Sądy w Polsce niejednokrotnie podejmują decyzje, który wywołują spore kontrowersje i mogą bulwersować opinię publiczną. Tak też było w tym przypadku, kiedy sprawa dotyczyła mężczyzny odpowiedzialnego za dokonanie gwałtu i zabójstwa dziecka.

 

W 2019 roku skazany na karę 25 lat więzienia został Steve V., mężczyzna posiadający portugalskie oraz kanadyjskie obywatelstwo. Dokonał on na terenie Polski okrutnych czynów wobec 3-letniego dziecka swojej partnerki. Wyrok zapadł wówczas w Sądzie Okręgowym w Sieradzu.

 

Skazany zwyrodnialec dopuścił się gwałtu i brutalnego pobicia 3-letniego chłopczyka. Ze względu na takie okrucieństwo, prokuratura domagała się dla mężczyzny kary dożywotniego pozbawienia wolności. Ostatecznie skazano go na 25 lat za kratkami, jednak od tego wyroku zarówno obrona, jak i prokuratura złożyły apelację.

 

Wielu zbulwersowały medialne doniesienia informujące o tym, że Sąd Apelacyjny w Łodzi przychylniejszy był wobec stanowiska obrońcy. Złagodzono bowiem karę dla Steve’a V. z 25 lat do 15 lat więzienia.

 

– Sąd Apelacyjny nie ma najmniejszych wątpliwości, co do sprawstwa oskarżonego w zakresie przypisanego mu czynu, jednakże uznaliśmy, że kara 25 lat pozbawienia wolności podobnie, jak i kara dożywotniego pozbawienia wolności, jest karą szczególną. Przestępstwo, jakiego dopuścił się oskarżony zasługuje na bardzo duże potępienie, ale można sobie wyobrazić przestępstwo popełnione w sposób o wiele bardziej brutalnych i dla takich przestępstw zastrzeżone są kary szczególne

– tłumaczył przewodniczący składu sędziowskiego Krzysztof Eichstaedt.

 

Argumentując podjęto przez sąd decyzję uznającą karę 25 lat więzienia za niewspółmierną, sędzia stwierdził iż Steve V. nie był wcześniej karany, a sprawa nie dotyczyła zabójstwa 3-latka, a pobicia ze skutkiem śmiertelnym.

 

– Uznaliśmy, że nie ma podstaw, żeby przyjąć, że oskarżony dopuścił się zbrodni zabójstwa, czy to z zamiarem bezpośrednim, żeby chciał jej dokonać lub zamiarem ewentualnym. Jeśli ktoś chce dokonać zabójstwa lub godzi się z tym faktem, nie zachowuje się jak oskarżony, nie powiadamia matki dziecka, nie asystuje jej przy udzielaniu pomocy. Mamy też do czynienia z jednym ciosem, gdyby tych uderzeń w głowę było więcej wtedy mogliśmy rozważać, że mamy do czynienia z zabójstwem z zamiarem ewentualnym

– powiedział sędzia Eichstaedt.

 

Wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego zapowiedział już prokurator, a także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

 

– Trzeba zauważyć, że sąd nie podzielił w pełni apelacji obrońcy oskarżonego, który wnosił o uniewinnienie. Natomiast oczywiście ten wyrok nie sprostał oczekiwaniom prokuratury

– ocenił cytowany przez portal wPolityce.pl Adrian Sikora z Prokuratury Rejonowej w Wieluniu.

 

Jak podaje natomiast portal doRzeczy.pl, o skomentowanie wyroku, jaki zapadł w łódzkim Sądzie Apelacyjnym, została poproszona kandydatka na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska.

 

– Ja nie komentuję wyroków sądu. To sąd wydaje wyrok. Od każdego wyroku sądu są apelacje. Politycy nie powinni komentować wyroków sądu

– powiedziała kandydatka Koalicji Obywatelskiej w nadchodzących wyborach.

 

W jej opinii, polityk nie powinien komentować wyroków. Stwierdziła też, że nie zna szczegółów dotyczących tej sprawy.

 

– Nie znam sprawy, nie znam dokładnie jak prowadzona była ta sprawa, jakie były zarzuty. Polityk nie komentuje wyroków sądu

– tłumaczyła Małgorzata Kidawa-Błońska.

Zobacz też:

Kolejna wpadka Kidawy-Błońskiej! Z kim ona się utożsamia? [WIDEO]

Zgwałcił i skatował na śmierć 3-latka. Haniebny wyrok sądu!

