W ostatnich tygodniach relacje na linii Warszawa-Moskwa ochłodziły się jeszcze bardziej, za sprawą wypowiedzi Władimira Putina, a także innych rosyjskich urzędników próbujących zakłamywać i oczerniać naszą historię. Teraz w mediach pojawiła się informacja o incydencie, w którym spotkały się siły wojskowe Rzeczpospolitej Polski i Federacji Rosyjskiej. Sytuacja miała miejsce nad Morzem Bałtyckim.

 

Polskie F-16 z Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku zostały poderwane w dniu 15 stycznia. Działania były prowadzone przez siły stacjonujące w Estonii w ramach współpracy NATO.

 

Polscy piloci musieli wówczas użyć myśliwców w celu przechwycenia grupy rosyjskich samolotów wojskowych. Zgłoszony został bowiem tylko przelot Tu-134 w kierunku Kaliningradu przez stronę rosyjską, nie poinformowano natomiast o dwóch innych maszynach. Su-35 oraz Su-27 nie miały włączonych transponderów w przeciwieństwie do wspomnianego Tu-134.

 

– Polskie myśliwce przechwyciły samolot Federacji Rosyjskiej. Piloci zrobili zdjęcia, sprawdzili charakter jego misji i po wykonaniu zadania samoloty wróciły do miejsca dyslokacji

– mówił dowódca PKW Orlik ppłk. pilot Adam Kalinowski rozmawiając z portalem Polska-zbrojna.pl.

 

Do podobnych sytuacji na linii NATO-Rosja dochodziło w przestrzeni powietrznej nad Bałtykiem już w przeszłości. Tak jak i w innych przypadkach, tak i tym razem rosyjska maszyna został „odprowadzona” eskortą na swoje terytorium.

 

– Po wykonaniu misji rozpoznawczej piloci F-16 eskortowali rosyjski samolot do granicy z Federacją Rosyjską.

– Powiedział również ppłk. pil. Adam Kalinowski

 

Dwa dni później miał miejsce kolejny tego typu incydent. Wtedy jednak w działaniach tych nie uczestniczyły polskie myśliwce.

 

 

 

Źródło: polska-zbrojna.pl ; wp.pl ; o2.pl

Fot.: Pixabay

Jedna z osób związanych ze środowiskiem Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewica została wyzwana na pojedynek. Człowiek ten może być zaskoczony tak stanowczym postawieniem sprawy w reakcji na publikowane twierdzenia, zwłaszcza iż wyzwanie rzucił mu w tym przypadku rzecznik Wojsk Obrony Terytorialnych- ppłk. Marek Pietrzak.

 

Cała scysja pomiędzy przedstawicielem WOT a lewicowym działaczem wynika z krytyki jaką politycy z lewej strony sceny politycznej wygłosili wobec tej formacji wojskowej w polskim systemie bezpieczeństwa.

 

Spięcie zaczęło się bowiem od wpisu opublikowanego na twitterowym profilu Lewicy. W jego treści zacytowano wypowiedź szefa jednego z wchodzących w skład lewicowej koalicji ugrupowania- Sojusz Lewicy Demokratycznej. Te kontrowersyjne słowa, którymi dodatkowo postanowiła podzielić się Lewica w internecie, padły podczas wywiadu na antenie stacji Polsat News.

 

Na bezużyteczne Wojska Obrony Terytorialnej – narodowców biegających po lesie, rząd wydaje więcej niż na wywiad i kontrwywiad razem wzięte, czyli na służby rzeczywiście ważne dla naszego bezpieczeństwa

– stwierdził wówczas w telewizyjnej rozmowie poseł Włodzimierz Czarzasty.

 

Słowa opublikowane później przez ppłk. Pietrzaka skierowane były do osoby odpowiedzialnej za publikację tweeta, w którym przytoczono powyższą wypowiedź szefa SLD. Rzecznik WOT zaapelował do admina lewicowego Twittera, aby ten wyszedł z ukrycia i przekonał się jaka jest prawda o ludziach będących w strukturach Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Wyjdź z informacyjnej bańki, przebij szklany sufit! Wyjrzyj przez okno, zobacz kim naprawdę jesteśmy!

