W ostatnim czasie zarówno w światowych, jak i polskich mediach nieustannie mówi się o rozprzestrzenianiu się koronawirusa, walce z pandemią oraz działaniach rządzących mających niwelować jej skutki. Wiele ludzi na naszym globie przerażają podawane każdego dnia dane dotyczące ilości zachorowań i zgonów. W ostatnim czasie martwiące jest również to, że jak można zaobserwować, na COVID-19 chorują także młodzi ludzie, nie należący wiekowo do grupy określanej jako ta wiążąca się z największym ryzykiem wystąpienia poważnych objawów chorobowych. W tym wszystkim należy pamiętać, że walka o życie ludzi cierpiących z powodu zakażenia koronawirusem, a także ewentualne zgony to historie wielkich dramatów ofiar oraz ich bliskich.

 

Jedną z takowych smutnych historii jest ta dotycząca pewnego 36-latka, będącego człowiekiem zaangażowanym w środowisko kibiców Legii Warszawa. Michał Grajewski, o którym mowa, był nie tylko oddanym fanem stołecznej drużyny, ale także osobą angażującą się w niesienie pomocy zwierzakom. Należał on bowiem do Otwockiego Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt, w którym pełnił funkcję wolontariusza, jak również inspektora. Co warte zauważenia, zmarły był również pracownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości. Pełnił on bowiem obowiązki kierowcy jednego z wiceministrów.

 

Wielki przyjaciel zwierząt, kibic warszawskiej Legii, zawsze uśmiechnięty i życzliwy młody człowiek, pełen pasji i planów na przyszłość.
Ciężko nam się otrząsnąć, do końca nie traciliśmy nadziei na szczęśliwe zakończenie.
Michałku, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach i pamięci.
Nie mówimy żegnaj, tylko – do zobaczenia.
Rodzinie i przyjaciołom Michała składamy głębokie wyrazy współczucia.
Na zdjęciu Michał w trakcie zbiórki karmy dla naszych podopiecznych

– czytamy we wpisie udostępnionym na facebookowej stronie „Koty z Promyka”.

 

Wzruszające słowa zostały opublikowane też w ramach pożegnania na stronie kibiców Legii Warszawa i Zagłębia Sosnowiec, z którego fanami, sympatycy „Wojskowych” utrzymują przyjacielskie relacje.

 

Wczoraj w wieku 36 lat zmarł Michał Grajewski z Otwocka. Nasz Brat był jedną z ofiar koronawirusa. Odpoczywaj w pokoju….

Gepostet von Legia Zagłębie + zgody – BSNT am Dienstag, 31. März 2020

 

Dzisiaj nasz świat stanął w miejscu…Po ciężkiej walce z koronawirusem odszedł od nas Michał – wolontariusz i…

Gepostet von Koty z Promyka am Montag, 30. März 2020

 

 

Źródło: Facebook/@kotyzpromyka ; Facebook/@LegiaZaglebieZgodyBSNT ; Warszawawpigulce.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Koronawirus nie jest dla wszystkich wystarczającym powodem do tego aby pozostać w domu, a nawet by unikać innych ludzi którzy mogą być zarażeni. Uważać powinni szczególnie mieszkańcy Warszawy i województwa mazowieckiego, w którym zarażonych jest najwięcej. 

 

 

Mimo coraz gorszej sytuacji związanej z koronawirusem wielu ludzi lekceważy, a w całej Polsce dochodzi do wielu aktów agresji. O jednym z nich pisaliśmy TUTAJ.

W Warszawie ubiegłej nocy doszło jednak do dużo bardziej niebezpiecznej i dramatycznej sytuacji. Jak przekazał rzecznik Komendy Stołecznej Policji, Sylwester Marczak, 24 marca po godzinie 21 miał miejsce atak nożowników na dwójkę mężczyzn na warszawskim Mokotowie w okolicach ulicy Hańcza.

 

 

Niestety, mimo szybkiej interwencji policji i pogotowia ratunkowego, jednego z zaatakowanych nie udało się uratować. Miał on prawdopodobnie 19 lat. Druga osoba – także młody mężczyzna, z raną ciętą został przewieziony do szpitala, w którym dalej przebywa. Jego życiu prawdopodobnie nie zagraża niebezpieczeństwo.

 

 

Napastników było kilku, świadkowie twierdzą że po ataku wsiedli oni do ciemnego BMW i odjechali. Pomimo obławy policji na Śródmieściu i Mokotowie, nie udało się schwytać sprawców tej samej nocy. Najnowsze doniesienia mówią jednak o zatrzymaniu dwóch osób dzisiejszego popołudnia, choć wciąż szukany jest trzeci napastnik.

