Do dramatycznej sytuacji doszło u naszych sąsiadów. Jeden z trenerów sportowych doprowadził do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego życie straciła młoda kobieta, a kilka innych osób zostało rannych, przez co musieli oni trafić na obserwację do szpitala.

 

Smutne wieści dotarły z Czech. To tam właśnie rozegrał się dramat po tym jak w Harrachovie odbywały się juniorskie zmagania skoczków narciarskich, którzy rywalizowali w ramach mistrzostw tego kraju. Niestety w czasie powrotu młodych sportowców do swoich domów, rozegrało się coś co z pewnością pozostanie im na długo, a nawet całe życie w pamięci.

 

Biorący udział w zawodach skoczkowie odwożeni byli busem przez swojego trenera. Niestety podczas jazdy, mężczyzna ten uderzył na jednej z czeskich dróg kierowanym pojazdem w samochód osobowy marki skoda, w którym jechali członkowie jednej rodziny. Zdarzenie miało miejsce w stosunkowo niedalekiej odległości od miejscowości Jilemnice.

 

Portal Echo24.cz, powołując się na źródła w Czeskiej Agencji Prasowej przekazał, że niestety przy okazji zderzenia, życie straciła kobieta siedząca za kierownicą skody, której nie udało się uratować pomimo reanimacji. Jej mąż oraz dziecko zostali przetransportowani na obserwację do szpitala. Poszkodowanych zostać miało według dziennikarzy również pięcioro osób znajdujących się w kierowanym przez trenera busie, a wśród nich czworo ludzi poniżej 18. roku życia. W akcję zaangażowano pięć karetek, a także dwa ratunkowe helikoptery.

 

Policja poinformowała w rozmowie z czeskimi mediami, że trener młodych czeskich skoczków był w czasie jazdy pod wpływem alkoholu. W jego krwi miało być około pół promila alkoholu. Za doprowadzenie w takich okolicznościach do tragicznego wypadku, doświadczonemu w sporcie trenerowi grozić ma sześć lat pozbawienia wolności.

 

 

Źródło: Echo24.cz ; Interia.pl ; Sport.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Nie bez powodu zarówno picie alkoholu, jak i prowadzenie samochodu dozwolone jest od 18 roku życia. Wymaga to pewnej odpowiedzialności, jednak zdarza się, że nawet starsi wiekiem wykazują bezmyślność.

19-latek wybrał się na przejażdżkę samochodem po spożyciu alkoholu, a w dodatku bez prawa jazdy. Jego rajd skończył się na słupie. Siła uderzenia wyrzuciła nastolatka z samochodu.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wepchnął staruszka pod metro! Zapłaci za to surową karę (WIDEO)

 

„W Elblągu doszło do zdarzenia drogowego, które jest kolejnym przykładem tego jak wygląda brak rozsądku za kierownicą oraz dowód na to, że niektórzy mają więcej szczęścia niż rozumu”

 

– czytamy w komunikacie elbląskiej policji.

 

CZYTAJ TAKŻE: Pracownicy zamknęli klienta w sklepie! Mężczyzna musiał jeść swoje…

 

 

Źródło: policja.pl/ foto screen Facebook.com Metoke.pl / wideo Facebook.com Metoke.pl

Kiedy słyszymy o wypadkach drogowych, często są one dla nas strasznymi informacjami, jednak nie uświadamiamy sobie zapewne jak szokujące musi być to przeżycie. Bardziej uświadomić mogą nam to wstrząsające nagrania z kolizji drogowych, które służby decydują się udostępnić dla szerszej publiki.

 

W internecie pojawiło się m.in. nagranie ukazujący wypadek, w którym udział brał autokar szkolny. Zarejestrowany w tym pojeździe film pokazuje co działo się z pasażerami, w tym w większości dziećmi, kiedy doszło do zderzenia z samochodem osobowym przejeżdżającym na skrzyżowaniu pomimo czerwonego światła. W wyniku uderzenia, autokar dachował, a ludzie w nim przebywający wypadli z siedzeń i uderzyli o sufit. Obydwa pojazdy biorące udział w kolizji wypadły z drogi i uderzyły w przydrożną barierkę.

 

W wyniku wypadku ucierpiał 74-latek kierujący autokarem, a także ośmioro uczniów. Kierowca miał mimo odniesionych ran doradzić dzieciom, aby wyszły przez okna po kolizji.

