Medialne doniesienia jakie pojawiły się przy okazji tej akcji służb mogły wywołać niepokój wśród wielu przedstawicieli społeczeństwa u naszych zachodnich sąsiadów. Czy możliwe jest, że w Niemczech chciano w ostatnim czasie wywołać prawdziwą wojnę domową? W sprawie tej funkcjonariusze zatrzymali grupę podejrzanych, a w mediach pojawiają się informacje, które mogą niektórych szokować.

 

Niemieckie służby zatrzymały grupę mężczyzn, którzy według informacji podawanych przez tamtejszych dziennikarzy, planować mieli serie ataków terrorystycznych, które mogły skutkować akcjami odwetowymi, zamieszkami, a w konsekwencji nawet wojną domową. To właśnie miało być celem rozpracowanej grupy uznawanej przez miejscowe służby za strukturę terrorystyczną.

 

Zatrzymani pochodzą z terenów sześciu niemieckich landów: Badenii-Wirtembergii, Saksonii-Anhalt, Bawarii, Dolnej Saksonii, Nadrenii Północnej-Westfalii i Nadrenii-Palatynatu. Zapoznać mieli się przez internet we wrześniu ubiegłego roku i rozpocząć mieli wspólne plany dotyczące rozpętania wojny domowej pomiędzy rodowitymi Niemcami a muzułmańskimi imigrantami oraz ich potomkami. Służby miały jednak śledzić ich poczynania już od samego początku zawiązania się tej siatki.

 

Do aresztu trafiło dwunastu członków tej grupy. Trzynasty z nich uniknął aresztowania, ponieważ po uformowaniu się grupy przekazał niemieckiej policji informacje dotyczące tych terrorystycznych planów. Co ciekawe wśród podejrzanych znalazł się też funkcjonariusz policji.

 

– Uznajemy czterech z nich za członków komórki terrorystycznej, ośmiu za zwolenników, w tym funkcjonariusza policji Nadrenii Północnej-Westfalii

– wyjaśnił przedstawiciel Prokuratury Federalnej.

 

Jak poinformował „Der Spiegel”, grupa planowała zainwestować łącznie około 50 000 euro w celu przygotowania i realizacji ataków. W zamieszkiwanych przez podejrzanych miejscach odnaleziono różne rodzaje broni, a także zapas granatów domowej roboty.

 

Chcąc wywołać niepokoje oraz w dalszej perspektywie wojnę domową, niedoszli zamachowcy planowali zaatakować około dziesięciu celów w tym samym czasie. Celem miało być od kilku do kilkunastu meczetów w trakcie odbywających się w nich muzułmańskich modlitw. Ofiarami stać mieli się azylanci, muzułmanie, ale także politycy.

 

 

Źródło: „Der Spiegel” ; o2.pl

Fot.: Pxhere.com

Wielu Francuzów jest wstrząśniętych tym co wydarzyło się we francuskiej armii. Całą sytuację ujawniła treść raportu, którego autorzy zgromadzili informacje na temat tego jak wielu żołnierzy zdecydowało się dołączyć do terrorystów i stać się wrogiem państwa, któremu mieli służyć w zakresie militarnym. To co wynika z raportu zostało przekazane opinii publicznej przez dziennik „Le Figaro”.

 

Całą sytuację można śmiało określić jako wyjątkowo skandaliczną. Okazuje się bowiem, że żołnierze należącej do NATO Francji odmawiali m.in. uczestnictwa w walce przeciwko osobom powiązanym z dżihadystycznymi ugrupowaniami, a to dlatego iż oni sami z nimi sympatyzowali.

 

Dołączanie francuskich żołnierzy do islamskich terrorystów jest dodatkowo niepokojące ze względu na fakt, że dżihadyści chętnie przyjmować mieli wojskowych w swoje szeregi. Stanowili oni dla terrorystów bowiem sporą wartość, jako osoby wyszkolone i posiadające sporą wiedzę o działaniach oraz procedurach realizowanych na rzecz bezpieczeństwa. Jak podają media, żołnierze mogli liczyć też na stosunkowo szybki awans w hierarchii terrorystycznych struktur.

 

Jak ma wskazywać treść raportu, na przestrzeni ostatnich 7 lat, aż 30 żołnierze miało zdecydować się na tak szalony krok jak pozostawienie armii dla związania się z siatkami dżihadystów na terenie Syrii i Iraku. Były to osoby pełniące służbę w 23 jednostkach francuskiej armii. Co warte podkreślenia, wielu z nich nie było wcześniej wyznawcami islamu.

 

Niektórzy z żołnierzy zdecydowali się przejść na islam i przyjąć jego ideologicznie radykalną formę jako swoją życiową drogę podczas prowadzenia działań militarnych, jednak część z nich przejawiała zainteresowanie terrorystycznymi organizacjami już wcześniej. Byli też tacy, którzy zdecydowali się w taki sposób odmienić swoje życie już po odbyciu wojskowej służby.

 

To co znajduje się w raporcie miało zostać podane do opinii publicznej w dniu 21 grudnia br., jednak dziennik „Le Figaro” dotarł do jego treści już wcześniej i przekazał swoje ustalenia francuskim obywatelom. Te doniesienia zbulwersowały dodatkowo lokalną społeczność w czasie, kiedy wiele osób wychodzi na ulice francuskich miast w związku z wieloma innymi problemami, z jakimi boryka się to państwo.