 

 

Aktualnie policjanci zabezpieczają wszystkie materiały dowodowe w postaci nagrań z monitoringu i kontynuują poszukiwania ostatniego z zabójców. Nie podano jak na razie informacji na temat podłoża ataku, jednak wszystko wskazuje że mogły to być porachunki gangsterskie/klubowe. Miejmy nadzieję, że sprawcy zostaną schwytani i otrzymają adekwatną karę pozbawienia wolności, a mężczyzna ze szpitala powróci niedługo do pełni sił.

 

 

Źródła:

https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Warszawa/Atak-nozem-w-Warszawie-napastnicy-zadzgali-mezczyzne.-Policja-szuka-sprawcow

https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-zabojstwo-19-latka-w-warszawie-dwie-osoby-zatrzymane,nId,4402203?fbclid=IwAR09oKUJv1Pkchz_kz6HubEgHZD7K25hWpzFv1VKk5yNIiTOeoS1I_GbM2k

Mieszkańcy naszego kraju mogli poczuć się dziś zaniepokojeni docierającymi informacjami na temat kolejnych przypadków zakażeniem koronawirusem. Niestety potwierdzono już 17 przypadków zarażonych na terenie Polski, a stan kilkorga z tych osób jest oceniany nawet jako ciężki. Strach mogły wywołać też doniesienia jakie pojawiły się w ostatnich godzinach w niektórych mediach i mówiące o tym, że pewien mężczyzna uciekł z kwarantanny jaką został objęty w związku z ryzykiem, iż może być on chorować w związku z rozprzestrzenianiem się COVID-19.

 

Człowiek ten jest mieszkańcem powiatu legionowskiego i zgodnie z zaleceniami został zobowiązany do przebywania w izolacji domowej w ramach bycia osobą objętą kwarantanną. Procedura ta jest realizowana w celu uniknięcia bardziej dynamicznego i trudnego do opanowania rozprzestrzeniania się słynnego już wirusa z Wuhan.

 

Jak podają lokalne media, po tym jak mężczyzna ten nie zastosował się do przymusowej izolacji i uciekł z miejsca zamieszkania, w którym miał przebywać, działania podjęły służby sanitarne, zespół ratownictwa medycznego, a także funkcjonariusze policji.

 

Mężczyznę zdołano już odnaleźć i zatrzymać, a poinformował Rzecznik Komendy Głównej Policji w Warszawie, w jego odnalezieniu oraz późniejszym transporcie asystowali policjanci.

 

Pacjent ten został przewieziony do szpitala zakaźnego przy ul. Wolskiej w Warszawie za pomocą karetki i przy asyście policji.

 

Niestety według podawanych przez media informacji, jest to nie tylko kolejny taki przypadek w Europie, ale też ma nie być to jedyna taka sytuacja w naszym kraju na przestrzeni ostatnich godzin.

 

Na konferencji prasowej zorganizowanej w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski przestrzegł iż za ucieczkę z miejsca kwarantanny grozi nawet rok więzienia.

 

Jak zwraca uwagę portal warszawawpigulce.pl, zakaz opuszczania miejsca izolacji dotyczy także wyjścia chociażby do sklepu czy piekarni.

 

 

Źródło: Toiowo.eu ; Warszawawpigulce.pl

Fot.: Pixabay ; Pxfuel

 

 

Czy nadchodzą lepsze czasy dla historycznej warszawskiej drużyny piłkarskiej? Wiele na to wskazuje, bowiem pomimo wielu kontrowersji oraz gróźb kierowanych pod adresem pewnego milionera, zdecydował się on zainwestować w stołeczną Polonię. Doniesienia te są już oficjalne, przekazano je na oficjalnych kanałach informacyjnych klubu i mogą budzić spore nadzieje u fanów „Czarnych Koszul”. Pomimo tego, że o planach biznesmena względem Polonii mówiło się już od pewnego czasu, to dla niektórych dziennikarzy, wieści te i tak można uznać za nawet „sensacyjne”. Tak o sprawie pisze m.in. portal weszlo.com.

 

W dniu 5 marca 2020r. wieczorem Pan Gregoire Nitot nabył od Pani Krystyny Bnińskiej-Jędrzejowicz kontrolny pakiet akcji Polonii Warszawa S.A.

Dziś rano do Spółki wpłynęły pierwsze środki od nowego właściciela na bieżące wydatki i na zaległe wynagrodzenia piłkarzy, którzy pozostali i grają w Polonii.

