Wszystko działo się na Śląsku. Droga w kierunku do Częstochowy. Wracający z dyżuru dwaj policjanci zauważyli płonący samochód na poboczu jezdni.

Funkcjonariusze zablokowali ruch, zapewniając korytarz bezpieczeństwa dla przejazdu wezwanych służb ratunkowych i natychmiast ruszyli z pomocą. Odciągnęli mężczyznę od pożaru na bezpieczną odległość. Chwilę później nastąpiła eksplozja paliwa i wybuch akumulatora, po czym cały samochód stanął w płomieniach.

Policjanci uratowali kierowcę z płonącego samochodu

Policjanci uratowali kierowcę z płonącego samochodu

 

Policjanci uratowali kierowcę z płonącego samochodu

Na miejsce szybko przyjechała straż pożarna, która ugasiła ogień. Mężczyźnie (obywatelowi Niemiec) na szczęście nic się nie stało.

 

se.pl/Red/Fot policja śląska

Ten rok w niektórych częściach globu zaczął się bardzo niespokojnie. Pomijając całe geopolityczne zawirowania i napięcia międzynarodowe, którymi w ostatnich tygodniach żył niemal cały świat, warto też spojrzeć na miejsca, gdzie lokalnie ludzie masowo wyrażają swój sprzeciw wobec panującej atmosfery i wydarzeń rodzących obawy o bezpieczeństwo. Tak też jest w regionie Apulia na terenie południowo-wschodniej części Włoch. W związku ze zdarzeniami, do których doszło tam na początku 2020 roku, tysiące osób wyszło na ulice, aby wspólnie zamanifestować swoje zdanie.

 

Już 2 stycznia, na terenie włoskiej Foggi doszło do brutalnego zabójstwa. Sprawca odebrał życie na jednej z alei dilerowi samochodowemu. Zdaniem dziennika „La Repubblica” była to pierwsza mafijna egzekucja w nowym roku. Nie była to jednak jedyna sytuacja, która wzbudziła strach wśród mieszkańców tej części Włoch.

 

Już w czasie nocy sylwestrowej doszło na terenie Apulii do eksplozji ładunków wybuchowych. Jeden z tych ataków został przeprowadzony obok pewnego baru w popularnej gminie San Giovanni Rotondo znajdującej się w prowincji Foggia. Wysadzono wtedy też bankomat w miejscowości Cerignola. Wydarzenia z Sylwestra nie okazały się być jednak końcem zaplanowanych detonacji.

 

Zaledwie dwa dni później miała miejsce eksplozja w samej Foggi, przy okazji której o dużym szczęściu może mówić pewna rodzina. Ojciec zrezygnował wówczas bowiem z wyjścia na zewnątrz ze swoją 7-miesięczną córką, gdy ta nagle zachorowała. Jak opowiedział lokalnym mediom, jeśli opuścili by wtedy miejsce zamieszkania, mogliby zginąć przy okazji wybuchu.

 

Bomba została wówczas podłożona pod stojącym obok jednego z cmentarzy samochodu Discovery Range Rover. Eksplozja spowodowała takie szkody jak m.in. roztrzaskanie szyb w okolicznych sklepach i mieszkaniach, uszkodzenia zaparkowanych obok aut czy wyrwanie żelaznej kraty w stojącym niedaleko budynku.

 

Po zabójstwie dilera i innych niepokojących zdarzeniach, ulicami Foggi przeszła manifestacja, w ramach której tysiące ludzi postanowiło wyrazić swój sprzeciw wobec działań mafii. W przemarszu udział wzięli przedstawiciele około trzystu stowarzyszeń oraz związków zawodowych, samorządowcy z różnych części Apulii, jak również krewni ofiar, którzy stracili życie przy okazji przestępstw.

 

A Foggia alla manifestazione organizzata lungo le strade della città per dire 'No' alla criminalità dopo l'escalation…

Gepostet von Teresa Bellanova am Freitag, 10. Januar 2020

 

Start całego wydarzenia rozpoczął się w miejscu, gdzie 2 stycznia zastrzelono dilera samochodowego. To z tamtej alei tysiące ludzi wyruszyły we wspólnym marszu. Za organizację tego przedsięwzięcia odpowiada stowarzyszenie „Libera”, co znaczy „Wolna”. Jej przewodniczącym jest znany ksiądz Luigi Ciotti.

