W ostatnich dniach pojawiły się gdzieniegdzie w Polsce pierwsze opady śniegu. Klimatyczna „biała pierzynka” zaczyna się nawet w niektórych rejonach utrzymywać na gruncie. Wiąże się to również z koniecznością ostrzegania przed tym jakie warunki panują na polskich drogach oraz przypominania o potrzebie zachowania uwagi i ostrożności kiedy uczestniczymy w ruchu drogowym. Nie na całym kontynencie jednak sytuacja pogodowa wygląda tak samo, a przekonać się o tym można przeglądając portale społecznościowe.

 

Na facebookowej stronie Palermo360 pojawiło się nagranie zarejestrowane na terenie Isola delle Femine. Jest to miejscowość leżąca na terenie Sycylii, a dokładniej w rejonie Palermo.

 

Nawet spora część obywateli Włoch nie kryje zdziwienia względem tego jaką pogodę można obserwować i jaką temperaturę odczuwać na Sycylii. W ostatnich dniach bowiem, przekraczała ona tam nawet 20 stopni ciepła. Dowodem na to jest m.in. to właśnie nagranie z Isola della Femine, które zostało opublikowane na fan page’u Palermo 360 w dniu wczorajszym, a zostało udostępnione już ponad 500 razy.

 

Ciekawe jednak, jak wielu mieszkańców Polski chciałoby zamienić spędzanie Świąt w zimowym nastroju na tak ciepłą aurę panującą pod koniec roku.

 

Noi ridiamo e scherziamo ma…. 🌞😎2 dic 2019 – 22°C – Isola delle Femmine (PA)- #video by (mauriziomessina.com)

Gepostet von Palermo 360 am Montag, 2. Dezember 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/@Palermo360gradi

Fot.: Wikimedia Commons

Do brutalnej napaści na Polkę doszło we włoskim Rimini. Ta miejscowość już w 2017 roku zapisała się w smutny sposób w pamięci Polaków, kiedy w okresie wakacyjnym doszło tam do napaści na parę z Polski. Pobity został wówczas pobity nasz rodak, a jego ukochana padła ofiarą brutalnego gwałtu. Napastnikami okazało się wówczas kilku mężczyzn o afrykańskich korzeniach. Najmłodszy z nich miał mieć zaledwie 15 lat.

 

Teraz doszło do brutalnego pobicia 40-letniej Polki przy jednej z ulic w Rimini. Sytuacja miała miejsce w dniu 23 listopada, około godz. 7 rano. Pani Violetta szukała w tym znanym kurorcie dorywczej pracy. Opuściła ona wówczas hotel, w którym zajmowała jeden z pokoi, w celu odwiedzenia pobliskich miejsc, a także porozmawiania o ewentualnym zatrudnieniu.

 

Napastnicy zaatakowali 40-latkę jeszcze w okolicy budynku hotelu, czyli w południowej części miasta- w Mirmare. Dwóch napastników podeszło do Polki, a następnie zażądali pieniędzy oznajmiając przy tym, że nie chcą oni drobnych kwot, a interesują ich banknoty o nominale 20 oraz 50 euro. Agresorzy mieli być ciemnoskórzy.

 

Wyszłam właśnie z hotelu, w którym nocowałam, żeby przejść się po ośrodkach turystycznych i zapytać, czy nie potrzebują pracowników. To było ok. 7:00 rano. Postawiłam tylko stopę na chodniku, a już zbliżyło się do mnie dwóch chłopaków– myślę, że z Północnej Afryki, bardzo młodych, mających maksymalnie 20-25 lat – powiedziała zaatakowana kobieta, relacjonując to co ją spotkało dla włoskiego „Il Resto del Carlino”.

 

Dwójka napastników próbowała wyrwać Polce posiadaną przez nią torebkę. Kiedy ta próbowała się od nich oddalić, mężczyźni przewrócili kobietę na ziemię i brutalnie pobili.

