Do dramatycznych zdarzeń doszło w jednym z miast na terenie województwa mazowieckiego. Mężczyzna, który swoim działaniem doprowadził do śmierci dwóch osób oraz ranienia kilku innych, porzucił swój samochód i zdołał uciec z miejsca zdarzenia. Policja rozpoczęła działania mające doprowadzić do jego schwytania. O sprawie poinformowano za pośrednictwem radia RMF FM.

 

Tragedia miała miejsce na jednej z ulic w Ostrowi Mazowieckiej. Jak podaje portal rmf24.pl, najprawdopodobniej jadący tamtędy mężczyzna za kierownicą volkswagena przemieszczał się z nadmierną prędkością i potrącił na jednym z przejść dla pieszych kobietę w wieku 71 lat. Niestety nie zdołano uratować jej życia po uderzeniu pojazdu.

 

Człowiek, który doprowadził do jej śmierci nie wysiadł jednak z auta, tylko po chwili uderzył w inny samochód, kierowany przez 73-letniego mężczyznę, który również nie przeżył tego zdarzenia. Odbijając się od tego auta, kierowca volkswagena uderzył następnie w kolejny samochód, tym razem było to auto, w którym znajdowała się kobieta w wieku 44 lat oraz dwójka jej dzieci, mających 13 i 8 lat.  Osoby te przeżyły, ale zostały przetransportowane do szpitala. Jak podaje RMF FM powołując się na ustalenia swojego reportera, matce i jej dzieciom nie zagraża żadne poważne niebezpieczeństwo dla ich życia lub zdrowia.

 

Sprawca tej serii zdarzeń na drodze, nie udzielił pomocy poszkodowanym. Porzucił on zniszczony pojazd, którym się przemieszczał i zaczął uciekać. Funkcjonariusze policji rozpoczęli pościg, a w czasie poszukiwań mężczyzny wykorzystywane są psy tropiące.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay

Bydlino to położona w powiecie słupskim wieś licząca około 300 mieszkańców. W czwartek, 7 maja doszło w niej do wstrząsającego wypadku. Brała w nim udział karetka, auto osobowe, motocyklista i cysterna. Życie straciły dwie osoby, cztery zostały ranne. 

 

Sytuację postanowił opisać Dariusz Ardanowski, ratownik medyczny, który brał udział w zderzeniu. Miał on uraz nogi i klatki piersiowej:

 

„Zza górki wyłoniło się audi, uderzyło w cysternę i stanęło bokiem. Następnie, już w powietrzu leciało prosto na nas. Skręciłem do rowu. To nas chyba uratowało. Tył audi, urwany od reszty pojazdu uderzył w stronę, po której siedział mój kolega, drugi z ratowników”.

 

„Później podszedłem do motocyklisty. Miał uraz miednicy. Kazałem mu leżeć. Ktoś go przykrył. Stał tam jakiś człowiek, powiedziałem, aby z cały czas rozmawiał z tym motocyklistą. Ktoś podszedł i powiedział, że jeszcze dwóch ludzi leży dalej. Idąc, nadepnąłem na urwaną nogę z butem. Krzyknąłem do kolegi czy czuje swoje nogi i czy ma buty? Odpowiedział, że ma. Człowiekowi z audi leżącemu w rowie sprawdziłem parametry, już nie żył. Podszedłem do drugiej osoby z audi, wyrzuconej jakieś 40 metrów w pole. Tam był uraz czaszkowo-mózgowy, brak nogi i żadnych oznak życia. Wróciłem więc do karetki udzielać pomocy żywym. Opadłem z siły, kiedy przyjechały służby na miejsce”.– powiedział pracownik służby zdrowia.

 

Drugi ratownik doznał poważnego złamania ud. Pomoc medyczna została udzielona także pacjentowi będącemu w karetce oraz motocykliście.

 

„Życiu wszystkich czterech pacjentów nie zagraża niebezpieczeństwo. Ich stan zdrowia określany jest jako stabilny. Dwóch poszkodowanych trafiło na oddział ortopedii, dwóch pozostaje na obserwacji na SOR-ze.- stwierdził Marcin Prusak, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku.

 

Sprawą zajmuje się prokuratura. Warto powiedzieć o postawie świadków zajścia, którzy nie postanowili udzielić pomocy, tylko całe zdarzenie nagrywali telefonami komórkowymi- zmora XXI wieku…

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: o2.pl, gp24.pl

Fot: YouTube/ Szostak Wojciech

Wypadki drogowe choć nie mówi się o nich tak dużo, to każdego dnia zabierają ludzkie życie około 4 000 ludzi na całym świecie. Liczby przerażają, lecz jeszcze bardziej przerażają nagrania.