Pan Nitot spotka się dziś z Prezydentem m.st. Warszawy Panem Rafałem Trzaskowskim.

Również w dniu dzisiejszym Pan Gregoire Nitot spotyka się z zarządem i zawodnikami pierwszego zespołu przed pierwszym meczem rundy wiosennej

– przekazano w treści komunikatu opublikowanego na oficjalnej stronie Polonii Warszawa.

 

Bonjour Gregoire to pochodzący z Francji przedsiębiorca, który od około 20 lat mieszka w Polsce i rozwija tu swój biznes. Jego informatyczna firma Sii Polska posiada swoje oddziały w takich miastach jak na przykład: Warszawa, Kraków, Poznań, Gdańsk, Katowice, Wrocław, Lublin czy Białystok.

 

Biznesmena o francuskich korzeniach starali się zniechęcić ludzie, którzy nie życzą pomyślności warszawskiej Polonii. Na meczu Legii Warszawa wywieszano transparenty z hasłami mającymi ostrzegać przedsiębiorce przed zostaniem sponsorem lokalnego rywala. W internecie trwała też skandaliczna akcja hejterska, w ramach której publikowano obraźliwe wobec „Czarnych Koszul” komentarze. O takie działanie również oskarżani w przestrzeni internetowej i medialnej były osoby związane ze środowiskiem fanów Legii.

 

Ostatecznie jednak, Bonjour Gregoire nie uległ próbom zastraszenia go i zdecydował się zainwestować w znany polski klub, który 2-krotnie zdobywał tytuł mistrza Polski, a 3-krotnie osiągał wicemistrzostwo w piłce nożnej. Aktualnie pogrążona w kryzysie Polonia walczy o utrzymanie w III lidze, więc w praktyce czwartej klasie rozgrywkowej. Zainwestowanie dużych pieniędzy przez właściciela firmy Sii Polska może być sporym krokiem na drodze odbudowywania dawnej marki tego stołecznego zespołu.

 

 

Źródło: Weszlo.com ; Ksppolonia.pl

Fot.: YouTube/To My Kibole.TV (zrzut ekranu)

Niestety na ataki szaleńców i osób motywowanych często nietypowymi dla normalnych ludzi pobudkami narażeni może być wiele osób, wykonujących różnorakie profesje. Przypadek jaki miał miejsce w Warszawie potwierdza to twierdzenie. Doszło tam do ataku z użyciem noża. Sprawca miał jednak pewnego rodzaju pecha, który okazał się zapewne szczęściem dla potencjalnych ofiar.

 

Do dramatycznych scen doszło dziś na terenie jednego ze szpitali znajdujących się w stolicy naszego kraju. Pewien mężczyzna dopuścił się tam ataku, przy którym posługiwać miał się niebezpiecznym narzędziem. Sprawcą ataku okazał się być 45-letni Piotr B.

 

Mężczyzna ma być jednym z miejscowych bezdomnych. Został on przetransportowany do szpitala w dniu dzisiejszym, gdyż na jego ciele zidentyfikowano kilka ran ciętych. Podczas udzielania pomocy, to jednak on sam zaatakował nożem mężczyznę, który pełnił wówczas obowiązki ratownika.

 

Napastnik atakując jednak osobę udzielającą mu pomocy jednak naraził się na spore kłopoty, ponieważ ratownik jak się okazało pracuje w placówce medycznej dodatkowo, a jest również… policyjnym antyterrorystą.

 

Policjant w roli ratownika bez większych problemów zdołał obezwładnić nożownika. Na miejsce wezwany został też patrol policji.

 

Po przeprowadzeniu badania wyszło na jaw, że agresor był pod wpływem alkoholu. We krwi bezdomnego znajdować miało się 2,7 promila alkoholu. Grozi mu teraz nawet 10 lat za kratkami w związku z dopuszczeniem się czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego. Mowa jest tu formalnie o ataku na osobę ratownika, a nie policjanta.

 

Niestety pracownicy personelu w szpitalu oraz ratownicy medyczni jeżdżący do osób potrzebujących pomocy, często narażeni są na agresywne zachowania i nieprzewidziane, a zarazem niebezpieczne zdarzenia wynikające z zachowania osób postronnych oraz tych, którym pomoc medyczna jest udzielana.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay.com

 

Terroryzm jest zjawiskiem, który w obecnych czasach zagrażać może ludziom z różnych stron świata. Również służby w naszym kraju muszą mieć się na baczności oraz czujnie obserwować zachowania potencjalnych zamachowców. To kto byłby zdolny dopuścić się przeprowadzenia ataku i jakie mieć przy tym motywacje, może być niejednokrotnie zaskakujące dla zwykłych ludzi.