 

Uratowałam się tylko dlatego, że po tym, jak mnie uderzyli, pomimo krwawienia i bólu, znalazłam siłę, by wstać i zacząć biec. Uciekałam tak szybko, jak to możliwe, nawet nie oglądając się za siebie. Miałam nadzieję, że moi napastnicy mnie nie ścigają. Bałam się o swoje życie – powiedziała napadnięta pani Violetta w rozmowie z włoską gazetą.

 

Mąż i dzieci napadniętej Polki mieszkają w Polsce. Ona sama życie zawodowe realizowała we Włoszech już przez 20 lat. Zamieszkiwała nie tylko Rimini nad Adriatykiem, ale również np. Turyn.

 

 

Źródło: o2.pl ; Il Resto del Carlino ; tvp.info

Fot.: Wikimedia Commons

Do dramatycznych scen doszło na terenie jednego z historycznych miast na południu Europy. W rejonie odwiedzanym niejednokrotnie przez turystów wywiązała się strzelanina. Po tym zdarzeniu służby musiały zareagować w trybie natychmiastowym i podjąć sprawne działania. Wiadomo, że udało się schwytać związanego z tym zajściem Tunezyjczyka.

 

Sceny jak z filmów akcji rozegrały się w czwartkowe popołudnie w miejscowości Vittoria leżącej na Sycylii, w prowincji Ragusa. Jeden z uczestników strzelaniny mógł zostać ranny. Niedaleko od miejsca gdzie sprawcy otworzyli ogień znajduje się Bazylika św. Jana Chrzciciela, będąca odwiedzana często przez pielgrzymujących w tej części Włoch chrześcijan.

 

Czwartkowa wymiana ognia na ulicach Vittorii była najprawdopodobniej efektem porachunków przestępczych. Do sprawy zatrzymano 26-letniego Tunezyjczyka, który miał być jednym z biorących udział w strzelaninie. Funkcjonariusze zabezpieczyć mieli również posiadany przez niego karabin.

 

Nie ma dokładnych informacji o okolicznościach strzelaniny oraz przyczyn konfliktu pomiędzy jej uczestnikami. Możliwe jest też, że sprawa wiąże się z nieporozumieniami miedzy przedstawicielami społeczności tunezyjskiej w prowincji Ragusa.

 

 

 

Źródło: blogsicilia.it

Fot.: Pixabay

 

Te doniesienia są przez wielu fanów piłki nożnej określane jako sensacyjne. Wokół włoskiego klubu Napoli ostatnio pojawiło się sporo kontrowersji w związku z konfliktem jaki w nim zapanował oraz incydentami jakie spotkały związane pośrednio lub bezpośrednio z drużyną osoby. Sprawa jest na tyle poważna, że bliscy niektórych zawodników albo decydują się wyprowadzić z Neapolu lub o wiele bardziej zwracają uwagę na względy bezpieczeństwa. Wśród piłkarzy, których dotknęła ta sytuacja są również reprezentanci Polski- Piotr Zieliński oraz Arkadiusz Milik.

 

W dniu 2 listopada, Napoli poległo 2-1 w wyjazdowym meczu przeciwko stołecznej drużynie AS Roma. Pojedynki tych dwóch drużyn stanowią szlagier w Serie A i określane są jako „Derby Słońca”. Arkadiusz Milik zdobył wówczas jedyną dla neapolitańskiej drużyny bramkę, jednak to właśnie po tym meczu miała rozpocząć się afera w klubie.

 

Właściciel Napoli Aurelio De Laurentiis zdecydował się po porażce w Rzymie, wysłać piłkarzy na karne zgrupowanie. Trener drużyny Carlo Ancelotti zlekceważył jednak to polecenie przełożonego i w porozumieniu z zawodnikami nie dostosował się do tego pomysłu.