 

– Jesteśmy tutaj, aby odłączyć zapalnik strachu i rezygnacji, nie możemy zostawić odpowiedzialności jedynie na barkach magistratury i policji

– wyjaśniał duchowny w rozmowie z dziennikarzami.

 

Wydarzenie odbiło się dużym echem we włoskich, a także zagranicznych mediach. List w tej sprawie skierował do ludzi poprzez gazetę „Corriere del Mezzogiorno” Giuseppe Conte, urzędujący premier Włoch. Wyraził on w nim solidarność z uczestnikami manifestacji, gdyż jak stwierdził: „Żeby pokonać mafie, wyraźna i jasna odpowiedź musi pochodzić również ze strony mieszkańców, którzy muszą tworzyć wspólnotę, ponieważ tylko razem można pokonać nieuczciwość„.

 

Premier Conte napisał też, że rząd poświęca sporo miejsca kwestii walki z przestępczością zorganizowaną i planują powziąć kolejne działania w ramach przeciwstawienia się działalności mafii.

 

– Do punktów programowych rządu włączyliśmy wzmocnienie walki przeciwko organizacjom mafijnym i każdego dnia pracujemy, aby skonkretyzować ten cel

– zapewnił w swym liście Giuseppe Conte.

 

Polityk pisał też o trosce w temacie ludzi młodych, którzy nie chcą opuszczać terenu południa Włoch.

 

– Musimy użyźnić teren dla marzeń i ambicji młodych, którzy chcą pozostać na Południu i we Włoszech

– stwierdził urzędujący od czerwca 2018 roku premier.

 

 

 

 

Źródło: tvp.info ; La Repubblica ; Corriere del Mezzogiorno ; Facebook/@teresabellanovaufficiale ; YouTube/Local Team

Fot.: Pxhere.com

 

W dniu dzisiejszym media na świecie obiegły bardzo niepokojące informacje. Doszło niestety do kolejnego krwawego zamachu przeprowadzonego przez terrorystów w sposób wyjątkowo bezwzględny, gdyż atak pochłonął życie wielu ofiar. Sporą część zabitych osób stanowić mają ludzie stosunkowo młodzi.

 

Tym razem zamach terrorystyczny miał miejsce na terenach, w których do tego typu krwawych ataków lub przeprowadzenia ich prób dochodzi dosyć często. Tym razem sprawcy ataku byli na tyle skuteczni w swoim zbrodniczym działaniu, że doprowadzili do tragicznej śmierci co najmniej 90 ludzi. Jest to jeden z najtragiczniejszych zamachów w tym kraju na przestrzeni ostatnich kilku lat.

 

Zamachowcy zaatakowali w stolicy Somalii- Mogadiszu.W sobotni poranek nastąpił tam silny wybuch samochodu-pułapki. Okrucieństwa temu atakowi dodaje fakt, że doszło do niego w zatłoczonym miejscu, gdzie znajdowało się w pobliżu dużo młodych osób. Jak przekazał Mohamed Hussein z policji w Mogadiszu, celem terrorystów stał się w tym przypadku rejon punktu poboru opłat podatkowych. Burmistrz stolicy Somalii Omar Muhamud poinformował, że dodatkowo rannych zostało w wyniku ataku około kolejnych 90 cywilów. Ucierpieć mieli m.in. przejeżdżający tam autobusem studenci. W ogólnym rozrachunku, osoby uczące się w szkołach wyższych mają stanowić większość ofiar.

 

Dziesiątki ofiar, które ucierpiały w dzisiejszym zamachu trafiły do szpitala. Wśród nich, według podawanych przez media informacji, znalazły się również dzieci.

 

Chociaż żadna organizacja według wstępnych doniesień nie przyznała się do porannego zamachu, to jednak główne podejrzenia padają na organizację znaną jako Al-Shabab, będącą somalijską filią Al-Kaidy.

 

Na Twitterze oraz w mediach pojawiają się zdjęcia, a także nagrania z miejsca tragedii. Są też takie, na których zauważyć można działania ratowników w tamtym rejonie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter

Fot.: Pxhere.com

 

Coraz więcej informacji pojawia się w temacie olbrzymiej tragedii, do jakiej doszło w dniu wczorajszym w Szczyrku. W wyniku eksplozji jaka miała miejsce na terenie jednej z tamtejszych posesji, zginęło ośmioro członków jednej rodziny. Spod gruzów wydobyto ciała czwórki dzieci oraz czworga dorosłych. Dziewiąta osoba zamieszkująca to miejsce była akurat poza domem, dzięki czemu przeżyła ten niewyobrażalny dramat. Dokładne przyczyny wybuchu mają zostać ustalone w ramach prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Ma to przynieść również odpowiedź na pytanie kto był winny tragedii w Szczyrku.

