Na łamach naszego portalu stosunkowo często pisaliśmy o powiązaniach środowiska pseudokibiców ze zorganizowaną przestępczością w naszym kraju. Jedna z takich spraw, która poruszyła wielu czytelników to historia zabójstwa młodego mieszkańca Krakowa Miłosza B., do którego doszło na początku 2018 roku, na terenie krakowskiego osiedla Prokocim. Proces w tej sprawie wciąż toczy się przed sądem, a podejrzani usłyszeli dodatkowo też inne zarzuty związane z narkotykami oraz udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej jaką stać miała się bojówka „Wisła Sharks” sympatyzująca z „Białą Gwiazdą”.

 

Miłosz B. miał sam być zaangażowaną w środowisko pseudokibiców osobą. Kibicował on Cracovii i w styczniu 2018 roku został napadnięty w rejonie ul. Teligi przez uzbrojonych w niebezpieczne narzędzia fanów Wisły Kraków. Mężczyzna trafił do szpitala i stracił sporą ilość krwi. Niestety, finalnie jego życia nie udało się uratować lekarzom.

 

Pięciu oskarżonych w sprawie tamtego krwawego ataku mężczyzn nie przyznaje się do popełnienia morderstwa. Wśród nich znalazł się m.in. 21-letni Maciej K., który z zarzutów jakie mu przedstawiono, przyznał się jedynie do posiadania narkotyków w postaci 242 gram marihuany. Jak tłumaczył jednak, kupił je po okazyjnej cenie i na własny użytek, w związku z dolegliwością jaką ma być ból kręgosłupa. Podczas jednej z rozpraw przesłuchana została również jego matka Agnieszka M.

 

Również kobieta przekonywała, że jej syn nie zabił Miłosza B. i tłumaczyła, że tamtego styczniowego wieczoru, Maciej K. był na siłowni i wrócił do miejsca zamieszkania około godz. 23. Matka oskarżonego zrelacjonowała przed sądem również moment, kiedy przyszli po niego funkcjonariusze policji.

 

Kiedy o poranku w celu zatrzymania Macieja K. przybyli do zamieszkiwanego przez niego bloku policjanci, matka kazała mu, jak sama opowiada, ukryć się w mieszkaniu sąsiadki. Miał być on wtedy wystraszony zaistniałą sytuacją. Ona zaś planowała sama dowiedzieć się od stróżów prawa o jaką sprawę chodzi.

 

Zobacz też:

Bezwzględne ataki i „fruwające mięso”, czyli krwawe zeznania kibola

 

Funkcjonariuszy mieli wówczas nie powiedzieć o szczegółach swojej wizyty, jednak za zgodą Agnieszki M. przeszukali pokój jej syna. Znaleźli tam wtedy właśnie woreczki zawierające łącznie 242 gram marihuany. Torebki te ukryte były w jednej z poduszek.

 

Kobieta twierdzi, że ona sama była zdziwiona tym odkryciem w mieszkaniu. Wiązała wówczas strach syna z faktem posiadania narkotyków. On jednak już nie wrócił z mieszkania sąsiadki, a przez kolejne tygodnie ukrywał się przed organami ścigania. Miał jednak dwa dni po tej wizycie policji spotkać się z matką. Ona nie chciała jednak zdradzić sądowi gdzie do tego doszło, powołując się na przepis zgodnie, z którym nie musi ona odpowiadać jeżeli może narazić to ją lub osobę jej najbliższą na odpowiedzialność karną.

 

W podobny sposób, powołując się na ten sam zapis prawny, kobieta zareagowała, kiedy sąd pytał ją o to w jaki sposób przekazała później Maciejowi K. swój list, w treści którego jak przyznała, zapisała nazwisko ustanowionego adwokata oraz opisała jakie prawa jej przysługują.

 

Kobieta płakała na sali rozpraw, skarżąc się na to iż od dwóch lat nie ma kontaktu z synem. W okresie tym bowiem najpierw ukrywał się, a później, po zatrzymaniu, nie otrzymała ona zgody na widzenia.

 

Partner kobiety- Bogdan W. stwierdził natomiast, że Maciej K. był osobą aktywną fizycznie i dbającą o zdrowie. Świadczyć o tym ma fakt, że chodził na siłownię, a wcześniej grał też w klubie Płaszowianka.

 

Przesłuchiwany mężczyzna bagatelizował też fakt odnalezienia w mieszkaniu oprócz marihuany, także kominiarki, pojemnika z gazem, wagi elektronicznej oraz sporej ilości akcesoriów kibicowskich. Jak podaje „Gazeta Krakowska”, Bogdan W. zeznał, że mowa jest tu o pamiątkach Macieja K. z dawnych lat.

 

Świadek nieco inaczej niż w śledztwie miał zeznać też, że w dniu zabójstwa Miłosza B., oskarżony był wieczorem w mieszkaniu.

 

 

Poszukiwany swego czasu listem gończym Maciej K. został zatrzymany ostatecznie na terenie województwa śląskiego. Członkowie bojówki „Pscyho Fans” utożsamiający się z Ruchem Chorzów, mieli mu pomagać ukrywać się w tamtym czasie.

 

 

 

 

Źródło: gazetakrakowska.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Facebook

Trwa proces członków gangu „Psycho Fans”. Grupa ta stanowiła bojówkę pseudokibiców utożsamiających się z Ruchem Chorzów. Równocześnie jednak, jej członkowie zajmowali się też znacznie poważniejszymi przestępstwami niż organizowanie tzw. ustawek czy uliczne bójki z fanami innych drużyn. O brutalnych działaniach ludzi z „Psycho Fans” postanowili opowiedzieć niektórzy skruszeni bojówkarze. Wśród z nich znalazł się również Łukasz B. ps. „Baluś”, który niegdyś miał pełnić rolę szefa „wywiadu gangu”. Podczas składania w ostatnim czasie zeznań przed sądem opowiedział on o brutalnych działaniach jakich podejmowała się chorzowska bojówka wraz z zaprzyjaźnionymi członkami „Wisła Sharks”, gangu pseudokibiców krakowskiej Wisły. W procesie oskarżonych jest ponad 40 osób związanych z „Psycho Fans”.

