Od dłuższego czasu wyniki przeprowadzanych sondaży pokazują, że obecny prezydent nie odniesie zwycięstwa w I turze. Ostatnie dane pokazują realne szanse wszystkich kandydatów.

Sondaż dla SE pokazuje konieczność przeprowadzenia II tury. Według danych Andrzej Duda uzyskałby 43,19% ,a kolejny najlepszy rezultat należałby do Małgorzaty Kidawy- Błońskiej, która może liczyć obecnie na 21,13%. Z kolei według sondażu United Survey Company dla  Dziennika Gazety Prawnej” i RMF FM wynika, że obecny prezydent otrzymałby 42,7%. Kandydatka Koalicji Obywatelskiej w tym badaniu również ulokowała się na drugim miejscu z poparciem 16,6 %.

 

Według tego samego sondażu  Władysław Kosiniak- Kamysz otrzymałby 8,7 procent poparcia, a Krzysztof Bosak na 6,6 procent głosów ankietowanych. Kandydat lewicy Robert Biedroń mógłby liczyć na 5,7 procent. Stawkę zamyka Szymon Hołownia z wynikiem 2,9 procent.

 

Instytut Badań Pollster  wykonał sondaż dla „SE”, którego wyniki pokazują większe poparcie dla kandydatów znajdujących się poza pierwszą dwójką.  Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego utrzymałby trzecie miejsce z wynikiem 12,96 procent głosów.  Władysław Kosiniak- Kamysz wyprzedził Roberta Biedronia, który może liczyć na 9,54 procent oraz Szymona Hołownię zdobywającego 8,74 procent głosów pytanych osób. Ostatnie miejsce według sondażu przypada kandydatowi  Konfederacji. Krzysztof Bosak został  poparty przez  4,44 procent pytanych.

 

Jeśli w II turze  doszłoby do starcia  urzędującego prezydenta z Małgorzatą Kidawą-Błońską,  Andrzej Duda uzyskałby 55,6 procent głosów poparcia. Z kolei kandydatka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Kidawa-Błońska na 35,9 procent. Ciekawie wygląda  pojedynek  z liderem PSL, Duda otrzymałby 49,2 procent, a Kosiniak- Kamysz 36,6 procent głosów. Trzeba zwrócić także uwagę na osoby, które jeszcze nie wiedziały na kogo oddadzą swój głos.

 

Z powodu wprowadzonych ograniczeń spowodowanych wybuchem epidemii koronawirusa kampania wyborcza wyhamowała.  Prowadzenie wszelkich spotkań stało się niemożliwe, natomiast kandydaci na bieżąco komentują wydarzenia w sieci. Obecnie nie ma planów przełożenia wyborów, które mają odbyć się 10 maja.

 

 

Źródło: Onet wiadomości

Źródło fot.: Wikimedia Cammons

Trwają zmagania ze skutkami rozprzestrzeniania się na świecie koronawirusa. Niestety konieczność podejmowania działań w celu minimalizowania skutków epidemii dotknęły również naszej Ojczyzny. Wiele osób może martwić się o to, jak wyglądać będą tegoroczne obchody Świąt Wielkanocnych czy takich ważnych narodowych rocznic jak dzień 10 kwietnia czy Święto Konstytucji 3 maja. Ostatnio jednak głośno jest na temat planowanego czasu wyborów prezydenckich. Zwolennicy opozycji oraz sami politycy tychże opcji domagają się przełożenia terminu tego ważnego dla naszego państwa wydarzenia. W dyskusję w sposób dla wielu skandaliczny włączył się też Roman Giertych.

 

Kiedyś prawicowy polityk kojarzony z narodowymi środowiskami takimi jak Młodzież Wszechpolska oraz dawny minister w ówczesnym koalicyjnym rządzie PiS-LPR-Samoobrona, jest dziś mecenasem wspierającym osoby kojarzone z tzw. totalną opozycją. Występował on też m.in. na marszach „Komitetu Obrony Demokracji”.

