Na naszym portalu, niestety niejednokrotnie musieliśmy informować w ostatnich latach o działaniach przestępczych, których ofiarami padali nasi obywatele w innych krajach Europy. Tak też było w tym przypadku. Do naszej redakcji trafiła relacja człowieka- pana Dawida, który wraz z rodzina wybrał się na wakacje do Włoch. W rejonie Mediolanu oraz jego bliskich napotkała wyjątkowo przykra sytuacja, w której padli oni ofiarami przestępców. Dla polskiej rodziny bulwersujące było też to jak zostali potraktowani przez urzędników i funkcjonariuszy w tamtym rejonie Włoch.

 

Po ciężkim sezonie postanowiłem wraz z rodziną spełnić marzenia i zwiedzić piękne zabytkowe północne Włochy.
Udaliśmy się w podróż większym autem 9 osobowym vanem co okazało się dużym  błędem. We Włoszech planowaliśmy spędzić 2 tygodnie od 15 września do 29. Korzystając z aplikacji podróżnej co 2-3 dni zmienialiśmy lokalizacje i podróżowalismy od Wenecji po San Remo. 26 września odwiedziliśmy Monaco zaś 27 pożegnaliśmy Włoską Riwiere Savone i powoli kierowaliśmy sie w kierunki Polski z punktem noclegowym u rodziny we Wiedniu.
Trasa Savona Wiedeń prowadzi autostradą przed Mediolan znaną jako europejska stolicę mody i elegancji.
Korzystając z przewodników po Mediolanie dowiedzieliśmy się dwóch rzeczy: -centrum miasta wieczorami jest niebezpieczne, oraz że Milan posiada bardzo duża strefę Zone Trafico Limito – Krakowski odpowiednik strefy A i B. Intuicja podpowiedziała mi, że najlepszym miejscem, aby zostawić swoje auto będzie parking obok stacji metra pod jednym z największych stadionów w Europie San Siro.
Ulica Via Pisano znajduje się 100 metrów od stacji metra i 200 metrów od stadionu, zaś obok są parki restauracje. W moim odczuciu bezpieczna okolica. Około godziny 15:00 zabraliśmy z busa najbardziej potrzebne nam rzeczy i udaliśmy się na 2-3 godzinne zwiedzanie Mediolanu.
Mając na uwadze, że w centrum takich miast jest dużo kieszonkowców ilość pieniędzy i dokumentów zabranych ze sobą ograniczyliśmy do minimum. Godzina 17:50 wracamy do samochodu i tu zaczyna się jeden wielki dramat.
Żona zauważyła, że tylną szyba została wybita i co najgorsze wszystko co mieliśmy ze sobą na wakacjach zostało skradzione ! Lista jest zatrważająca:
8 toreb / walizek a w ich:
Ubrania, pieniądze w Polskiej walucie pochowane po samochodzie i walizkach około 4000 złotych, wszystkie dokumenty od samochodu, zdrowotne, ksiązeczki zdrowia dziecka, faktury firmowe, laptop PC,zapasowy telefon Iphone, klucze od mieszkania w Krakowie, zabawki dziecka m. in. rowerki, pamiątki z wakacji i klubu piłkarskiego Juventus, podróżny sprzęt kuchenny, akcesoria do łazienki ,akcesoria dziecięce tj.: pampersy, apteczka, przewijak, mleko.
Szacowany koszt wraz z uszkodzeniem auta szacujemy na 15 tysięcy złotych.
I teraz największy tragizm całej sytuacji. Pierwszą reakcją naszą była panika, gdyż jesteśmy z półtorarocznym dzieckiem w wielkim europejskim mieście bez niczego.
Zacząłem wypytywać pobliskich mieszkańców co robić i czy niczego nie widzieli.
Mieszkańcy pomogli mi zadzwonić na policję i od razu spotkał Nas pierwszy szok! Policja we Włoszech w takich sprawach nie interweniuje. w ponad milionowym mieście musimy szukać posterunku z rozbitym szybą w aucie jesteśmy skazani na siebie!
W międzyczasie poinformowaliśmy o sytuacji rodzinę i nawiązaliśmy dzięki portalowi społecznościowemu kontakt z Polakami mieszkającymi w Mediolanie.  Nie mieli oni dla Nas dobrych informacji, przekazali Nam, że policja praktycznie nie funkcjonuje przy takich sprawach i, że takie sprawy są na porządku dziennym. dzielnica San Siro jest dzielnicą imigrancką i takie kradzieże się zdarzają bardzo często . Skontaktowaliśmy się też z konsulem Polskim w Mediolanie czyli będącym na miejscu. I kolejny raz się załamaliśmy. Pan pracujący w konsulacie którego imiona nie pamiętam zapewne ze stresu i nerwów poinformował nas, że konsul generalnie już nie pracuje, gdyż jest piątek po 17 i sami musimy udać się na policje ona na pewno nam pomoże w końcu jesteśmy obywatelami UE.