 

Rodzina, którą spotkało tak wielkie nieszczęście była dosyć dobrze znana wśród mieszkańców Szczyrku, co poniektórych przybywających w tamten rejon turystów, a także w środowisku pasjonatów jazdy na snowboardzie i nartach. Prowadzili oni bowiem stok narciarski „Kaimówka”, co było wynikiem ich narciarskich tradycji. W ramach swojego rodzinnego biznesu prowadzili również wypożyczalnię oraz serwis sprzętu narciarskiego.

 

Sport nie był jednak jedyną rzeczą, w którą angażowali się lokalnie członkowie tej rodziny. Wojciech K. był przy okazji wyborów samorządowych kandydatem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, co wskazywać może na fakt, że rodzina ta miała sporo znajomych w okolicy, a pan Wojciech chciał angażować się w kierowanie samorządowym nadzorowaniem losów miejscowości.

 

W domu rodzinnym, który uległ katastrofie zamieszkiwać miało kilka pokoleń. Dziadkowie oraz ich dzieci i wnuki. Wewnątrz znajdować miały się narzędzia związane z biznesem narciarskim, przez co strażacy napotkali wzniecający się jeszcze podczas akcji ogień.

 

Pojawia się też wiele kontrowersji na temat przyczyn wybuchu. Ocenia się najprawdopodobniej doszło do niego w wyniku uszkodzenia instalacji gazowej. Bardzo możliwe, że przewiercona została jedna ze znajdujących się tam rur, w czasie prowadzonych nieopodal prac.

 

Jak podają media, mierniki gazu wykazywały zwiększone stężenie, przez co zaalarmowane zostało pogotowie gazowe. Niestety dotarło ono na miejsce dopiero po 20 minutach, a więc po tym jak już doszło do wybuchu.

 

Okoliczni mieszkańcy mówią o tym, że rodzina którą spotkała wczorajsza tragedia była skonfliktowana z konkurencją lub sąsiadami. Pojawiły się też pogłoski o tym, że osoby zamieszkujące dom, przy którym doszło do wybuchu otrzymywały pogróżki.

 

Warto jednak pamiętać, że jest to kolejna tego typu tragedia w naszym kraju, kiedy giną ludzie w wyniku wybuchu gazu. Przyczyny takich sytuacji bywają różne. Chociaż czasami jest to wynik działania celowego (np. poszerzone samobójstwo), to często też przyczyną są nieszczęśliwe wypadki lub awarie.

 

 

 

 

Źródło: silesia24.pl ; TVP Info ; Twitter/@Avanti_1989 ; Twitter/@modliszka30

Wyjątkowa akcja służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego państwa miała dziś miejsce w województwie mazowieckim, a dokładniej na terenie Płocka. Przy okazji prowadzonych działań ewakuowano z okolicznych budynków około 160 osób. Gdyby nie sprawne działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Centralnego Biura Śledczego Policji, mogłoby dojść do silnej eksplozji, która doprowadzić mogła do śmierci wielu osób. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Dzisiejsza akcja miała miejsce w rejonie ulicy Kossobudzkiego. Służby podczas prowadzenia czynności ewakuowały ludzi z jednego z tamtejszych bloków, a także dzieci znajdujące się w pobliskiej szkole oraz przedszkolu.

 

W ewakuowanym bloku znajdowało się na dziesiątym piętrze mieszkanie, które miało stanowić swoistą bombę do wysadzenia całego budynku. Jak podaje portal rmf24.pl, funkcjonariusze zabezpieczyli tam 27 kilogramów trotylu, jednak nie są to wszystkie odnalezione i zabezpieczone tam materiały. Zdaniem śledczych w lokalu tym znajdowała się duża ilość ładunków wybuchowych, które znalezione zostały nawet wewnątrz lodówki. Również ściany mieszkania wyłożone były materiałami wybuchowymi.