 

Jak twierdzą autorzy sporządzonego raportu, żołnierze przechodzący na stronę dżihadystów mogli uczestniczyć w przygotowywaniu ataków terrorystycznych na terenie Francji. Pomoc i wiedza osób wywodzących się z wojskowych struktur mogły być bowiem ważnym elementem skutecznego zaplanowania zamachów.

 

W związku z zaistniałą sytuacją, francuskie władze miały wprowadzić w ciągu ostatnich kilku lat większe kontrole w wojskowych jednostkach, co do których istnieje uzasadniona obawa o możliwość sympatyzowania żołnierzy z terrorystami. Miały miejsce również śledztwa administracyjne, które dotyczyły niejasności związanych z nawet zaufanymi ludźmi z armii. Działanie te mają pozwolić uniknąć radykalizacji żołnierzy i ich przejścia na stronę wroga w przyszłości.

 

 

 

Źródło: Le Figaro ; o2.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Salah Abdelsam to ostatni żyjący zamachowiec z francuskiego teatru Bataclan, gdzie w 2015 roku doszło do wyjątkowo krwawego zamachu. Zamordowano wówczas 90 osób. Teraz sąd przyznał mu odszkodowanie. Francuzi nie dowierzają.

 

Zamach na teatr Bataclan w Paryżu to jeden z najkrwawszych aktów terroru w Europie w XXI wieku. Dokonano go trakcie koncertu zespołu Eagles of Death Metal. Trwał w trakcie tzw. Kryzysu Migracyjnego, podczas którego do Europy przedostało się mnóstwo migrantów z obszarów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Jedyny żywy napastnik to Salah Abdelsam, który został w 2016 roku skazany na 20 lat pozbawienia wolności.

 

Jak informuje prawnik osadzonego we francuskim więzieniu terrorysty, jego klient został ulokowany w celi o specjalnych środkach bezpieczeństwa, m. in. z całodobowym monitoringiem. To w ocenie sądu naruszało podstawową wolność jednostki jako prawo do prywatności, której w przypadku całodobowej obserwacji terroryście brakowało.

 

Warto nadmienić, że nakaz monitorowania więźnia wydał sam minister sprawiedliwości Francji ówczesnego rządu Francoisa Hollanda. Teraz sąd w Wersalu uznał tę decyzję za niezgodną z prawem. Wobec tego, Abdelsam ma otrzymać 500 euro zadośćuczynienia. Zakończy się także stały monitoring w zakładzie karnym.

 

Francuska opinia publiczna jest zbulwersowana. Obywatele podkreślają skalę zamachu i prawie sto ofiar terrorystów. Ich zdaniem winny temu Abdelsam powinien być pod stałym nadzorem służb porządkowych.

Od czasu zamachów na Sri Lance, do których doszło w Niedzielę Wielkanocną, nie słyszy się już tak często w mediach o działaniach terrorystycznej organizacji Państwo Islamskie. Struktury dżihadystów jednak wciąż funkcjonują w świecie i stanowią przy tym poważne zagrożenia dla ludzi w różnych częściach świata.

 

Teraz jak donosi hiszpański „La Razon”, ISIS planować może kolejne ataki terrorystyczne, których przeprowadzenia podejmie się w okresie letnim. Dziennik powołuje się na treści zawarte w „Al Naba”- propagandowym tygodniku wydawanym przez Państwo Islamskie.

 

Co niepokojące, bardzo prawdopodobne, że członkowie ISIS będą chcieli uderzyć w miejsca oblegane przez turystów. Pojawiające się informacje wskazują na to, że za cel mogą oni wziąć sobie miejsca, w których na wczasy chętnie udają się Polki i Polacy.

 

Chociaż w swoich artykułach dżihadyści nie przyznają wprost, że planują takowe zamachy organizować, to zdaniem dziennikarzy treść ich publikacji sugeruje, że takie zbrodnicze plany na najbliższe miesiące lub nawet tygodnie są realne.

 

W swoim dzienniku, samozwańczy kalifat przytacza treść rzekomego raportu brytyjskiego wywiadu. Ma on ostrzegać podróżujące osoby przed możliwością wystąpienia ataków terrorystycznych na terenie poszczególnych państw.

 

Szczególne zagrożenie w tym względzie ma być w Hiszpanii, Grecji, Tunezji, Maroka i Turcji. Celem mogą stać się m.in. Wyspy Kanaryjskie. W swych publikacjach, członkowie ISIS zwracają też uwagę na fakt, że osoby pracujące w sektorze turystycznym mają otrzymywać instrukcje dotyczące tego jakie działania podejmować w razie ataku terrorystów.

 

Dżihadyści wskazują również, że ich działania mogą skutkować śmiercią wielu osób oraz wzięciem zakładników. Jako przykład takowej sytuacji przytaczają atak na hotel w Susie, który miał miejsce w czerwcu 2015 roku. Śmierć poniosło wówczas 39 ludzi, a sporą część z nich stanowili turyści z Europy.

 

 

Źródło: La Razon ; o2.pl

Fot.: YouTube/VICE News