Oczekiwaliśmy jakiejkolwiek pomocy w końcu zostaliśmy bez niczego z małym dzieckiem które musi jeść nie wspominając o zmianie pampersów!
Wiedzieliśmy też, że Włosi maja problem z j. angielskim dlatego nalegałem na interwencje Pana z konsulatu aby udał się z nami na posterunek w celu pokonania bariery językowej. Kiedy w końcu udało się nam znaleźć posterunek, czas oczekiwania na przyjęcie zgłoszenia wynosił  ponad dwie godziny. W tym miejscu pragnę nadmienić, że jedyna osobą która naprawdę chciała nam pomóc i nas wspierała telefonicznie jest Pan Stefan Bielański międzynarodowy korespondent polskich i włoskich mediów.
Od początku wizyta na posterunku przypominała cyrk Monty Phytona. Wreszcie koło 21:50 zostaliśmy przyjęci.
Na pytanie czy rozmawiają po angielsku dostaliśmy odpowiedź: „little”. Zapytano nas czy zeznania chcemy składać po polsku czy angielsku, zdecydowaliśmy się aby było sprawniej na język angielski w odpowiedzi usłyszeliśmy że jest na posterunku wersja Polska papierowa  wiec lepiej w ojczystym języku.
W międzyczasie poprosiliśmy o pomoc w podstawowym zaopatrzeniu dla dziecka w zamian dostaliśmy tylko adres okolicznych aptek.
Poprosiłem również o pozostawienie na noc okradzionego i rozbitego auta na parkingu policyjnym który był bez szyby na co odpowiedzieli że jest to nie możliwe. Adresu strzeżonego parkingu tez nie dostaliśmy.  Jeden z Panów Mundurowych przyniósł karton i taśmę, abyśmy sami zabezpieczyli auta od włamania, taśma klejąca oczywiście do zwrotu. To jest jakaś kpina! Zapytałem się czy będą robić zdjęcia z włamania powiedzieli: PO CO? Pytałem o odciski palców NIE MA TAKIEJ POTRZEBY. Prosiłem o interwencję, od razu na miejscu abym wskazał gdzie parkowałem i gdzie są pobliskie slumsy. Odpowiedź policji- DAMY SOBIE RADE NAJPIERW MUSIMY ZNALEŹĆ TŁUMACZA W PONIEDZIAŁEK ABY PRZETŁUMACZYĆ WASZE ZEZNANIA!
Tak właśnie traktowani są w Mediolanie turyści z Polski obywatele innego kraju UE- aby zbyć. Załamani bez okazania żadnej pomocy opuściliśmy posterunek rozbitym autem bez szyby zapewnienia konsula, że policja nam pomoże okazały się kpiną. Racje mieli Polacy z Mediolanu, ze policja nie działa i nam nie pomoże. Nie mam pretensji i żalu o skradzione rzeczy to są tylko dobra materialne na które ciężko pracowałem ale do się to odrobić TRAGEDIĄ I SKANDALEM  w tej sytuacji jest podejście Włoskich służb i Polskiego MSZ do kradzieży. Wszyscy maja to w głębokim poważaniu. Tłumaczenia konsula, że to jest Europa zachodnia i takie rzeczy się dzieją! Jako Polak mieszkaniec Krakowa mogę powiedzieć jedno- w nosie mam taką Europe która dała się sterroryzwać islamskim imigrantom i nic nie mogę z tym robić. Po takiej sytuacji każą żyć dalej i dawać się okradać w biały dzień- przecież to norma. 
Na to nie ma mojej zgody dlatego proszę o nagłośnienie tej sprawy może ktoś poczuje się do jakiejkolwiek odpowiedzialności i cokolwiek się zmieni aby kolejni turyści z Polski i innych krajów UE tak chętnie zwiedzający Italię nie zostali potraktowani w tak skandaliczny sposób jak My!
Warto w tym miejscu wspomnieć, że chociaż po kryzysie migracyjnym spore poparcie zyskali prawicowi politycy we Włoszech (przykładowo burmistrzem Rzymu została Virginia Raggi z Ruchu Pięciu Gwiazd). Kraj ten wciąż jednak zmaga się z przestępczością oraz przestępczymi działaniami, w tym tymi prowadzonymi przez nielegalnych imigrantów.
Urząd burmistrza w Mediolanie sprawuje obecnie Giuseppe Sala z socjaldemokratycznej partii PD, której ideologię określa się też jako lewica-chrześcijańska.
Mamy nadzieję, że takich przypadków jak opisanych przez pana Dawida będzie coraz mniej, a nasi rodacy będą poważnie traktowani, gdziekolwiek nie postanowią wypoczywać wraz ze swoją rodziną.
Fot.: Wikimedia Commons

Do tragicznego wydarzenia doszło na wakacjach w Turcji. 12-letnia dziewczynka została wessana przez pompę. 

