Niestety na terenie naszego kraju po raz kolejny doszło do tragicznego zdarzenia. W tym przypadku, wstrząsające sceny rozegrały się w południowej części Polski, a dokładniej na terenie małopolskiej miejscowości Karwodrza w gminie Tuchów. O sprawie poinformowała m.in. telewizyjna stacja Polsat News. Niestety nie było do tej nocy jedyna sytuacja, w której odnaleziono zwłoki.

 

Makabrycznego odkrycia, dokonano na jednej z tamtejszych posesji w niedzielny wieczór, po godzinie 22. W budynku mieszkalnym, znaleziono zakrwawione ciało kobiety, na którym zidentyfikowano również okaleczenia, co wskazywać może na fakt, że została ona brutalnie zamordowana. Jak się jednak okazało, nie były to jedyne ludzkie zwłoki znajdujące się na tym terenie.

 

Ze studni znajdującej się obok domu, wyciągnięte zostało ciało mężczyzny ubranego w momencie śmierci w majtki oraz t-shirt. Człowiek ten to 63-letni mąż odnalezionej wcześniej wewnątrz budynku martwej kobiety.

 

W tej sprawie funkcjonariusze policji prowadzą śledztwo pod nadzorem prokuratury, które ma dać odpowiedzi na pojawiające się pytania dotyczące okoliczności tragedii jaka rozegrała się w Karwodrzy. Według informacji przekazanych przez Polsat News, mogło dojść w przypadku tego małżeństwa do tzw. „poszerzonego samobójstwa”.

 

63-latek mógł dopuścić się najpierw morderstwa dokonanego na własnej małżonce, a później samemu odebrać sobie życie skacząc do studni.

 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że tej samej nocy, wydobyto również ciało denata ze studni w miejscowości Mały Płock (województwo podlaskie). W tym przypadku był to 33-letni mężczyzna, którego zwłoki wydobyto po wypompowaniu wody przez straż pożarną. Mężczyzna miał wcześniej zaginąć, w związku z czym trwały poszukiwania jego osoby. Najprawdopodobniej wpadł on do studni przypadkowo. Mówi się, że miał problemy ze wzrokiem, poza tym nie jest wykluczone, iż był on pod wpływem alkoholu.

 

Czytaj też:

Krwawy atak w Warszawie! Wśród ofiar jest dziecko

Makabra w Krakowie! Podpalono człowieka

 

 

Źródło: Polsat News ; RadioZET.pl ; wp.pl

Fot.: Pixabay

 

Ta historia jest wyjątkowo makabryczna, a jej opis może być nieodpowiedni dla osób wrażliwych i tych poniżej 18. roku życia. Sprawa dotyczy tragicznej śmierci 17- letniego Keanea Mulready-Woods. Został on brutalnie zamordowany, a jego ciało rozczłonkowano. Najprawdopodobniej przed śmiercią, znęcano się nad chłopakiem w okrutny sposób. Wszystko to miało być zapewne zemstą dokonaną przez członków jednej z grup przestępczych.

 

Te dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Irlandii.17-latek prawdopodobnie wmieszał się w wojnę lokalnych gangów, a przy okazji upokorzył jednego z bandytów. Na fakt, iż w tle sprawy tkwią takowe porachunki, wskazuje też to gdzie doszło do morderstwa, a było to w rejonie Droghedy, miejscowości leżącej niedaleko Dublina. Okolica ta jest w ostatnim czasie świadkiem ostrej rywalizacji grup przestępczych zajmujących się handlem narkotykami.

 

W sprawie zabójstwa prowadzone jest śledztwo. Według wstępnych ustaleń przytaczanych przez media, przed śmiercią Keane był torturowany w brutalny sposób.Pojawiają się informacje, że mógł mieć ucinane palce, kiedy jeszcze żył. Poćwiartowane zwłoki chłopaka zapakowane wraz ze sportowymi klapkami znaleziono w torbie leżącej w rejonie jednej z dublińskich ulic. W innej części miasta dokonano kolejnego makabrycznego odkrycia. W bagażniku płonącego samochodu znajdowała się bowiem… głowa zamordowanego.

 

Torba ze szczątkami Keanea miała zostać podrzucona niedaleko miejsca zamieszkania szefa jednego z gangów. Mogło być to swoiste ostrzeżenie ze strony konkurencyjnej grupy. Pojawiła się teoria, że okrutna śmierć nastolatka była zemstą za listopadowe zastrzelenie Richiego Carberry’ego- przestępcy uwikłanego w handel narkotykami oraz bronią. Wiele mówi się jednak również o tym, że 17-latek upokorzył jednego z gangsterów, kradnąc pod siłownią jego torbę z klapkami. Według „Irish Independent”, chłopak miał opublikować później zdjęcie w tym właśnie obuwiu, co zdaniem śledczych wprowadziło napiętą atmosferę w lokalnych konfliktach.