 

W ostatnim czasie, Roman Giertych postanowił również publicznie zająć stanowisko w dyskusji toczącej się wokół wyborów prezydenckich.

 

– Wiecie Państwo co jest najsmutniejsze? Gdyby nie to, że ktoś 10 lat temu zlekceważył podstawowe względy bezpieczeństwa i naciskał na pilotów mówiąc „Zmieścisz się śmiało!”, to konstytucyjny termin wyborów wypadałby w tym roku na październik.

– Napisał na swoim twitterowym profilu mecenas Giertych, czym zbulwersował wiele osób.

 

Dla sporej grupy internautów, czymś skandalicznym są tego typu słowa oraz sugestie dotyczące katastrofy w Smoleńsku, a także jej przyczyn.

 

Na wpis Romana Giertycha postanowił zareagował poseł Prawa i Sprawiedliwości, a zarazem zastępca rzecznika partii rządzącej Radosław Fogiel. W swoim komentarzu do opublikowanego przez byłego ministra edukacji wpisu, parlamentarzysta określił jego autora „kreaturą”.

 

– Najsmutniejsze jest to, że taka kreatura w ogóle funkcjonuje w przestrzeni publicznej.

– Stwierdził poseł Fogiel.

 

 

Źródło: Twitter ; doRzeczy.pl

Fot.: YouTube/TVP Info (zrzut ekranu)

Trwa kampania wyborcza przed dniem, kiedy Polki i Polacy po raz kolejny wybiorą osobę piastującą stanowisko głowy państwa. O reelekcję ubiega się również obecnie urzędujący Prezydent RP- Andrzej Duda. Niestety jednak, w trakcie zmagań kandydatów nie tylko mamy do czynienia ze słownymi starciami i ostrymi wymianami zdań, ale także z agresywnymi zachowaniami wobec osób angażujących się w zbieranie podpisów dla poszczególnych kandydatów.

 

W ostatnim czasie doszło do skandalicznego incydentu, który zarejestrował obiektyw kamery. Zaatakowany fizycznie został bowiem jeden z wolontariuszy współpracujących z posłem Sebastianem Kaletą (PiS). Mężczyzna został brutalnie potraktowany przez zakapturzonego i jak napisał poseł Kalera zamaskowanego napastnika, który akurat przechodził obok osób zbierających podpisy na listach poparcia dla kandydatury Prezydenta Andrzeja Dudy.

 

Dzięki działaniom funkcjonariuszy z Komendy Stołecznej Policji, zidentyfikowano sprawcę ataku oraz doprowadzono do jego stosunkowo szybkiego zatrzymania.

 

Na facebookowej stronie Sebastiana Kalety opublikowany został materiał filmowy, na którym uchwycony został moment opisanego zdarzenia.

 

Atak na wolontariusza zbierającego podpisy dla Prezydenta Andrzeja Dudy

Do tego prowadzi hejt. Policja opublikowała nagranie z ataku na mojego wolontariusza, który w sobotę zbierał podpisy poparcia dla Prezydenta Andrzeja Dudy.Napastnik celowo sie zamaskował, zatem działał z premedytacją. Piękne zachowanie przechodniów i działania wykrywcze Komendy Stołecznej Policji. Dziękuję za szybką reakcję i złapanie sprawcy.

Gepostet von Sebastian Kaleta am Dienstag, 3. März 2020

 

Warto mieć też na uwadze, że niestety nie jest to pierwsze tego typu zajście, kiedy wolontariusze kandydatów stają się ofiarami agresywnie zachowujących się oponentów. W poniższym artykule opisaliśmy sytuację, kiedy zaatakowane zostały osoby zbierające podpisy pod kandydaturą Krzysztofa Bosaka z Konfederacji:

PILNE! Atak na działaczy Konfederacji

 

 

Źródło: Facebook/@sjkaleta

 

Krzysztof Bosak, kandydat na prezydenta z ramienia Konfederacji, wyraźnie podsumował te wybory i stwierdził wprost: „jestem jedynym prawicowym kandydatem w tych wyborach”.