 

Opisane przesłuchanie Łukasza B. mogło być jednym z kluczowych dla tej sprawy. Mężczyzna odpowiadał na pytania sądu znajdując się w specjalnie strzeżonej sali rozpraw. „Baluś” miał niegdyś być blisko kierownictwa gangu i odpowiadać za swoisty wywiad mający na celu pozyskiwanie informacje ze struktur innych bojówek.

 

Skruszony gangster otrzymał status „małego świadka koronnego” i wyszedł na wolność decydując się na współpracę z prokuraturą. Składanie obciążających jego dawnych kompanów zeznań przypłacił on nie tylko epitetami jakie pojawiają się w jego kierunku na murach przy okazji tworzenia graffiti, ale też koniecznością uważania na bezpieczeństwo swoje oraz bliskich. W 2019 roku miało dojść do nieudanego zamachu na jego życie.

 

„Baluś” opowiadał m.in. o planowaniu i zrealizowaniu przez „Psycho Fans” oraz „Wisła Sharks” krwawego ataku na Daniela D. ps. „Romek”, który kierować miał wrogim gangiem pseudokibiców GKS Katowice.

 

– W 2017 roku postanowiliśmy dać nauczkę Danielowi D. ps. „Romek”. On był dowódcą grupy Persona Non Grata. To bojówka kibiców Gieksy. „Romek” był motorem napędowym wszystkich działań przeciwko kibicom Ruchu Chorzów, dlatego zapadła decyzja, że ma zostać „zrobiony do spodu”

– wyjaśniał Łukasz B. na sali rozpraw.

 

Dopytywany przez sąd o znaczenie słów „zrobiony do spodu” wyjaśnił, że planowano pobić „Romka” w taki sposób, aby ten się wykrwawił lub musiał poruszać się na wózku inwalidzkim. Taki sposób działania miał pozwolić uniknąć sprawcom zarzutu zabójstwa i odpowiadać za jedynie pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

 

Bojówkarze mieli próbować zaatakować Daniela D. trzykrotnie. Członkowie „Wisła Sharks” mieli wspierać ich ze względu na fakt doświadczenia w tego typu „akcjach”. Należy pamiętać, że grupa ta odpowiada za zakończone śmiercią ataki na bojówkarzy Cracovii i inne bezwzględne przestępstwa. Do brutalnych działań w wykonaniu „Sharksów” doszło m.in. w 2011 roku na krakowskim Kurdwanowie, kiedy przed południem zadano wiele ran ostrymi narzędziami Tomaszowi C. ps. „Człowiek”, w 2018 roku na terenie osiedla Prokocim, gdzie zabity został nastoletni Miłosz B., ale też w 2007 w Kielcach, gdzie z rąk kibola Wisły zginął fan Korony znany jako „Małpa”.

 

Atak na „Romka” miał być już więc kolejnym tego typu, w którym uczestniczyli „Sharksi”. Stąd też stanowili odpowiednie wsparcie dla gangsterów z „Psycho Fans”.

 

Jak opowiedział podczas zeznań „Baluś”, pierwsza próba ataku nie wyszła, ponieważ chorzowscy bojówkarze nie otrzymali „cynku od zaprzyjaźnionego kibica z Katowic”. Za drugim razem, chciano zaatakować „Romka”, kiedy ten miał zmierzać w stronę przedszkola, w celu odebrania swojego dziecka. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, według skruszonego gangstera, informacje o adresie placówki przedszkolnej miała przekazać im Dominika P, która również zasiadała na sali rozpraw, kiedy o wszystkim opowiadał Łukasz B.

 

Dominika była kiedyś ze „Skubolem” , ale kiedy „Skubola” zamknęli za bijatykę z meksykańskimi marynarzami w Gdyni, to pojechała na dyskotekę do Katowic i „zrobiła loda” takiemu bramkarzowi z Gieksy. Potem nawet przez jakiś czas była z nim w związku. To był policzek nie tylko dla „Skubola”, ale całej ekipy Ruchu

– powiedział „Baluś”.

 

Został dopytany przez sąd słowami: „Co zrobiła temu bramkarzowi?”

 

Zrobiła mu loda. A potem chyba chciała odkupić swoje winy i przekazała adres tego przedszkola, a także mieszkania jeszcze jednego „gieksiarza”

– odpowiedział.

 

Atak i tym razem miał nie dojść do skutku, ponieważ pod budynek podjechał bus, którym odjechały dzieci. Napaść na Daniela D. udało się im jednak skutecznie przeprowadzić za trzecim razem, w 2017 roku na terenie Katowic.

 

– „Romek” to duży dwumetrowy facet. Jak zobaczył, że w bmw otwierają się drzwi, wiedział, co się wydarzy i próbował uciekać. Z rozpędu połamał szlaban na parkingu, przewrócił się, potem trzymał się płotu i wył. A „Misiek” i „Dzidek” go obrabiali maczetami. Widziałem latające strzępy mięsa. „Dzidek” uderzał go maczetą trzymaną w obu dłoniach. Nie mogłem wyjść na frajera i tylko się przyglądać. Podszedłem i też zadałem mu trzy, cztery ciosy maczetą

– Opowiadał niegdyś członek gangu, a dziś „Mały świadek koronny”.

 

Warto wspomnieć, że biorący udział w tej akcji Paweł M. ps. „Misiek” był przez lata najbardziej znanym bojówkarzem Wisły Kraków, a zarazem przywódcą grupy „Wisła Sharks”. Po zatrzymaniu we Włoszech, również on zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i obciążyć zeznaniami swoich dawnych kolegów.