 

Dodatkowo odnaleziono też w mieszkaniu specjalne konstrukcje przy ścianach podłączone do energii elektrycznej, które prawdopodobnie miały jeszcze bardziej wzmocnić planowaną eksplozję.

 

Zabezpieczanie oraz wynoszenie niebezpiecznych materiałów z bloku przy ul. Kossobudzkiego trwało kilka godzin. Niektóre z ewakuowanych osób przebywały w tym czasie u rodziny lub znajomych. Dodatkowo miasto zapewniło autokary, w których ludzie mogli poczekać na możliwość powrotu do swoich mieszkań.

 

Przed przystąpieniem do zabezpieczania materiałów wybuchowych, funkcjonariusze zatrzymali w okolicy bloku mężczyznę, który miał być odpowiedzialny za przygotowanie mieszkania w taki właśnie sposób, by stanowiło ono dużą bombę i planował doprowadzenie do detonacji całego budynku. Według nieoficjalnych informacji podanych przez rmf24.pl, podejrzany to 47-letni mieszkaniec Płocka.

 

Zdaniem przedstawicieli służb odpowiedzialnych za skuteczne przeprowadzenie dzisiejszej akcji, mężczyzna zbierający materiały wybuchowe miał mieć dodatkowo specjalistyczne wykształcenie, dzięki któremu mógł łatwiej skonstruować urządzenia służące do detonacji. Kiedy pozyskano wiarygodne informacje o tym, że mężczyzna chce doprowadzić od eksplozji podjęto natychmiastową decyzję o przystąpieniu do działań mających uniemożliwić mu spowodowanie tak dużej tragedii.

 

Mężczyzna już usłyszał zarzuty związane z nielegalnym gromadzeniem materiałów wybuchowych oraz sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia, które zagraża życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach – przekazał rzecznik Komendy Głównej Policji.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Do dramatycznych wydarzeń doszło na terenie prowincji Alessandria leżącej w północnej części kraju, a dokładniej na terenie niewielkiej miejscowości Quargnento. Niestety wszystko wskazuje na to, że do wybuchów doszło w wyniku celowego działania. Sprawcy mogli jednak nie brać pod uwagę, że skutki detonacji będą aż tak tragiczne.

 

W wyniku eksplozji do jakich doszło w dniu wczorajszym w Quargnento życie stracili 46-letni Matteo Gastaldo, 38-letni Marco Triches oraz 32-letni Antonio Candido. Byli to trzej strażacy biorący udział w akcji po otrzymaniu informacji o pierwszym wybuchu w tamtym rejonie. Spod gruzów, zniszczonego w wyniku wybuchów budynku, wydobyto jeszcze dwóch innych rannych strażaków oraz również poszkodowanego podczas akcji policjanta.

 

 

Cała tragedia rozegrała się na jednej ze znajdujących się w Quargnento farm. Służby przybyły na miejsce, gdy doszło tam do wybuchu, okazało się jednak, że niestety nie był to koniec eksplozji.

 

Niedługo po tragedii, śledczy szybko skierowali śledztwo na podejrzenie, iż do wybuchów mogło nie dojść w przypadkowych okolicznościach. Na terenie farmy, na której doszło do zdarzenia, znaleziono bowiem butle wypełnione gazem oraz zapalniki czasowe.

 

Analizujemy znalezione w domu przedmioty, podczas przeszukiwania w gruzach znaleźliśmy zatrzymany zegar i butlę z gazem. Eksplozja mogła być zaplanowana – powiedział po tragicznych wydarzeniach prokurator Enrico Cieri w rozmowie z dziennikarzami.

 

Jak się okazuje, doprowadzenie do wybuchu mogło być zamiarem dokonania swoistej zemsty lub rozliczenia w ramach porachunków biznesowych albo nawet osobistych czy rodzinnych. Właścicielem zniszczonej farmy jest bowiem 55-letni Giovanni Vincenti, biznesmen w branży turystycznej. Wyremontował on tę wykupioną 23 lata temu farmę, jednakże od długiego czasu toczył spory z innymi przedsiębiorcami, a także skonfliktował się z rodziną. Jego syn miał nawet w 2016 roku zabrać z farmy swego czasu konie i wyjechać wraz żoną do Turynu, co było skutkiem kłótni z 55-latkiem.

