Znany kynolog ostrzega: Strzeż nas Boże przed takimi obrońcami zwierząt! Uważajcie, komu przekazujecie 1 procent!

Aktywiści organizacji prozwierzęcych bez przeszkód zabierają rolnikom konie, krowy czy świnie. W wielu przypadkach trudno znaleźć podstawy do takiego działania. Po za jednym. To dobry biznes dla tak zwanych miłośników praw zwierząt. Przedstawiamy historię rolnika, który przez dwa lata walczył o odzyskanie inwentarza, a w tym czasie ekolodzy wystawili mu rachunek na 300 tys. zł za ich przechowanie… – czytamy na stronie TVP w opisie wyemitowanego 5 maja programu „Alarm”, w którym ujawniono dramatyczny los zwierząt po tym, jak leciwemu rolnikowi zabrało je kontrowersyjne stowarzyszenie Straż dla Zwierząt.

Obejrzyj cały materiał: KLIKNIJ I OGLĄDAJ!

„Program „Alarm” ujawnił, że część zwierząt zginęła, wiele zdechło, a inspektor weterynaryjny przyznał, że gdyby zostały u rolnika, prawdopodobnie większość by żyła nadal, a śmiertelność pod „opieką” Straży dla Zwierząt jest niebywała. Co ciekawe, organizacja miała słono policzyć sobie za wyżywienie zwierząt, łącznie z takimi, których nie zabierała…”

– czytamy w serwisie wSwiecie24.pl

„Strzeż nas Boże przed takimi obrońcami zwierząt! Uważajcie, komu przekazujecie 1 procent! W programie „Alarm” pokazano jak wygląda los ratowanych zwierząt. Według mnie najbardziej prawdopodobne jest to, że mechanizm jest prosty u wielu organizacji pseudoprozwierzęcych. Zabranie świń i krów czy koni rolnikowi i chwilę później rzeźnia, zysk, a zwierzęta trafiają do parówek i kebabów. Takim organizacjom tysiące Polaków empatycznych, lecz łatwowiernych przekazuje swoje pieniądze”

– mówi Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego, które jest członkiem międzynarodowej World Kennel Union.

 

Na pytania dziennikarskie dotyczące działalności prezesa Straży Dla Zwierząt, Mateusza Jandy, jego zastępca, Andrzej Kucharski do dzisiaj nie odpowiedział. Pytania przytaczamy w całości:

  1. Czy w 2018 roku Związek Kynologiczny w Polsce rozwiązał wszystkie umowy o współpracy ze stowarzyszeniem Straż dla Zwierząt i dlaczego stracił zaufanie do Straży?
  2. Czy tytułujący się komendantem Straży dla Zwierząt Mateusz Janda wielokrotnie proponował podpisanie umów o współpracy Straży z Polskim Porozumieniem Kynologicznym?
  3. Czy to prawda, że komendant Straży dla Zwierząt Mateusz Janda z wykształcenia jest ślusarzem, a jeśli tak, jakie inne fakultety, szkoły, studia ukończył, dające podstawy do oceny stanu zdrowia zwierząt przy ich odbieraniu hodowcom i rolnikom?
  4. Czy komendant Straży dla Zwierząt został wyproszony w 2019 roku ze spotkania założycielskiego Komitetu Obrony Polskiego Rolnictwa i Hodowców Zwierząt?
  5. Czy Straż dla Zwierząt pobierała opłaty za szkolenia hodowców psów rasowych i czy na tego typu szkoleniach komendant Straży mówił o konieczności zmian w Ustawie o ochronie zwierząt, a konkretnie zapisu art. 7 ust. 3 dających możliwość interwencji organizacji prozwierzęcych w celu zabierania zwierząt ich posiadaczom przed wydaniem stosownych decyzji administracyjnych przez władze samorządowe?
  6. Jaką sumę pieniędzy uzbierała Straż dla Zwierząt z tytułu przeprowadzonych szkoleń dla hodowców psów rasowych?
  7. W Internecie w Mediach Społecznościowych pojawiły się wpisy sugerujące tendencje zoofilskie komendanta Straży dla Zwierząt, a także jego zdjęcia (m.in. na jednym półnagi śpi z kurą, na innym leży z kozą) oraz zdjęcia kopulujących psów, które fotografować miał komendant SdZ. Czy Straż zamierza odnieść się do tych informacji i je zdementować?

„Do znudzenia przypominam, przekazujmy 1 proc. i darowizny, najlepiej z postaci karmy, a nie pieniędzy, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsza jest wiedza, czy naprawdę znamy organizację, której pomagamy, czy też znamy ją tylko ze wzruszających wpisów i zdjęć publikowanych w Internecie. Pomagajmy organizacjom lokalnym, które znamy”

– dodaje Maria Sowińska, prezes stowarzyszenia Pokrzywdzeni przez System i wieloletni opiekun bezdomnych zwierząt.