 

Od tamtych wydarzeń wydarzyły się przestępcze incydenty, których ofiarami padli piłkarze oraz bliskie im osoby. Oczywiście może być to wszystko zbiegiem okoliczności, jednak w drużynie pojawiają się obawy, że te sytuacje są zemstą pseudokibiców w związku z konfliktem w klubie.

 

Chociaż w ubiegłym sezonie Napoli zostało wicemistrzem Włoch, to jednak teraz sytuacja wyglądać może na dosyć niepokojącą.

 

Chociaż Piotr Zieliński występuje w barwach Napoli od kilku sezonów, to jednak jego rodzinę spotkała przykra sytuacja. Ktoś włamał się do samochodu jego żony Laury Zielińskiej wybijając szybę i skradł z pojazdu radio oraz nawigację. Chociaż sprawa została zgłoszona na policję, to jednak małżonka polskiego pomocnika zdecydowała się wrócić do Polski z obawy o swoje bezpieczeństwo.

 

Miało miejsce również obrabowanie mieszkania innego pomocnika Napoli- Brazylijczyka Allana. Po tym wydarzeniu piłkarz zdecydował się przeprowadzić wraz ze swoją ciężarną żoną do hotelu. Inny znany zawodnik Kalidou Koulibaly pochodzący z Senegalu, zdecydował się natomiast zatrudnić według medialnych doniesień prywatnych ochroniarzy, a żona włoskiego piłkarza Lorenzo Insigne, zdecydowała się zamieszkać u rodziców przez okres, w którym jej małżonek przebywa na zgrupowaniu reprezentacji.

 

W zaistniałej sytuacji część piłkarzy Napoli rozważa dosyć poważnie zmianę klubu i wyprowadzkę z Neapolu. W tym gronie oprócz Piotra Zielińskiego, ma być zdaniem niektórych sportowych dziennikarzy także Arkadiusz Milik, choć wcześniej domniemywano, że zostanie on jeszcze na kolejne lata w neapolitańskiej drużynie.

 

Występujący na pozycji napastnika Milik przeżył pewien niepokojący incydent już na początku swojej przygody z Napoli. Został on wówczas okradziony z zegarka przez uzbrojonych mężczyzn, jednak tamta sytuacja najprawdopodobniej nie jest związana z ostatnimi wydarzeniami.

 

 

Źródło: polsatsport.pl ; eurosport.tvn24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Kłęby gęstego dymu unosiły się nad częścią stolicy w dniu dzisiejszym. O sprawie poinformował portal rmf24.pl. Miejsce, w którym doszło do pożaru znajduje się na terenie dzielnicy, o której było głośno w ostatnim czasie w mediach.

 

Ogień pojawił się w hali znajdującej się w rejonie ulicy Krakowiaków. W jej wnętrzu znajdował się zarówno tor kartingowy, jak również magazyny spożywcze. W czasie, kiedy wybuchł pożar, w hali mieli na szczęście nie znajdować się klienci. Nie jest jednak oficjalnie wiadome czy w środku znajdował się ktoś z grona obsługi i pracowników.

 

W akcję gaszenia pożaru zaangażowano 30 zastępów straży pożarnej. Akcja  ma być utrudniona przez wysoką temperaturę panującą we wnętrzu budynku. Dochodzić ma ona do tysiąca stopni celsjusza. Zniekształca się przez to też konstrukcja hali, a dach uległ zawaleniu. Istnieje ryzyko, że zawalą się również ściany.

 

Część hali, która stanęła w płomieniach przeznaczona była na składowanie artykułów spożywczych, głównie słodyczy. W trakcie gaszenia pożaru pojawił się kolejny problem- najbliższe hydranty od miejsca pożaru oddalone są o około kilometr od hali. W związku z tym, straż pożarna miała problem przez pewien czas, gdy skończyła się woda w zbiorniku przeciwpożarowym.

 

Nie występuje w dniu dzisiejszym silnym wiatr, więc nie podjęto decyzji o przeprowadzeniu ewakuacji w pobliskich budynkach. Płomienie rozprzestrzeniły się jednak na około połowę całej hali, więc gaszenie pożaru może trwać nawet kilkanaście godzin.