 

 

W przypadku tego mężczyzny można chyba mówić o cudzie. Choć można także mówić o jego niesamowitym braku odpowiedzialności i zwykłej ludzkiej głupocie.

33-letni mieszkaniec Oławy, był jednym z poszkodowanych w wypadku w Stanowicach pod Wrocławiem. Miał on wielkie szczęście, że dzisiaj dalej żyje, ponieważ oglądając to nagranie większość ludzi jest przekonana że był to wypadek śmiertelny.

 

Wypadek miał miejsce kilka dni temu, a mężczyzna samemu udostępnił zapis wideo ze swojej kamerki kanałowi „STOP CHAM” na platformie youtube. Nie wiemy czy chciał on się wyżalić (ponieważ do wypadku doszło nie z jego winy, lecz wymuszającego pierwszeństwo kierowcy samochodu osobowego, który z powodu ogromnej prędkości motocykla, mógł go nawet nie widzieć przy wyjeżdżaniu z zakrętu) czy miało to być nagranie ku przestrodze, lecz na pewno wiemy iż mężczyzna jechał z prędkością bardzo bliską 200km/h na czym sam sprowadził na siebie niebezpieczeństwo.

 

Najważniejsze jednak, że wszyscy przeżyli i mamy nadzieję, że była to dla motocyklisty ważna lekcja, po której będzie jeździł rozważniej.

 

Wideo poniżej:

 

Wypadek motocyklisty na DK 94 – Stanowice 11.04.2020

Wypadek motocyklisty na DK 94 – Stanowice 11.04.2020Motocyklista poobijany i ręką złamana Lokalizacja https://goo.gl/maps/ja4beoaEkEcjy6vv6Niestety jakość kalkulatora

Gepostet von Stop Cham am Dienstag, 14. April 2020

 

 

Źródła:

Fot.: Pixabay

fb/@Stop Cham

gazetawrocławska.pl

Samochody niezależnie czy za kilka tysięcy, czy za kilkaset tysięcy, łączy jedna cecha – niedoskonałość kierowcy. Jeden malutki błąd i każdy samochód może nadawać się do kasacji. Jedyna różnica to taka, że zniszczenie tego droższego na pewno bardziej odczuje kieszeń. 

 

 

Czasem jednak sam wypadek nie jest na tyle poważny by samochód nie nadawał się do dalszego użytku. Czasem wystarczy lekka praca mechanika i można dalej jeździć po świecie. Tak na pewno byłoby w tym przypadku, gdzie jeden z droższych modeli BMW trafił na barierkę, prawdopodobnie na drodze ekspresowej.

 

Kierowca wezwał lawetę aby usunąć auto z drogi i móc zawieźć je do naprawy. Jednak coś po drodze poszło nie tak. Kierowca lawety przy wciąganiu auta na swój pojazd nie wziął pod uwagę pewnych ewentualności i zniszczył bak mający w środku benzynę, która natychmiast zaczęła się wylewać. Kierowca BMW przewidział co może się wydarzyć i pośpieszał pracownika pomocy drogowej aby szybko pociągnął auto tak aby nie znajdywało się tuż nad wylaną benzyną. Wtedy jednak wydarzyło się to…

 

 

Zobacz co się stało przy wciąganiu auta na lawetę w Polsce

Gepostet von Patryk Tomaszewski am Sonntag, 29. März 2020

 

 

Źródła:

Fot.: Pxfuel

fb/@tvpatryk

Wypadki chodzą po ludziach. I choć architekci i ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo oddawanych do użytku konstrukcji zawsze starają się zrobić jak najlepszą robotę, bo kiedyś może oni sami albo ktoś z ich rodziny odwiedzi budowany obiekt, to nie zawsze wychodzi to najlepiej.

 

 

O innym wypadku na wodzie pisaliśmy TUTAJ. Ten jednak jest z goła odmienny.Cała rodzina postanowiła wybrać się do parku wodnego w USA. Na jednej z rodzinnych zjeżdżalni, przeznaczonej dla 4 osób doszło jednak do czegoś co nie powinno mieć prawa się wydarzyć.

 

 

Po wjeździe do pewnego rodzaju lejka, w którym ponton bujał się w obie strony, nagle jedna z pasażerek, młoda dziewczyna będąca siostrą nagrywającego, uderzyła z wielkim impetem w ścianę zjeżdżalni i natychmiast spadła bezwładnie z pontonu. Pozostali na początku myśleli, że nic poważnego się nie stało, jednak po chwili zorientowali się że nie jest dobrze.