– Czytamy we wpisie opublikowanym przez żołnierza, w którym wyzywa on na pojedynek administratora profilu klubu Lewica.

 

 

Jakiej reakcji spodziewacie się ze strony przedstawiciela Lewicy, który postanowił docenić Włodzimierza Czarzastego za wygłaszane przez niego opinie na temat Wojsk Obrony Terytorialnej? Czy stać będzie tego człowieka na ukazanie swojej prawdziwej twarzy i podjęcia się wyzwania zasugerowanego przez ppłk. Marka Pietrzaka?

 

 

 

Źródło: Twitter ; doRzeczy.pl

Fot.: YouTube/Robert Biedroń

 

 

Po informacji dotyczącej śmierci irańskiego dowódcy strona poboru do wojska w USA eksplodowała. Zaistniałą sytuację wywołały obawy i dezorientacja. 

Wczoraj pojawiło się mnóstwo spekulacji na temat możliwości wybuchu III wojny światowej. Na twitterze hasztag WWIII był jednym z najbardziej znanych tagów.

 

Selective Service System strona internetowa poboru do wojska w USA uległa awarii! Awaria strony nastąpiła kilka godzin po ogłoszeniu, że szef Quds Force irańskiej Gwardii Rewolucyjnej, Qasem Soleimani, został zabity przez nalot amerykański na rozkaz prezydenta Donalda Trumpa.

 

W związku z rozpowszechnianiem się dezinformacji na naszej stronie internetowej odnotowuje się obecnie duży ruch.

-poinformowano na Twitterze.

 

Z powodu dużego ruchu na stronie doszło do awarii.

 

Źródło: CNN

Foto: Pixabay.com

Wielu Francuzów jest wstrząśniętych tym co wydarzyło się we francuskiej armii. Całą sytuację ujawniła treść raportu, którego autorzy zgromadzili informacje na temat tego jak wielu żołnierzy zdecydowało się dołączyć do terrorystów i stać się wrogiem państwa, któremu mieli służyć w zakresie militarnym. To co wynika z raportu zostało przekazane opinii publicznej przez dziennik „Le Figaro”.

 

Całą sytuację można śmiało określić jako wyjątkowo skandaliczną. Okazuje się bowiem, że żołnierze należącej do NATO Francji odmawiali m.in. uczestnictwa w walce przeciwko osobom powiązanym z dżihadystycznymi ugrupowaniami, a to dlatego iż oni sami z nimi sympatyzowali.

 

Dołączanie francuskich żołnierzy do islamskich terrorystów jest dodatkowo niepokojące ze względu na fakt, że dżihadyści chętnie przyjmować mieli wojskowych w swoje szeregi. Stanowili oni dla terrorystów bowiem sporą wartość, jako osoby wyszkolone i posiadające sporą wiedzę o działaniach oraz procedurach realizowanych na rzecz bezpieczeństwa. Jak podają media, żołnierze mogli liczyć też na stosunkowo szybki awans w hierarchii terrorystycznych struktur.

 

Jak ma wskazywać treść raportu, na przestrzeni ostatnich 7 lat, aż 30 żołnierze miało zdecydować się na tak szalony krok jak pozostawienie armii dla związania się z siatkami dżihadystów na terenie Syrii i Iraku. Były to osoby pełniące służbę w 23 jednostkach francuskiej armii. Co warte podkreślenia, wielu z nich nie było wcześniej wyznawcami islamu.

 

Niektórzy z żołnierzy zdecydowali się przejść na islam i przyjąć jego ideologicznie radykalną formę jako swoją życiową drogę podczas prowadzenia działań militarnych, jednak część z nich przejawiała zainteresowanie terrorystycznymi organizacjami już wcześniej. Byli też tacy, którzy zdecydowali się w taki sposób odmienić swoje życie już po odbyciu wojskowej służby.