 

Przy ataku na Damiana D., według zeznań „Balusia”, to „Misiek” dał w pewnym momencie sygnał, że pora uciekać.  Wówczas obydwaj mieli wsiąść do BMW i chcieli już odjeżdżać, jednak „Dzidek” najdłużej z nich zadawał rany „Romkowi”. Jak opowiadał Łukasz B., szef „Wisła Sharks” miał w drodze zarzucać „Dzidkowi”, że ten „za cholerę nie ma umiaru”.

 

Zaatakowany lider chuliganów katowickiego klubu przeżył, pomimo odniesienia tak poważnych obrażeń. Według medialnych doniesień, można śmiało mówić tu nawet o „przeżyciu cudem”.

 

Według treści zeznań, na zlecenie lidera „Psycho Fans” Łukasza L. ps. „Lucki”, kibol o pseudonimie „Celebryta” miał spalić ukryte na polach w Rudzie Śląskiej auto.

 

– Kazaliśmy mu po wszystkim zniszczyć obuwie, aby policja nie dopadła go po śladach. On zaczął jednak marudzić, że ma markowe buty za pięć stówek, więc odpaliliśmy mu po 300 zł

– opowiedział świadek.

 

W dniu ataku, na terenie Chorzowa doszło również do spotkania z większym gronem bojówkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy do województwa śląskiego przyjechali na tzw. ustawkę. Według „Balusia” wrażenie wywarło na nim to, jak członkowie „Wisła Sharks” przechwalają się przeprowadzonymi brutalnymi atakami.

 

– Byłem zszokowany, bo oni wszyscy już wiedzieli, że zrobiliśmy „Romka”. U nas o takich akcjach wiedziało niewielkie grono ludzi, a oni się tym wręcz przechwalali. „Misiek” opowiadał z dumą, że chyba przebił „Romkowi” płuco. A „Dzidek” chodził i powtarzał: „dobrze tej kurwie, dawać mi następnego, bo wilkołak jest głodny”. To mną wstrząsnęło, bo ledwo wróciliśmy z jednej roboty, a on już chciał wyciąć kolejna osobę

– wyjaśniał „Baluś”.

 

Podczas rozprawy, skruszony gangster opowiedział też o innym ataku, w którym życie stracił Dariusz D., znany człowiek w środowisko pseudokibiców Górnika Zabrze. Zdaniem „małego świadka koronnego”, ta akcja była dosyć spontaniczna.

 

– To nie było zaplanowane. Niewielka ekipa Psycho Fans wraz z grupą małolatów pojechała tam zamalowywać na murach emblematy Górnika. Kiedy już wracaliśmy, nagle mignęło nam jadące auto Dariusza P.

– mówił były szef „wywiadu grupy” przed sądem.

 

Po dostrzeżeniu pojazdu, którym poruszał się Dariusz P., ludzie z „Psycho Fans” zaczęli go szukać. Ten w pewnym momencie miał wyjechać wprost na samochód Łukasza B.

 

– Zatrzymał się, popatrzył na nas, po czym wyskoczył z auta i zaczął uciekać pieszo. „Gała” i „Ruby” kijami rozwalili jego wóz, a małolaty ruszyły za nim w pościg. Czekaliśmy, bo nie wiedziałem, czy go dopadli, czy nie. W końcu wsiadłem do auta i pojechałem zobaczyć, co się stało. Dariusz P. leżał na skrzyżowaniu, wyglądał, jakby uszło z niego życie

– zeznał „Baluś” przed sądem.

 

Zaatakowany nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Napastnicy uciekli w kierunku Bytomia mając świadomość, że zgodnie z procedurami w poszukiwanie sprawców zaangażowane zostaną w pierwszej kolejności policyjne patrole jedynie na terenie Rudy Śląskiej. W samochodzie uciekinierów miało dojść do kolejnej kłótni dotyczącej zbyt dużej brutalności niektórych z nich.

 

– Już w aucie doszło do awantury. Jeden z chłopaków zaczął gadać, że „Kajo” przesadził, bo w chuj skakał P. po głowie. A „Kajo” nic sobie z tego nie zrobił. Powiedział, że mu się należało, bo był z Górnika

– wspominał Łukasz B.

 

„Psycho Fans” zdołali zdobyć też nagranie z monitoringu jednego ze sklepów, na którym zarejestrowano moment ataku. Nagranie to zostało później przekazane za pośrednictwem kibiców GKS-u Katowice fanom Górnika Zabrze oraz opublikowane w sieci, co miało na celu obalenie plotek na temat rzekomego zaatakowania Dariusza P. przy użyciu maczet.

 

„Baluś” opowiadał też m.in. o tym jak chorzowscy bojówkarze okradli nielegalną fabrykę papierosów prowadzoną przez gang pseudokibiców Zagłębia Sosnowiec. Przy akcji tej mieli posłużyć się nadajnikiem GPS. Mówił też o krwawej „ustawce” umówionej z bojówkami sosnowieckiego klubu oraz BKS-u Bielsko Biała. Ustalono wówczas, że w bijatyce wezmą udział tylko chuligani urodzeni w 1990 roku.

 

– Przywódca bojówki BKS-u przyniósł nam dowody osobiste do sprawdzenia, ale „Maślak” powiedział, że wszyscy jesteśmy chuliganami i sobie ufamy

– relacjonował tamto zdarzenie „Baluś”.

 

W tym brutalnym starciu, ostatecznie chuligani chorzowskiego Ruchu mieli ponieść porażkę.

 

Przesłuchanie „Balusia” w sądzie zakończyło się pewnym incydentem. Partnerka jednego z oskarżonych skierowała bowiem obraźliwe słowa w kierunku opuszczającego salę byłego członka „Psycho Fans”.

 

– Ty gruba konfidencka ku***!

– wykrzyczała w sądzie kobieta.