 

 

Brat dziewczyny szybko wyskoczył z pontonu by przytrzymać siostrę ponad powierzchnią. Miała ona duże problemy z oddychaniem i sytuacja wydawała się bardzo poważna. Szybko pojawili się ratownicy i wezwali karetkę. Jak się jednak okazało w szpitalu, dziewczyna wyszła z wypadku tylko z paroma siniakami. Można więc powiedzieć, że miała ona wielkie szczęście.

Nagranie całej sytuacji poniżej.

 

 

Water Slide Gone Wrong

Please Be Careful With Water Slides! 😱Newsflare

Gepostet von Ben Phillips am Montag, 3. Februar 2020

 

 

Źródła:

fb/@Ben Phillips

Fot.: Wikipedia

Poruszanie się jakimkolwiek rodzajem komunikacji może być niebezpieczne. Jak wiemy, mimo łatki wielkich katastrof lotniczych, to transport lotniczy jest wciąż najbezpieczniejszym ze wszystkich, wyprzedzając transport wodny, drogowy, czy nawet kolejowy.

 

 

Jednak to wodnego dotyczyć będzie ten wpis. W naszym kraju gdy ktoś mówi o tym transporcie to do głowy przychodzą raczej wielkie kontenerowce przypływające do polskich portów, a nie transport turystyczny, czy tym bardziej połączenia międzymiastowe.

 

 

Niewielu jest jednak w naszym kraju ludzi odczuwających taką potrzebę i na tyle bogatych aby posiadać prywatny jacht czy motorówkę z prawdziwego zdarzenia. Za granicą, w zachodniej Europie czy USA lub Kanadzie, poziom życia jest jednak sporo wyższy i dostęp do motorówki mogą mieć nawet Ci mniej rozważni ludzie.

 

 

Na nagraniu, podczas którego doszło do wypadku, grupka kilku ludzi w średnim wieku pędziła z wielką prędkością po zbiorniku wodnym, aby ostatecznie kierujący stracił kontrolę nad pojazdem i spowodował wypadek. Ludzie latali po pokładzie maszyny bezwładnie uderzając w metalowe elementy pojazdu. Niektórzy po otrząśnięciu się musieli udać się do szpitala, lecz na szczęście nikt nie stracił życia.

Nagranie poniżej:

 

 

2020 sorprendeme

2020 sorprendeme

Gepostet von Autor de nada am Samstag, 11. April 2020

 

 

Źródła:

Fot.: Wikimedia

fb/@2020Sorprendeme

Ludzkie życie ma sens gdy realizujemy swoje marzenia, pasje, zainteresowania. Często są one jednak niezwykle niebezpieczne i powodują, że owe życie można przez nie stracić.

 

 

Tak było w tym niezwykle przerażającym przypadku. W ostatnich dniach pojawiło się mrożące krew w żyłach nagranie sprzed 6 lat. Amerykanin Ben Pigeon wraz z trójką swoich przyjaciół za pasję obrali skydiving, czyli wyskakiwanie ze spadochronem z wysokiego obiektu, a najczęściej z samolotu. Byli oni już doświadczeni, w samym dniu nagrywania wideo był to ich 10 ale zarazem ostatni skok. Postanowili zrobić podczas niego ewolucję wytrenowaną już wcześniej.

 

 

Podczas niej doszło jednak do przerażającego wypadku. Lecący w swoim kierunku z prędkością ponad 150km/h spadochroniarze uderzyli w siebie z całym impetem i jeden z nich stracił przytomność, bezwładnie spadając w kierunku ziemi. Nagrywający zdarzenie przyjaciel szybko rozpoczął akcję ratunkową. Doleciał do Ben’a który uległ kontuzji i zdołał otworzyć jego spadochron. Wydawało się, że w ten sposób uratował mu życie. Jak się jednak okazało, uratował przyjaciela jedynie przed stratą 50$ za uruchomienie automatycznego spadochronu awaryjnego.

Ben ponoć wyszedł ze zderzenia bez szwanku i bardzo szybko wrócił do swojego hobby, które szczęśliwie uprawia do dziś.

 

Wideo ze zdarzenia poniżej:

 

 

So there is a first post that explains more what happened. This is the second pov of my homie luis’s go pro. When he saw me passed out. He debated deploying his main, and cutting it away to get to my attitude. (he happened to be pretty far away) Then relaying on his reserve to land. Which would have pretty much made him James Bond. If you know luis, from the ‘good old days of skydive dallas,’ then you know how fun of a place/time it was and how much of a stand up guy luis is. (besides the fact he forgets to turn off his go pro)

Gepostet von Ben Pigeon am Freitag, 27. März 2020

 

 

Źródła:

fb/@Ben Pigeon

youtube/@Poszukiwacz

Fot.: Wikipedia

 

Ta sytuacja wywołała sporo nerwów i niepokoju wśród ludzi spędzających zapewne spokojnie czas w swoim miejscu zamieszkania. Śmigłowiec Mi-24 zaatakować miał bowiem budynek mieszkalny, w którym przebywali cywile. Sprawę opisał portal Interia.pl.