 

Całe to dramatyczne zdarzenie miało miejsce 19 grudnia zeszłego roku w Ameryce, na terenie stanu Ohio. Teraz obejrzeć można wstrząsające nagranie z wnętrza autokaru.

 

 

 

Źródło: Gazeta.pl ; YouTube/Busted Locals

Zdarzenie miało miejsce 4 lutego br. na ośnieżonej ulicy Gagarina w Magnitogorsku (Rosja). 

Kierowca Kamaza próbował wyprzedzać, jednak widząc nadjeżdżające auto znad przeciwka zrezygnował z manewru. Mimo to, mężczyzna po powrocie na swój pas nie zapobiegł efektowi wahadła i ciężarówka powróciła slajdem na przeciwległą nitkę, taranując nadjeżdżającą osobówkę.

Okazało się, że ciężarówka wjechała w samochód o nazwie Dutson on-Do (sedan segmentu B produkowany specjalnie na rynek rosyjski pod submarką Nissana). Jechała nim 3-osobowa rodzina, która na szczęście była przypięta pasami.

Trudno w to uwierzyć, ale na szczęście nikomu nic się nie stało.

Całe szczęście w Polsce nie ma srogiej zimy, co nie oznacza, że zawsze należy dochować odpowiedniej ostrożności na drodze.

wrc.net/Red/Fot. YouTube screen

 

 

Niestety po raz kolejny przekazać musimy Państwu smutne informacje. W tragicznych okolicznościach życie stracił człowiek, który z dziennikarstwem w Polsce związany był od wielu lat. O tragedii poinformowano za pośrednictwem mediów społecznościowych.

 

Wpis, w którym poinformowano o śmierci 56-letniego dziennikarza przekazał serwis 24Kurier.pl, należący do gazety Kurier Szczeciński, której to właśnie redaktorem naczelnym był od 2010 roku zmarły Tomasz Kowalczyk.

 

– Z wielkim żalem informujemy, że nie żyje Tomasz Kowalczyk– Redaktor Naczelny i Prezes Zarządu „Kuriera Szczecińskiego”. Straciliśmy wspaniałego Szefa, Kolegę, Przyjaciela

– przekazano za pośrednictwem Facebooka. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Tomasz Kowalczyk związany był z „Kurierem Szczecińskim” od około 30 lat.

 

Dokładne okoliczności wypadku, w którym zginął redaktor, wyjaśniają funkcjonariusze policji. Jak podaje portal doRzeczy.pl, 56-latek stracił panowanie nad kierownicą, gdy w środowy wieczór poruszał się samochodem osobowym. W pewnym momencie auto uderzyło w drzewo, a Tomaszowi Kowalczykowi nie udało się uratować życia, pomimo prowadzonej reanimacji.

 

Z wielkim żalem informujemy, że nie żyje Tomasz Kowalczyk – Redaktor Naczelny i Prezes Zarządu „Kuriera Szczecińskiego”….

Gepostet von 24Kurier.pl – serwis gazety Kurier Szczeciński am Donnerstag, 6. Februar 2020

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; Facebook/@KurierSzczecinski

Fot.: Wikimedia Commons

 

Do tragicznego zdarzenia doszło w sobotę około godziny 20:30 w Rędzinach (pow. częstochowski). Kierowca BMW rozjechał psa, który wraz ze swym właścicielem przechodził przez przejście dla pieszych.

Nagranie ze zdarzenia udostępnił portal „piracidrogowi.pl”. Widać na nim, jak mężczyzna, trzymając (najprawdopodobniej) psa na smyczy wchodzi w raz z nim na pasy. Wtedy to zwierzę zostaje rozjechane przez samochód marki BMW, który jechał z dość znaczną prędkością.

Dramatyczne nagranie z przejścia dla pieszych. Rozjechał psa i uciekł!

⚠️ 🎥 😱 Dramatyczne nagranie z przejścia dla pieszych❗️ Samochód rozjechał psa i omal nie potracił pieszego, po czym odjechał z miejsca zdarzenia 🚸👉 „Po zaślepce z haka, która odpadła z samochodu wiemy, że to było BMW E60 w złotym kolorze, zderzak od M pakiet" 📣 UDOSTĘPNIJCIE INFORMACJĘ DALEJ❗️ℹ️ Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem (1.02) w Rędzinach, niedaleko Częstochowy

Gepostet von Piraci Drogowi – piracidrogowi.pl am Montag, 3. Februar 2020

Właścicielowi zwierzęcia na szczęście nic się nie stało. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia, choć przy uderzeniu w psa odpadł z jeden z elementów auta, który potem został znaleziony przez świadków tej tragicznej sytuacji.