 

Jak dowiedziała się nieoficjalnie Polska Agencja Prasowa, funkcjonariusze policji zatrzymali czwórkę młodych ludzi, którzy planować mieli przeprowadzenie zamachu terrorystycznego na terenie Warszawy. Zostali oni zatrzymani w stolicy oraz jej okolicach. Sprawę opisały m.in. portale radiozet.pl oraz tvp.info. Informacje te zostały potwierdzone przez przedstawicieli policji.

 

Jak przekazała Komenda Stołeczna Policji, zatrzymani to czterech nastolatków. Żaden z nich nie jest jeszcze pełnoletni. Uczniowie mieli planować atak na szkołę, do której uczęszczali, a w przygotowaniach inspirowali się zamachami do jakich dochodziło za oceanem. Jak powiedzieć miał wysoki rangą oficer, chłopcy ci obserwowali w mediach społecznościowych profile związane z napastnikami odpowiadającymi za przeprowadzanie niektórych ataków na terenie USA.

 

– Mogę potwierdzić, że wydział do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw Komendy Stołecznej Policji zatrzymał grupę osób, których działania mogły realnie zagrozić bezpieczeństwu uczniów jednej z warszawskich szkół

– powiedział aspirant sztabowy Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji.

 

Policja przyznaje, że celem działania służb w Polsce jest to, aby przede wszystkim podejmowane działania były wyprzedzające i zapobiegały ewentualnym atakom, a nie stanowiły jedynie reakcję na już zaistniałe tragiczne sytuacje.

 

W działaniach, które doprowadziły do zatrzymania czwórki nastolatków, uczestniczyli także funkcjonariusze zajmujący się walką z cyberprzestępczością.

 

– W wyniku ustaleń naszych policjantów z wydziału do walki z cyberprzestępczością, które mają oparcie w analizie zagrożeń wykrytych w trakcie monitoringu sieci internetowej, policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw dotarli do czterech osób z terenu działania garnizonu stołecznego. Wszystkie osoby są niepełnoletnie

– potwierdził cytowany przez radiozet.pl asp. szt. Mariusz Mrozek.

 

Zgodnie z decyzją sądu, wobec tych młodych ludzi, podejrzewanych o przygotowywania zamachu na warszawską szkołę, zastosowano środki zapobiegawcze.

 

– W przypadku jednego z nieletnich jest to umieszczenie w schronisku, a w drugim objęcie go dozorem kuratora

– powiedział asp. szt. Mrozek.

 

Jak dodał, śledztwo w tej sprawie prowadzone jest w kierunku art. 171. KK. Są to więc poważne zarzuty, ponieważ dotyczą one „wytwarzania lub obrotu substancjami, materiałami i urządzeniami niebezpiecznymi”. Chłopcom grozić może od pół roku do ośmiu lat pozbawienia wolności.

 

Policja przy okazji tej sprawy, zwraca się też z apelem do rodziców, aby zwracali uwagę na to czym interesują się ich dzieci. To co obserwowali zatrzymani nastolatkowie w sieci i co stanowiło dla nich inspiracje, jest bowiem alarmujące w temacie tego, jak łatwo zainteresować czasem młodego człowieka terrorystyczną działalnością.

 

 

Źródło: tvp.info ; radiozet.pl

 

Radosław Sikorski doznał poważnej kontuzji dłoni. Jak podaje „Super Express” były minister obrony narodowej oraz spraw zagranicznych, a obecnie europoseł z ramienia Koalicji Europejskiej, zerwał ścięgno podczas ćwiczenia z ciężarkami. 

Reporterzy przyłapali Sikorskiego w piątek na warszawskim lotnisku. Polityk wrócił z Brukseli, aby spędzić weekend z rodziną. Gdy wychodził z płyty lotniska zauważono kontuzję potwierdzoną ogromnym grymasem bólu na twarzy. Teraz będzie musiał chodzić z ręką na temblaku.

 

Jak podaje „SE” kontuzja dłoni wynika z przeciążeń, jakich Sikorski nabawił się podczas „spalania poświątecznych kalorii”. Według gazety ćwiczenia z hantlami są jedną z ulubionych rozrywek byłego ministra. Wersja ta wydaje się bardzo prawdopodobna, gdyż sam polityk umieścił niedawno zdjęcie na Instagramie, na którym chwalił się pracą nad swoją sylwetką.