Krzysztof Bosak uznaje się za jedynego prawicowego kandydata na prezydenta w tegorocznych wyborach. Dlaczego? Podaje jasne argumenty.

 

W programie „Graffiti” na antenie Polsat News Krzysztof Bosak udzielił wywiadu prowadzącemu program Tomaszowi Machałowi.

 

– Prezydent Andrzej Duda nie jest prawicowym kandydatem, ponieważ nie wyszedł nigdy z żadną konserwatywną inicjatywą, natomiast autoryzuje lewicowe reformy PiS

 

-powiedział Krzysztof Bosak na uargumentowanie swojego stwierdzenia.

 

CZYTAJ TAKŻE: Kolejne podejrzenia koronawirusa. Zatrzymano pociąg

 

 – Andrzej Duda jest kandydatem co najwyżej centrowym . Z populizmu ekonomicznego zrobił swój znak firmowy

 

-dodał polityk Konfederacji.

 

Wspomniał w dodatku, że prezydent Duda nie zawetował podwyżki podatków, a także że mamy w kraju najwyższą od 8 lat inflację.

 

Nigdy nie zawetował żadnej ustawy związanej z lewicową polityką gospodarczą PiS. Co więcej, jeździ po całym kraju i się tym chwali

 

– powiedział.

 

CZYTAJ TAKŻE: Przebrali dziecko za lwa i zabrali do zoo. Reakcja lwa bezcenna (WIDEO)

 

W programie pojawiła się także kwestia braku wyższego wykształcenia Krzysztofa Bosaka.

 

– Ja nie mam dyplomu, natomiast wykształcenia mam, jak sądzę, dobre. Wiedzę mam większą niż wielu innych polityków czy nawet ludzi z tytułem doktorskim i pokazuje to codziennie w dyskusjach, w swojej pracy

 

Dodał, że studiował w trybie dziennym architekturę, a na studiach zaocznych ekonomię i filozofię. Podkreślił , że nie został przyłapany nigdy na niewiedzy, jak już on przyłapywał na tym innych polityków.

 

Krzysztofa Bosaka poparł także Jarosław Gowin:

 

– Z całą pewnością dobre wykształcenie (…) jest atutem, natomiast cenzus formalny, czyli posiadanie trzech lub dwóch literek – magister, licencjat lub doktor – przed nazwiskiem nie powinno być przepustką do polityki – powiedział Gowin. – W polityce liczy się mądrość i znajomość życia – dodał.

 

 

Źródło: polsatnews.pl/ foto zrzut ekranu Youtube.com Super Express

Już 10 maja odbędą się kolejne w naszym kraju wybory, podczas których wybierzemy głowę państwa. Przed tym ważnym dla polskich rodzin wydarzeniu trwać będzie kampania wyborcza, podczas której poszczególni kandydaci oraz przedstawiciele ich sztabów będą starali się przekonać do zaufania i przekonania się do ich propozycji, a także obietnic. Niestety, już na tym etapie niektórym zdarzają się wpadki. Takowej nie wystrzegł się też m.in. jeden z polityków Konfederacji. Jego wpis wywołać mógł spore oburzenie, jednak został usunięty z internetu.

 

W gronie kandydatów ubiegających się o urząd Prezydenta RP znalazł się również poseł Krzysztof Bosak z ramienia Konfederacji i Ruchu Narodowego. Niestety nietrafionym w opinii sporej liczby internautów wpisem „wykazał się” jeden z innych działaczy Konfederacji. Czy kolega kandydata na prezydenta nie przemyślał pewnych spraw i zbyt pochopnie dodał post, który może raczej szkodzić niż pomóc w czasie kampanijnych starań o zachęcenie wyborców do oddania głosu na konkretną osobę.

