Śmierć 39-letniego Piotra Woźniaka-Staraka wstrząsnęła całą Polską. Polski producent filmowy wraz z 27-letnią kobietą, kilka dni temu wypoczywali nad mazurskim jeziorem Kisajno. Jednej nocy towarzysze wybrali się w podróż łódką – ta rzekomo w pewnym momencie przewróciła się i oboje wpadli do wody. Mieszkance Łodzi udało się dopłynąć do brzegu, ale producent nie miał już tyle szczęścia. Jakie były dokładne okoliczności jego śmierci? Pojawiają się nieoficjalne informacje na ten temat.

 

W czwartek, 22 sierpnia odnaleziono zwłoki mężczyzny. „Potwierdziły się najgorsze obawy. Wszystko wskazuje na to, że ciało Piotra Woźniaka-Staraka zostało odnalezione. Wyrazy współczucia Rodzinie i Najbliższym” – poinformował jako jeden z pierwszych wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, Jarosław Zieliński. Jak poinformował białostocki „Kurier Poranny”, ciało zmarłego przewiezione zostało do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku.

 

Na ten moment przeprowadzona zostanie sekcja zwłok 39-latka. Nie wiadomo jednak, kiedy poznamy wyniki tych badań. W mediach krążą jednak nieoficjalne informacje, że przyczyną śmierci Woźniaka-Staraka mógł być mechaniczny uraz doznany w czasie wypadku. Teoria ta wysnuta została tuż po przesłance o długich włosach producenta filmowego, które rzekomo znajdowały się w śrubie motorówki.

 

„Prawdopodobnie bezpośrednią przyczyną śmierci Woźniaka-Staraka było utonięcie. Dowiedzieliśmy się tego z nieoficjalnych źródeł”. Nasuwa się jednak masa pytań związana z tym założeniem. O tym, jak zginął Piotr Woźniak-Starak, dowiemy się zaraz po sekcji zwłok.” – informuje Fakt.pl.

 

Wątpliwości budzi także fakt, że tuż po odnalezieniu zwłok przez Grupę Specjalną Płetwonurków RP, ciało przetransportowane zostało na teren posiadłości Staraków. „Standardowo odnalezione zwłoki przewozi się do prosektorium i tam następuje okazanie rodzinie. Wcześniej ciało należy przygotować. Trochę obmyć. W przypadku Piotra Woźniaka-Staraka mieliśmy do czynienia z niestandardową procedurą. Jego ciało przewieziono na teren posiadłości rodziny. Nie można jednak mówić o złamaniu prawa. Rodzina i tak musiała zidentyfikować zwłoki. Mają przystań dla łódek, więc nie wymagało to dużego zachodu. Choć z pewnością to pewne odstępstwo – mówi Dariusz Loranty, były policjant wydziału zabójstw.

 

Prokuratura odmawia komentarza na ten temat.

 

Źródło: popularne.pl’ wiadomosci.wp.pl
EM

 

 

 

 

 

Wciąż nie milkną echa wypadki, w wyniku którego za zaginionego został uznany producent filmowy i członek jednej z najbogatszych polskich rodzin, Piotr Woźniak-Starak. Pojawia się tez coraz więcej informacji na temat feralnych wydarzeń, których był uczestnikiem.

 

Przypomnijmy, że Piotr Woźniak-Starak feralnej nocy wypłynął na jezioro Kisajno motorówką. Najprawdopodobniej do wypadku w wyniku którego został uznany za zaginionego doszło podczas manewru zawracania łodzi. Od początku w mediach pojawiała się informacja, że na łódce która płynął towarzyszyła mu 27-letnia kobieta.

 

Jak informuje „Super Express” 27-latka to najprawdopodobniej pracowała jako kelnerka w jednej z okolicznych restauracji, gdzie poznał ją biznesmen. Jak twierdzi tabloid była to dosyć „świeża” znajomość.  Jedno wiemy na pewno.  Jak poinformowała,Iwona Chruścińska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Giżycku, kobieta jest mieszkanką Łodzi.

 

 

/red./

Za: superexpress.pl

Foto: Youtube.com/zdjęcie poglądowe

Do obiegu weszły nowe fakty w głośnej sprawie 5-letniego Dawidka. Jak informuje portal TVN 24, pod koniec czerwca matka chłopca złożyła do prokuratury zawiadomienie o znęcaniu nad nią przez martwego już Pawła, ojca dziecka.

 

Pełnomocnik żony Pawła Żukowskiego złożył 28 czerwca zawiadomienie do prokuratury w Grodzisku Mazowieckim o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez mężczyznę. Według kobiety miał znęcać się nad nią psychicznie, wobec czego wyprowadziła się od niego na 3 tygodnie przed tragiczną śmiercią męża i zaginięcia ich dziecka. Nowe fakty w głośnej sprawie podał TVN 24.

