W tym tygodniu polskie media obiegła informacja o dotarciu do naszego kraju koronawirusa. Pierwszy przypadek zidentyfikowano w zielonogórskim szpitalu. Pacjent przybył z północnej części Niemiec do Polski autobusem rejsowym. Zawiadomił on odpowiednie służby mając niepokojące objawy i został zgodnie z procedurami zabrany karetką ze wsi Cybinka. I to właśnie w tej miejscowości miało miejsce wystąpienie szefowej sanepidu, które wywołało sporo kontrowersji. Wielu internautów zastanawiać może się, z czego wynikało takie zachowanie i ten styl mówienia u pani Jadwigi Caban-Korbas.

 

Powiatowa Inspektor Sanitarna w Słubicach w czasie swojego przemówienie wypowiadała się na temat pacjenta, u którego stwierdzono obecność koronawirusa. Opowiadała wówczas o jego relacjach z żoną, a także sytuacji rodzinnej. Wspomniała też o „kaszlących osobach” w autobusie, którym podróżował mężczyzna. To jednak nie wszystko…

 

Jadwiga Caban-Korbas w czasie gminnego posiedzenia udzielała też porad dotyczących zachowania się w czasie istnienia ryzyka zakażenia się koronawirusem. Mówiła m.in. o całowaniu się. Zaśpiewała również fragment popularnego utworu…

 

Według docierających medialnych informacji, na przemówienie Jadwigi Caban-Korbas zareagował GIS i jak zadeklarował jego szef Jarosław Pinkas, kobieta została odwołana ze stanowiska.

 

Zobaczcie i posłuchajcie!

 

 

 

Źródło: wSensie.pl ; Interia.pl ; YouTube/koscierzyna24info

Sytuacji, która miała miejsce w kościele św. Idziego przy ul. Grodzkiej w Krakowie nie spodziewał się nikt. Podczas jednego z nabożeństw w świątyni, wierni modlili się za ofiary przemocy seksualnej ze strony Kościoła. W trakcie modlitwy, dwie kobiety – Pani Iwona i Pani Justyna – zdecydowały się na odważny krok i przed wszystkimi zgromadzonymi opowiedziały o wyrządzonej im krzywdzie na tle seksualnym.

 

Jak opowiedziała publicznie Pani Iwona, już od 12 roku życia była wykorzystywana przez osobę duchowną. Przez kilka lat jeden z księży zapraszał kobietę i jej koleżanki na plebanię, gdzie nakłaniał do konsumpcji alkoholu, sypał niesmacznymi żartami, a z czasem proponował stosunek seksualny. Kapłan kazał kobiecie spowiadać się z tego, co robili – a jeżeli pokrzywdzona wyzna komuś prawdę, ten groził opowiedzeniem o wszystkim jej matce. Dopiero po 3 latach, kiedy ofiara skłamała duchownemu o ciąży, ten urwał z nią kontakt.

 

Dopiero kilkanaście lat później Pani Iwona zdobyła się na odwagę i podjęła odpowiednie kroki w celu ukarania księdza. Ze względu na przedawnienie, prokuratura umorzyła jednak tę sprawę. Duchowny ten dopiero w tym miesiącu stracił swoje stanowisko.

 

– Najbardziej zależało mi na tym, żeby ten człowiek nie był już proboszczem, żebym była spokojna, że tam nie ma już żadnego dziecka – głosiła kobieta w trakcie nabożeństwa. – Trudno mi oglądać i słuchać, jak ktoś mówi, że to jest napaść na Kościół, że my chcemy go zniszczyć. Ja kocham ten Kościół, jestem w nim, byłam i będę mimo wszystko, bo to nie Pan Bóg mi zrobił, tylko człowiek – dodała Pani Iwona podkreślając, że mimo wszystko Kościół jest dla niej bliski.

 

Poszkodowana argumentuje swoje wystąpienie chęcią pokazania, jak wielką skalę obejmuje przemoc seksualna w Kościele. Chciała także udowodnić, że ofiary te są prawdziwymi ludźmi, a nie są wyimaginowanymi przez dziennikarzy istotami.

 

– Za każdą osobą stoi jakaś historia. I tak postrzegam swoją rolę jako duszpasterza – nie jako budowanie jakiejś struktury, ale przestrzeni, że można przyjść i porozmawiać, zarówno w przestrzeni psychologicznej – jestem psychologiem – i w przestrzeni duchowej – podsumował duszpasterz pokrzywdzonych Ks. Artur Chłopek.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: pixabay.com
EM