 

 

Źródło: katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl (zrzut ekranu)

 

 

 

Jak widać masowe zatrzymania pseudokibiców Wisły mają różnorakie konsekwencje. Również takie, że w miejscach gdzie od lat „rządziła” Wisła, a osiedla sympatyzowały z tym klubem, teraz coraz śmielej poczynają sobie kibice Cracovii.

 

To jednak, co widać na poniższym nagraniu pokazuje bezkarność kiboli i doskonale opisuje atmosferę jaka panuje w dużej części Krakowa. Jak długo ma trwać kibolski dyktat? Czy normalne jest aby kilkudziesięcioosobowa grupa w biały dzień terroryzowała osiedle?

 

 

/red./

Za: Youtube.com

Foto: zrzut z Youtube.com/zdjęcie poglądowe

Znany piłkarz, a niegdyś również regularny reprezentant polskiej drużyny narodowej trafił do szpitala. Te informacje o złym stanie zdrowia sportowca mogą być dla wielu kibiców niepokojące. Sprawę opisał portal rmf24.pl.

 

Jakub Rzeźniczak to 33-letni piłkarz pochodzący z Łodzki, który w latach 2008-2014 często grał z Orzełkiem na piersi. Przez lata był on piłkarzem warszawskiej Legii, później grał też dla klubu Qarabag Agdam, z którym dwukrotnie osiągał mistrzostwo Azerbejdżanu. W trwającym sezonie Rzeźniczaka kibice znów mogą oglądać na boiskach piłkarskiej Ekstraklasy, gdyż zawodnik gra w barwach Wisły Płock.

 

Jak podaje portal rmf24.pl oraz oficjalna strona płockiej Wisły, piłkarz trafił do szpitala i czekać go będzie przerwa w grze. Obrońca od pewnego czasu miał narzekać na dolegające mu bóle głowy. Teraz okazało się, że niestety lekarze stwierdzili u niego wirusowe zapalenie opon mózgowych.

 

Nasz zawodnik przebywa obecnie w warszawskim szpitalu, w którym w najbliższym czasie pozostanie pod stałą obserwacją lekarzy. Rzeźniczakowi, którego czeka teraz przerwa w grze, życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia – przekazał klub na swojej internetowej stronie.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; wisla-plock.pl ; Twitter/@WislaPlockSA ; 90minut.pl,

Fot.: Pixabay

Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało jednego z ważnych przedstawicieli środowiska pseudokibiców w Polsce. Mężczyzna był poszukiwany od miesięcy, a w tym okresie ukrywał się m.in. w Hiszpanii. Ostatecznie jednak wpadł w dość nietypowych okolicznościach, które u wielu mogą rodzić sporo pytań.

 

40-letni Paweł Ł. ps. „Master” to lider bojówki utożsamiającej się z Cracovią i określającej się jako „Jude Gang”. Jest to przykład kolejnej ekipy, która opierając się na środowisku pseudokibiców stała się zorganizowaną grupą przestępczą realizującą gangsterskie interesy nie tylko w Polsce, ale też poza granicami naszego kraju.

 

Za szefa grupy „Jude Gang” uznawany był przez długi czas Robert M. ps. „Metal”. Był on zamieszany w sprawę zabójstwa dokonanego na krakowskich Grzegórzkach w październiku 2004 roku. Później deklarował jednak, że nie zamierza angażować się już w gangsterskie porachunki. W ostatnich latach wśród fanów Cracovii pojawiły się nawet informacje, że miał on składać zeznania obciążające innych, w związku z czym wywieszono nawet na trybunach podczas meczu transparent obrażający dawnego lidera „Jude Gangu”. Inny z ważnych liderów tej grupy Tomasz C. ps. „Człowiek” został zamordowany w styczniu 2011 roku przez członków konkurencyjnej grupy „Wisła Sharks” na osiedlu Kurdwanów. Po tych wydarzeniach Paweł Ł. ps. „Master” miał wypracować sobie pozycję szefa „Jude Gangu” pomimo tego, że prawdopodobnie skonfliktowany był on z niektórymi również znanymi pseudokibicami krakowskich „Pasów”, takimi jak np. bracia Z., którzy stworzyli własną grupę przestępczą, o której również głośno bywało w ostatnim czasie, w związku ze śmiercią jednego z nich- Adriana Z. ps. Zielony przy okazji akcji antyterrorystów czy też poszukiwaniami Magdaleny Kralki będącej partnerką kolejnego z braci.

 

Jednak to właśnie „Jude Gang” stanowi grupę będącą oficjalnie uznawaną za bojówkę pseudokibiców Cracovii, a robiącą równocześnie poważne interesy przestępcze. Grupa „Mastera” zajmować miała się m.in. przemytem i rozprowadzaniem dużych ilości narkotyków po różnych krajach Europy, brutalnymi napadami na członków konkurencyjnych grup, przejmowaniem „bramek” w krakowskich lokalach, gdzie imprezuje wielu ludzi, a nawet przemytem imigrantów. Podobnych działań dopuszczała się wroga dla „Jude Gangu” grupa „Wisła Sharks”.

 

Choć dla wielu może być to kuriozalne, to chociaż w wojnie pomiędzy pseudokibicami Wisły i Cracovii dochodziło do często krwawych, a nawet tragicznych sytuacji, to nie przeszkadzało to niektórym z liderów krakowskich gangów w utrzymywaniu koleżeńskich relacji. Według relacji mediów i głosów pojawiających się w środowisku miejscowych kibiców, tak było w przypadku Pawła Ł. ps. „Master” i Pawła M. ps. „Misiek”. Liderzy konkurencyjnych gangów mieli bowiem niegdyś wspólnie odsiadywać wyrok w więzieniu co przełożyło się na to, że zachowali oni ze sobą dobry kontakt i wzajemnie nie atakowali, chociaż kierowane przez nich grupy toczą przez lata przestępczą wojnę.