Jeżeli potwierdzimy, że pies rzeczywiście szedł na smyczy, to zdarzenie zostanie zakwalifikowane jako wypadek. Bo pies jest traktowany wówczas jako integralna część pieszego

– powiedziała w rozmowie z  polsatnews.pl asp. szt. Marta Kaczyńska, z częstochowskiej policji

 

polsatnews.pl/Red/Fot. screen  video piracidrogowi.pl

 

Zima w Zakopanem to idealny czas na naukę jazdy na nartach oraz miłe spędzenie wolnego czasu. Do takiego wniosku doszła pewna Włoszka, która pod okiem instruktora Bartka Missala postanowiła nauczyć się tego popularnego sportu. 

Niestety, szusując sobie w najlepsze,  kobieta została potrącona przez „pirata”, który ważyć miał około 100 kilo i jechać z ogromną prędkością, nie bacząc co się dzieje dookoła.

Instruktor Bartek Missala, który zajmował się kobietą, udostępnił w sieci nagranie z tego  niebezpiecznego momentu.

Szukam dobrego ubezpieczenia na życie (niebezpieczne warunki w pracy 😉 i przy okazji prawnika, który specjalizuje się w pozwach cywilnych przeciwko idiotom. Psycholog z wygodną kozetką też by się przydał, bo naprawdę przestraszyłem się poziomem agresji jaka we mnie powstała w ciągu zaledwie kilku sekund…Finał tej sytuacji z dzisiejszej lekcji z Sandrą – Włoszką z Londynu był szczęśliwy ale adrenalina wciąż nie pozwala bym machnął na to ręką. Za każdym razem jak o tym myślę wyświetlają mi się uśmiechnięte twarze dzieci które też często uczę..Drodzy Użytkownicy stoków!Proszę przeczytajcie ze zrozumieniem i przekażcie znajomym, którzy jeżdżą lub myślą o tzw 'białym szaleństwie'. http://www.sitn.pl/dokumenty/147,dekalog-fis.htmlCichy 'bohater' tego filmiku nie przeczytał.. Miał kilka cm szczęścia…Edit:Cieszę się że mój post zyskał taką popularność i ilość udostępień bo może kilku 'władców stoków' zapozna się ze wspomnianym dekalogiem FIS i przeczyta ze zrozumieniem i może nie dojdzie dzięki temu do kolejnej tragedii (a tych w Waszych komentarzach wspominacie sporo). Z żalem stwierdzam, że wielu komentujących 'ekspertów narciarstwa' nie zadało sobie tego trudu… Kilku jak Michał Kasprzycki, Piotr Jurczyk, Piotr Ciuła nawet oskarżają mnie jako instruktora oraz moją klientkę o jazdę w poprzek, o niepatrzenie w górę stoku, o nagrywanie filmiku, o wybór tej akurat trasy.. ręce opadają i nie wszystko skomentuję bo wspomniani i inni 'experci' i tak wiedzą lepiej. Wierzę, że część z nich pisała w dobrej wierze w trosce o bezpieczeństwo i dużo jest oczywiście racji w 'zasadzie ograniczonego zaufania' i 'oczu dookoła głowy' te jednak trzeba skoncentrować w większej mierze na (patrz znowu dekalog) tych co poniżej bądź wykonując ćwiczenia na koordynacji swojego ciała. Wyjaśnię może wyraźniej całą sytuację by 'experci' skalibrowali nieco swoje jedyne i ostateczne osądy ;)Zanim jednak Was zanudzę apeluję o wyważony język i szacunek nawet dla naszego 'miszcza' i nie obrażanie się nawzajem bo nikt z nas nie jest krystaliczny jak banaś 😉 i każdy czasem popełnia błędy. Ja kilkakrotnie określiłem go mianem 'idioty' i Uwierzcie mi nie pomogło w nawiązaniu merytorycznej dyskusji ;)Jakkolwiek sobie radzimy na stoku, jeździjmy w kaskach!Tak więc zanim się wypowiesz przeczytaj:Jestem instruktorem nieprzerwanie od 12 lat z doświadczeniem w Polsce i za granicą. Prowadzę własną firmę ucząc jazdy na nartach, snowboardzie a także prowadząc ludzi w Tatry jako przewodnik. W Białce od początku do końca sezonu czyli ok 120 dni w roku.Klientką była dorosła pani z Londynu którą uczyłem zupełnych podstaw w zeszłym