 

Źródło: doRzeczy.pl ; wPolityce.pl ;

Fot.: Wikimedia Commons

Podtrzymany został przez Sąd Okręgowy w Warszawie wyrok sądu I instancji dotyczący sprawy jaka została wytoczona Jerzemu Owsiakowi przez Krystynę Pawłowicz. Kroki prawne wobec organizatora festiwalu Woodstock, ówczesna posłanka Prawa i Sprawiedliwości podjęła po jego publicznej wypowiedzi, kiedy przemawiał na scenie do zgromadzonego tłumu atakując jej osobę.

 

W 2017 roku, podczas odbywającego się w okresie letnim i wywołującego z reguły kontrowersje festiwalu, Owsiak wygłosił prześmiewczą opinię wymierzoną w osobę Krystyny Pawłowicz.

 

– Niech pani spróbuje seksu. Poczuje pani motyle w brzuchu, poczuje pani rozluźnione plecy. Poczuje pani kwiat we włosach, a przez to w głowie też się może poukładać

– powiedział wówczas do mikrofonu szef WOŚP.

 

Ówczesna posłanka partii rządzącej domagała się uznania go winnym w związku z opisanym zachowaniem i skazanie go na prace społeczne. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa ogłosił wyrok w tej sprawie we wrześniu ubiegłego roku. Postępowanie zostało wówczas warunkowo umorzone, co oznacza iż sąd stwierdził winę Jerzego Owsiaka, ale nie uznał go za osobę skazaną. Miał on wpłacić również 3 tysiące złotych na rzecz Funduszy Pomocy Pokrzywdzonym. Oskarżony po usłyszeniu takiego wyroku zdecydował się na wniesienie apelacji.

 

Teraz jednak decyzja sądu I instancji została podtrzymana przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Wyrok ten jest prawomocny, a o finale sprawy poinformowała za pośrednictwem Twittera także sama Krystyna Pawłowicz.

 

 

 

Źródło: Twitter/@KrystPawlowicz ; doRzeczy.pl ; rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

19-letni Stanisław i 21-letni Ilija Kostsewa to dwaj bracia pochodzący z miejscowości Czeryków w Białorusi. Pomimo tak stosunkowo młodego wieku, wkrótce ich życie ma zostać odebrane w drastyczny sposób, a wszystko przez to jakiego okrutnego czynu dopuścili się oni sami. Czy jest dla nich jeszcze jakiś ratunek? Teoretycznie tak, jednak nadzieje nie są na to zbyt wielkie.

 

Sprawa braci Kostsewa oraz ich przeszłość stały się na tyle głośnym i poważnym tematem u naszych wschodnich sąsiadów, że głos w tym temacie zabrał m.in. prezydent kraju Aleksandr Łukaszenka. Mężczyźni nie wytrzymali i zalali się łzami, kiedy usłyszeli jaki wyrok wydał sąd w ramach kary za to czego się dopuścili w zeszłym roku.

 

Dwóch młodych mężczyzn ma zostać zabitych w ramach wykonania kary śmierci. Zdaniem wielu egzekucja ta może zostać uznana za szczególnie brutalną. Stanisław i Ilija mają zostać zabici przez strzał w tył głowy. Wcześniej strażnicy zmuszą ich do uklęknięcia i zasłonią ich oczy.

 

Białoruś jest ostatnim z krajów europejskich, w którym wykonywane są jeszcze wyroki śmierci. Według mediów, w przeciągu dwudziestu lat, wykonano tam ponad 400 egzekucji ze względu na decyzję sądu.

 

21-latek i jego młodszy brat mają jeszcze jednak jedną szansę na uniknięcie tej dramatycznej kary. Mogą oni bowiem zwrócić się z prośbą o ułaskawienie do prezydenta Białorusi. Szanse na to, że takowy apel został by wysłuchany, są zdecydowanie marne. Wynika to między innymi z tego co powiedział Aleksandr Łukaszenka w ich sprawie, który określił braci Kostsewa „szumowinami”. W takiej sytuacji jednak, mężczyźni mogą zdecydować się na podjęcie ostatecznych kroków w celu ratowania swojego życia.

 

Wyrok jaki zapadł dotyczy okrutnego zabójstwa jakiego dopuścili się bracia. 10 kwietnia 2019 roku zamordowali oni w brutalny sposób nauczycielkę, która była ich sąsiadką.