 

O dzielnicy Włochy było ostatnio głośno w mediach przez inną sprawę. Dotyczyła ona zatrzymania burmistrza tej warszawskiej dzielnicy przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, po tym jak został on przyłapany na przyjmowaniu łapówki od pcohądzeco z Turcji dewelopera.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter/@rdcpolskieradio

 

 

 

Do dramatycznych wydarzeń doszło na terenie prowincji Alessandria leżącej w północnej części kraju, a dokładniej na terenie niewielkiej miejscowości Quargnento. Niestety wszystko wskazuje na to, że do wybuchów doszło w wyniku celowego działania. Sprawcy mogli jednak nie brać pod uwagę, że skutki detonacji będą aż tak tragiczne.

 

W wyniku eksplozji do jakich doszło w dniu wczorajszym w Quargnento życie stracili 46-letni Matteo Gastaldo, 38-letni Marco Triches oraz 32-letni Antonio Candido. Byli to trzej strażacy biorący udział w akcji po otrzymaniu informacji o pierwszym wybuchu w tamtym rejonie. Spod gruzów, zniszczonego w wyniku wybuchów budynku, wydobyto jeszcze dwóch innych rannych strażaków oraz również poszkodowanego podczas akcji policjanta.

 

 

Cała tragedia rozegrała się na jednej ze znajdujących się w Quargnento farm. Służby przybyły na miejsce, gdy doszło tam do wybuchu, okazało się jednak, że niestety nie był to koniec eksplozji.

 

Niedługo po tragedii, śledczy szybko skierowali śledztwo na podejrzenie, iż do wybuchów mogło nie dojść w przypadkowych okolicznościach. Na terenie farmy, na której doszło do zdarzenia, znaleziono bowiem butle wypełnione gazem oraz zapalniki czasowe.

 

Analizujemy znalezione w domu przedmioty, podczas przeszukiwania w gruzach znaleźliśmy zatrzymany zegar i butlę z gazem. Eksplozja mogła być zaplanowana – powiedział po tragicznych wydarzeniach prokurator Enrico Cieri w rozmowie z dziennikarzami.

 

Jak się okazuje, doprowadzenie do wybuchu mogło być zamiarem dokonania swoistej zemsty lub rozliczenia w ramach porachunków biznesowych albo nawet osobistych czy rodzinnych. Właścicielem zniszczonej farmy jest bowiem 55-letni Giovanni Vincenti, biznesmen w branży turystycznej. Wyremontował on tę wykupioną 23 lata temu farmę, jednakże od długiego czasu toczył spory z innymi przedsiębiorcami, a także skonfliktował się z rodziną. Jego syn miał nawet w 2016 roku zabrać z farmy swego czasu konie i wyjechać wraz żoną do Turynu, co było skutkiem kłótni z 55-latkiem.

 

Co ciekawe Giovanni Vincenti miał już wcześnie paść ofiarą ataków na jego osobę. W 2003 roku doszło do innego pożaru w wyniku podpalenia na terenie posiadanej przez niego stodoły. Vincenti trafił też swego czasu do szpitala z obrażeniami, które odnieść miał w wyniku pobicia.

 

Dokładne okoliczności wybuchów, w wyniku których życie straciło kilku strażaków, wyjaśnić mają prowadzone przez śledczych dalsze działania.

 

 

 

 

Źródło: nextquoridiano.it ; osp.pl ; repubblica.it ; YouTube/Il Sole 24 ORE ; YouTube/TG2000

Fot.: Vigili del Fuoco ; Pxhere.com

Na naszym portalu, niestety niejednokrotnie musieliśmy informować w ostatnich latach o działaniach przestępczych, których ofiarami padali nasi obywatele w innych krajach Europy. Tak też było w tym przypadku. Do naszej redakcji trafiła relacja człowieka- pana Dawida, który wraz z rodzina wybrał się na wakacje do Włoch. W rejonie Mediolanu oraz jego bliskich napotkała wyjątkowo przykra sytuacja, w której padli oni ofiarami przestępców. Dla polskiej rodziny bulwersujące było też to jak zostali potraktowani przez urzędników i funkcjonariuszy w tamtym rejonie Włoch.

