Coraz więcej państw decyduje się na odmrażanie kolejnych gałęzi gospodarki. Włochy wyjątkowo mocno odczuwają sytuację związaną z epidemią koronawirusa, a nic nie zapowiada jej końca. Kraj ten dużą część swojego budżetu zawdzięcza turystą, którzy często wybierają te lokalizację, ale ten rok jest inny od ubiegłych lat. Aby państwo mogło funkcjonować gospodarka musi być w ruchu. W związku z tym Włosi podjęli decyzję o otwarciu wielu punktów usługowych. Swoją działalność rozpoczęły po przerwie  sklepy z odzieżą oraz  lokale gastronomiczne.

 

 

Krajowa Izba Handlu przygotowała bilans po dwumiesięcznej przerwie w działaniu gospodarki. Z dokumentu można dowiedzieć się, że Włosi otwarzyli 90 procent sklepów z odzieżą i 70 procent lokali gastronomicznych. Dużym zainteresowaniem cieszą się takie artykuły jak koszule męskie, bielizna i buty.

Restauracje w wolniejszym tempie wracają do pracy, gdyż obecnie ruszyło 70 procent tych  obirktów.  lokale gastronomiczne działają z zachowaniem wymogów ochrony sanitarnej, a także wytycznych w kwestii dystansu społecznego.

Raport Krajowej Izby Handlu mówi też o redukcji zatrudnienia, która spowodowana została potrzebą oszczędności. Do pracy nie wróciło około 400 tysięcy osób, czyli 40 procent dotychczasowych pracowników.

W miejscowościach turystycznych otwarcie restauracji, barów i sklepów jest odkładane przez właścicieli,  gdyż z faktu braku turystów zyski nie przekroczyłyby kosztów wymogów reżimu sanitarnego. Z pewnością powrót do normalnego funkcjonowania we Włoszech jak i na całym świecie potrwa dłuższy czas.

 

 

 

 

 

 

Źródło: DoRzeczy.pl

Źródło fot.: Pixabay

Do niepokojącego zdarzenia doszło w piątek. Choć ze względu na trwającą pandemię, wiele osób izoluje się pozostając w domu, to jednak bywają też sytuacje, które w efekcie dodatkowo zmuszają ludzi do tego, aby nie opuszczać miejsca zamieszkania. Tak też było w tym przypadku.

 

Do wydarzenia, które mogło wielu przerazić doszło w utrudzonych już w sposób szczególny epidemią Włoszech. Chwile grozy przeżyli mieszkańcy Wenecji oraz okolic tego słynnego włoskiego miasta.

 

W odległości kilku kilometrów od centrum tej popularnej miejscowości doszło do potężnej eksplozji, która spowodowała sytuację alarmową w Wenecji.

 

Wybuch nastąpił na terenie fabryki 3V Sigma w ostatni piątek. Została ona umiejscowiona w Porto Marghera, na dawnym przemyśle petrochemicznym. Spore obawy wywołuje fakt, że jest to fabryka chemikaliów, a więc eksplozja i roznoszące się po niej kłęby dymu skutkować mogą skażeniem powietrza.  W 3V Sigma produkowane były farby, rozpuszczalniki oraz rozjaśniacze.

 

W okolicach tejże fabryki widziane były po wybuchu wozy straży pożarnej, a także karetki pogotowia. Nad Wenecją unosić zaczęły się ogromne kłęby czarnego dymu. Jak podała gazeta „Corriere del Veneto”, w wyniku zaistniałej sytuacji ranny miał zostać jeden z pracowników fabryki 3V Sigma.

 

W Wenecji ogłoszono czerwony kod alarmowy. W celu uniknięcia wnikania toksycznego dymu do domostw, nakazano ludziom zamknąć okna i drzwi. Poinformował o tym również burmistrz miasta Luigi Brugnaro za pośrednictwem Twittera.

 

Strażacy mieli zdołać ugasić pożar około godz. 13 w piątek. Jak przekazała regionalna agencja Arpav, przystąpiono następnie do zmagań podejmowanych w celu zniwelowania wycieku zanieczyszczeń.