12-latetnia Alisa Adamowa pojechała na wakacje do Turcji ze swoimi rodzicami. Do tragedii doszło na basenie hotelowym. Dziewczynka kąpała się, a chwilę później jej ramię zostało wciągnięte do pompy.

 

Dziecko znajdowało się pod wodą aż 15 minut. Tata dziewczynki próbował ją uratować. Jak informują świadkowie wielokrotnie wezwano obsługę hotelową do pomocy. Niestety ci zignorowali ich prośby. Tłumaczyli się, że nie wiedzieli jak mogą pomóc.

 

Po kilku minutach ludzie pomogli odłączyć urządzenie, jednak dziewczynka wciąż była uwięziona. Miała kawałek pompy wbity do ramienia. Ciężko ranna została przewieziona do szpitala jednak po 11 dniach zmarła.

 

Na razie sprawą zajęła się prokuratura, która zakazała opuszczania kraju trzem pracownikom. Godne uwagi jest też to, że według świadków na stanowisku na basenie nie było…ani jednego ratownika.

 

Mamy nadzieję, że turecki wymiar sprawiedliwości znajdzie winnych tej tragedii i że poniosą karę, na jaką zasługują.

-powiedział rzecznik rosyjskiej ambasady.

 

Po tragedii Internauci nie zostawili suchej nitki na hotelu. Dodawali obraźliwe i negatywne komentarze. Było ich tak dużo, że TripAdvisor postanowił zawiesić możliwość dodawania recenzji.

 

Źródło: o2.pl

Foto: Pixabay.com

 

Czegoś takiego jeszcze nie było. Jedna z ofert turystycznych proponowała rejs luksusowym jachtem z 60 dziewczynami na pokładzie i całodobowym seksem. Dodatkowo turystów miały nie obowiązywać jakiekolwiek zakazy dotyczące narkotyków.

 

W założeniu rejs ma trwać cztery dni, a jego uczestnicy mają dopłynąć do prywatnej wyspy, znajdującej się nieopodal kolumbijskiego Cartagena de Indias.

 

„Dwie dziewczyny dla każdego” – tak głosi slogan reklamowy oferty. Oznacza to, że organizator przewiduje obecność 30 gości na pokładzie, a dziewczyny będą dostępne przez 24 godziny na dobę. Co szczególnie interesujące, wycieczka ma się rozpocząć od seksu grupowego.

 

Turyści mają mieć do dyspozycji tyle jedzenia i alkoholu, ile tylko będą w stanie zjeść i wypić. Będą mogli także do woli zażywać narkotyki. Bilet na ten jedyny w swoim rodzaju rejs kosztuje, bagatela, 5 tys. dolarów.

 

 

MR

 

Za: fakt.pl, telewizjarepublika.pl
pixabay.com

 

Holender postanowił trochę odpocząć i wyjechać na wakacje. Niestety nie skończyło się to dla niego dobrze. Po powrocie zauważył, że jego posiadłość zajęli imigranci.

Przedsiębiorca z Amsterdamu postanowił pojechać sobie na wakacje. Po powrocie zauważył, że w jego firmie zamieszkało kilku…imigrantów. W sieci pojawił się filmik, na którym widać, że z firmy zrobiono sobie darmowy hotel oraz śmietnik.

 

Co ciekawe Holender nie potrafił wyrzucić ich ze swojej firmy. Ba! To imigranci chcieli wyrzucić go z jego posiadłości. Dzięki udostępnionemu nagraniu sprawę udało się szybko wyjaśnić.

 

Żeby było jeszcze śmieszniej media informują, że imigranci byli bardzo zdziwieni, kiedy kazano im opuścić lokal.

 

Skąd wzięli się imigranci w firmie Holendra?

 

Zaprosiła ich znana aktorka Alicia Kays. Przypomnijmy, iż jest założycielką organizacji We Are Here, która wspiera zarówno środowiska LGBT jak i środowiska imigranckie.