 

Autorem kontrowersyjnego wpisu jest Bartłomiej Pejo, który przy ostatnich wyborach piastował funkcję szefa sztabu Konfederacji, a prywatnie jest on też zięciem jednego z liderów tego ugrupowania- Janusza Korwina-Mikke. Jest on bowiem mężem jego córki Korynny.

 

Wpis opublikowany przez Bartłomieja Pejo pojawił się na jednym z portali społecznościowych. Mianowicie, polityk udostępnił na Twitterze post opatrzony w grafikę z symbolem partii Wolność Janusza Korwin-Mikkego oraz hasłem o treści, która dla niektórych może być wręcz bulwersująca.

 

Przy logotypie partii widniał tam również napis głoszący: „Zapadłem na koronawirusa” i w dolnej części… „czuję się świetnie”.

 

Miało być to nawiązanie do znaku korony znajdującego się w logo Wolności. Poruszanie jednak w taki sposób tematu choroby, która w ostatnim czasie pochłonęła życie tysięcy osób nie spodobało się wielu internautom. To zapewne też przyczyniło się do decyzji o wykasowaniu tego wpisu.

 

 

Źródło: Twitter ; tvp.info

Fot.: YouTube/wRealu24 (zrzut ekranu)

W dniu 10 maja bieżącego roku wybierzemy głowę państwa przy wyborczych urnach. Zmagania polegające na przekonywaniu wyborców w ramach trwającej kampanii już jednak rozgrzewają społeczeństwo oraz media. Nie brakuje kontrowersji, ostrych spięć, jak i również spotkań kandydatów z obywatelami. Oczywiście kolejne spotkanie w polskich powiatach realizuje też urzędujący prezydent Andrzej Duda, ubiegający się o reelekcję. Podczas jednego z ostatnich takich wydarzeń, stało się coś wyjątkowego.

 

Po Polsce kursować zaczął tzw. DudaBus, którym odwiedzają różne części Polski ludzie ze sztabu Andrzeja Dudy wraz z samym prezydentem. Na początek kampanii odwiedził on Łowicz oraz Turek. Podczas wizyty w pierwszej z tych miejscowości, do Andrzeja Dudy podszedł pewien mężczyzna, który ze łzami w oczach podziękował mu za realizowane działania dla polskich rodzin i dzieci.

 

– Panie prezydencie, chcę panu tylko podziękować za program 500+. Jestem ojcem piątki dzieci, gdyby nie pański rząd, moja córka by nie studiowała. Jest na 3 roku studiów medycyny we Wrocławiu. Wcześniej żadnego rządu nie obchodziły moje dzieci. Dziękuję

– mówił wyraźnie wzruszony człowiek, a wszystko zarejestrowało oko kamery.

 

 

Źródło: Stefczyk.info ; Twitter/@marcin_kedryna

Fot.: Wikimedia Commons

W latach 90-tych postrachem dla wielu przedsiębiorców były grupy przestępcze, o których brutalnych działaniach głośno było w całej Polsce. Szczególny rozgłos zyskały tzw.: mafia pruszkowska oraz mafia wołomińska. Po latach jednak, coraz więcej mówi się o tym, że w czasach kiedy tak głośno było o zbrodniach tych znanych organizacji, to jednak największe przekręty finansowe i mafijne działania prowadzili ludzie powiązani z dawnymi służbami oraz polityką. Takie wnioski nasuwają dziennikarskie śledztwa, np. te przeprowadzane przez Wojciecha Sumlińskiego, a także zeznania niektórych świadków, którzy niegdyś byli blisko przestępczego świata. W kontekście tych rozważań, bardzo ciekawie brzmi opinia, którą podzielił się niedawno człowiek uznawany za szefa grupy pruszkowskiej.