 

 

Źródło: Corriere del Veneto ; o2.pl ; Twitter/@EuropeanUnionC

Południowe Włochy słyną z działań mafii powstałej na tym terenie. Impulsem do jej założenia była okupacja Sycylii przez Hiszpanów, a mafia była formą ruchu oporu. Później na obszarze tym dochodziło do ogromnej liczby przestępstw. Dziś organizacje przestępcze działają na całym świecie, w Ameryce Południowej-  Kolumbii i Boliwii, Rosji, USA ( tam struktury rozwinęły podczas emigracji zarobkowej w XX wieku), czy we wspomnianych wcześniej Włoszech. Sycylijskie klany mafijne inwestowały w upadające firmy w Lombardii, czyli regionie najbardziej poszkodowanym przez kryzys wywołany pandemią.

 

Jak przeczytać możemy na stronie realnefakty.pl, we Włoszech doszło do operacji „Mani In pasta”. W akcję zaangażowane były śmigłowce, radiowozy oraz ponad 500 funkcjonariuszy. Działania komisji do zwalczania przestępczości zostały podjęte w takich rejonach Włoch jak: Sycylia, Lombardia, Piemont, Liguria, Wenecja Euganejska, Emilia-Romania, Toskania, Marche i Kampania.

 

„Ponad 100 osób podejrzewa się o przynależność do mafijnej organizacji przestępczej, wyłudzanie, przemyt substancji odurzających, oszustwa podatkowe, pranie pieniędzy, kontrolę zakładów hazardowych i inne przestępstwa przeciwko osobom i mieniu. Dla 91 spośród tych 100 osób wnioskowano o areszt” – przekazał dział prasowy Guardia di Finanza, agencja ścigania podlegająca Ministrowi Gospodarki i Finansów.

 

Z włoskiej gazety „La Repubblica” możemy dowiedzieć się o aresztowaniu  przestępców z klanów Acquasanta i Arenella, w tym członków rodzin Ferrante i Fontana.

 

„W aktach śledztwa znalazło się wiele nazwisk, nad którymi zaczął pracować sam Giovanni Falcone pod koniec lat 80.”- czytamy.

 

Według śledczych Cosa Nostra inwestowała w przemysł stoczniowy, handel biżuterią, kawą, mąką, warzywami i owocami, a także wyścigi konne, które ustawiali we włoskich miastach. Na ich polecenie miano zastraszać ludzi i kontrolować wyniki „rywalizacji”.

 

Stolica Sycylii, Palermo miało być miastem, w którym gangsterzy czerpali korzyści z miejscowej stoczni. Współpracowali z firmami, a te pozwalały im na wygrywanie przetargów na wykonywanie prac. Mówi się także o założeniu przez nich własnego posterunku w jednej ze spółek.

 

Skutkiem przeprowadzenia akcji było aresztowanie 91 osób i zabezpieczenie 22 działalności gospodarczych, 13 koni wyścigowych, 8 nieruchomości oraz pieniędzy. Wartość szacuje się na 15 milionów euro.

 

Źródło: grossetonotizie.com, La Repubblica, realnefakty.pl, wikipedia

Fot: piqsels

W ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach, pracownicy służby zdrowia w różnych krajach europejskich wystawieni zostali na ciężką próbę przez konieczność często wielogodzinnej pracy w ramach zmagania się ze skutkami rozprzestrzeniania koronawirusa. Taka sytuacja, w której wiele osób wymaga hospitalizacji rodzi niebezpieczeństwo braków miejsc w szpitalach dla ludzi oraz utrudnienia w leczeniu osób cierpiących na także inne schorzenia. Niestety w tym też czasie potwierdza się, że poważne problemy zdrowotne nie oszczędzają również młodych wysportowanych ludzi. Potwierdza to smutna historia z ostatnich dni dotycząca pewnego włoskiego piłkarza.

 

Cały dramat sportowca i jego rodziny rozegrał się w północnej części Włoch, czyli w regionie mocno doświadczonym w ostatnim czasie pod względem problemów z bezpieczeństwem zdrowotnym w społeczeństwie.

 

Andrea Rinaldi to piłkarz, którego macierzystym klubem była Atalanta Bergamo występująca w tym sezonie w Lidze Mistrzów, jednak w ostatnim czasie zawodnik przebywał na wypożyczeniu w A.C. Legnano (Serie D).