View this post on Instagram

Odpracowujemy świąteczne kalorie.

A post shared by Radosław Sikorski (@radek_sikorski) on

Radosławowi Sikorskiemu życzymy szybkiego powrotu do pełnej sprawności.

 

se.pl/Red/Fot. Sikorski FB

Do niepokojącej sytuacji doszło po tym, jak służby lotniska otrzymały alarmującą informację od załogi samolotu linii LOT zmierzającego do Polski. Zdarzenie miało miejsce na terenie lotniska Chopina w Warszawie. Potrzebna była odpowiednia interwencja. Doniesienia na ten temat przekazał wieczorem portal rmf24.pl.

 

Na lotnisko dotarła informacja, że na pokładzie zbliżającego się do stolicy Polski samolotu doszło do wydarzeń, które zaniepokoiły członków załogi. Jeden z pasażerów przejawiał bowiem zachowania typowe dla ludzi przeziębionych. Było to szczególnie niepokojące ze względu na to czym obecnie żyją media w Polsce i na świecie, a mowa tu o nowym koronawirusie. Trzeba zaznaczyć, że samolot leciał właśnie ze stolicy Chin- Pekinu.

 

Służby na lotnisku zostały zaalarmowane i podjęto odpowiednie działania oraz zachowano środki ostrożności. Po wylądowaniu, na pokład maszyny wkroczyli lotniskowi medycy. Nieopodal samolotu zatrzymała się natomiast karetka, którą przetransportowano chorego człowieka do szpitala na obserwację.

 

Jak przekazał portal rmf24.pl, u pacjenta zarażenie koronawirusem miało zostać na szczęście wykluczone jeszcze w ambulatorium. Innym podróżnym, którzy również lecieli tym samym samolotem, pozwolono opuścić pokład, jednak na wszelki wypadek wzięto od nich dane osobowe.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

 

 

 

Do makabrycznych wydarzeń doszło w stolicy Polski. Na terenie warszawskiej Pragi odnaleziono ciała zamordowanych osób. Wstrząsające są okoliczności całej zbrodni oraz to jak zachowywał się sprawca po dokonaniu podwójnego zabójstwa. Sprawę opisał m.in. portal se.pl.

 

Krwawe sceny rozegrały się w jednym z budynków przy ulicy Tarchomińskiej. Jak potwierdziła policja, w jednym z mieszkań znaleziono ciało młodej kobiety oraz jej syna w wieku około 7. roku życia. Okazało się, że osoby te zostały zamordowane. Do tragedii doszło ostatniej nocy.

 

Jak pisze se.pl, policja miała zaprzestać poszukiwań sprawcy, kiedy znaleziono go powieszonego. Kobieta, której odebrał życie miała być jego sporo młodszą żoną. Miała ona około 25, zaś jej małżonek mógł mieć nawet ponad 40 lat.

 

Zdaniem niektórych z okolicznych mieszkańców, para ta zachowywała się dosyć dziwnie. Mieli oni po wjechaniu samochodem na podwórko, z reguły szybko zmierzać do zamieszkiwanego lokalu. W mieszkaniu tym często słyszane miały być głośne kłótnie. Według innych byli oni jednak nie wyróżniającą się rodziną.

 

Zamordowana Sara M. była pracownicą jednej z restauracji sieci McDonald’s. Kiedy jej mąż Dariusz odebrał życie kobiecie oraz małemu Dominikowi, uciekł do swojej rodzinnej miejscowości. Wstrząsające jest to co miał przekazać swojemu synowi, do którego zatelefonował około godz. 3 w nocy. Jak podaje se.pl, przekazał mu wówczas, że „zrobił coś złego i usłyszy o nim w telewizji„. Zaniepokojony tymi słowami syn udał się do mieszkania na warszawskiej Pradze i zaalarmował policję o zaistniałej sytuacji. Strażacy oraz funkcjonariusze policji przybyli na miejsce, gdzie dokonano makabrycznego odkrycia. Zwłoki dwójki ofiar znajdowały się w jednym z pokoi.

 

Jak podaje „se”, Dariusz M. uciekł z budynku przy ul. Tarchomińskiej ostrzegając, że planuje popełnić samobójstwo. Jak się okazało nie były to puste słowa. Powieszone ciało zabójcy zostało znalezione najprawdopodobniej w lesie znajdującym się w rejonie jego rodzinnej miejscowości, do której uciekł po dokonaniu tego okrutnego czynu.

 

 

Źródło: se.pl ; wprost.pl

Fot.: Flickr