 

To właśnie zeznania „Miśka” miały obciążyć nie tylko jego dawnych kompanów, ale też szefa konkurencji. Wskazuje na to m.in. fakt, że Paweł Ł. miał uciec z kraju i uniknąć aresztowania niedługo po tym jak zeznawać zaczął zatrzymany we Włoszech jego imiennik „Misiek”. Funkcjonariusze policji nie zastali szefa kiboli Cracovii w dniu, gdy zatrzymywano też bojówkarzy kojarzonych z „Białą Gwiazdą” i byłego członka zarządu klubu Wisła Kraków- Damiana D.

 

Trzeba jednak zaznaczyć, że „Master” miał nie stawiać się do odsiadki zaległego wyroku dwóch i pół roku więzienia oraz zapłaty grzywny w wysokości 14 tysięcy złotych. Sprawa, w której wyrok ten zapadł dotyczyła wprowadzenia do obrotu dużej ilości narkotyków (sprowadzonych do Polscki z Hiszpanii i Słowacji) oraz uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej.

 

Lider „Jude Gangu” miał uciec do Hiszpanii i tam się przez pewien czas ukrywać. Zdecydował się jednak wrócić do Polski, pomimo tego iż ciągle był poszukiwany przez CBŚP. Kuriozalne okazały się być ostatecznie okoliczności zatrzymania 40-letniego szefa bojówkarzy utożsamiających się z „Pasami”.

 

Paweł Ł. pojawił się bowiem w ostatni weekend w Warszawie, gdzie odbywał się szlagierowy mecz pomiędzy stołeczną Legią a Lechem Poznań, którego kibice utrzymują przyjazne relacje z fanami Cracovii. Według medialnych doniesień, prawdopodobnie to właśnie bojówkarze z Wielkopolski pomagali się ukrywać „Masterowi” po powrocie do Polski. Nie jest jednak wiadome do końca dlaczego mimo wszystko zdecydował się on udać na mecz Ekstraklasy, przy okazji którego zabezpieczenie przez policję utrzymane jest na wysokim poziomie.

 

Szef „Jude Gangu” nie obejrzał jednak już meczu, gdyż został zatrzymany pod stadionem Legii zlokalizowanym przy ul. Łazienkowskiej w Warszawie. Funkcjonariusze nie przewieźli jednak 40-letniego szefa bojówki do zakładu karnego w celu odbycia zaległego wyroku, ale przetransportowano go do siedziby Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej.

 

Paweł Ł. usłyszy prawdopodobnie kolejne zarzuty oparte o zeznania szefa „Wisła Sharks”- Pawła M.

 

Po wspomnianym zabójstwie Tomasza C. ps. Człowiek w rejonie ul. Wysłouchów w Krakowie, w telewizji TVN zaprezentowano reportaż „Superwizjera” dotyczący porachunków krakowskich pseudokibiców. Pokazane zostały w nim nagrania z kamer monitoringu, na których zarejestrowano akcje przeprowadzane przez członków gangów, a wśród nich atak właśnie na Pawła Ł. ps. „Master”, podczas którego został on ranny ale uniknął śmierci mimo ciosów zadawanych ostrymi narzędziami.

 

Opisana powyżej sytuacji ukazana została w 9 minucie poniższego materiału filmowego:

 

 

O porachunkach gangów w Krakowie pisaliśmy również w poniższych artykułach:

Bracia pseudokibice i ich brutalny gang. Jeden został zastrzelony, partnerki drugiego szuka cała Europa

 

Zatrzymano byłą prezes Wisły oraz żonę ważnego chuligana. Wiemy kto zaczął „sypać”!

 

Bojówkarz Wisły oskarżony o pedofilię?!

 

 

Źródło: se.pl ; tvn24.pl ; YouTube/RaidalloTV

Obecny czas to finisz kampanii przed szczególnie ważnymi dla Polski wyborami parlamentarnymi. Już w niedzielę swoimi głosami zdecydujemy o tym jak wyglądał będzie Sejm i Senat kolejnej kadencji oraz jakie ugrupowania i politycy reprezentować będą nas przy podejmowaniu kluczowych dla państwa decyzji. Warto więc zapoznać się z sylwetkami kandydatów, którzy znaleźli się na listach wyborczych komitetów, które liczyć mogą na nasze poparcie.

 

Nam udało się porozmawiać z kandydującym w Krakowie Kamilem Kupcem, kandydatem Konfederacji, który dla społeczności lokalnej prawicy nie jest człowiekiem obcym. Popularności bez wątpienia przysporzyły mu również niektóre media, kojarzone raczej z lewą stroną sceny politycznej, które niejednokrotnie atakowały jego osobę. Ciężko się jednak temu dziwić zwracają uwagę na fakt, że ten 32-letni przedsiębiorca kojarzony jest zarówno ze środowiskiem narodowców, wolnościowców, jak i również kibiców.

 

Zachęcamy do zapoznania się z zaprezentowaną poniżej treścią wywiadu udzielonego przez Kamila Kupca dla portalu Prosto z Mostu.

 

Sporo osób mogłoby uznać, że tym razem wybory są już rozstrzygnięte przed kampanią. Czy w Pańskiej opinii jest szansa, że wiele się zmieni w układzie sił sejmowych?

Właśnie po to startujemy w tych wyborach, aby nie przyglądać się biernie wydarzeniom na polskiej scenie politycznej, lecz by realnie na nią wpływać. Rzeczywiście, wybory najprawdopodobniej wygra obecna ekipa rządząca, natomiast kwestią niepewną jest fakt, czy uzyskają większość umożliwiająca im sprawowanie samodzielnych rządów. W obecnych wyborach nie mamy konkurencji jeśli chodzi o ugrupowania z naszego środowiska- są cztery duże partie i my. Nie ma już Kukiz15, dzięki czemu część ich dawnego elektoratu zagłosuje na nas. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość nie uzyska większości umożliwiającej im samodzielne sprawowanie rządów, wtedy to my będziemy ich jedynym, potencjalnym koalicjantem. Przecież nie ma możliwości, aby PiS wszedł w koalicję z Platformą czy też lewicą. Przekroczenie progu przez PSL natomiast jest rzeczą niepewną. Ja liczę na nasz wynik w granicach 6-8 procent.