sezonie. Tego dnia pani zjechała już powoli ale samodzielnie moim śladem najstromszą w Białce czerwoną trasą nr 6, oczywiście nie bez trudu i skręcając w pozycji płóżnej. Widoczna na filmiku sytuacja miała miejsce w połowie znacznie łatwiejszej niebieskiej trasy nr 9 przy wyc Jankulakowski i jest finałem trwającego 1min i 10sek filmiku, który nagrywałem by wskazać jej i wytłumaczyć w kolejce i na wyciągu błędy w pozycji i technice skrętu ślizgowego NW. My instruktorzy nazywamy to videoanalizą. Przypadkowo nagrałem jak widzicie nieco poważniejszy błąd.Pozwolę sobie na nieco rozwinięty opis:Całości manewru 'pana Dum-Dum' nim wjechał w kadr nie widziałem ale finał był taki, że poległ na śniegu gubiąc kije i narty, zatrzymując się jakieś 30m niżej. Po szybkim uspokojeniu klientki i sprawdzeniu jej stanu podjechałem mocno wzburzony do gościa zbierając po drodze jego kije a w zasadzie jeden bo drugi wyrwała mi postać drugoplanowa, która jak się zaraz miało okazać, marzyła wyraźnie o głównej roli, czyli 'żona Dum-Dum'. I tu się zaczyna moja wewnętrzna walka by nawiązać rzeczową konwersację i gościa nie zbluzgać i bez inwektyw choć na pewno nie zalotnym tonem pytam: 'Czy pan wie co pan właśnie zrobił?' i 'czy zna pan reguły poruszania się po stoku?', Wyraźnie spiesząca się para zaczęła swoje: 'ta pani mi zajechała drogę..', 'przecież nic się nie stało..', 'przecież przeprosiłem!' (to chyba nawet zrobił oczywiście z tych 30m machnięciem ręki, odgłosu paszczą mogłem nie słyszeć), tu przed zamotanego upadkiem męża wychodzi żona Dum-Dum, nie dając mi dojść do słowa: 'ja wszystko widziałam, to ta pani zajechała..', 'spieszymy się żeby jeszcze raz wjechać', 'pan odda tego kijka!', 'ja wszysko wiem! pan się popisuje przed tą dziewczyną!' Próbuję spokojnie i rzeczowo wyjaśnić że to klientka z zagranicy, że było o włos od tragedii, że są zasady w poruszaniu na stoku, że to odp cywilna, że wypada podejść i sprawdzić czy nic się nie stało, ale pani wkurzona bo ' 'przecież przeprosił!', 'popisujesz się pan!' Beton nie do przebicia, więc odpuszczam, bo i tak straciliśmy już kilka min lekcji.Klientka ok, w lekkim szoku bo myli się co chwila. Zjeżdżamy do wyciągu gdzie targany emocjami głośno opisuję co się stało, udaje mi się pohamować i najmocniejszą inwektywą jakiej używam jest 'idiota' i pytam czy państwo w kolejce słyszeli o takim czymś jak dekalog fis. Sugeruję że te kilka min w kolejce to dobry czas żeby sobie wygooglać.Kilka osób podchwytuje i wspomina swoje lub te bardziej medialne wypadki z zeszłego roku, kilka osób nas przepuszcza, większość pewnie myśli 'co za pajac'. Trochę głupio się z tym czuję ale powoli ze mnie schodzi.. do momentu kiedy tuż przed wsiadaniem na ktrzesła 6os widzę z drugiej strony małżeństwo Dum-Dum ;)Ponowna wymiana kilku słów z tą uroczą parą i pani jedzie, pan się nie zabrał…Wsiadam obok niego. Bez żony, udaje się z nim porozmawiać. Pokazuję mu filmik, mina mu rzednie, przyznaje że popełnił błąd (nie wiem czy chodzi mu o wybór partnerki na życie czy o sytuację na stoku). Resztką narciarskiego ego prosi bym przeprosił klientkę w jego imieniu (a ta jedzie akurat krzesłem za nami!) Nie silę się już na więcej słów… kurtyna.Opis i filmik dedykuję oczywiście pani Dum-Dum. Mam nadz że na niego trafi.Z pozdrowieniami od klientki.BartekPs. Nie zawsze ochronię Cię przed idiotami ale mogę nauczyć jeździć byś nie został(a) jednym(ą) z nich! Zapraszam do Białki Tatrzańskiej i na www.facebook.com/TatroActive:D