 

W tym miejscu potwierdzają się wczorajsze doniesienia o rzekomych długach Pawła Żukowskiego. Według sąsiadów i znajomych ojciec zaginionego Dawidka miał być uzależniony od hazardu, co rzutowało z kolei na konflikt w rodzinie. Dlatego rodzice dziecka postanowili przejść w stan separacji.

 

Jedna z sąsiadek wyjawiła, że rodzina Dawidka to repatrianci z Kazachstanu. Mieszkali w miejscu skąd wyjechali po raz ostatni od 20 lat. Jak twierdzi kobieta tworzyli miłą rodzinę, w której przynajmniej z zewnątrz nie dochodziło do poważniejszych kłótni.

 

Wątki rodziny zahaczają także o inny wschodni kraj – Ukrainę. To właśnie tak według doniesień medialnych miała uciec była żona Pawła Żukowskiego w raz z córeczką.

 

Opieka nad 5-letnim Dawidkiem była także osią sporu rodziców. Kobieta zabrała go do Warszawy na trzy tygodnie przed ubiegłotygodniową tragedią. Miała także złożyć pozew rozwodowy, jednak po wydarzeniach ze środy sprawa jest nieaktualna.

 

TVN 24 donosi, że jutro zostanie przebadane ubranie mężczyzny które miał na sobie w momencie popełnienia samobójstwa. Dotychczas nie było to możliwe, ponieważ odzież musiała wyschnąć  bez przyśpieszania tego procesu.

 

To może rzucić nowe światło na sprawę. Ślady na ubraniach mogą rozwikłać zagadkę ewentualnego morderstwa syna bądź ukrycie go żywego. Policja liczy także, że znajdzie nowe poszlaki ws. trasy jaką pokonali w dniu zdarzenia.

 

Źródło: TVN 24, RMF 24.

Dziś minie tydzień od zaginięcia pięcioletniego Dawida Żukowskiego. Do tragicznego zdarzenia doszło w Grodzisku Mazowieckim. Policja przedstawia coraz więcej faktów, jednak chłopca nadal nie odnaleziono.

 

Poszukiwania rozpoczęły się w ubiegłą środę. Wszystko zaczęło się od zabrania chłopca z domu około godziny 17. Całą sprawę opisywaliśmy kilka dni temu (więcej informacji: kliknij tutaj).

 

Dzięki informacjom ustalonym przez TVN znamy przebieg całej drogi 32-latka. Jak podaje Radiozet.pl mężczyzna wyjechał z Grodziska do Warszawy o godzinie 17:28. Po drodze zrobił dwa postoje. Jeden z nich trwał 40 minut, mężczyzna rozmawiał wtedy z żoną. Wrócił po dwóch godzinach, jednak według zapisu monitoringu, chłopca nie było już z nim w samochodzie.

 

Śledczy nie wykluczają, że 5 latek już nie żyje. Przeszukują cmentarze na wypadek, gdyby ojciec pochował Dawida. Poszukiwania trwają także na całej trasie z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy. Jak informuje TVN mężczyzna przed śmiercią wszedł do kościoła i się modlił, na co samochód zaparkowany nieopodal świątyni.

 

Żródło: Radiozet.pl

Mija już 6 doba od tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły całą Polską. Wciąż trwają poszukiwania 5-letniego Dawida, tuż po tym, jak jego ojciec odebrał go od dziadków i jeszcze tego samego wieczoru popełnił samobójstwo rzucając się pod koła rozpędzonego pociągu. W aucia chłopczyka już nie było.

 

Wczoraj policja przerwała poszukiwania chłopca w terenie i zajęła się badaniem zebranego wcześniej materiału (więcej informacji: kliknij tutaj).

 

Na jaw wyszły nowe fakty, bowiem jak poinformował nieoficjalnie Super Express, funkcjonariusze posiadają nagrania z monitoringu, na którym widać, jak 32-letni Paweł Ż. spaceruje samotnie chodnikiem.

 

Ponadto, TVN dotarł do informacji, wg. których tuż przed śmiercią 32-latka, mężczyzna rzekomo modlił się w kościele.

 

Źródło: tosiedzieje.pl
EM

Jak informują dziennikarze Faktu, w aucie i na ubraniu ojca zaginionego Dawidka odnaleziono mnóstwo śladów krwi i moczu dziecka.

 

Oprócz licznych plam krwi i moczu, na ubraniu Pawła Ż. odnaleziono także ślady liści, ziemi i trawy. Obecnie materiały badane są w laboratorium. Taki trop może ostatecznie zaprowadzić śledczych do zaginionego 5-latka.

 

Jak ustalili śledczy, 32-latek chłopca 10 lipca o godzinie 17 od dziadków. Mężczyzna miał odwieźć Dawida do jego matki do Warszawy, jednak do dziś tego nie zrobił. Rzekomo była partnerka otrzymała od Pawła Ż. smsa z wiadomością, że już nigdy nie ujrzy swojego syna. O godzinie 21 mężczyzna popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg. Jakiś czas później samochód mężczyzny został odnaleziony – nie zastano tam jednak małego chłopca.

 

Źródło: warszawawpigulce.pl
EM