 

Często można usłyszeć opinie, że do dużych zmian na scenie politycznej dojdzie wtedy, gdy zmieni się mentalność Polaków. Co Pana zdaniem powinno ulec zmianie w myśleniu wyborców?

Polaków należy cały czas uświadamiać w kwestiach związanych z prawami ekonomii, polityką fiskalną oraz przede wszystkim uczyć myślenia przedsiębiorcy. Ludzie muszą w pierwszym rzędzie zrozumieć, że nie ma czegoś takiego jak pieniądze państwowe, są to nasze środki pobrane za pomocą podatków. Jeżeli Państwo komuś coś „daje”, to znaczy, że komuś innemu gdzieś zabrało. Polacy w swoim kraju wcale nie zarabiają mało, lecz to właśnie państwo zabiera im niemalże jedną trzecią zarobionych pieniędzy w postaci różnych danin. Są to tzw. koszty pracy, które w naszym kraju trzeba jak najszybciej obniżyć, bo przecież na co dzień również płacimy podatki, kupując żywność, paliwo czy korzystając z różnego rodzaju usług. Należy uświadamiać ludzi, iż dobrobyt bierze się tylko i wyłącznie z zaradności oraz pracy.

 

Często wspomina Pan o tym jak ważną wartość stanowi dla Pana ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Czemu akurat ten postulat postanowił Pan szczególnie „wziąć na sztandary”?

W ostatnim czasie pod wpływem różnych grup interesu promuje się ideologie i postawy, których zaakceptować nie można. Jedyną formą umożliwiająca normalny rozwój psychofizyczny człowieka jest rodzina, składająca się z kobiety i mężczyzny. Sam widzę po sobie, jak wiele męskich cech wpoił we mnie mój tata, a z drugiej strony jak dużo wrażliwości i pozytywnie rozumianej duchowości nauczyła mnie mama. Tego nie da się uzyskać w rodzinie składającej się tylko z jednego rodzica. Tylko w pełnej rodzinie na świat przychodzi potomstwo, które następnie uzyskuje odpowiednie wychowanie oraz wpajane ma właściwe wartości. Tylko pełna rodzina jest gwarancją stabilizacji dla kobiet w ciąży, które w tym właśnie okresie swojego życia potrzebują niezwykle mocnej opieki i wsparcia. I taka rodzina przeważnie gwarantuje, iż nikt poczętego dziecka nie będzie chciał zabić. Musimy w tym miejscu powiedzieć sobie jasno- człowiekiem jesteśmy od chwili poczęcia aż do śmierci cielesnej. Wiele grup interesu na siłę forsuje swego rodzaju biblijną „rzeź niewiniątek”. Nie wiem czemu ma to służyć, ale na coś takiego nigdy nie pozwolimy. Jest to jeden z najważniejszych postulatów, z którymi idziemy do Sejmu- ochrona życia ludzkiego od poczęcia aż do śmierci. Nie możemy nikogo skazywać na śmierć tylko dlatego, że istnieją podejrzenia, iż ktoś urodzi się chory lub po prostu rodzice nie będą go chcieli. Jest wiele bezdzietnych par, które nie mogą mieć własnych dzieci i chętnie cudze dziecko wychowają. Ochrona życia, zwłaszcza tych najmniejszych i bezbronnych istot, jest miarą naszego człowieczeństwa i rozwoju cywilizacyjnego. Mówimy „NIE” dla cywilizacji śmierci i zepsucia.

 

Poza kwestiami światopoglądowymi, nie boi się Pan jako przedsiębiorca podejmować również dyskusji na temat gospodarki i podatków. Jakie konkretne reformy i decyzje powinny w tym zakresie zapaść, aby gospodarka dalej się rozwijała, a żeby pogodzić przy tym interesy przedsiębiorców i pracowników?

Moim zdaniem interesy przedsiębiorców i pracowników są tożsame. Gdybym mógł dowolnie kształtować politykę fiskalną w naszym kraju, to zacząłbym od likwidacji podatków dochodowych oraz wprowadzenia dobrowolności ZUSu. Wiem, że są to ogromne koszty, sięgające 100 mld złotych, nie mniej jednak zmiany te wprowadzalibyśmy stopniowo, na zasadzie- likwidujemy podatek dochodowy od osób fizycznych, równocześnie likwidując połowę niepotrzebnych ministerstw, urzędów, ograniczając biurokrację dla przedsiębiorców, likwidując niepotrzebne dotacje czy też zasiłki. Pragnę tutaj podkreślić jedno- szukania oszczędności na pewno nie zaczynalibyśmy od programów społecznych. Są grupy ludzi, którzy potrzebują pomocy i ta pomoc otrzymywać będą zawsze. Należałoby gruntownie przeanalizować wydatki budżetu państwa, zastanowić się, co jest niepotrzebne i zrobić bilans zysków oraz strat. Wystarczy popatrzeć na pełną listę państwowych ministerstw, aby zauważyć jak wiele pieniędzy jest marnowanych.

W ostatnich latach mamy tzw. rynek pracownika, bezrobocie jest bardzo niskie, w niektórych miastach, jak Kraków czy Warszawa, w praktyce w ogóle go nie ma. Ciężko znaleźć ludzi do pracy i to właśnie pracownicy dyktują warunki. Pensje rosną w szybkim jak na nasze możliwości tempie i uważam, że sztuczne podnoszenie płacy minimalnej nie ma sensu. Co więcej, jest wielkim zagrożeniem dla całej gospodarki. Ale tak jak mówię, aby wiedzą taka dotarła do jak największej ilości ludzi i została odpowiednio zrozumiana, musimy uczyć ludzi zaradności i przedsiębiorczego myślenia.