Gepostet von Bartek Missala am Donnerstag, 23. Januar 2020

 

Szukam dobrego ubezpieczenia na życie (niebezpieczne warunki w pracy  i przy okazji prawnika, który specjalizuje się w pozwach cywilnych przeciwko idiotom. Psycholog z wygodną kozetką też by się przydał, bo naprawdę przestraszyłem się poziomem agresji jaka we mnie powstała w ciągu zaledwie kilku sekund…

– napisał instruktor na swoim Facebooku

 

Klientką była dorosła pani z Londynu którą uczyłem zupełnych podstaw w zeszłym sezonie. Tego dnia pani zjechała już powoli ale samodzielnie moim śladem najstromszą w Białce czerwoną trasą nr 6, oczywiście nie bez trudu i skręcając w pozycji płóżnej. Widoczna na filmiku sytuacja miała miejsce w połowie znacznie łatwiejszej niebieskiej trasy nr 9 przy wyc Jankulakowski i jest finałem trwającego 1min i 10sek filmiku, który nagrywałem by wskazać jej i wytłumaczyć w kolejce i na wyciągu błędy w pozycji i technice skrętu ślizgowego

– opisał dokładnie sytuację pan Bartek (pisownia oryginalna)

 

Całości manewru ‚pana Dum-Dum’ nim wjechał w kadr nie widziałem ale finał był taki, że poległ na śniegu gubiąc kije i narty, zatrzymując się jakieś 30m niżej. Po szybkim uspokojeniu klientki i sprawdzeniu jej stanu podjechałem mocno wzburzony do gościa zbierając po drodze jego kije a w zasadzie jeden bo drugi wyrwała mi postać drugoplanowa, która jak się zaraz miało okazać, marzyła wyraźnie o głównej roli, czyli ‚żona Dum-Dum’. I tu się zaczyna moja wewnętrzna walka by nawiązać rzeczową konwersację i gościa nie zbluzgać i bez inwektyw choć na pewno nie zalotnym tonem pytam: ‚Czy pan wie co pan właśnie zrobił?’ i ‚czy zna pan reguły poruszania się po stoku?

– kontynuował relację instruktor

 

Na całe szczęście kobieta nie odniosła żadnych obrażeń.

Jak podkreślają specjaliści, w tym roku jest już o 30 proc. więcej wypadków na stokach, niż w roku ubiegłym. Główna przyczyna to właśnie brawura…

 

Facebook Missala/Red/Fot/ YouTube

 

Paweł Deląg doznał groźnego wypadku podczas kręcenia filmu „Zrodzeni do szabli”. O wydarzeniu opowiedział gazecie „Dobry tydzień”.

Aktor spadł z konia. Tak wspomina sytuację:

Mój koń Okruszek był fantastycznie przygotowany. Ale w jednej ze scen ani ja, ani on nie zauważyliśmy rowu, który porastała wysoka trawa. Wylądowałem na ziemi i stłukłem poważnie obojczyk, a na planie zdjęciowym nie było karetki. Wszyscy się przerazili

– powiedział Deląg

Z tym rozbitym barkiem robiłem cały film. Mało spałem po nocach, bo ból okrutnie dokuczał, ale dałem radę

– stwierdził aktor

Film „Zrodzeni do szabli” opowiada o weteranie wojennym Janie Jerliczu. (którego gra właśnie Deląg). Jak możemy przeczytać na Filmwebie „Jerlicz powraca w rodzinne strony by za namową swojego dawnego towarzysza broni Jerzego Wronowskiego rozpocząć edukację wojskową jego syna Błażeja. Jest to fabularna opowieść o honorze, męstwie i walce widziana oczami młodego rycerza dorastającego w dawnej Rzeczypospolitej”.

 

radiozet.pl/Red/Fot. YouTube

 

 

 

 

 

W górach panuje żelazna zasada: niezależnie od warunków atmosferycznych, trzeba zachować maksymalną ostrożność. Tej zapewne zabrakło turyście, który w Tatrach spadł z dużej odległości i poniósł śmierć na miejscu. 

Wypadkowi uległa także druga osoba, ale tej na szczęście nic się nie stało.

W wyniku wypadku na szlaku prowadzącym na Rysy jedna osoba nie żyje, a druga bez obrażeń w stanie dobrym nie potrzebowała pomocy

– poinformował ratownik dyżurny TOPR.

Ciało zmarłego przetransportowano do Zakopanego.

 

polsatnews.pl/Red/Fot. YouTube