 

W piątkowy wieczór wydarzyło się coś co zaniepokoiło wielu fanów piłki nożnej na Półwyspie Iberyjskim. Doszło bowiem do pęknięcia tętniaka mózgu u młodego piłkarza, kiedy przebywał on w swoim domu na terenie Cermanate w Lombardii. Rinaldi został szybko przetransportowany do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie, chociaż stan tego chłopaka był określany jako bardzo ciężki.

 

Mimo jednak starań lekarzy i dementowania poprzednich doniesień o śmierci piłkarza, niestety nie udało się finalnie uratować jego życia. We włoskich mediach i na portalach społecznościowych publikowane są smutne dla wielu kibiców wiadomości o śmierci zawodnika, który w czerwcu skończył by dopiero 20 lat.

 

Pamiętajmy w modlitwach o tym młodym sportowcu i innych ludziach, których życia nie udało się w ostatnim czasie uratować pracownikom służby zdrowia, którzy w tych miesiącach mają wyjątkowo dużo pracy.

 

 

Źródło: Sport.sky.it ; Interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Twitter

W ostatnich miesiącach, niektóre z państw europejskich odczuły w sposób szczególny skutki rozprzestrzeniania się wirusa z Wuhan oraz zmierzyły się z koniecznością ratowania służby zdrowia przed jej upadkiem, gdy ludzi przybywało do placówek medycznych dużo, a respiratorów i łóżek brakowało. To niestety jednak nie oznacza, że inne problemy znikły. Jak informowaliśmy niedawno, w Hiszpanii zatrzymano w ostatnim czasie zwolennika tzw. Państwa Islamskiego, który miał w ostatnim czasie szukać celów do przeprowadzenia ataków terrorystycznych na terenie Katalonii. Dziś niepokojące doniesienia dopłynęły natomiast z drugiego kraju mocno doświadczonego przez pandemię koronawirusa, czyli z Włoch.

 

Poranek w stolicy Włoch był bardzo niespokojny dla wielu mieszkańców Wiecznego Miasta. O godz. 5:03 zatrzęsła się tam bowiem ziemia. Wstrząsy były odczuwalne przez mieszkańców na różnych piętrach. Spadały w domach niektóre przedmioty, a przerażeni i obudzeni nagle ludzie na trzęsących się łóżkach zaczęli mieć poważne obawy o swoje bezpieczeństwo w niektórych częściach Rzymu, choć dramatyczne sceny rozegrały się tylko przez krótką chwilę.

 

Dzisiejsze trzęsienie ziemi miało magnitudę 3,3. Jego epicentrum zlokalizowane miało być w niewielkiej miejscowości leżącej w odległości około 10 kilometrów Rzymu- Fonte Nuova. Choć to trzęsienie ziemi nie należało do wielkich, to jednak strach spotęgować mogła burza, która przeszła w nocy nad Rzymem. Dodatkowo wstrząsy poprzedził huk przypominający brzmieniem wybuch bomby.

 

W północno-wschodniej części włoskiej stolicy, wystraszeni ludzie mieli w panice wyjść w liczbie setek osób na ulice. Wielu mieszkańców różnych części Rzymu dowiedziała się jednak o zaistniałej sytuacji dopiero z mediów.

 

Sejsmolodzy uspokajają jednak, że trzęsienia ziemi o takiej niewielkiej stosunkowo sile są czymś naturalnym na Półwyspie Iberyjskim.

 

W sieci opublikowano nagrania, na których zarejestrowano moment wstrząsu.

 

 

 

Źródło: Radioszczecin.pl ; TVNmeteo.TVN24.pl ; YouTube/The Jornal ; YouTube/Strada dei Parchi

Fot.: Pxfuel.com

Państwo na Półwyspie Apenińskim pogrążone jest koronawirusem. Według Wikipedii aż 218 tys. osób w tym kraju jest zarażone na COVID-19, a liczba zgonów na ten moment wynosi ponad 30 tys.

 

Jak możemy przeczytać na portalu medianarodowe.com, w centrum Zatoki Neapolitańskiej, w stolicy regionu Kampania imigrant, który jak ustaliła włoska policja, ma pochodzenie senegalskie, zgwałcił kobietę.