 

Czego by Pan życzył naszym czytelnikom przed tymi wyborami?

Życzę Wam wszystkim, abyście 13 października oddali swój głos zgodnie z własnym sumieniem i mieli poczucie dobrze wypełnionego obywatelskiego obowiązku. Niech kolejne 4 lata, bez względu na wynik wyborów, będą dla naszego kraju okresem dalszego rozwoju gospodarczego, aby społeczeństwo nie nakręcało się aż tak bardzo przeciwko sobie w kwestiach światopoglądowych czy też politycznych. Każdy ma prawo do własnych przekonań, o ile te nie szkodzą innym.

Życzę wszystkim dużo szczęścia i dobrego samopoczucia.

 

Ruszył proces osób oskarżonych o dokonanie krwawego ataku na Miłosza B., do którego doszło pod koniec stycznia 2018 roku w rejonie ul. Teligi na krakowskim osiedlu Prokocim. Młody mężczyzna związany był ze środowiskiem pseudokibiców Cracovii. Jego oprawcy (pseudokibice Wisły Kraków) zadali mu ciosy ostrymi narzędziami takimi jak maczety i siekiery. W wyniku odniesionych ran Miłosz B. zmarł 1 lutego 2018 roku w szpitalu. Zabójstwo to nie jest jednak jedyny zarzut jaki stawiany jest oskarżonym.

 

W rozpoczętym procesie oskarżonych jest pięciu mężczyzn. Najmłodszy z nich urodził się w 1998 roku, a najstarszy dziesięć lat wcześniej. W tle całej sprawy pojawia się wątek posiadania narkotyków, przestępstw skarbowych oraz seksu z osobą poniżej 15. roku życia. Co ciekawe wśród osób, które zasiadły na ławie oskarżonych znaleźli się też byli pracownicy klubu Wisła Kraków.

 

Zabójcy Miłosza B. określani są jako „młodzi sharksi”, ponieważ w opinii śledczych stanowić mieli część struktur Wisła Sharks, bojówki pseudokibiców „Białej Gwiazdy”, która uznawana jest za zorganizowaną grupę przestępczą. Gangiem przez lata kierował Paweł M., ps. „Misiek”, który finalnie zdecydował się współpracować z prokuraturą i złożyć zeznania obciążające jego dawnych kompanów.

 

Mężczyźni, którzy dokonali krwawego ataku na Prokocimiu, usłyszeli również zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było popełnianie przestępstw przeciwko zdrowiu, życiu i mieniu. W treści aktu oskarżenia znalazły się również zarzuty dotyczące przestępstw narkotykowych oraz skarbowych.

 

Wśród oskarżonych znalazł się 20-letni Maciej K., który nie przyznaje się do dokonania zbrodni przy ul. Teligi. Potwierdził jednak, że posiadał 240 gramów marihuany. Tłumaczył on, że kupił taką ilość narkotyków, ponieważ lub palić marihuanę, co pomagać ma mu na ból kręgosłupa.

 

Kupiłem większą ilość za cenę promocyjną, to mi się opłacało. Nie stać mnie było na to, aby dziennie wydawać 30-60 złotych na marihuanę – powiedział Maciej K., który za nabytą hurtowo marihuanę miał zapłacić około 15 złotych za gram suszu. Wyjaśnił on, że nie chciał brać standardowych środków przeciwbólowych, aby nie obciążać wątroby. Mężczyzna w czasie kiedy został zatrzymany był uczniem liceum.

 

Zdaniem prokuratury, wśród osób biorących udział w ataku na Miłosza B. był również zatrudniony swego czasu w Wiśle Kraków Arkadiusz W., który zajmował się w klubie utrzymaniem murawy na boisku.

 

Największą ilość zarzutów usłyszał jednak Konrad O., znany w środowisku krakowskich pseudokibiców jako „Młody Opal”. Mężczyzna jest oskarżony nie tylko o brutalny atak w styczniu 2018 roku i udział w zorganizowanej grupie przestępcze, ale również o posiadanie narkotyków, a także… obcowanie płciowe z osobą w wieku poniżej 15. roku życia. Również on był pracownikiem gospodarczym Wisły Kraków, co sam miał przyznać podczas procesu.

 

W opinii śledczych „Młody Opal” miał dostarczać młodszej znajomej pieniądze oraz napoje alkoholowe w zamian za seks. Została ona poczęstowana przez niego (jak to określił) „jointem”, za co również usłyszał zarzut. Nie wypierał się on tego, że posiadał narkotyki, w tym również mefedron. Z treści jego wyjaśnień można wnioskować, że utrzymuje on iż uważał ten narkotyk za legalny. Konrad O. nie przyznaje się jednak do udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz odebrania życia Miłoszowi B. w styczniu 2018 roku. Sąd wyłączył jawność procesu na czas reszty składania wyjaśnień przez „Młodego Opala”.

 

W opinii prokuratury w grupie osób, którzy napadli fana Cracovii byli również Daniel S. oraz urodzony w Gdańsku Daniel U. Obydwaj nie przyznają się do zarzucanych im czynów i odmówili składania zeznań.