 

Źródło: parezja.pl, ndie.pl

Foto: zrzut ekranu/ YouTube

Fale porwały trzyosobową rodzinę na otwarte morze. Próbowali się nawzajem ratować, ale niestety nie udało im się.

 

W piątek 16 sierpnia nad Bałtykiem wypoczywała trzyosobowa rodzina – rodzice wraz z synem. Ojciec i 9-letni chłopiec poszli popływać. Znajdowali się na plaży w Dźwirzynie pod Kołobrzegiem, około 200m od strzeżonej plaży. To tam przed godz. 10 doszło do niebezpiecznej sytuacji.

 

Najpierw prąd zniósł w głąb morza 46-letniego ojca z synem. Matka, widząc to, ruszyła im na ratunek. Zapomniała jednak, jak groźne i nieprzewidywalne jest morze. Ona też straciła kontrolę i zaczęło ją znosić na otwarte morze.

 

CZYTAJ TAKŻE: Nadchodzi III WOJNA światowa! Kim Dzong Un ZERWAŁ rozmowy z Koreą Południową i WYSTRZELIŁ rakiety

 

Żadne z nich nie było w stanie wydostać się na brzeg. Pomogli im dopiero ratownicy Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, strażacy oraz Brzegowa Stacja Ratownictwa. Dzięki nim rodzinie nic się nie stało i szczęśliwie dotarli na ląd.

 

/ks/

Źródło: popularne.pl/ foto: Youtube.com/ zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe

Turystka wyjechała na wakacje na Dominikanę. Jej ciało wróciło do kraju bez OCZU, SERCA i ŻOŁĄDKA!

 

54-letnia Lynne z Wielkiej Brytanii wybrała się w czasie świąt Bożego Narodzenia wraz ze swoim mężem na urlop na Dominikanie. Niestety w czasie pobytu tam zmarła na zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.

 

Ale to nie jest jeszcze najgorsze! Na Dominikanie wykonano sekcję zwłok i po miesiącu przetransportowano ciało do rodzimego kraju, Wielkiej Brytanii. Jednak okazało się, że kobieta nie miała kilku organów! Chodzi tu przede wszystkim o oczy, serce i żołądek.

 

CZYTA TAKŻE: Na pewno ich nie znasz! Sprawdzone sposoby na UKĄSZENIA komarów

 

Wszystko zaczęło się od osłabienia i wymiotów. Potem na ciele 54-letniej Lynne pojawiły się niepokojące fioletowe plamy. Ponadto gdy trafiła do szpitala, przestała poznawać męża, a następnie w ogóle widzieć cokolwiek. Zmarła niedługo później, w dzień swoich 54. urodzin.

 

Choć to nie był koniec straszliwej historii. Mąż kobiety przeraził się, gdy zobaczył ciało ukochanej bez gałek ocznych. Wszczął postępowanie w sądzie i odzyskał organy. Uważa jednak, że nie należą one do 54-latki, bo jakim cudem nagle by się znalazły po paru miesiącach? Prawdopodobnie trafiły na czarny rynek, a wysłane organy należą do kogoś innego.

 

Mąż kobiety zlecił wykonanie testów DNA i czeka teraz na uruchomienie odpowiednich procedur.

 

/ks/

Źródło: nczas.com/ foto YouTube.com/zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe

Z dużym zaniedbaniem pracowników linii lotniczych Ryanair spotkała się podróżnicza z Wielkiej Brytanii. 55-letnia Susan Rumbsy udała się na wakacje do Hiszpanii. Dopiero na miejscu zorientowała się, że przez dwie kontrole paszportowe przeszła z paszportem córki.

 

55-letnia Brytyjka udała się na wakacje do Hiszpanii, jednak z powodu niekompetencji pracowników nie były zbyt udane. Wyruszyła liniami lotniczymi Ryanair z Bristolu do Sevilli. Mimo, że na obu lotniskach przeszła kontrolę paszportową, nikt z pracowników nie zorientował się, że coś jest nie tak.

 

Na miejscu kobieta zauważyła, że wzięła nie swój paszport, a 22-letniej córki. Nie chciała ryzykować w podróży powrotnej, więc skontaktowała się z liniami Ryanair. Przyznała, że to jej wina, jednak zszokowało ją, że przebyła pół Europy z danymi innej osoby.

 

Pracownicy Ryanair poradzili jej, aby wyrobiła dokument zastępczy, jednak musiałabym przejechać 160 km z Sevilli do Malagi, aby to zrobić. Mąż Brytyjki zaproponował, że wyśle jej paszport pocztą, jednak ostatecznie musiał przylecieć do Hiszpanii i przekazać jej dokument osobiście.