 

Wcześniej rodzinę Ilija i Stanisława zakwalifikowano jako patologiczną i zaczęła podlegać urzędniczym kontrolom, a stało się to po tym jak wspomniana sąsiadka zawiadomiła milicję, iż siostra młodych Białorusinów nie zajmuje się swoim dzieckiem w należyty sposób. Mężczyźni postanowili w zaistniałej sytuacji dokonać bestialskiej zemsty.

 

W dniu 10 kwietnia ubiegłego roku, Bracia Kostsewa zadać mieli swojej ofierze  około stu ciosów ostrym narzędziem, a następnie podpalić jej dom. To za ten właśnie czyn, sami maja zostać teraz zastrzeleni.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; Fakt.pl

Fot.: Goodfreephotos.com

 

 

Sąd skazał pewnego profesora na karę śmierci, stwierdzając iż zabicie tego mężczyzny to najodpowiedniejsza kara w jego przypadku i w związku z tym co zrobił. Decyzja ta jednak jest skandaliczna dla ludzi w różnych częściach świata, którzy zbulwersowani apelują o ocalenie życia profesora. Czy dojdzie do egzekucji?

 

Cała ta sytuacja ma miejsce na terenie Pakistanu. Wyroki tam zapadające często są wstrząsające dla zwykłych ludzi. Tym razem po raz kolejny cała sprawa dotyczy „obrażenia islamu”, którego miał zdaniem miejscowego wymiaru sprawiedliwości dopuścić się 33-letni profesor Junaid Hafeez. Miał on publikować treści obrażające muzułmanów w mediach społecznościowych.

 

Mężczyzna został zamknięty w związku z komentarzami, które godzić miały w muzułmańskiego proroka Mohameta. W związku z obawami o jego życie, po atakach do jakich doszło na jego osobę za kratkami, władze więzienia zdecydowały się umieścić go w izolatce.

 

W więzieniu w miejscowości Multana, gdzie przebywał Junaid Hafeez, zapadł wyrok w jego sprawie. Kiedy ogłoszono wyrok skazujący 33-latka na śmierć, jego adwokat Shahbaz Gormani zapowiedział, że sam zainteresowany zamierza się odwoływać, gdyż został w jego opinii skazany niesłusznie. Wcześniejszy adwokat profesora- Rashid Rehman został zastrzelony w 2014 roku. Stało się to w niedługim czasie od podjęcia przez niego decyzji o zajęciu się tą sprawą.

 

Junaid Hafeez jest określany jako specjalista w dziedzinie fotografii, literatury amerykańskiej, a także teatru. Swego czasu studiował on na terenie Stanów Zjednoczonych. Później, kiedy powrócił do swojej ojczyzny, zaczął wykładać na uniwersytecie Bahauddin Zakariya w Multanie. Jego pracę przerwało zatrzymanie, do którego doszło w 2013 roku i wytoczony przeciwko nie mu proces.

 

Skazywanie ludzi na śmierć w majestacie prawa, w związku z obrazą islamskiej religii nie jest w Pakistanie czymś nowym. Warto jednak zwrócić na fakt, o którym przypomniała amerykańska stacja BBC. Mianowicie, chociaż skazano na śmierć z powodu obrazy islamu w Pakistanie już około czterdziestu osób, to jednak wciąż życia z tego powodu finalnie miał nikt nie stracić.

 

Zadziwiające może być również to jak zachowywali się prokuratorzy po ogłoszeniu wyroku skazującego 33-latka na śmierć. Zaczęli oni świętować i okazywać swoją radość m.in. przez rozdawanie słodyczy.

 

 

 

Źródło: BBC ; o2.pl

Fot.: Pxhere

 

 

Zapadła decyzja w sprawie, która swego czasu mocno rozgrzała opinię publiczną. Chodzi bowiem o głośny temat sprawy frankowej. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ogłosił co postanawia, a poinformował o tym portal money.pl.

 

Zgodnie z decyzją TSUE, polskie sądy mają możliwość unieważniania umów kredytowych, jednakże powinny przy tym mieć na uwadze interes klienta. Jest to więc decyzja oceniana jako pozytywna dla frankowiczów.

 

Według TSUE, jeśli w treści umowy znalazły się nieuczciwe klauzule, wówczas możliwe jest unieważnienie jej w całości. Interes kredytobiorcy ma być w takich przypadkach głównym wskazaniem do podjęcia takowej decyzji. Trybunał wskazał również, iż w sytuacji kiedy „nieuczciwych warunków umowy zmienia charakter i główny przedmiot tych umów może ulec zmianie (…) prawo Unii nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu tych umów”.