 

Po ciężkim sezonie postanowiłem wraz z rodziną spełnić marzenia i zwiedzić piękne zabytkowe północne Włochy.
Udaliśmy się w podróż większym autem 9 osobowym vanem co okazało się dużym  błędem. We Włoszech planowaliśmy spędzić 2 tygodnie od 15 września do 29. Korzystając z aplikacji podróżnej co 2-3 dni zmienialiśmy lokalizacje i podróżowalismy od Wenecji po San Remo. 26 września odwiedziliśmy Monaco zaś 27 pożegnaliśmy Włoską Riwiere Savone i powoli kierowaliśmy sie w kierunki Polski z punktem noclegowym u rodziny we Wiedniu.
Trasa Savona Wiedeń prowadzi autostradą przed Mediolan znaną jako europejska stolicę mody i elegancji.
Korzystając z przewodników po Mediolanie dowiedzieliśmy się dwóch rzeczy: -centrum miasta wieczorami jest niebezpieczne, oraz że Milan posiada bardzo duża strefę Zone Trafico Limito – Krakowski odpowiednik strefy A i B. Intuicja podpowiedziała mi, że najlepszym miejscem, aby zostawić swoje auto będzie parking obok stacji metra pod jednym z największych stadionów w Europie San Siro.
Ulica Via Pisano znajduje się 100 metrów od stacji metra i 200 metrów od stadionu, zaś obok są parki restauracje. W moim odczuciu bezpieczna okolica. Około godziny 15:00 zabraliśmy z busa najbardziej potrzebne nam rzeczy i udaliśmy się na 2-3 godzinne zwiedzanie Mediolanu.
Mając na uwadze, że w centrum takich miast jest dużo kieszonkowców ilość pieniędzy i dokumentów zabranych ze sobą ograniczyliśmy do minimum. Godzina 17:50 wracamy do samochodu i tu zaczyna się jeden wielki dramat.
Żona zauważyła, że tylną szyba została wybita i co najgorsze wszystko co mieliśmy ze sobą na wakacjach zostało skradzione ! Lista jest zatrważająca:
8 toreb / walizek a w ich:
Ubrania, pieniądze w Polskiej walucie pochowane po samochodzie i walizkach około 4000 złotych, wszystkie dokumenty od samochodu, zdrowotne, ksiązeczki zdrowia dziecka, faktury firmowe, laptop PC,zapasowy telefon Iphone, klucze od mieszkania w Krakowie, zabawki dziecka m. in. rowerki, pamiątki z wakacji i klubu piłkarskiego Juventus, podróżny sprzęt kuchenny, akcesoria do łazienki ,akcesoria dziecięce tj.: pampersy, apteczka, przewijak, mleko.
Szacowany koszt wraz z uszkodzeniem auta szacujemy na 15 tysięcy złotych.
I teraz największy tragizm całej sytuacji. Pierwszą reakcją naszą była panika, gdyż jesteśmy z półtorarocznym dzieckiem w wielkim europejskim mieście bez niczego.
Zacząłem wypytywać pobliskich mieszkańców co robić i czy niczego nie widzieli.
Mieszkańcy pomogli mi zadzwonić na policję i od razu spotkał Nas pierwszy szok! Policja we Włoszech w takich sprawach nie interweniuje. w ponad milionowym mieście musimy szukać posterunku z rozbitym szybą w aucie jesteśmy skazani na siebie!
W międzyczasie poinformowaliśmy o sytuacji rodzinę i nawiązaliśmy dzięki portalowi społecznościowemu kontakt z Polakami mieszkającymi w Mediolanie.  Nie mieli oni dla Nas dobrych informacji, przekazali Nam, że policja praktycznie nie funkcjonuje przy takich sprawach i, że takie sprawy są na porządku dziennym. dzielnica San Siro jest dzielnicą imigrancką i takie kradzieże się zdarzają bardzo często . Skontaktowaliśmy się też z konsulem Polskim w Mediolanie czyli będącym na miejscu. I kolejny raz się załamaliśmy. Pan pracujący w konsulacie którego imiona nie pamiętam zapewne ze stresu i nerwów poinformował nas, że konsul generalnie już nie pracuje, gdyż jest piątek po 17 i sami musimy udać się na policje ona na pewno nam pomoże w końcu jesteśmy obywatelami UE.
Oczekiwaliśmy jakiejkolwiek pomocy w końcu zostaliśmy bez niczego z małym dzieckiem które musi jeść nie wspominając o zmianie pampersów!