 

Nie był mężczyzną, lecz był przez 45 min bestią. Był dwukrotnie potężniejszy ode mnie. Opierał się przez cały czas na moich plecach. Rozzłościł się, gdyż nie mógł zdjąć moich jeansowych spodni. Przez czterdzieści pięć minut, wciąż myślałam, że mogę umrzeć”– mówi 48- latka, która na co dzień opiekuje się w szpitalu pacjentami chorymi na koronawirusa.

 

„Okropność zgwałcenia została przezwyciężona przez duszenie. Mężczyzna chwycił mnie od tyłu za szyję i dusiłam się” – mówi przerażona kobieta.

 

To okropne wydarzenie miało miejsce na neapolitańskim przystanku autobusowym Carso Lucci, na którym pielęgniarka czekała na swój autobus po zakończonej pracy. Ze względu na panującą epidemię ilość kursujących środków transportów została ograniczona, autobusy przyjeżdżają co godzinę. Potężnie zbudowany mężczyzna miał złapać kobietę za ramię, a później dusić. Ta w desperacji chciała oddać mu swoją torebkę z pieniędzmi. To jednak miało nie interesować napastnika.

 

Szarpnął i rzucił mnie na ziemię. Widziałam jak mój telefon wyleciał z kieszeni daleko, przy nagłym zerwaniu ze mnie kurtki przez napastnika”– opowiada przerażona ofiara.

 

„Zabiję cię, muszę cię oczyścić. Usuwam ogień, który masz w środku” – takie słowa miały paść z ust gwałciciela. Co ciekawe obok całego zdarzenia przechodziła kobieta, mająca na oko 40 lat. „Błagałam ją, aby wezwała policję, ale ona bez mrugnięcia okiem odeszła”- komentuje po przeżytym koszmarze pracowniczka lokalnego szpitala.

 

Dopiero po 45 minutach kobiecie została udzielona pomoc przez kierowcę autobusu. Następnie pojawiła się włoska  policja i wojsko. Obrzydzeni gwałtem policjanci ostrzegali mojego męża. Chciałam również podziękować kuratorowi Francesco Fava za słowa otuchy”– oznajmia kobieta.

 

Źródło: medianarodowe.com, napoli.repubblica.it

Fot: pixabay.com

W niedzielę doszło do wybuchu najwyższego wulkanu znajdującego się na terenie Europy. Przebudziła się bowiem Etna, leżąca nieopodal Katanii na Sycylii. Należy jednak pamiętać, że już w ostatnich latach Etna wykazywała aktywność i na szczęście nie doszło do tragedii czy konieczności ewakuowania mieszkańców słynnej wyspy na Morzu Śródziemnym. Kiedy patrzy się jednak na nagrania zarejestrowane przy okazji wybuchu, to naprawdę można stwierdzić, że taki widok robi wrażenie.

 

Do wybuchu wulkanu doszło w niedzielę, w godzinach porannych, bo około 6:30 czasu lokalnego. Etna, jak podają lokalne media, wyrzuciła kłęby dymu i popiołu na wysokość około 5 kilometrów, co widoczne było z odległości nawet 30 kilometrów, bo z terenów pobliskiego miasta Katania.

 

Przy okazji aktywności Etny dostrzec można było wypływającą lawę, która zaczęła się wydobywać na zewnątrz około godz. 7:15. Popioły opadły po wschodniej stronie wulkanu. Przede wszystkim w rejonie Valle del Bove.

 

Choć to nie pierwsza w ostatnich latach aktywność tego wulkanu, a ewakuacja mieszkańców wyspy nie jest konieczna, to jednak spora grupa Sycylijczyków, zapewne zmęczonych już kwarantanną, może być zaniepokojonych tym co dzieje się w Etnie.

 

W internecie pojawiają się nagrania prezentujące to jak wyglądał efekt wybuchu Etny i wyrzucenia kłębów dymu.

 

 

 

 

Źródło: ilfattoquotidiano.it ; wp.pl ; YouTube/INGVvulcani ; YouTube/Michele Mammino

Pomimo iż sytuacja wygląda na bardziej ustabilizowaną niż w czasie najbardziej dramatycznych przyrostów zachorowań na COVID-19, to jednak Włochy wciąż zmagają się z pandemią koronawirusa oraz jej skutkami. Najdotkliwiej dotknięci zostali rozprzestrzenianiem się wirusa z Wuhan mieszkańcy północnej części Włoch, jednak również na południu pojawiają się problemy. Przedstawiciele władz w związku z incydentami w sklepach oraz z aktywnością struktur mafijnych rozdających paczki żywnościowe, obawiają się wzrostu przestępczości oraz pozyskiwania większej ilości członków przez zorganizowane grupy przestępcze. Za skandal uznano też to co wydarzyło się na pogrzebie człowieka, będącego bratem znanej w historii sycylijskiej mafii postaci.