 

 

 

Źródło: lovekrakow.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Na terenie Małopolski niejednokrotnie dochodziło do krwawych starć bojówkarzy utożsamiających się ze zwaśnionymi drużynami piłkarskimi, które kończyły się śmiercią. Podczas brutalnych ataków tego typu, często używane są niebezpieczne narzędzia takie jak np.: noże, maczety, tasaki czy też gazy pieprzowe. W sprawę wyroku dotyczącego jednego z ataków pseudokibiców zaangażował się nawet minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

 

Sprawa dotyczy śmiertelnego pobicia sympatyzującego z Wisłą Kraków Dariusza D. ps. „Dziekan”. Do zdarzenia doszło we wrześniu 2012 roku, pod Multikinem przy ul. Dobrego Pasterza w Krakowie. Podczas starcia zwaśnionych grup, „Dziekan” miał otrzymać ciosy zadane ostrym narzędziem w plecy i w wyniku odniesionych ran zmarł. Pobici zostali tamtego dnia również Grzegorz D., Piotr Ż., Grzegorz O., Hubert J., Łukasz G., Michał M. oraz Jarosław B. Podczas śledztwa ustalono, że 12 z uczestników bójki miało posiadać w jej trakcie niebezpieczne przedmioty.

 

W głównym procesie w sprawie opisanego zdarzenia, na ławie oskarżonych zasiadło 22 fanów „Pasów” i jeden „Białej Gwiazdy”. Poddali się oni dobrowolnie karze otrzymując wyroki w wysokości od 2 i pół roku do 5 lat pozbawienia wolności, a dodatkowo zadeklarowali zapłatę 85 tysięcy złotych córce zabitego Dariusza D. oraz 10 tysięcy złotych pobitemu pod Multikinem Piotrowi Ż.

 

Jako ostatni w ręce policji wpadł jednak dopiero w 2015 roku Marek D., który został zatrzymany na terenie Gdańska. Mężczyzna nie przyznawał się do udziału w krwawym zajściu w rejonie ul. Dobrego Pasterza i deklarował, że dwa lata przed tym zdarzeniem przestał kibicować Cracovii. W jego opinii został on pomówiony przez motywowanego chęcią zemsty Wojciecha M. ps. „Talerz”, gdyż mieli skonfliktować się w czasach szkolny. Ten jednak zaprzeczył takowym informacjom.

 

26-letni Marek D. usłyszał prawomocny wyrok półtora roku więzienia. Kasację od niego złożył jednak minister Zbigniew Ziobro, który podzielając stanowisko prokuratury i sądu apelacyjnego uznał, że zdarzenie pod Multikinem było pobiciem, a nie ustawką wrogich grup, w związku z czym pobitym należą się nawiązki finansowe. Część komentujących tę sprawę dziennikarzy i internautów zwraca uwagę na fakt, że w wyniku takiego postawienia sprawy, Marek D. będzie musiał przekazać pieniądze sympatykom Wisły Kraków, którzy również mogli być zaangażowani w brutalną działalność miejscowych pseudokibiców.

 

Mężczyzna zapłacił również kwotę 4 tysiecy złotych zadośćuczynienia córce nie żyjącego Dariusza D.

 

 

Źródło: gazetakrakowska.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Kolejna odsłona skandalu wokół jednego z polskich klubów piłkarskiego. Na temat sytuacji Wisły Kraków w mediach było wyjątkowo głośno przez ostatnie dwa lata, zarówno przez wyjątkowo trudną sytuację finansową, a przez to ryzyko degradacji do IV ligi, a także przez kontrowersje dotyczące tego jak duże wpływy na decyzje podejmowane w klubie mieli członkowie grupy przestępczej.

 

Dziś o kolejnych zatrzymaniach osób związanych z Wisłą Kraków poinformował portal rmf24.pl. Zatrzymane miały zostać trzy osoby, a wśród nich także Marzena Sarapata, czyli była prezes „Białej Gwiazdy”.

 

Zatrzymania miały zostać przeprowadzone na zlecenie prokuratury regionalnej w Poznaniu, a sprawa dotyczy wyprowadzania pieniędzy z krakowskiego klubu. Wcześniej w związku z tą sprawą zatrzymano również byłego wiceprezesa klubu- Damiana D.

 

Jak ujawniona przy okazji konferencji prasowej zarządu TS Wisła Kraków w styczniu, długi krakowskiego klubu wynieść miały ponad 40 milionów złotych.

 

Dług klubu na styczeń, czyli zobowiązania zewnętrzne to 24 mln złotych. W tym 12 mln przeterminowanych zobowiązań, które dobrze byłoby mieć na już. Cesje w tym momencie to około 16,5 mln złotych. Wchodzą w nie m.in. pieniądze, które będą iść na zadłużenie stadionu do miasta Krakowa (ok 3,5 mln), sprawa z UFA i cesja do Telefoniki. Telefonice należy się 6 mln – to płatność za bazę w Myślenicach oraz 3,5 mln za akcję. W tej kwocie są też powzięte przez klub pożyczki – wyliczał wówczas podczas spotkania z dziennikarzami Łukasz Kwaśniewski.

 

Oprócz doprowadzenia Wisły Kraków do tak dużego zadłużenia, byłym włodarzom zarzuca się również powiązania i ścisłą współpracę z gangiem „Wisła Sharks”, czyli grupą przestępczą stworzoną przez bojówkarzy utożsamiających się z „Białą Gwiazdą”. Lider pseudokibiców Wisły Paweł M. ps. „Misiek”, miał mimo swojej wieloletniej przestępczej działalności zdecydować się złożyć obszerne zeznania, które obciążyły jego dawnych kolegów.

 

Członkom grupy „Wisła Sharks” zarzuca się handel narkotykami oraz pobicia (niektóre nawet ze skutkiem śmiertelnym), a także inne przestępcze działania. Członkowie bojówki Wisły Kraków współpracowała ostatnio z bojówkarzami Widzewa Łódź, a także z „Psycho Fans”, czyli gangiem tworzonym przez pseudokibiców Ruchu Chorzów.

 

 

O opowieściach skruszonego członka „Psycho Fans” pisaliśmy w poniższym artykule:

Wstrząsające opowieści pseudokibica o działaniach bojówki! Był członkiem gangu, teraz wyjawia prawdę

 

Źródło: rmf24.pl