 

Co ciekawe Giovanni Vincenti miał już wcześnie paść ofiarą ataków na jego osobę. W 2003 roku doszło do innego pożaru w wyniku podpalenia na terenie posiadanej przez niego stodoły. Vincenti trafił też swego czasu do szpitala z obrażeniami, które odnieść miał w wyniku pobicia.

 

Dokładne okoliczności wybuchów, w wyniku których życie straciło kilku strażaków, wyjaśnić mają prowadzone przez śledczych dalsze działania.

 

 

 

 

Źródło: nextquoridiano.it ; osp.pl ; repubblica.it ; YouTube/Il Sole 24 ORE ; YouTube/TG2000

Fot.: Vigili del Fuoco ; Pxhere.com

Do eksplozji niewybuchu doszło dzisiaj w Kuźni Raciborskiej w województwie śląskim.W jej wyniku rannych zostało sześciu saperów z Gliwic, którzy starali się zabezpieczyć ładunek.

 

Służby zabezpieczające miejsce zdarzenia nie chcą udzielać żadnych informacji o samym wypadku jak i jego okolicznościach. Na miejscu zdarzenia pojawiły się jednak liczne zastępy straży pożarnej. Przybyły też karetki pogotowia, a nawet śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

 

Jak wynika z nieoficjalnych informacji w wypadku ucierpiało aż sześciu saperów. Najprawdopodobniej pochodzą oni z jednostki w Gliwicach.

 

/red./

 

Dramatyczne chwile rozgrywają się w okolicy jednego ze szczególnych i popularnych miast w Europie. Na belgijskiej Antwerpii doszło do silnej eksplozji, która poskutkowała zniszczeniem kilku budynków w tamtej okolicy. Prowadzona jest akcja ratunkowa, aby pomóc ludziom, którzy ucierpieli.

 

O sytuacji w Belgii poinformował portal rmf24.pl. Wiadomo, że spod gruzów zawalonych budynków wydobyto jedną osobę. Wciąż nie jest jednak wiadome na ten moment jak wielu ludzi znajduje się tam jeszcze oraz w jakim są stanie.

 

Nie ma obecnie też oficjalnych informacji na temat przyczyn wybuchu. W sieci i mediach pojawiają się natomiast relacje oraz nagrania z miejsca, w którym doszło do wybuchu.

 

Skierowano w tamten rejon belgijskie służby, które prowadzą akcję ratunkową, a także podejmują czynności mające wyjaśnić okoliczności eksplozji.

 

Antwerpia to znane belgijskie miasto. Znane jest ono nie tylko z wyjątkowego w Belgii nocnego życia, ale też bogactw jakie posiada. Słynie bowiem też z diamentów i awangardowej mody.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter/Politie Antwerpen ; zielonamapa.pl

 

 

Zdarza się, że do tragedii dochodzi na imprezie masowej, gdy wówczas śmierć ma miejsce na oczach wielu zgromadzonych w danym miejscu osób. Niestety tak też stało się w tym przypadku. Podczas festiwalu w tragicznych okolicznościach życie straciła występująca na scenie 30-latka.

 

Zdarzenie miało miejsce w miejscowości Las Berlanas, jest to miasteczko znajdujące się na zachód od stolicy Hiszpanii Madrytu. Odbywał się tam festiwal muzycznym, którego finał okazał się być wyjątkowo smutny. Podczas trwającego na scenie występu doszło do wybuchu, w wyniku którego zginęła jedna z gwiazd imprezy.

 

W feralnym momencie, na scenie swój występ miało jak podaje portal o2.pl 16 członków grupy Super Hollywood Orchestra. Około godz. 2 w nocy nastąpiła eksplozja, w wyniku której zbyt poważne obrażenia odniosła 30-letnia tancerka i wokalistka Joana Sainz. Niestety nie udało się uratować jej życia.

 

Według wstępnych ustaleń, bardzo możliwe iż przyczyną tragicznego w skutkach wybuchu było źle przygotowanie wyrzutni tzw. zimnych ogni. Eksplozja tego właśnie urządzenia spowodowała iż metalowe elementy jego obudowy poważnie raniły w brzuch Joanę Sainz.

 

Według jednej z hipotez, w wyrzutni znajdować mogły się materiały wybuchowe. Moment tragicznego wybuchu zarejestrowali na nagraniu zgromadzeni pod sceną uczestnicy festiwalu.

 

 

 

 

Źródło: o2.pl ; YouTube/Vaya Noticias