 

TSUE zwrócił jednak uwagę na fakt, że polskie przepisy nie pozwalają wystarczająco na uzupełnianie luk w umowie, kiedy dochodzi do wykreślenia z niej nielegalnych klauzul. Po usunięciu danych fragmentów, umowa będzie jednak ważna nadal jedynie w sytuacji, w której będzie to możliwe z prawnego punktu widzenia.

 

W związku z powyższym Trybunał wskazał, że umowy mogą być unieważniane przez polskie sądy, kiedy okaże się, że po usunięciu klauzuli indeksacyjnej konieczne jest stosowanie stopy LIBOR dla kwoty złotowej.

 

Decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to pokłosie pytań prejudycjalnych, które przez polski sąd rozpatrujący sprawę przeciwko bankowi Raiffeisen, zostały skierowane do Luksemburga. Sprawę Raiffeisen wytoczyli państwo Justyna i Kamil Dziubak, którzy zaciągnęli w 2008 roku kredyt hipoteczny indeksowany do franka szwajcarskiego. Ich zdaniem, bank wpisał w treść umowy niedozwoloną klauzulę indeksacyjną.

 

Możliwe skutki unieważnienia klauzuli wzbudziły jednak wątpliwości sędziego rozpatrującego sprawę polskich kredytobiorców. Mogłoby dojść bowiem do sytuacji, w której kredyt zostaje anulowany w trybie natychmiastowym albo kredytobiorcy zyskaliby możliwość spłaty kwoty wyrażonej w złotówkach, jednak ze stopą procentową LIBOR. Jest ona obecnie ujemna, w czasie gdy kredytobiorcy złotowi zmuszeni są stosować dodatni WIBOR w dalszym ciągu.

 

Zważywszy na te wątpliwości, sędzia pytał m.in. o to czy istnieje możliwość zastąpienia klauzulą zgodną z prawem tej nieuczciwej, kiedy unieważnienie umowy w całości wiązać będzie się z negatywnymi skutkami dla klienta, a także czy będzie możliwość utrzymania umowy, jeżeli usunięcie klauzul nieuczciwych doprowadziło by do zupełnej zmiany efektu zawartej umowy.

 

Giovanni Pitruzzella, będący rzecznikiem generalnym TSUE, jeszcze przed ogłoszeniem decyzji stwierdził, że w jego opinii „umowa nie może upaść wbrew interesowi klienta” i to konsument wskazywać ma co stanowi jego interes. Pitruzzella ocenił też, że gdy dojdzie do usunięcia nielegalnych klauzul, wówczas umowa może obowiązywać nadal, bez względu na to czy strony były gotowe zawierać umowę na takowych warunkach.

 

Rozpatrzona przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawa nie ma automatycznego wpływu na wszystkie sprawy frankowiczów jakie są prowadzone przed sądami w naszym kraju. Nie jest też pewne czy decyzja Trybunału będzie stosowana nawet w przypadku spraw dotyczących kredytów indeksowanych do franka. W tej sytuacji sądy mogą tak postąpić, jednak mogą też kierować się wyrokiem ogłoszonym przez TSUE tylko w tych sprawach, które są tożsame z tą rozpatrzoną w Luksemburgu.

 

 

Źródło: money.pl

Fot.: Pixabay

W czerwcu 2017 roku zatrzymano 19-letniego Kamila K., który po rzeszowskich juwenaliach napadł i zgwałcił 22-letnią dziewczynę, wracającą do domu. Sprawca z całą pewnością będzie bardzo długo pamiętał to, co zrobili mu współwięźniowie.

 

Więźniowie, którzy przebywali w celi razem z Kamilem K., gwałcicielem 22-letniej kobiety, zrobili mu to samo, po czym wycięli nożem na plecach napis „gwałciciel”. Policjanci zostali zaalarmowani dopiero przez więziennego lekarza, który zobaczył rany podczas badania.

 

Teraz sprawą zajmą się śledczy, którzy ocenią, czy materiał dowodowy pozwoli na wszczęcie postępowania ws. pobicia, gwałtu i uszkodzenia ciała 19-letniego mężczyzny.