 

To co znajduje się w raporcie miało zostać podane do opinii publicznej w dniu 21 grudnia br., jednak dziennik „Le Figaro” dotarł do jego treści już wcześniej i przekazał swoje ustalenia francuskim obywatelom. Te doniesienia zbulwersowały dodatkowo lokalną społeczność w czasie, kiedy wiele osób wychodzi na ulice francuskich miast w związku z wieloma innymi problemami, z jakimi boryka się to państwo.

 

Jak twierdzą autorzy sporządzonego raportu, żołnierze przechodzący na stronę dżihadystów mogli uczestniczyć w przygotowywaniu ataków terrorystycznych na terenie Francji. Pomoc i wiedza osób wywodzących się z wojskowych struktur mogły być bowiem ważnym elementem skutecznego zaplanowania zamachów.

 

W związku z zaistniałą sytuacją, francuskie władze miały wprowadzić w ciągu ostatnich kilku lat większe kontrole w wojskowych jednostkach, co do których istnieje uzasadniona obawa o możliwość sympatyzowania żołnierzy z terrorystami. Miały miejsce również śledztwa administracyjne, które dotyczyły niejasności związanych z nawet zaufanymi ludźmi z armii. Działanie te mają pozwolić uniknąć radykalizacji żołnierzy i ich przejścia na stronę wroga w przyszłości.

 

 

 

Źródło: Le Figaro ; o2.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Korea Północna już szykuje się do wojny. Kim Dzong Un wydał rozkaz. Żołnierze zaczęli strzelać. 

 

Korea Północna dała właśnie jasny sygnał, że jest gotowa do wojny. Jak się okazuje Kim Dzong Un wydał pewne rozkazy. Jednym z nich jest przeprowadzenie inspekcji jednostki wojskowej na na wysepie Changrin i tam też wydał rozkaz rozpoczęcia manewrów wojennych. Na razie o szczegółach nie wiadomo. Są to skutki napięć pomiędzy Koreą Północną, a Południową.

 

Wzywamy Koreę Północną do natychmiastowego zaprzestania wszelkich działań wojskowych na obszarach przygranicznych, co do których istnieje obawa, że zwiększą one napięcia militarne, oraz prosimy o pełne przestrzeganie obowiązującego paktu.

-powiedziała rzecznik ministerstwa obrony Korei Południowej.

 

Przypomnijmy, że Korea Północna cały czas się rozwija tj. broń nuklearną oraz prowadzi liczne testy rakietowe.

 

Źródło: o2.pl

Foto: archiwum

Od kilku dni cały świat bacznie przygląda się rozwojowi sytuacji na północy Syrii. Należący do NATO kraj jakim jest Turcja rozpoczął tam swoją operację, która oficjalnie wymierzona ma być w kurdyjskich bojowników uznawanych przez tureckie władze za terrorystów oraz ISIS, które chociaż zostało już rozbite nadal stanowi zagrożenie. Świat jest jednak zaniepokojony ilością ofiar wśród jaką przynosi turecka operacja oraz brutalnymi egzekucjami, których według docierających informacji dopuszczać mają się tureccy najemnicy wchodzący w skład syryjskiej opozycji.

 

Kurdom udało się porozumieć z syryjskimi władzami, na czele których stoi prezydent Baszar al-Asad. Damaszek w związku z tym zdecydował się wysłać swoje wojsko na północ kraju w celu przeciwstawienia się siłom tureckim. Państwo Syryjskie nie jest jednak w tej sprawie jedynym sprzymierzeńcem Kurdów, gdyż swoje wsparcie wojskowe zapewniła też Federacja Rosyjska.

 

Strona rosyjska przekazała, że na początku tygodnia ich siły powietrzne udzielały skutecznie wsparcia Siłom Syryjskim w walce z tzw. „Syryjską Armią Narodową”, czyli pro-tureckiej organizacji na terenie Syrii. Wspólne podniebne działania sił syryjskich i rosyjskich miały mieć wówczas miejsce w rejonie miasta Manbidż w prowincji Aleppo. Tam właśnie mają mieć miejsce w ostatnich dniach walki pomiędzy Połączonymi Siłami Syryjskimi a bojownikami wspieranymi przez Turcję, w tym prawdopodobnie też tureckich żołnierzy.

