Według FBI, w tym przypadku mieliśmy do czynienia najprawdopodobniej z czynem, który może być traktowany jako zamach dokonany przez terrorystę.

 

– Doszliśmy do wniosku, że atak w bazie lotnictwa marynarki wojennej w Teksasie miał podłoże terrorystyczne

– powiedziała rzecznik Federalnego Biura Śledczego Leah Greeves podczas konferencji prasowej.

 

Do podobnych ataków doszło też w grudniu ubiegłego roku. Wówczas miały miejsce dwa tego typu zdarzenia. Najpierw miała miejsce strzelanina na terenie bazy Pearl Harbor znajdującej się na Hawajach. Zginęły tam wówczas trzy osoby, a wśród nich również sprawca ataku, czyli jeden z żołnierzy marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, który sam odebrał sobie życie.

 

Kilka dni później doszło do strzelaniny w bazie Naval Air Station Pensacola. Życie straciło wtedy kilka osób, a także napastnik zastrzelony podczas wymiany ognia. Był on porucznikiem saudyjskiego pochodzenia, który przebywał na Florydzie w ramach odbywanego szkolenia.

 

 

Źródło: Forsal.pl ; Rdioem.pl

Fot.: Pxfuel.com

 

Nadal trwają w różnych częściach globu zmagania z rozprzestrzenianiem się wirusem z chińskiego Wuhan, a także podejmowane są działania w celu ograniczenia jego transmisji, jak również zniwelowania negatywnych skutków pandemii dla gospodarki oraz bezpieczeństwa zdrowotnego ludzi. Jak się jednak okazuje, są też tacy, którzy chcieliby ulec zakażeniu i zarazić się wirusem SARS-CoV-2. Potwierdza to jedno z opublikowanych w internecie nagrań.

 

Zarejestrowany film został udostępniony przez biuro Alexa Villanueva. Jest to szeryf pełniący służbę w Los Angeles. To czym podzielił się z szerszą publiką ukazało miejscowym władzom jakich działań dopuszczają się skazańcy, chcący odzyskać wolność i wyjść zza krat więzienia.

 

Sytuacja uwieczniona na nagraniu miała miejsce na terenie zakładu karnego North County, znajdującego się w kalifornijskiej miejscowości Castaic. Kamera uchwyciła więźniów pijących wodę ze wspólnych kubków, a także używających jednej i tej samej maseczki ochronnej. Zachowując się w ten sposób mieli oni liczyć na to, że zarażą się koronawirusem, a w dalszej kolejności odzyskają wolność. Jak się okazuje jednak, błędne było ich przekonanie na temat tego, że w razie zachorowania na COVID-19 będą mogli szybko opuścić mury więzienia, podobnie jak dzieje się to w przypadku osadzonych osób cierpiących na konkretne dolegliwości, które należą do tzw. grupy ryzyka.

 

W jakiś sposób wśród osadzonych krążyło fałszywe przekonanie, że jeśli wynik okaże się pozytywny, będziemy mieli związane ręce i zmusi nas to do uwolnienia większej ilości osób– a tak na pewno się nie stanie

– tłumaczył wspomniany szeryf Alex Villanueva.

 

 

 

Źródło: Twitter/@LASDHQ ; NBCnews.com ; Online-Mafia.pl

Fot.: Pixabay

Albuquerque liczy ponad 500 000 tys. mieszkańców. Miejscowość ta jest największym miastem w położonym na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych Nowym Meksyku. Co ciekawe, stan ten ma drugi najwyższy odsetek rdzennych Amerykanów, zaraz po Alasce.

 

Dzięki policji z tego miasta możemy zobaczyć nagranie z akcji, która odbyła się 30 marca.
Policja po południu dostała zgłoszenie związane z zaginięciem pochodzącego z Meksyku teściem dzwoniącego. Ten miał mieć nie mieć z nim kontaktu przez kilka dni, miał mieć wyłączony telefon, nie zjawiać się w pracy, a nawet nie odebrać swojej wypłaty.

 

Po telefonie, który wykonał zaniepokojony członek rodziny, funkcjonariusze udali się w miejsce, gdzie zaginiony mógłby przebywać. Policjant Edgar Sandoval zaczął rozmawiać z nim po hiszpańsku. Jak się okazało, mężczyzna jest poszukiwany. Został oskarżony za napad z bronią.

 

Podejrzany, kiedy dowiedział się, że będzie aresztowany, zaczął kłamać i się tłumaczyć. Twierdził, że jego proces jest już zaplanowany. Mówił także, że dokumenty w tej sprawie zostały sfałszowane.

 

Policja weszła do środka. Mężczyzna zaatakował ich łopatą, starając się uciec. Początkowo funkcjonariusze strzelali w podejrzanego paralizatorem, kiedy ten się zbliżył do nich, Edgar Sandoval oddał pięć strzałów z broni palnej. Na skutek tego mężczyzna zmarł w szpitalu.

 

 

Źródło: PoliceActivity, realnefakty.pl

Fot: YouTube (zrzut ekranu)

 

W Stanach Zjednoczonych potwierdzono już ponad 1,46 mln przypadków zarażenia koronawirusem, a życie z powodu epidemii w kraju tym straciło ponad 87 tys. ludzi. Donald Trump chwali się  bardzo dużą ilością testów przeprowadzonych w jego kraju, jednak przypomina mu się o stratach, które ponoszą jednak obywatele jego państwa.

 

Portland to miasto w stanie Oregon, które leży przy ujściu rzeki Willamette do rzeki Kolumbia. Pewnego dnia, kiedy my wspominaliśmy 10. rocznicę katastrofy smoleńskiej oraz dyskutowaliśmy o zgromadzeniu się polityków na warszawskim placu Marszałka Józefa Piłsudzkiego, w Stanach Zjednoczonych miał miejsce szalony pościg.

 

Wszystko za sprawą zgłoszenia, dzięki któremu, policjanci zostali poinformowani o sytuacji, która się przytrafiła. Pewien mężczyzna miał próbować siłą zabrać swoje dzieci, a także być pod wpływem alkoholu bądź narkotyków.

 

Policja namierzyła sprawcę po samochodzie, którym się poruszał. W pościg zaangażowany był oddział stanowy Oregonu oraz hrabstwa Klamath. Kierowca rozpoczął ucieczkę, lecz policji udało wytracić się jego auto z równowagi. Podejrzany zaczął strzelać do funkcjonariuszy z karabinu AK-47. W wyniku strzelaniny jeden policjant został ranny, a napastnik stracił życie. 6-latkowi będącemu podczas tej sytuacji w aucie nic się nie stało.

 

Źródło: realnefakty.pl, YouTube

Fot: YouTube (zrzut ekranu)