 

 

Radio ZET, se.pl
fot. Youtube.com/ zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe
PJ

Mężczyzna, który zamordował własną córkę, bo jak twierdził: „zbyt głośno mocno płakała”, nie spotkał się ze zrozumieniem, najpierw sądu, a finalnie współwięźniów.  Ci ostatni  okrutnie ukarali dzieciobójcę.

 

22 -latek Liam Deane zamordował swoją córeczkę zaledwie dwa dni po narodzinach. Mężczyzna przyznał się do winy w czasie procesu. Najpierw uderzył małą Lunę w twarz, a potem z całej siły uderzył nią o ścianę. Sąd skazał go za ten czyn na dożywocie.

 

CZYTAJ TAKŻE: Góry gotówki w mieszkaniu poszukiwanej liderki kiboli Cracovii?!

 

Deane w więzieniu nie posiedział jednak długo. Zwyrodnialec został znaleziony martwy w więziennej celi. Według ustaleń policji, gdy współwięźniowie dowiedzieli się za co został skazany Deane, postanowili dokonać na nim linczu. Oskarżonych jest kilku osadzonych z zakładu karnego w Leeds.

 

 

nczas.pl, fakt24.pll
Foto: Youtube.com/ zrzut z ekranu/ zdjęcie poglądowe
MR

Za wyjątkowo okrutne sadystyczny pedofil usłyszał wyrok 70 lat więzienia. Sąd uznał go winnym za gwałty na rocznej córce oraz rozpowszechnianiu dziecięcej pornografii.

 

Kilka dni temu na Florydzie w USA zapadł najwyższy możliwy wyrok. James Lockhart został skazany na 70 lat więzienia za wielokrotne dokonanie gwałtu na swojej rocznej córce oraz rozpowszechnianie nagrań w internecie.

 

Jak informuje Radiozet.pl Lockharta zatrzymano pod koniec ubiegłego roku. W jego mieszkaniu znaleziono ponad 4 tysiące zdjęć oraz ponad 40 filmów z dziecięcą pornografią. Prokuratura nie wyklucza, że skazany gwałcił również inne dziecko. Jak twierdzą internauci – wielokrotnie się tym chwalił.

 

31-latek pomiędzy 2016r. a 2018r. nagrał 4 filmy pornograficzne ze swoją córką. Został zatrzymany po opublikowaniu jednego z nich, na których gwałci swoją córkę w dark webie. Prawdopodobnie myślał, że zostanie bezkarny, jednak agenci pokazali wideo jego żonie oraz matce jego dwójki pozostałych dzieci. Ta rozpoznała na filmie dziecko oraz rękę ojca.

 

Poniżej przedstawiamy sylwetkę zwyrodnialca:

Rosjanin Denis Lisow nie zostanie wydany szwedzkim organom ścigania. Taką decyzję podjął dziś Sąd Okręgowy w Warszawie.

 

Denis Lisow to Rosjanin, który w kwietniu tego roku porwał swoje 3 córki i uciekł ze Szwecji. Zatrzymała go straż graniczna na warszawskim Okęciu, skąd chciał polecieć do Rosji.

 

Powodem było rozgoryczenie mężczyzny i troska o dzieci. W 2017 roku córki zostały mu odebrane, po czym trafiły do muzułmańskiej rodziny zastępczej. Wszystko przez chorobę jego żony, u której trzy lata wcześniej zdiagnozowano schizofrenię. Mężczyzna otrzymał pozwolenie na widzenie z córkami raz w tygodniu, jednak władze Szwecji utrudniały mu kontakt z dziećmi.

 

Od czasu gdy Lisow pojawił w Polsce, rozpoczęła się jego batalia ze szwedzkim wymiarem sprawiedliwości.  Rosjanina w sądzie reprezentował między innymi Instytut na rzecz kultury Prawnej Ordo Iuris. Jak czytamy na polsatnews.pl sędzia uzasadnił wyrok między innymi tym, że „Dzieci zostały umieszczone w całkowicie obcej kulturowo, obyczajowo, religijnie, mentalnie rodzinie zastępczej, w której nie czuły się bezpiecznie. To niewątpliwie mogło u dzieci wywołać pogłębiający się stres, a w konsekwencji doprowadzić także do zaburzeń osobowościowych i psychicznych.”

 

W opinii sądu wydanie Lisowa i ukaranie go byłoby złamaniem podstawowych praw człowieka. Wzruszony ojciec dziękuje Polsce za pomoc.

Poniżej wideo z rozprawy:

 

żródło: polsatnews.pl,