 

Właśnie nad tamten rejon próbowały w poniedziałek przedostać się samoloty tureckiej armii. Wysłane przez Ankarę F-16C mogły mieć na celu zbombardowanie ośrodka dowodzenia tzw. Syryjskich Sił Demokratycznych.

 

Tureckie samoloty miały zostać zdaniem Rosji przepędzone przez dwa rosyjskie Su-35S. Sześcioma takimi maszynami na terenie Turcji dysponują obecnie siły rosyjskie.

 

Opisane zdarzenie z poniedziałku jest pierwszym przypadkiem bezkrwawego ale jednak starcia pomiędzy siłami tureckimi a rosyjskimi podczas prowadzonej przez Ankarę operacji na północy Syrii. Dzień przed tym zajściem pojawiły się informacje, iż Rosjanie zgodzili się ustanowić strefę zakazu lotów nad północno-wschodnią częścią Syrii, a rosyjskie Su-35S wyruszyły przeciwko tureckim samolotom F-16 oraz F-4.

 

 

W dniu dzisiejszym zareagować na działania Ankary postanowił prezydent Stanów Zjednoczonych nakładając sankcję na Turcję. Już wcześniej Donald Trump zapowiadał, że jeżeli tureckie siły wkroczą do Syrii przeciwko Kurdom, USA zniszczy turecką gospodarkę.

 

 

 

Źródło: defence24.pl ; o2.pl ; Twitter/@BabakTaghvaee

Sporo dyskusji i kontrowersji wywołały informacje przekazane przez portal Aldrimer.no, który z reguły podejmuje tematy związane z obronnością. Podane na jego łamach niepokojące dla wielu Norwegów doniesienia miały zostać potwierdzone w źródłach związanych z wywiadem.

 

Według rewelacji Aldrimer.no, na terytoriach należących do Norwegii zaobserwowane miały zostać rosyjskie siły specjalne. Specnaz przeprowadzać miał ćwiczenia, a także operację rozpoznawczą zarówno na wyspach Archipelagu Spitsbergen, jak i też na terenie kontynentalnej części kraju.

 

Zdaniem portalu, specnaz miał zostać zaobserwowany przez Stany Zjednoczone. Samoloty szpiegowskie miały również umożliwić wykonanie fotografii, na których uchwycono rosyjskie siły specjalne.

 

 

Rosjanie mieli przedostać się na miejsce przy pomocy statków rybackich i udawać cywilów. Zlokalizowana miała zostać także łódź podwodna, która używana jest do transportowania oddziałów specjalnych. Rosja według tych ustaleń miała wykorzystać nowoczesne środki elektroniczne do zbadania obiektów infrastruktury należącej do Norwegów.

 

Jak wskazują zapisy umowy z 1920 roku, teren wysp Archipelagu Spitsbergen nie może być wykorzystywany przy okazji realizacji wojskowych celów. O całej sprawie ma być poinformowane dowództwo NATO, jednak rząd w Oslo ma zbytnio nie komentować jak na razie zaistniałej sytuacji.

 

Strona rosyjska natomiast, za pośrednictwem swojej ambasady w stolicy Norwegii zaprzeczyła tym rewelacjom i oświadczyła, że w jej opinii cała ta sytuacja jest prowokacją, mającą na celu postawienie Rosji w złym świetle.

 

Pomiędzy stroną rosyjską i norweska niejednokrotnie dochodziło już do spięć, w których tłem była w dużej mierze kwestia połowów ryb w rejonie Spitsbergenu. Rosjanie mają posiadać na tamtejszej wyspie kopalnie węgla kamiennego, a także prowadzić poszukiwania gazu oraz ropy.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; aldrimer.no

Fot.: Wikimedia Commons

Ta akcja wejdzie do annałów policji. Sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Zaczęło się niewinnie. Patrol  zatrzymał mężczyznę celem wylegitymowania. Okazało się, że to zawodowy żołnierz wyjątkowo dobrze walczący wręcz. By go obezwładnić potrzeba było aż 10 funkcjonariuszy z okolicy! Zdarzenie miało miejsce w miejscowości Lubsk.