Wiedzieliśmy też, że Włosi maja problem z j. angielskim dlatego nalegałem na interwencje Pana z konsulatu aby udał się z nami na posterunek w celu pokonania bariery językowej. Kiedy w końcu udało się nam znaleźć posterunek, czas oczekiwania na przyjęcie zgłoszenia wynosił  ponad dwie godziny. W tym miejscu pragnę nadmienić, że jedyna osobą która naprawdę chciała nam pomóc i nas wspierała telefonicznie jest Pan Stefan Bielański międzynarodowy korespondent polskich i włoskich mediów.
Od początku wizyta na posterunku przypominała cyrk Monty Phytona. Wreszcie koło 21:50 zostaliśmy przyjęci.
Na pytanie czy rozmawiają po angielsku dostaliśmy odpowiedź: „little”. Zapytano nas czy zeznania chcemy składać po polsku czy angielsku, zdecydowaliśmy się aby było sprawniej na język angielski w odpowiedzi usłyszeliśmy że jest na posterunku wersja Polska papierowa  wiec lepiej w ojczystym języku.
W międzyczasie poprosiliśmy o pomoc w podstawowym zaopatrzeniu dla dziecka w zamian dostaliśmy tylko adres okolicznych aptek.
Poprosiłem również o pozostawienie na noc okradzionego i rozbitego auta na parkingu policyjnym który był bez szyby na co odpowiedzieli że jest to nie możliwe. Adresu strzeżonego parkingu tez nie dostaliśmy.  Jeden z Panów Mundurowych przyniósł karton i taśmę, abyśmy sami zabezpieczyli auta od włamania, taśma klejąca oczywiście do zwrotu. To jest jakaś kpina! Zapytałem się czy będą robić zdjęcia z włamania powiedzieli: PO CO? Pytałem o odciski palców NIE MA TAKIEJ POTRZEBY. Prosiłem o interwencję, od razu na miejscu abym wskazał gdzie parkowałem i gdzie są pobliskie slumsy. Odpowiedź policji- DAMY SOBIE RADE NAJPIERW MUSIMY ZNALEŹĆ TŁUMACZA W PONIEDZIAŁEK ABY PRZETŁUMACZYĆ WASZE ZEZNANIA!
Tak właśnie traktowani są w Mediolanie turyści z Polski obywatele innego kraju UE- aby zbyć. Załamani bez okazania żadnej pomocy opuściliśmy posterunek rozbitym autem bez szyby zapewnienia konsula, że policja nam pomoże okazały się kpiną. Racje mieli Polacy z Mediolanu, ze policja nie działa i nam nie pomoże. Nie mam pretensji i żalu o skradzione rzeczy to są tylko dobra materialne na które ciężko pracowałem ale do się to odrobić TRAGEDIĄ I SKANDALEM  w tej sytuacji jest podejście Włoskich służb i Polskiego MSZ do kradzieży. Wszyscy maja to w głębokim poważaniu. Tłumaczenia konsula, że to jest Europa zachodnia i takie rzeczy się dzieją! Jako Polak mieszkaniec Krakowa mogę powiedzieć jedno- w nosie mam taką Europe która dała się sterroryzwać islamskim imigrantom i nic nie mogę z tym robić. Po takiej sytuacji każą żyć dalej i dawać się okradać w biały dzień- przecież to norma. 
Na to nie ma mojej zgody dlatego proszę o nagłośnienie tej sprawy może ktoś poczuje się do jakiejkolwiek odpowiedzialności i cokolwiek się zmieni aby kolejni turyści z Polski i innych krajów UE tak chętnie zwiedzający Italię nie zostali potraktowani w tak skandaliczny sposób jak My!
Warto w tym miejscu wspomnieć, że chociaż po kryzysie migracyjnym spore poparcie zyskali prawicowi politycy we Włoszech (przykładowo burmistrzem Rzymu została Virginia Raggi z Ruchu Pięciu Gwiazd). Kraj ten wciąż jednak zmaga się z przestępczością oraz przestępczymi działaniami, w tym tymi prowadzonymi przez nielegalnych imigrantów.
Urząd burmistrza w Mediolanie sprawuje obecnie Giuseppe Sala z socjaldemokratycznej partii PD, której ideologię określa się też jako lewica-chrześcijańska.
Mamy nadzieję, że takich przypadków jak opisanych przez pana Dawida będzie coraz mniej, a nasi rodacy będą poważnie traktowani, gdziekolwiek nie postanowią wypoczywać wraz ze swoją rodziną.
Fot.: Wikimedia Commons