 

Sytuacja miała miejsce w dniu 15 marca br., jednak dopiero po kilku dniach, rosyjskie służby prasowe powiadomiły opinię publiczną o zaistniałej sytuacji oraz jej okolicznościach. Wstrząsające chwile wydarzyły się na terenie stolicy Kraju Zabajkalskiego na terenie Federacji Rosyjskiej. Śmigłowiec Mi-24 wystrzelił ze swojego działka pocisk, który trafił finalnie w blok znajdujący się nieopodal lotniska.

 

Według przekazywanych informacji, Mi-24WM był wówczas w trakcie rozładowania amunicji po odbyciu na lotnisku wojskowym Czeremuszki, zlokalizowanym nieopodal miejscowości Czyta. Wtedy dojść miało też do tego niepokojącego incydentu, w ramach którego przypadkowo zaatakowany został budynek zamieszkały przez cywili.

 

Przyczyną takiego obrotu sprawy miała być awaria działka GSz-23W. W jej wyniku, wystrzelony został pocisk kalibru 23 mm, który finalnie uderzył w blok stojący w niedalekiej odległości około jednego kilometra od wspomnianego lotniska.

 

Według relacji ludzi, mieli oni usłyszeć ogromny huk. Jak się później okazało, zniszczony został jeden z balkonów w wyniku uderzenia pocisku.

 

Na miejsce zdarzenia skierowano funkcjonariuszy żandarmerii wojskowej oraz przedstawicieli tamtejszego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. W celu dokładnego wyjaśnienia okoliczności wypadku, rozpoczęte zostało śledztwo.

 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że nie jest to pierwszy przypadek z udziałem rosyjskiego śmigłowca, przy którym na niebezpieczeństwo narażone są osoby cywilne. Podczas odbywających się w 2017 roku manewrów Zapad-17, ostrzelani zostali przypadkowo oglądający je ludzie. Wówczas sprawa dotyczyła śmigłowców Ka-52.

 

 

 

Źródło: Interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Niestety to kolejne tragiczne informacje dotyczące znanych osób, a tym razem chodzi o osobisty rodzinny dramat jaki przeżywa pewien znany grający na światowym poziomie piłkarz. Te doniesienia wywoływać mogą wielki smutek u jego fanów i kibiców klubu, w którym występuje, a także wśród po prostu zwykłych ludzi wyobrażających sobie ogrom tej tragedii.

 

Mowa tu o tym co przechodzi obecnie Naby Keita, znany zawodnik pochodzący z Gwinei, a występujący obecnie na stadionach angielskiej Premier League, w barwach słynnego klubu Liverpool FC.

 

Brat pomocnika Liverpoolu oraz reprezentacji Gwinei znalazł się wśród tragedii jaka rozegrała się w ich ojczyźnie. W czwartkowy poranek, niedaleko miejscowości Mamou doszło do straszliwego w skutkach wypadku. W autokarze, który brał udział w tym tragicznym zdarzeniu znajdowali się zawodnicy drużyny Etoile de Guinee, którzy jechali do Kankan, gdzie rozegrać mieli kolejne spotkania w ramach rozgrywek miejscowej ligi.

 

Jak przekazała włoska „La Gazetta dello Sport”, w pojeździe znajdowało się łącznie 27 ludzi, a wśród nich oprócz kierowcy 22 piłkarzy, a także 4 członków sztabu szkoleniowego. Angielski „AS” podał natomiast, że wśród osób, które zginęły w wypadku znalazł się brat Naby’ego Keity- Almamy Keita. Z pewnością jest to bardzo trudny czas dla zawodnika znanego z meczów angielskiej ligi.

 

Łącznie życie w tym zdarzeniu stracić miało dziewięciu, a nie jak początkowo podawano w mediach ośmiu piłkarzy. Choć nie są znane oficjalne przyczyny tragedii, to po wstępnych ustaleniach stwierdzono, że najprawdopodobniej doszło do awarii układu hamulcowego w autokarze.

 

– Zjeżdżaliśmy z górki, gdy nagle wysiadły hamulce. Przed nami były trzy zakręty: dwa kierowcy udało się jakoś pokonać, ale przy trzecim nie mógł nic zrobić. Stracił kontrolę i uderzył w drzewo

– mówił kierownik drużyny w rozmowie z guineematin.com.

 

 

Źródło: AS ; „La Gazetta dello Sport” ; Guineematin.com ; WP.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Pixnio