 

Andrzej Z. znany jako „Słowik” był jednym z najbardziej znanych polskich gangsterów, jednak stosunkowo rzadko rozmawiał o swojej historii z mediami. Sporo dowiedzieć można się z jego książki „Skarżyłem się grobowi”, w których jeśli wierzyć autorowi, zwierza się on ze swoich przeżyć oraz przemyśleń. Teraz lider „Pruszkowa” zdecydował się na współpracę z dziennikarzem śledczym Januszem Szostakiem, czego efektem jest książka- „Słowik. Skazany na bycie gangsterem”.

 

W rozmowie jaką panowie odbyli w ramach pisania wspomnianej pozycji, pojawił się tematy dotyczący tego czym właściwie była grupa nazywana w mediach i przez polityków „mafią pruszkowską”. Zdaniem „Słowika”, nie było w naszym kraju organizacji typowo mafijnych, a określenie jakie przypisano ludziom z Pruszkowa zostało stworzone na potrzeby kampanii prezydenckiej.

 

– Korzystając z okazji, pragnę zaspokoić ciekawość Czytelników, skąd wzięła się nazwa „mafia pruszkowska”. Spieszę z wyjaśnieniem. Do 2000 roku nie było w polskiej rzeczywistości takiego określenia jak mafia. Powstało na rzecz kampanii prezydenckiej Mariana Krzaklewskiego. Gdyż, jak wszyscy się orientują, najlepszy kapitał polityczny zbija się na przestępcach. Zatem pan Krzaklewski w swoich spotach wyborczych pokazywał, że dzięki niemu została rozbita mafia pruszkowska. Co na niewiele się zdało, gdyż i tak przegrał wybory, a nas przez to pozamykali. Czy mafią można nazwać ludzi, którzy zostali skazani na sześć–siedem lat pozbawienia wolności? Najwyższy wyrok w sprawie tak zwanego zarządu mafii pruszkowskiej to właśnie siedem lat. Czy mafioso zostaje skazany jak zwykły złodziej, bo przecież takie wyroki dostają w naszym kraju złodzieje, a nie mafiosi. O zgrozo, taką mamy mafię w tym kraju

– stwierdził Andrzej Z. w rozmowie z Januszem Szostakiem.

 

Pomimo tego, że „Słowik” od lat postrzegany jest jako nawet najważniejsza persona w zarządzie mafii pruszkowskiej, to jednak on sam uważa, że hierarchia w takich organizacjach nie do końca wyglądała tak, jak mówiły o tym media.

 

– W mojej ocenie w Polsce nie było organizacji stricte mafijnej. Ładnie to określono, że był jakiś zarząd, ale nie było konkretnego przywództwa. Cały pomysł z tym, że to była grupa zbrojna, to była jakaś farsa. Został uchwalony konkretny przepis prawa, który był wykorzystywany, gdy stawiano zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Nie było istotne, czy została znaleziona broń i jakakolwiek amunicja, czy też nie. To było powszechne i powodowało, że takie osoby szły na „enki”, gdzie wiadomo, jak było. Na podstawie takiego zarzutu można było też w nieskończoność przedłużać tymczasowy areszt

– wypowiada się na łamach książki „Słowik. Skazany na bycie gangsterem”.

 

Andrzej Z. opuścił zakład karny w 2013 roku, jednak w 2017 roku został ponownie zatrzymany pod zarzutem udziału w procederze wyłudzania pieniędzy z podatku VAT. Niedawno w mediach pojawiała się informacje o możliwości wyjścia na wolność kilku liderów grupy pruszkowskiej, w tym „Słowika” po wpłaceniu kaucji. Do sytuacji takiej w jego przypadku jednak nie doszło i zdaniem niektórych mediów mogło to wynikać z faktu, że nie zdołał on uzbierać odpowiedniej sumy pieniędzy w tym celu.