 

Bratem zmarłego Rosario Sparacio był bowiem Luigi Sparacio, człowiek uznawany w latach 90-tych za jednego z najpotężniejszych członków struktur Cosa Nostry we wschodniej części Sycylii. Był on bossem jednego z mafijnych klanów, jednak w późniejszym czasie zdecydował się współpracować z rządem i składać zeznania, które obciążać miały innych członków słynnej Cosa Nostry.

 

Teraz śmierci doczekał w wieku 70 lat brat skruszonego niegdyś mafijnego bossa. Aby pożegnać Rosario Sparacio, na uroczystości pogrzebowe w Mesynie przybyło tydzień temu kilkadziesiąt osób. Takim złamaniem obowiązujących obostrzeń zainteresowały się nie tylko włoskie i zagraniczne media, ale także prokuratura, która jak pisze „La Gazzetta del Suda”, ma zajmować się wyjaśnianiem tej sprawy.

 

We Włoszech od pierwszych tygodni marca zakazane są zgromadzenia, a w tym również tłumne wydarzenia religijne.

 

– Jak to możliwe, że kiedy we Włoszech nie ma pogrzebów, ani ślubów, dziesiątki osób w Mesynie prowadzą na cmentarz zmarłego brata bossa Mafii

– odniósł się do tej sytuacji szef sycylijskie komisji antymafijnej.

 

Głos zabrał również przedstawiciel rodziny Rosario Sparacio. Krewny zmarłego skomentował całe zamieszanie na Facebooku, twierdząc iż nie są oni mafiozami.

 

– Musicie nas zostawić w naszym bólu, nic nie wzięliśmy od nikogo. Jesteśmy dobrymi ludźmi. Jeśli naprawdę byliśmy tymi bossami, o których tak dużo mówicie, nie odważylibyście się nas zaatakować

– napisał człowiek spokrewniony ze zmarłym 70-latkiem.

 

Do gazet we Włoszech trafić miał list przygotowany przez Piera Basile, czyli prawnika skruszonego dawnego bossa sycylijskiego klanu Cosa Nostry. W treści przestrzegł on dziennikarzy przed wykorzystywaniem imienia oraz nazwiska Luigiego Sparacio.

 

 

 

Źródło: La Gazzetta del Sud ; mafia.pl ; se.pl ; aboutthemafia.com

Fot.: Pixabay ; Twitter/@ItalianInsider1

We włoskim społeczeństwie już od jakiegoś czasu słychać głosy antyunijne, lecz ostatnio dodatkowo ich liczba wzrosła. Zarówno wśród polityków, jak i zwykłych ludzi w różnych regionach słyszy się o słabym uczuciu względem Unii Europejskiej.

 

Materiały podobne do zamieszczonego filmu wywołują wiele emocji, a także cieszą się dużą popularnością oraz poparciem wśród mieszkańców Włoch. Obywatele przypominają w ten sposób swój wkład w kulturę europejską. Zauważają, że włoska kuchnia spotyka się z uznaniem na całym świecie.

 

Włosi próbują za pomocą filmu odświeżyć pamięć, że to właśnie ten naród stworzył podwaliny pod cywilizację europejską. Zwracają również uwagę, iż w muzeach chętnie ogląda się dzieła, które powstały na włoskiej ziemi.

 

Przekaz nagrania jest jednak dość smutny, gdyż Włosi czują się pokrzywdzeni przez władze unijne, a także polityków rządzących we Francji, Niemczech oraz Stany Zjednoczone Ameryki.

 

Włosi skarżą się na brak wsparcia oraz zrozumienia ze strony silniejszych gospodardzo państw. Warto obejrzeć ten piękny film z Włoch i samemu ocenić, czy to rozczarowanie zostało prawidłowo uargumentowane.

 

 

 

Źrodło: You Tube//Davide Ferrante

Źrodło fot. Wikipedia Cammons