 

 

 

Źródło: The Independent ; radiozet.pl ; online-mafia.pl

Fot.: Facebook ; Pixabay

 

Do dwóch makabrycznych zdarzeń doszło w ostatnich dniach na terenie województwa Wielkopolskiego. Niestety sprawy te wiążą się ze śmiercią kilku osób.

 

Pierwsza sprawa dotyczy sytuacji jaka miała miejsce w Kaliszu. W jednym z domów znajdujących się przy ul. Niemojowskich znaleziono tam ciała dwójki osób- kobiety i mężczyzny. Wiadomo, że byli oni w wieku około 50 lat, a ich zwłoki odnalazła osoba należąca do ich rodziny.

 

W przypadku tragedii w Kaliszu wykluczony wstępnie został udział osób trzecich w śmierci znalezionej pary zmarłych. Odrzucona miała zostać też hipoteza o zatruciu tlenkiem węgla.

 

Kolejne makabryczne odkrycie miało miejsce niedaleko miejscowości Kościan, leżącej również na terenie województwa wielkopolskiego.

 

W środowe popołudnie odnaleziono ciało mężczyzny, które znajdowało się w Kanale Mosińskim. Zgłoszenie o odnalezieniu zwłok policja otrzymała około godz. 14. Takie informacje podał portal rmf24.pl powołując się na relacje aspirant Izabeli Czerwiński. Sprawa ta badana jest przez policjantów, których działania nadzoruje prokuratura.

 

Przeprowadzenie sekcji zwłok przybliżyć ma śledczych do odpowiedzi na pytanie co doprowadziło do śmierci mężczyzny.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; wp.pl

Fot.: Flickr

28 listopada 2009 roku – to ostatni dzień, w którym widziano Larry’ego Murillo-Moncadę żywego. Tego dnia, 25-letni wówczas mężczyzna wybiegł z domu boso, w trakcie śnieżycy. Jak informuje „The Washington Post”, we wtorek, po prawie 10 latach odnaleziono jego ciało. Nigdy nie zgadniecie, gdzie zostało ukryte!

 

W poszukiwania 25-latka zaangażowały się setki mieszkańców miasta Council Bluffs w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie słupy, przystanki oraz inne miejsca w okolicy obklejone były ogłoszeniami o zaginionym.

 

Jak się później okazało, ciało Larry’ego znajdowało się ok. milę od jego domu – przez cały ten czas zwłoki ukryte były za lodówką supermarketu, w której niegdyś pracował!

 

Śledczy wciąż badają okoliczności śmierci mężczyzny. Jakim cudem jego ciało znalazło się w takim miejscu? Matka zaginionego wspomina ten dzień – dzień przed zniknięciem 25-latek wydawał się być nieobecny, trudno było złapać z nim jakiś kontakt. Udał się do lekarza, który przepisał mu antydepresanty. Leki nie pomogły, było jeszcze gorzej – Larry zaczął słyszeć głosy, mieć halucynacje. Przerażony twierdził nawet, że ktoś go śledzi. W końcu bez kurtki, butów i w letnich spodenkach wybiegł w trakcie śnieżycy z domu.

 

Ślad po Murillo-Moncadzie zaginął. Aż do czasu, kiedy w budynku, w którym niegdyś pracował, zlecono zrobienie remontu. Supermarket ten zamknięto w 2016 roku. W końcu obiekt znalazł kupca, który zlecił pozbycie się sklepowych regałów i półek. To właśnie wtedy, w szczelinie o szerokości 46cm. znaleziono rozkładające się od prawie 10 lat ciało.

 

Co na to dawni pracownicy sklepu? W rozmowie z policją tłumaczyli, iż wszyscy mieli nawyk stawania na lodówki, które mieściły się w magazynie. Być może Larry wdrapał się na urządzenie i wpadł w utworzoną między nim a ścianą szczelinę. Rzekomo lodówki i chłodziarki pracowały tak głośno, że nikt nie mógł usłyszeć wołania zaginionego o pomoc.

 

Zwłoki zidentyfikowano porównując materiały DNA rodziców z rozkładającym się ciałem.
W rozpoznaniu pomogły także znajdujące się na miejscu ubrania, które zgadzały się z tymi, które miał na sobie mężczyzna w dniu zaginięcia.

 

Źródło: rmf24.pl
Fot.: Wikimedia Commons
EM