 

Przeprowadzono wewnętrzne śledztwo. Okazało się, że na lotnisku w Bristolu kontrolę paszportową przeprowadza zewnętrzna firma Swissport. Przeproszono pasażerkę i poinformowano, że pracownikom przypominano o procedurach na lotnisku.

 

Poniżej zdjęcie kobiety wraz z córką:

 

 

Źródło: o2.pl

Polska aktorka po raz kolejny okazuje brak szacunku do rodaków. Wybrała się na plażę w Mielnie, gdzie nie podobało się jej zachowanie plażowiczów.

 

Katarzyna Skrzynecka, polska aktorka, która lata największej popularności ma już raczej za sobą, postanowiła o sobie przypomnieć. Podczas swojego ostatniego pobytu z rodziną nad morzem wrzuciła zdjęcie na swój profil na Instagramie. W opisie w niewybrednych słowach opisywała zachowanie pozostałych plażowiczów. „Pośród NORMALNYCH LUDZI, na wakacjach z rodziną, liczne gromady patologicznie rozwydrzonych matołów, pod 30tkę, dojących na plaży z gwinta już nie tylko piwsko, ale wódkę i „łychę”, ryczących jak bawoły – przy czym bawół chociaż ma mózg!” – napisała aktorka.

 

Komentujący zdjęcie fani aktorki są podzieleni. Znaczna część z nich zwraca Skrzyneckiej uwagę, że kurort w Milenie, do którego się wybrała, jest miejscem o charakterze imprezowym. „W Mielnie byłam kilka razy ale Mielno to niby taka nasza „Ibiza” tam trzeba się nastawić , że 3/4 ludzi przyjeżdża imprezować , szaleć , kluby i te sprawy…”, „Śmieszne są te celebryckie płacze – trzeba było poczytać i poszukać spokojnego miejsca.” – pisali komentujący.

 

Inni internauci bronią wczasowiczów. Wprost mówią, że charakter odpoczynku zależy od miejsca, do którego się pojedzie. „Mnie nic podobnego w Świnoujściu nie spotkało, choć byłam tam aż 3 tygodnie. Dostrzegam upadek obyczajów, niską kulturę, ale nie podoba mi się sposób w jaki Państwo to opisują -„matoły, mordy, rżenia, bekania „itd.”

 

Poniżej zdjęcia z wakacji Katarzyny Skrzyneckiej. Mimo obrażania Polaków aktorka nie wygląda na niezadowolną z miejsca pobytu:

 

View this post on Instagram

Co nas "wypłoszyło" z plaży nad Polskim morzem…? Jak wiele innych grzecznych i spokojnych rodzin z dzieckiem…? Nie, nawet nie dzikie tłumy…bo przecież każdy ma prawo, lubi i chciałby być latem nad morzem… Nawet nie że woda zimna… SERDECZNIE POLECAM – PRZECZYTAJCIE 3 CZĘŚCI ZABAWNEGO ARTYKUŁU MOJEGO MĘŻA NA TEN TEMAT NA JEGO PROFILU @marcinlopucki 👍👍💙 BRAWO MARCIN @marcinlopucki W SAMO SEDNO 👍👍👍😉 Pośród NORMALNYCH LUDZI, na wakacjach z rodziną, liczne gromady patologicznie rozwydrzonych matołów, pod 30tkę, dojących na plaży z gwinta już nie tylko piwsko, ale wódkę i "łychę", ryczących jak bawoły – przy czym bawół chociaż ma mózg! – co 2gi…3ci grajdoł wyjących bezmózgów: "Weź kurwa, ja pierdolę kurwa, jebać, jebać wszystkich, kurwa" … 👎 Obok nas siedział z dziećmi miły Pan o hinduskiej urodzie…. Ekipa matołów wyła: "te, kurwa, jebać murzyna, zajebać murzyna !!!" 👎👎👎 Kolejne rodziny jak my, z dziećmi, którym uszy więdły, opuszczały w poczuciu niesmaku śliczne szerokie plaże… Tak miło wspominam te plaże z wakacji mojego dzieciństwa…. Odeszło w przeszłość 😢 Na szczęście mamy enklawę basenu w hotelu 💙 DZIĘKUJĘ ZA ŚWIĘTY SPOKÓJ I KULTURALNĄ ATMOSFERĘ @hotel_unitral 💙💙 Tu się schowamy przed "współczesną kulturą plażowania"

A post shared by Katarzyna Skrzynecka (@katarzyna_skrzynecka) on

 

 

Źródło: Instagram