 

Początkowo jako powód wskazywano próbę wylegitymowania mężczyzny. Taka wersja pojawiła się na stronie gazeta.pl. Dobrze posługujący się sztukami walki żołnierz miał pobić legitymujących go funkcjonariuszy a następnie stawić opór posiłkom z okolicy. Dopiero gdy na miejsce zjechało się 10-ciu policjantów udało im się obezwładnić agresywnego mężczyznę. Portal „gazeta.pl” informuje, że kosztowało to zdrowie kilku stróżów prawa, którzy interwencję przypłacili wizytą w szpitalu.

 

Według śledczych do interwencji doszło w mieszkaniu, po zawiadomieniu o awanturze rodzinnej. Kiedy w mieszkaniu pojawili się policjanci, jeden z nich został dosłownie rzucony na drzwi. Prokurator, cytowany przez gazeta.pl miał poinformować: „został rzucony przez mężczyznę tak, że wyleciał na klatkę schodową razem z drzwiami”. 120-kilogramowego żołnierza zdołała obezwładnić dopiero grupa 10 innych policjantów a i tak wyrwał policyjną pałkę jednemu z nich.

 

Rodzimej policji życzymy by w przyszłości nie trafiała na tak krewkich zatrzymanych.

 

Za: TVN24, gazeta.pl
Foto:Youtube.com/zdjęcie poglądowe
PJ

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro wysłał w piątek wojsko do walki z żywiołem w Amazonii. Rozprzestrzeniające się pożary trawią ogromne obszary puszczy, co niepokoi opinię międzynarodową.

 

Na mocy dekretu prezydenta Brazylii wydanego w ubiegły piątek, wojsko czynnie włączy się w gaszenie pożarów w Amazonii. Podejmie współpracę z organizacjami pozarządowymi i strażą pożarną. Przypomnijmy: lasy tropikalne w największej globalnej puszczy płoną od wielu dni, zaś ogień wdziera się coraz bardziej w głąb Amazonii.

 

Prezydent Brazylii – Jair Bolsonaro podpisał rozkaz wysłania żołnierzy w celu walki z pożarami w Amazonii.Rozważany jest również wniosek o pomoc międzynarodową.

Gepostet von KiKŚ – Konflikty i katastrofy światowe am Freitag, 23. August 2019

 

Faktem jest jednak, że pożary w tej części świata o tej porze roku to normalny stan rzeczy. Problem w tym, że w roku bieżącym żywioł jest znacznie silniejszy. Jak szacują eksperci, skala pożarów jest nawet 83% większa niż w analogicznym okresie 2018 roku. To niepokoi opinię publiczną.

 

Prezydent Francji Emmanuel Macron apeluje, by temat pożarów w Amazonii był jednym z tematów posiedzenia grupy G7, które rozpoczyna się właśnie dziś. Donald Trump z kolei zaoferował pomoc w gaszeniu ognia i wysłanie w obszar dotknięty żywiołem środków i ludzi. Prezydent Jair Bolsonaro, który zdaje się zmieniać podejście do sprawy pod naciskiem opinii publicznej, rozważa także wniosek o pomoc międzynarodową w gaszeniu lasów.

 

O skokowo zwiększoną skalę pożarów prezydent Brazylii oskarża organizację radykalnie lewicowych ekologów, z którymi polityk jest mocno skonfliktowany. Jego zdaniem pewne grupy świadomie wywołują kolejne ogniska ognia celem zachwiania jego urzędem.

 

Poniżej aktualny reportaż amerykańskiej telewizji MSNBC o płonącej Puszczy Amazońskiej. Niezależnie od czynników politycznych, skala ognia rzeczywiście poraża.

 

 

źródło: youtube.com/ MSNBC