Zobacz też:

„Masa” może trafić na długie lata za kratki! Wiemy o co jest podejrzany

 

Źródło: Wprost.pl

Fot.: YouTube/Mafia PL (zrzut ekranu)

Kampania wyborcza wkrótce zapewne rozkręci się na dobre, tym bardziej iż wkrótce poznać mamy dokładny termin tegorocznych wyborów. Tymczasem kandydatka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Kidawa-Błońska zdążyła już zaliczyć kilka wpadek i niefortunnych sformułowań przy okazji swoich wypowiedzi. Było już nazwanie Władimira Putina „Premierem”, mówienie o tym, że prezesowi PiS „zależy tylko na Polsce” czy wyrażanie obaw o fałszowanie wyników meczów przez Telewizję Publiczną. Po tym co powiedziała wczoraj, wielu może prześmiewczo stwierdzić, że nie jest pewne czyją jest ona kandydatką.

 

W dniu wczorajszym, zorganizowany został przez sztab Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wieczorny livechat na portalu społecznościowym Facebook. Widzowie mieli możliwość zadawania pytań kandydatce na Prezydenta RP, mogąc przy tym liczyć na udzielenie odpowiedzi podczas transmisji na żywo.

 

Odpowiadając na jedno z nich, pani Marszałek powiedziała coś, co wielu mogło wpędzić w zastanowienie. Omyłkowo stwierdziła ona bowiem, że „czuje wsparcie i kolegów i koleżanek z PiS-u, bo są jedną drużyną i chcą wygrać te wybory”.

 

Oczywiście, pomylenie nazwy partii zdarzało się już niejednokrotnie w historii polskiej polityki. Jednak w połączeniu z wypowiedzią na temat tego, na czym zależy Jarosławowi Kaczyńskiemu, można pomyśleć, że wypowiedzi Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wręcz służą Prawu i Sprawiedliwości oraz ubiegającemu się o reelekcję Prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

 

– Mówiłem, że trzeba Pani Marszałek pozwolić mówić ale troszkę przesadziła…

– w ten żartobliwy sposób, skomentował słowa marszałek Kidawy-Błońskiej Krzysztof Sobolewski z Prawa i Sprawiedliwości.

 

 

Zobacz też:

HIT! Kolejna wpadka Kidawy-Błońskiej! Nie wie, że Putin jest prezydentem Rosji! (WIDEO)

 

 

Źródło: Twitter/@pafelwoo ; doRzeczy.pl

Fot.: Wikimedia Commons

W ostatnich dniach sporo zamieszania wywołał finał prawyborów w Konfederacji. Sporo mówi się o napiętej sytuacji w gronie tej politycznej organizacji. Wewnętrzne spory dotykać mają głównie partii Wolność, jednak też wśród członków Ruchu Narodowego pojawiają się krytyczne głosy względem sytuacji w strukturach. Tak czy inaczej, kandydatem na prezydenta został ogłoszony Krzysztof Bosak i to ten właśnie poseł był gościem popularnego redaktora Roberta Mazurka w RMF FM.

 

W internecie dosyć szybko pojawiły się zarzuty, że po doświadczeniach z Marianem Kowalskim, który był kandydatem RN w poprzednich wyborach prezydenckich i miał jedynie wykształcenie podstawowe, teraz wystawiony zostaje kandydat, który ma maturę, jednak nie ukończył studiów. Temat kompetencji i wiedzy posła Bosaka został poruszony również podczas wywiadu w RMF FM.

 

Robert Mazurek zapytał polityka Konfederacji o to w jakiej dziedzinie można uznać go za eksperta. W odpowiedzi usłyszał, iż ten specjalizuje się w ekonomii o czym świadczyć ma fakt, że już w liceum brał udział w olimpiadach. Zaapelował przy tym do redaktora o niepodważanie jego kompetencji. Później kandydat na urząd prezydenta pochwalił się jeszcze faktem przygotowania pionierskiego projektu dotyczącego finansów publicznych.

 

Zobaczcie sami!

 

 

Całość rozmowy opublikował kanał Fakty RMF FM na platformie YouTube:

 

 

Źródło: RMF FM ; Twitter/@pikus_pol ; YouTube/Fakty RMF FM