Hit Internetu! Donald Trump zaliczył wpadkę. Może nie byłaby ona aż tak widoczna gdyby nie bezcenna mina jego tłumaczki!

Niedługo kolejne wybory prezydenckie, a Donald Trump zalicza serię wpadek. Ostatnio pojawił się na pewnej konferencji. Spotkał się z prezydentem Włoch Sergio Matarellą w Białym Domu.

 

Tam prezydent USA opowiadał m.in o wspólnym starożytnym dziedzictwie Stanów Zjednoczonych i Włoch. Dodatkowo jak informują zagraniczne media kilka razy przekręcił nazwisko prezydenta Włoch.

 

No cóż być może uszłoby mu to płazem gdyby nie…mina jego tłumaczki! Na początku media donosiły, że jest to reakcja na słowa prezydenta jednak w późniejszym czasie napisano, że tłumaczka w ten sposób wyraża skupienie na swojej pracy, by nie pominąć żadnego słowa.

 

Tak, czy inaczej wyszło całkiem zabawnie  🙂 Zobaczcie sami:

Źródło: twitter.com, o2.pl

Foto: zrzut ekranu

W nocy z soboty na niedzielę policja zatrzymała we Włoszech 6 polskich pseudokibiców. Rozrabiali na mieście po meczu Cagliari Calcio – Pogoń Szczecin.

Mecz odbył się w piątek w Caligari na Sardynii. Miejscowa drużyna Calcio grała towarzysko z Pogonią Szczecin (3:1). Już podczas meczu dochodziło do spięć między kibicami, natomiast po meczu awantura przeniosła się na ulice miasta. Grupa około 30 Polaków zdemolowała historyczne centrum Caligari.

 

CZYTAJ TAKŻE: Kryzys w polskiej reprezentacji. Wymowne zachowanie Lewego

 

Polscy pseudokibice dopuścili się licznych aktów wandalizmu – niszczyli ogródki i rzucali petardami. Ponadto policja twierdzi, że większość z nich była pod wpływem alkoholu. Awantury między kibicami przeciwnych drużyn, które zaczęły się na stadionie, zakończyły się na ulicach miasta bójkami i zamieszkami. Policja zatrzymała sześciu polskich pseudokibiców i spisała trzech miejscowych.

 

Źródło: rmf24.pl / foto Facebook.com